Bert Clendennen - nauczanie

Bert Clendennen - nauczanie

Postprzez veteran » 21 paź 2014, o 20:19

veteran
 
Posty: 517
Dołączył(a): 1 paź 2014, o 17:38
Lokalizacja: Władysławowo

Re: Bert Clendennen - nauczanie

Postprzez veteran » 21 paź 2014, o 20:46

veteran
 
Posty: 517
Dołączył(a): 1 paź 2014, o 17:38
Lokalizacja: Władysławowo

Re: Bert Clendennen - nauczanie

Postprzez veteran » 1 lis 2014, o 22:58

Odmienna kultura

Duch Święty jest obecny w nas, w naszym umyśle, w naszej woli, jest obecny w naszych emocjach i w odczuwaniu Boga. Jeśli prawdziwie zostaliśmy Nim napełnieni, to będziemy kochać to, co Bóg kocha, nienawidzieć tego, czego Bóg nienawidzi i płakać nad tym, nad czym On płacze. Będziemy się wyróżniać jako dzieci Boga Najwyższego. Kościół jest niedopasowanym odmieńcem, nie jest z tego świata. Jeśli z jakiegoś powodu straci tą nieziemskość, wtedy staje się przekłamaniem Boga. W tym organiźmie nie ma miejsca dla polityki; ma on swój nadrzędny cel, by objawić zagubionemu światu Bożego Syna.

Ponieważ kościół jest celem Boga i zarazem jest środkiem, przez który ten cel jest realizowany to musimy zrozumieć pewną prawdę: “By kształtować jakąkolwiek odmienność kulturową czy społeczną, musimy kontrolować sposób myślenia tego społeczeństwa.” Każdy dyktator począwszy od Nimroda kierował się taką zasadą. Stalin zabraniał Rosjanom otrzymywać korespondencję zza granicy; radio, telewizja i gazety mogły publikować tylko to, co było dozwolone. Poprzez całkowitą kontrolę sposobu myślenia mógł mieć władzę nad większością. System ten dał tak dobre efekty, że Rosjanie myśleli, że to Amerykanie byli niewolnikami stanu.


Widzę Kościół i Boże Królestwo jako styl życia, naród pomiędzy narodami, lecz nie wywodzący się z nich. Jesteśmy odmienną kulturą. Mamy swoje własne poglądy, ideały, cele, wartości, etykę, a połączeni jesteśmy Duchem Świętym. W momencie “Narodzenia na Nowo” otrzymaliśmy Chrystusa i teraz to On, ten który jest “Prawdą”, pracuje w nas, by wprowadzić nas w całą prawdę i przekształcić nas na Swój obraz. W ramach działania wewnątrz pierwszym zadaniem Kościoła jest przedstawić się jako duchowo przekształcony organizm by być przykładem, przewodzić i wyrażać w środku i na zewnątrz ten rodzaj wzajemnych relacji i postawy, jakiej Bóg wymaga od Swego ludu.

Dwóch nie idzie razem jeśli się nie umówili. Tylko na tej podstawie możliwa jest jedność. Stajemy się tym, w co wierzymy; jesteśmy uformowani poprzez nasze poglądy. By być jedno musimy kształtować się tymi samymi poglądami. Nauczanie ma być bezpośrednie. Nie ma miejsca na myśli ekumeniczne w dzisiejszych czasach. Dla Boga bardziej istotna jest prawda niż jedność. W drugim rozdziale listu do Galacjan Paweł napomina Apostoła Piotra, ponieważ “nie postępują zgodnie z prawdą ewangelii.” (Galacjan 2:14). Nikt z ludzi nie poznał lepiej wartości pokoju i jedności niż Apostoł Paweł. Napisał on hymn o Miłości (1 Koryntian 13) i usilnie nawoływał kościół by być jednej myśli. To on nazwał kościół jednym ciałem, jednym duchem, jedną nadzieją i jednym powołaniem. Jednak zobacz jak postąpił. Przeciwstawia się Piotrowi prosto w twarz. Dlaczego miałby to zrobić? Ponieważ wiedział jak okropne są konsekwencje fałszywej dokryny. Gorsze niż utrata pokoju.

Niestety są kaznodzieje i nauczyciele którzy, ze względu na to co nazywają spokojem, pogodzą się ze wszystkim w kościele. Wymieszanie prawdy i fałszu, ciała i Ducha występuje pod płaszczykiem miłości. Jeśli nauczasz przeciwko temu, jesteś nazwany heretykiem lub jeszcze gorzej. Kaznodzieje głoszący jedność za wszelką cenę zgodziliby się z Ahabem, że Eliasz był powodem problemów w Izraelu i pomogliby książętom Judy zamknąć usta Jeremiaszowi. Nie mam wątpliwości, że ci o których mówię oskarżyliby Pawła o bigoterię i brak miłości podczas napominania Piotra. Tacy ludzie mogą być szczerzy, ale szczerze się mylą. Nie mamy prawa oczekiwać czegoś innego jak czysta Ewangelia, niezmieszana i niezmącona. By utrzymać tą Ewangelię czystą musimy być gotowi na poświęcenie, zakłócenie spokoju, niezgodę i ryzyko podziału. Kiedy każdy człowiek jest pozostawiony swoim własnym sprawom, wszyscy są zgubieni.

Tylko ci, którzy zgadzają się z Bogiem i myślą jak On mogą być częścią Oblubienicy. Jako wierzący jesteśmy teraz na okresie próbnym. Na stażu władzy. Oblubienica ma ponować z Chrystusem, ale ci którzy mają z Nim panować muszą najpierw Jemu się podporządkować. Bóg pozwala wrogowi nas napastować, by sprawdzić czy nadajemy się do sprawowania władzy z Chrystusem. “Czy idzie dwóch razem, jeżeli się nie umówili?” (Amosa 3:3). By panować z Chrystusem musisz się z Nim zgadzać. Oznacza to odrzucenie każdego systemu, który nie zgadza się z tym, który jest Słowem Boga. Jezus powiedział, “wielu jest wezwanych, ale mało wybranych.” Każdy narodzony na nowo wierzący jest powołany by być częścią Oblubienicy, ale tylko niektórzy są wybrani. Musimy przejść test codzienności, który eliminuje większość.

Jako Nowe Stworzenie mamy nauczać duchowo. Musimy automatycznie przechodzić między dwoma królestwami. Nie mamy walczyć o nasze zbawienie, ale o dziedzictwo. Musimy być sprawdzani i wypróbowani nie po to by udowodnić sobie, że jesteśmy dobrymi Chrześcijaninami, ale by udowodnić naszą miłość i wierność Chrystusowi.

Bóg nie zaoferuje władzy temu, kto się z nim nie zgadza. Odmiennym jest również ten, kto nie do końca się zgadza. W dzisiejszej ekumenicznej aurze, kiedy ludzie usiłują uczynić wszystko kościołem, kiedy wszystkie drogi prowadzą do Rzymu, mamy skupić się na tych rzeczach, co do których się zgadzamy. Dla prawdziwego kościoła zgodzić się z Rzymem oznacza to samo co powiedzieć światu, że są dwie drogi zbawienia. Rzym naucza, że jest się zbawionym z uczynków, a Biblia mówi, że przez Łaskę. Takie połączenie wypacza Boga i nie można tego nazwać Kościołem. Jak możemy być razem krzewem winnym, jeśli Ty wierzysz w jedno o Bogu, a ja w coś zupełnie innego?

Oblubienica ogranicza się do tych, którym Bóg może zaufać. Chrystus jest jedyną osobą w historii, która zapracowała sobie na to zaufanie. Jako człowiek Chrystus był pierwszym narodzonym z nowej rasy i każdy “nowo narodzony” wierzący jest przeznaczony by być przemienianym na Jego obraz. Powód jest prosty; Bóg musi mieć to samo zaufanie i pewność w naszych myślach, działaniach i naszym posłuszeństwie, jakie odnalazł w Chrystusie. Siedzieć na Jego tronie, żyć i panować z Chrystusem oznacza, że musisz dojrzeć do miejsca stabilności i Bogobojności. (Oznaki duchowości). Nasza mentalność musi dojrzeć w Bogu i musimy mieć zrozumienie i autorytet, byśmy byli mądrzejsi niż diabeł. Jeśli mamy panować z Nim w wieczności musimy nauczyć się jak osądzać sprawiedliwie i sprawować kontrolę nad upadłą naturą. Musimy, jako kościół, posiadać moc i kierownictwo Boga.

Aby tak się stało, Duch Święty musi sprawować nad nami zupełną kontrolę. Własne JA musi umrzeć. W tym większość zawodzi, ponieważ ich styl życia wyznacza im ich własną drogę. Duch Święty nie będzie dzielił swojego życia razem z twoim. Dwie osoby z dwoma różnymi pragnieniami nie mogą posiadać jednego ciała - jedna musi odejść.


pastor Bert Clendennen
fragment z książki "The Ultimate Thing"
"Rzecz ostateczna"
tłumaczenie: Karolina


http://clendennen.blogspot.com/2014/06/ ... ltura.html
veteran
 
Posty: 517
Dołączył(a): 1 paź 2014, o 17:38
Lokalizacja: Władysławowo

Re: Bert Clendennen - nauczanie

Postprzez kesja » 2 lis 2014, o 13:44

Bóg nie zaoferuje władzy temu, kto się z nim nie zgadza. Odmiennym jest również ten, kto nie do końca się zgadza. W dzisiejszej ekumenicznej aurze, kiedy ludzie usiłują uczynić wszystko kościołem, kiedy wszystkie drogi prowadzą do Rzymu, mamy skupić się na tych rzeczach, co do których się zgadzamy.
Dla prawdziwego kościoła zgodzić się z Rzymem oznacza to samo co powiedzieć światu, że są dwie drogi zbawienia. Rzym naucza, że jest się zbawionym z uczynków, a Biblia mówi, że przez Łaskę.
Takie połączenie wypacza Boga i nie można tego nazwać Kościołem. Jak możemy być razem krzewem winnym, jeśli Ty wierzysz w jedno o Bogu, a ja w coś zupełnie innego?

wielu podajacych sie za wierzących nie potrafi zrozumieć co znaczy nie z uczynków a z ŁASKI



Oblubienica ogranicza się do tych, którym Bóg może zaufać.
Chrystus jest jedyną osobą w historii, która zapracowała sobie na to zaufanie.
:D
Jako człowiek Chrystus był pierwszym narodzonym z nowej rasy i każdy “nowo narodzony” wierzący jest przeznaczony by być przemienianym na Jego obraz.

Powód jest prosty; Bóg musi mieć to samo zaufanie i pewność w naszych myślach, działaniach i naszym posłuszeństwie, jakie odnalazł w Chrystusie.
Siedzieć na Jego tronie, żyć i panować z Chrystusem oznacza, że musisz dojrzeć do miejsca stabilności i Bogobojności. (Oznaki duchowości).
Nasza mentalność musi dojrzeć w Bogu i musimy mieć zrozumienie i autorytet, byśmy byli mądrzejsi niż diabeł. Jeśli mamy panować z Nim w wieczności musimy nauczyć się jak osądzać sprawiedliwie i sprawować kontrolę nad upadłą naturą.
Musimy, jako kościół, posiadać moc i kierownictwo Boga.

Czy ta nowa rasa jest czysta czy pomieszana z ziemską ?



Aby tak się stało, Duch Święty musi sprawować nad nami zupełną kontrolę.
Własne JA musi umrzeć.
W tym większość zawodzi, ponieważ ich styl życia wyznacza im ich własną drogę.
Duch Święty nie będzie dzielił swojego życia razem z twoim.
Dwie osoby z dwoma różnymi pragnieniami nie mogą posiadać jednego ciała - jedna musi odejść.
[/b]

Tu jest problem bo zdania sa podzielone.
Avatar użytkownika
kesja
 
Posty: 280
Dołączył(a): 14 paź 2014, o 17:32

Re: Bert Clendennen - nauczanie

Postprzez veteran » 3 lis 2014, o 21:56

Bert Clendennen napisał(a):Chrystus jest jedyną osobą w historii, która zapracowała sobie na to zaufanie.


Zgadzam się że tego zdania nie powinno być, że to nie tak.

Bert Clendennen napisał(a):Jako człowiek Chrystus był pierwszym narodzonym z nowej rasy i każdy “nowo narodzony” wierzący jest przeznaczony by być przemienianym na Jego obraz.


Nowa rasa to być może nieco kontrowersyjne stwierdzenie ale jest to w znaczeniu NOWE STWORZENIE a CHRYSTUS JEZUS jest naszym PIERWOWZOREM, mu musimy stać się JEGO ODWZOROWANIEM, ODZWIERCIEDLENIEM.
veteran
 
Posty: 517
Dołączył(a): 1 paź 2014, o 17:38
Lokalizacja: Władysławowo

Re: Bert Clendennen - nauczanie

Postprzez veteran » 4 lis 2014, o 22:05

Bert Clendennen – Prawdziwe upamiętanie

Dzisiaj zastanowimy się nad znaczeniem słowa „UPAMIĘTANIE”, gdyż jest to coś, o czym w dzisiejszym kościele prawie zapomniano, ale bez tego nie może być prawdziwej relacji z Bogiem. Jan Chrzciciel głosił, „Upamiętajcie się, albowiem przybliżyło się Królestwo Niebios (Mat. 3:2). Jezus głosił, „jeżeli się nie upamiętacie, wszyscy podobnie poginiecie” (Łuk. 13:3). Apostołowie chodzili wszędzie, zwiastując upamiętanie i odpuszczenie grzechów w Jego Imieniu. Naszym dzisiejszym tematem jest „prawdziwe upamiętanie”.

Tym zagadnieniem będziemy się zajmować w następnych dwóch lekcjach i Bóg chce nam coś powiedzieć. Jeżeli chcemy doprowadzić ludzi do zbawienia, musimy ich doprowadzić do upamiętania. By to zrobić, musimy zrozumieć, co z Bożego punktu widzenia oznacza upamiętanie. W 2 Kor. 7:10 czytamy, „Albowiem smutek, który jest według Boga, sprawia upamiętanie ku zbawieniu i nikt go nie żałuje; smutek zaś światowy sprawia śmierć”. W tym rozdziale apostoł odnosi się do innego listu, który przedtem napisał do Koryntu, na temat czegoś, za co należało ich zganić. Mówi tu o skutkach tego, co doprowadziło ich do prawdziwego upamiętania. Oni smucili się po Bożemu.

Dla apostoła i dla Boga było to dowodem, że ich upamiętanie było szczere. W wierszu 10 apostoł mówi o dwóch rodzajach smutku; jeden przynosi upamiętanie ku zbawieniu, a drugi śmierć. Nawiązuje to do tego, co jest powszechnie rozumiane, jako dwa rodzaje upamiętania i tej lekcji chcę was dzisiaj nauczyć. Kiedy głosimy Ewangelię, by doprowadzić ludzi do uświadomienia sobie potrzeby Boga, musimy wiedzieć, jak ich tam doprowadzić. Jeżeli zdacie sobie sprawę z tego, że mniej niż dwa procent tych, którzy wychodzą do modlitwy w kościele, by znaleźć Chrystusa, pojawiają się w kościele ponownie, zobaczycie, że coś jest nie tak. Tym czymś jest fakt, że nie narodzili się prawdziwie z Boga. Pokażę wam, że powodem, dla którego nie narodzili się na nowo jest to, iż nie doprowadzono ich do prawdziwego upamiętania. Zaczniemy od dwóch pytań: Co to jest upamiętanie? Jak to poznać? Mam nadzieję, że na te dwa pytania odpowiem.

Jest o wiele później, niż myślimy. Musimy rozróżniać o wiele więcej, niż dotychczas w odniesieniu do natury i charakteru prawdziwego praktykowania religii. Jeżeli tam byliśmy wierni, mniej tego, co jest fałszywe i niepożyteczne znajdzie miejsce w Kościele chrześcijańskim. Wierzę i nie mam zamiaru za to przepraszać, że osiemdziesiąt pięć procent ludzi w kościołach zielonoświątkowych, to kąkol. To znaczy, że nie narodzili się prawdziwie z Boga. Niczego bardziej nie szukałem, niż powodu, dlaczego jest tyle takiej podrabianej religii, dlaczego tylu ludzi w kościołach jest tam tylko dzięki religijnym sztuczkom. Wiem, dlaczego oni nie chcą przychodzić. Dlatego, że to nie jest w ich naturze. Przyszli do ołtarza, wydawało się, że przeżyli coś religijnego, ale nie narodzili się na nowo.

Starałem się poznać podstawy tych trudności. Przekażę wam to, do czego doszedłem, byście mogli uniknąć pułapek, jakie tam czyhają. Dlaczego jest tylu, którzy uważają, że są w porządku względem Boga, chociaż nie są w porządku, chyba, że Biblia nie ma racji? Dlaczego tylu dało się zwieść? Dlaczego tylu jest nie pokutujących grzeszników, a mimo tego myślą, że pokutowali przed Bogiem? Powód staje się oczywisty. Jest to brak wiedzy rozróżniającej podstawy religii, szczególnie odnośnie prawdziwego i fałszywego upamiętania. To jest myśl, którą chcemy rozwinąć przed wami na początku cyklu o UPAMIĘTANIU.

Co to jest prawdziwe upamiętanie? Po pierwsze, jest to zmiana opinii o naturze grzechu. Ta zmiana opinii musi powodować zmianę uczuć odnośnie grzechu. Uczucia są zawsze wynikiem myśli. Jeżeli nasze myśli o grzechu powodują odpowiednie uczucia i jeżeli nasza opinia jest właściwa, a towarzyszą temu uczucia, następuje prawdziwe upamiętanie. Boży smutek, jakiego Bóg oczekuje, musi wypływać z takiego zrozumienia grzechu, jakie ma Bóg. Inaczej mówiąc, musimy widzieć grzech tak, jak widzi go Bóg. Głoszenie Ewangelii musi mieć inną nutę, niż większość kazań słyszanych obecnie. Nie głosimy wystarczająco zakonu, by człowiek wiedział, że jest zgubiony.

Co więc musi się stać? Najpierw musi nastąpić zmiana opinii na temat grzechu. Osoba rzeczywiście pokutująca patrzy na grzech zupełnie inaczej, niż ktoś, kto nie pokutował. Prawdziwie pokutujący jest zdumiony, że mógł w ogóle pożądać takiej rzeczy. Wiecie, że to jest prawda. Wy, którzy naprawdę narodziliście się z Boga i przeszliście ze świata grzechu do Chrystusa, zastanawiacie się, jak mogliście kiedyś pożądać takich rzeczy. Kiedy ta opinia się zmieni i patrzycie na grzech inaczej, niż patrzy Bóg, wtedy jesteście martwi, lub umieracie. Dla pokutujących grzech jest bardzo odrażający i nieprzyjemny. Jeżeli ktoś dalej go pragnie i wierzy, że to może być koniec jego szczęścia i nie odrzuca go, to taki człowiek nie pokutował. Chciałby, gdyby nie trzeba było za to płacić. Tacy ludzie się nie upamiętali. Jest różnica, którą wyraźnie podkreślimy, między przekonaniem o grzechu, a upamiętaniem z grzechu. Różnica jest ogromna, bo chodzi o zbawienie lub zginienie.

Po drugie, musi nastąpić zmiana opinii na temat charakteru grzechu w odniesieniu do relacji z Bogiem. Grzesznicy nie wiedzą, dlaczego Bóg tak srogo karze za grzech. Oni tak bardzo kochają grzech i nie wiedzą, dlaczego Bóg miałby za to osądzać na wieczne potępienie. Grzesznicy, którzy są przekonani o grzechu, widzą grzech inaczej i jeżeli chodzi o ich opinię, to patrzą na grzech tak samo, jak chrześcijanie. To znaczy, że osoba, która jest przekonana o grzechu, widzi grzech tak, jak prawdziwie nowo narodzony chrześcijanin. Wielu grzeszników widzi grzech przeciw Bogu, jako coś, co zasługuje na wieczne piekło.

Większość z tych, którzy przychodzą do naszych ołtarzy modlitwy, dochodzi do tego miejsca. Widzą grzech tak, jak widzi go Bóg. Teraz trzeba im tylko zmiany towarzyszących temu uczuć, by stali się chrześcijanami. Często ich serce nie zgadza się z tą opinią. Jest to sprawa diabła i złych duchów w piekle. Zwróćcie uwagę, że zmiana opinii jest konieczna dla prawdziwego upamiętania. Musimy głosić przeciw grzechowi. Tu jest miejsce na wkroczenie zakonu. Musimy głosić zakon. Musimy głosić, czym jest grzech, że jest to przestąpienie prawa Bożego, by doprowadzić ludzi do zmiany ich opinii o grzechu. Grzesznik patrzy na grzech, jako coś cudownego i nie może zrozumieć, dlaczego Bóg go nienawidzi. Kiedy głosimy prawo Boże i człowiek zobaczy grzech tak, jak widzi go Bóg, zmienia się jego opinia na temat grzechu. Zanim zaczną temu towarzyszyć odpowiednie uczucia, opinia o grzechu musi zgadzać się z opinią Bożą.. Serce nigdy nie zwróci się do Boga w prawdziwej pokucie, jeżeli najpierw nie nastąpi zmiana opinii.

To jest powód, dlaczego większość ludzi w kościele nigdy nie narodziła się na nowo. To jest powód, dlaczego ponad dziewięćdziesiąt procent ludzi, którzy przyszli do naszych ołtarzy modlitwy po zbawienie, nie narodziło się na nowo. Tam była zmiana opinii bez pokuty. Nie będzie prawdziwego upamiętania, aż człowiek zostanie doprowadzony do miejsca, gdzie zmieni swoją opinię o grzechu. Człowiek może być doprowadzony do miejsca, gdzie zobaczy grzech tak, jak widzi go Bóg, a jednak nie pokutuje. To może być zmiana opinii bez upamiętania.

Człowiek może widzieć grzech tak, jak widzi go Bóg, a nie pokutować z grzechu. Jeżeli nie będzie pokutował z grzechu, nigdy nie odczuje grzechu tak, jak odczuwa go Bóg. Prawdziwe upamiętanie nastąpi po zmianie tych uczuć. Prawdziwie pokutująca dusza nie tylko widzi grzech, jako coś strasznego, ale tak, jak Bóg, nienawidzi grzechu. Co dzieje się z ludźmi, którzy są doprowadzeni do zmiany opinii o grzechu, a nie pokutują? Oni widzą grzech tak, jak widzi go Bóg. Mogą widzieć, że to zasługuje na wieczne potępienie w piekle, ale ich uczucia się nie zmieniły. Oni ciągle kochają grzech. Dlatego kościoły są pełne ludzi nie nawróconych. Zostali przekonani o grzechu, ale nie upamiętali się. Tacy ludzie ciągle kochają grzech i z tego powodu są raz w górze, raz na dole i nigdy nie są duchowo stabilni. Ich opinia się zmieniła, wiedzą, że grzech jest straszny i zasługuje na wieczne potępienie w piekle, ale oni dalej go kochają i dlatego ciągle upadają i grzeszą.

W waszych umysłach jest świadoma zmiana poglądów i uczuć odnośnie grzechu, jeżeli wasze upamiętanie jest szczere. Czy wiecie, że od tego momentu następuje w was zmiana? Uważam, że my, jako słudzy Chrystusa, musimy zadawać to pytanie ludziom, których prowadzimy do Chrystusa. Jakie jest twoje uczucie odnośnie grzechu? Kiedy nastąpi prawdziwe upamiętanie, znika skłonność do powtarzania grzechu. To nie oznacza, że człowiek nie może popaść w gniew, ale skłonność do powtarzania grzechu zniknęła. To Biblia ma na myśli, kiedy mówi, „Tak więc, jeśli ktoś jest w Chrystusie, nowym jest stworzeniem; stare przeminęło, oto wszystko stało się nowe” (2 Kor. 5:17). To nie oznacza, że mężczyzna czy kobieta są doskonali w swoim postępowaniu. Oni są raczej doskonali w swoich pragnieniach. Nie mają już pragnienia, by grzeszyć. Ta skłonność została zmieniona. Jeżeli prawdziwie pokutowałeś, nie kochasz już grzechu. Trzymasz się z dala od grzechu nie ze strachu. Nie grzeszysz, gdyż nienawidzisz grzechu.

Taka jest pozycja prawdziwie na nowo narodzonego człowieka. To może się stać tylko wtedy, kiedy taka osoba upamięta się ze swoich grzechów. Najpierw głoszone jest słowo. Kiedy głoszone jest słowo, przychodzi przekonanie o grzechu. W tym stanie widzisz grzech tak, jak widzi go Bóg, ale jeszcze kochasz grzech. Wraz z przekonaniem Bóg daje ci siłę do upamiętania, to znaczy do odwrócenia się od grzechu. Bez względu na to, jak bardzo go kochasz, On daje ci siłę, byś się od niego odwrócił. W tym upamiętaniu zmienia się twoje uczucie do grzechu. Pragnienie grzechu jest złamane. Nie pragniesz już grzechu, gdyż go nienawidzisz. Jak to jest z wami? Popatrzcie na grzechy, które kiedyś popełnialiście. Jak one teraz wyglądają? Czy wyglądają przyjemnie i czy chcielibyście je znowu popełniać, gdybyście nie bali się wiecznej zguby? Jeżeli tak jest, to dalej macie skłonności do grzechu. Jesteście tylko przekonani.

Przekonanie, to jeszcze nie jest narodzenie. To musimy wyjaśnić ludziom, których prowadzimy do Chrystusa, albo będą oni stale powracać do przeszłości. Prowadzenie ludzi do miejsca przekonania o grzechu, a nie doprowadzenie ich do głębokiej pokuty, gdzie narodzą się z Boga, zapełniło kościoły kąkolem. Twoja opinia o grzechu mogła się zmienić, ale jeżeli pozostanie w tobie miłość do grzechu, jesteś ciągle grzesznikiem. Prawdziwe upamiętanie powoduje zmianę zachowania. Z upamiętaniem przychodzi łaska wiary. Wielu ludzi powiedziało do mnie, ja chciałbym być chrześcijaninem, ale nie mam na tyle wiary. To nie jest twój problem. Twoim problemem nie jest wiara. Masz problem z prawdziwym upamiętaniem. Jeżeli dalej masz skłonność do grzechu, jesteś tylko przekonany, ale nigdy nie narodziłeś się z Boga.

Wierzę, że to mówi tekst, „Albowiem smutek, który jest według Boga, sprawia upamiętanie”… (2 Kor. 7:10). Smutek według Boga powoduje zmianę zachowania, gdyż w przeciwnym razie byłoby to powtarzanie tego samego, czyli mówienie, że upamiętanie powoduje upamiętanie. Apostoł Paweł mówił o przemianie umysłu, która powoduje zmianę zachowania i prowadzi do zbawienia. Znowu więc mamy pytanie. Czy zostałeś przemieniony? Czy odrzuciłeś grzech? Te pytania są bardzo ciężkie. One przesądzają, czy człowiek narodził się na nowo. Żaden doradca nie ma prawa zapewniać kogoś, że jest zbawiony. Nie możesz ich poprowadzić czymś, co nazywamy rzymska drogą i wtedy zapewnić ich, że są zbawieni. Czy jesteś odmieniony? Czy zmieniła się twoja skłonność do grzechu? Chodzi o to, byś nie tylko widział grzech tak, jak widzi go Bóg, ale byś miał to samo odczucie w sprawie grzechu, co Bóg. Czy nienawidzisz grzech?

Pytanie jest tego rodzaju, czy może idziesz tą samą drogą, ale dodałeś do swoich zajęć jeszcze kościół? Szczere upamiętanie prowadzi do zmiany zachowania. Następnie, szczere upamiętanie prowadzi do wyznania i naprawy. Złodziej, który zatrzymuje pieniądze, nie upamiętał się. Jeżeli zraniłeś kogoś i nie naprawiłeś szkody na tyle, na ile jest to możliwe, to nie upamiętałeś się. Paweł powiada, że fałszywe upamiętanie jest świeckie (to znaczy smutek według świata). Jest to smutek z powodu grzechu, wynikający ze świeckich rozważań i motywów związanych z obecnym życiem. Nie bierze pod uwagę prawdziwej natury grzechu. W naszych czasach byliśmy świadkami tego, że pewne największe nazwiska w świecie religijnym zostały przyłapane na niemoralności. Ich życie jest strasznie splamione i takie było przez lata.

Kiedy to wykryto, mieliśmy wiele płaczu, a czasami wielki, telewizyjny pokaz załamania. Dlaczego oni płaczą? To nie jest Boży smutek. Jest to smutek według świata. Oni płaczą, bo ich złapano. Utracili swoje imperium. Gdyby ich nie złapano, dalej trwaliby w grzechu. Ich uczucia nie zostały zmienione, gdyż wiele razy widzimy, że wracają do tego samego brudu, w którym byli, zanim ich złapano. Niektórzy stale wracają do starych grzechów. Dlaczego? Nie pozbyli się skłonności do grzechu. Jest on tylko pod kontrolą i ograniczany przez strach.

Taki też był problem Izraela. Oni stale wracali do grzechu i bałwochwalstwa. Mieli tylko świecki smutek. Prawdziwe upamiętanie zmienia zachowanie i skłonności tak, że nienawidzę grzechu tak, jak nienawidzi go Bóg. To jest pozycja prawdziwie pokutującego i narodzonego na nowo wierzącego. Nie trzeba poświęcać całego czasu na to, by namawiać takich ludzi do chodzenia do kościoła. Oni nienawidzą tego, czym byli. Biblia mówi, że będziemy kochać to, czego nienawidziliśmy, a nienawidzić to, co kochaliśmy. Smutek według Boga prowadzi do pokuty i upamiętania. To poselstwo musi być odnowione i trzeba go głosić, jeżeli chcemy widzieć ludzi prawdziwie narodzonych z Boga i wykonujących cele Wszechmocnego. W następnej lekcji będziemy kontynuować tą myśl o upamiętaniu.



—–

Materiały te są częścią podręcznika „School of Christ”

(c) 2002 Bert Clendennen

Tłumaczenie: Mirosław Kulec


http://chkd.pl/bert-clendennen-prawdziwe-upamietanie/
veteran
 
Posty: 517
Dołączył(a): 1 paź 2014, o 17:38
Lokalizacja: Władysławowo

Re: Bert Clendennen - nauczanie

Postprzez veteran » 4 lis 2014, o 22:09

Bóg szuka człowieka według swojego serca
„Niegdyś rzekłeś w widzeniu do wiernych swoich i powiedziałeś: Wzbudziłem bohatera ku pomocy, wywyższyłem wybrańca z ludu; Znalazłem Dawida, sługę mego. Namaściłem go świętym olejem moim” Psalm 89 wiersz 20 i 21.

„A gdy go odrzucił, powołał im na króla Dawida i wystawił mu świadectwo w słowach: Znalazłem Dawida, syna Jessego, męża według serca mego, który wykona całkowicie wolę moją”. Księga Dziejów Apostolskich 13:22

„Umiłowałeś sprawiedliwość. a znienawidziłeś nieprawość: Dlatego namaścił cię. o Boże, Bóg twój olejkiem wesela jak żadnego z towarzyszy twoich”. List do Hebrajczyków 1:9

„Lecz teraz królestwo twoje nie utrzyma się. Pan wyszukał sobie męża według swego serca i Pan ustanowił go księciem nad swoim ludem za to, iż nie dochowałeś tego, co ci Pan rozkazał.” Księga Samuela 13:14

Biblia jest pełna ludzi, ale też pełna jest doktryn i zasad Jednak dokładniej niż cokolwiek innego opisany jest w Biblii człowiek, jego społeczność z Bogiem oraz to, jak Bóg z nim rozmawiał. W życiu ludzi opisanych w Biblii bardzo wyraźnie widać było Boży charakter, Jego myśli oraz cechy, które odróżniały ich od innych ludzi. Bóg poświęcił wiele czasu i wysiłku, aby cechy te w nich wykształtować. Z powodu tych cech Bóg położył na tych mężach swoją rękę, aby przez całą historię byli jakby wyrazem tych szczególnych cech.

Gdy myślimy o Abrahamie - myślimy o wierze. Mojżesza kojarzymy z cichością, Salomona z mądrością. Każdy z tych mężów biblijnych reprezentuje jakąś cechę, która została w nim zaszczepiona. Kiedy odtwarzamy w pamięci postawę takiego człowieka, to ta szczególna cecha wybija się na pierwszy plan. A więc nasza uwaga dzisiaj nie będzie kierowana ku tym ludziom, ale ku szczególnym cechom, które ich charakteryzowały, gdyż cechy te, to Boże myśli. Suma cech tych ludzi daje obraz Jezusa Chrystusa. To tak, jakby Bóg wziął jednego człowieka i rozproszył go po wszystkich pokoleniach. A więc człowiek oraz wszystko to, co pochodzi z ręki Bożej, pokazuje nam, co jest w tym człowieku. Nie ma innego celu istnienia. Miara twojej efektywności jest miarą Chrystusa w tobie. Czytając Psalm 89 rozumiemy dwie rzeczy. Bóg mówi: „Ja położyłem moją rękę na kimś, kto jest potężny, wywyższyłem tego, którego wybrałem spośród ludzi”

Żeby zrozumieć, o kim tu jest mowa, musimy znaleźć kogoś większego niż Dawid. W słowach o tym, który jest potężny mamy fundament naszego wielkiego odkupiciela. Tu jest ktoś większy, niż Dawid. Na podstawie życia Dawida nie możemy powiedzieć, że był on mężem według Bożego serca. Tylko to, co było w życiu Dawida podobne do Chrystusa, tworzyło obraz męża Bożego. A więc widzimy tu Boży cel, który trwa od wieczności. Bóg szuka człowieka według swojego serca. W 13 rozdziale księgi Samuela czytaliśmy o tym .Bóg szuka takiego pokolenia, ciała, czyli kościoła, w którym mogą manifestować się Jego myśli i Jego cechy. Kościół ma być tym, kim był Chrystus. Kiedy ludzie patrzą na prawdziwy kościół powinni w nim widzieć Jezusa Chrystusa. Jesteśmy Jego Ciałem - wyrazem Jego osobowości. A więc Bóg szuka takiego ciała, stworzonego z wielu ludzi, w którym w sposób naturalny reprezentowane będą Jego cechy i Jego myśli.

Szukanie takiego człowieka doprowadziło do powstania kościoła, czyli nowego człowieka. Bóg przez cały czas poszukuje człowieka, który zapełniłby ten wszechświat. Apostoł Paweł mówi o tym człowieku jako o kościele. Powiada „Jego ciało jest pełnią Chrystusa”. Biblia podkreśla, że celem Bożym dla nas - indywidualnie i kolektywnie - jest upodobnienie się nas do obrazu Jego Syna, w aspekcie moralnym i duchowym. Zamiarem Bożym jest wytworzenie w nas charakteru Jezusa Chrystusa. My zmieniamy się na Jego podobieństwo, ale wolą Bożą jest, aby teraz, kiedy tu jesteśmy, nasz charakter siał się charakterem samego Jezusa Chrystusa. Bóg ma myśli, Bóg ma pragnienia. Bóg ma wolę i ta cała Jego moralna istota: Jego myśli i Jego pragnienia powinny być w nowym stworzeniu, czyli w was i we mnie. Bóg jakby podzielił siebie. W kościele On ma to, co tworzy Jego moralną istotę. Kiedy patrzymy na kościół XXI wieku, to zauważamy zupełny brak ludzkiego przekonania i osądzenia.

Nie ma właściwie powiązania pomiędzy wiarą, a postępowaniem. W kościele ubierają się jak w świecie, śmieją się z tego, z czego śmieje się świat. Bardzo trudno jest rozróżnić, gdzie jedno się kończy, a drugie zaczyna. Jeżeli mamy odzwierciedlać moralny charakter Boga, to musi być przez nas wyrażona świętość Boża i nie ma od tego wyjątku. Człowiek powinien stać się moralnym uosobieniem natury Boga. Jeżeli mówimy, że ktoś jest według naszego serca, to znaczy, że chcemy, żeby ten człowiek wyrażał nas i postępował tak, by całkowicie nas zadowolić. Właśnie takim ma być człowiek według Bożego serca: ma żyć tylko dla Niego. Bóg był całkowicie usatysfakcjonowany misją swojego Syna: „To jest Mój umiłowany Syn, w którym Ja mam upodobanie”. Bożym celem dla naszego życia jest również upodobnienie nas do Niego. Nie ukształtowanie nas na podobieństwo kogokolwiek innego, ale na podobieństwo Jezusa Chrystusa, Jego Syna.

Chcąc upodobnić się do tego obrazu, muszę żyć tak. jak On żył. Będę modlił się tak, jak On się modlił, będę pragnął tego, czego On pragnął. Pójdę tylko tam, dokąd On by poszedł, Nie będę swoich członków używał jako narzędzi niesprawiedliwości. Nie będę przed sobą stawiał żadnej złej rzeczy. Nie pozwolę, aby moje uszy słuchały głupstw tego świata. Nie pozwolę, aby mój język je wypowiadał. Nie pozwolę, aby moje ręce dotykały tego, czego On by nie dotykał albo moje nogi szły tam. dokąd On by nie poszedł

„Człowiek według Bożego serca” - rozdział o tym samym tytule cz. 1


http://clendennen.blogspot.com/2011/03/ ... serca.html




Nowe stworzenie to nie wyremontowanie starego

Zauważmy więc, że pierwszą, cechą, po jakiej rozpoznajemy człowieka „według serca Bożego” jest to, że nie zadaje pytań, ale jest posłuszny. Saul w swoim postępowaniu kierował się własnymi uczuciami. Ja spotykam to na całym świecie. Ludzie wiedzą lepiej niż ja, jak prowadzić taką szkołę, (Szkołę Chrystusa) chociaż ja prowadzę ją od 10 lat. Swoje osądy przeciwstawiają wszystkiemu. Osąd Saula powiada tak: szkoda tego wszystkiego zniszczyć. Zachowam dla Boga to, co najlepsze. Wy wiecie i ja wiem, że w człowieku fizycznym są dwa aspekty: dobro i zło. Ten naturalny, cielesny człowiek mówi: weźmy z tego to, co dobre i zachowajmy to dla Boga. Jesteśmy gotowi, by to, co grzeszne odeszło, a to, co jest dobre, dajemy Bogu. Ale Boże nowe stworzenie to nie wyremontowanie starego, to jest coś nowego. Stare musi przeminąć, bez względu na to, czy uważasz, że jest dobre, czy złe. To nic ma znaczenia. Saul w tym zawiódł. Pomyślał sobie: to, co najlepsze, dam Bogu, a Bóg powiedział, że to musi być zupełnie zniszczone. Człowiek „według Bożego serca” nie postępuje w taki sposób. On wykonuje wolę Bożą bez zadawania pytań. Nie uważa, że wie lepiej, niż Bóg. Chcę przez to powiedzieć, że musimy zupełnie odrzucić ciało. Nasze cielesne rozumienie, nasze własne ambicje, nasze sprytne myślenie - wszystko to jest pustą możliwością. Jeżeli oddamy siebie do Bożej dyspozycji, zobaczymy, że Bóg będzie działał przez nasze życie. Ale musi nastąpić zupełne odrzucenie ciała.

Jest jeszcze inny sposób, by zobaczyć, czym Dawid odróżniał się od Saula. Dawid był mężem „według Bożego serca”, widzimy to w dolinie Ela, kiedy to Dawid spotkał Goliata, reprezentującego zbrojne siły, które za nim stały. Kiedy Filistyni zobaczyli, że Goliat nie żyje, wszyscy uciekli. On reprezentował ich potęgę militarną. A czym byli ci Filistyni i kogo reprezentują? Oni byli nieobrzezani, a to oznacza nieukrzyżowane, cielesne życie. i właśnie to cielesne życie zawsze chce chwycić się Boga, ale nie poprzez krzyż. Ucieleśnieniem tego był Goliat. Był tylko ciałem. Dawid idzie naprzeciw niego. W duchowym aspekcie oznacza to, ze Dawid nie chciał mieć z cielesnością nic wspólnego. W Bożych sprawach nie ma miejsca dla cielesności. Widzicie więc, kto to jest człowiek „według Bożego serca”? To taki człowiek, który przeciwstawia się wszystkiemu, co nie jest z woli Bożej. Człowiek według Bożego serca występuje przeciwko temu, co sprzeciwia się krzyżowi Chrystusa. Serce Dawida wzburzyło się przeciwko wszystkiemu, co reprezentowało cielesność. Nie oznacza to tylko tego grzesznego świata. Są w nim rzeczy przeciwne Bogu, a mimo to uznawane przez większość ludzi, nawet w kościele. Biblia mówi o ciele, że nie poddaje się zakonowi Bożemu, bo też nie może.

Kościół będzie w o wiele lepszej sytuacji, jeśli nie będzie się bratał z Filistynami. Jest pewna filozofia i jeżeli na nią przyzwolicie, to nawet w takich rzeczach, jak granie na instrumentach, śpiewanie, nauczanie w szkółce niedzielnej, czy głoszeniu zza kazalnicy będzie cielesnością. Jeżeli świadomie pozwolicie, by w kościele funkcjonowało ciało, to tym samym dacie prawo diabłu, a on uzna to za oddanie mu czci. Jeżeli świadomie, w jakichkolwiek okolicznościach pozwolicie na to, to uczynki ciała zaczną być widoczne.

Byłem w pewnym kościele w Europie i wiedziałem, że dziewczyna grająca na pianinie jest nie w porządku. Była córką pastora i on wiedział, że ona nie jest w porządku. Wiedziałem, że w tym kościele jest cudzołóstwo. Inaczej nie mogło być. Jeżeli pozwolimy, żeby ciało dominowało, żeby miało coś do powiedzenia, to uczynki ciała zaczną pojawiać się w kościele. Pokażcie mi kaznodzieję, który jest bardziej zainteresowany religią, niż Chrystusem, a ja wam pokażę w nim kaznodzieję, który jest pełny pożądliwości. Inaczej nie może być tam, gdzie towarzyszą uczynki ciała. Człowiek „według Bożego serca” nie pójdzie na żaden kompromis. Dawid utnie mu głowę. Dawid musiał za swoje przekonania cierpieć. Kiedy Goliat rzucił mu wyzwanie, to jego rodzeni bracia zwrócili się przeciwko niemu. Jeżeli zaczniesz dotykać boga tego świata, własnego „ja”, to on zacznie uderzać w ciebie. Ceną, którą będziesz musiał zapłacić, jest niezrozumienie. Dawid nie poszedł na kompromis, jak olbrzym Goliat. Aby ukształtowany został człowiek „według Bożego serca”, Bóg musi mieć prawo do rozprawienia się z tym, co się nazywa naszym starym ciałem. To są wytyczne dla was, to jest odpowiedź na wasze problemy. Innej odpowiedzi nie ma. Z centrali mogą wam przysłać najróżniejsze programy, a religia spowoduje, że będziecie gonić sami za sobą, tak jak goni pies za swoim ogonem. Ludzie mogą powiedzieć, że tamtemu się udało, ale udała się niewłaściwa rzecz.

Nie ma większej tragedii, niż spędzić życie w pracy Bożej, a pewnego dnia obudzić się i stwierdzić, że wchodzimy nie na tę drabinę. Szkoda nas.

„Człowiek według Bożego serca” – rozdział o tym samym tytule cz. 5


http://clendennen.blogspot.com/2011/03/ ... wanie.html




Człowiek według Bożego serca - Bert Clendennen
Wstęp do książki
Część # 1 - Wyjawienie zamiarów Boga względem zła
Część # 2 - Chrystus, objawienie charakteru Boga
Część # 3 - Chrystus, objawienie Starego Testamentu
Część # 4 - Chrystus nadchodzi
Część # 5 - Odnowienie duszy
Część # 6 - Życie Chrystusowe
Część # 7 - Przygotujcie drogę Pańską
Część # 8 - Tron Boży i ołtarz
Część # 9 - Ołtarz i krew
Część # 10 - Poświęcenie bez reszty
Część # 11 - Wiara i grunt niebiański
Część # 12 - Rozwiążcie go i pozwólcie mu odejść
Część # 13 - Wiedząc czego słuchamy
Część # 14 - Duchowe tajemnice życia
Część # 15 - O Bożym poszukiwaniu
Część # 16 - Zwiastowanie
Część # 17 - Człowiek według Bożego serca
Część # 18 - Bądź napełniony Duchem
Część # 19 - Napełnieni Jego Duchem
Część # 20 - Rola postu w życiu chrześcijanina

http://www.zajezusem.com/index.php?num=5557
veteran
 
Posty: 517
Dołączył(a): 1 paź 2014, o 17:38
Lokalizacja: Władysławowo

Re: Bert Clendennen - nauczanie

Postprzez veteran » 4 lis 2014, o 22:11

Szkoła Chrystusa - Pokaż nam drogę na Syjon
Mówimy o przebudzeniu i widzimy, że musi być z powrotem do kościoła wprowadzony realizm. Jeżeli mamy oglądać przebudzenie, o które modlą się nasze serca, musimy być świadomi, że to, co ludzie nazywają przebudzeniem, w większości nie jest prawdą. Istnieje resztka i ta resztka musi powstać. Boże narzędzie, ta resztka musi powstać i reprezentować realność, którą głosimy. Kiedy wszystko jest niepewne i nierealne, cienie są brane za materię. Kościół w takim stanie staje się łatwą zdobyczą dla zwiedzionych i zwodzicieli. Zniknęła miłość prawdy i kościół jest pełen imitacji. Prawda stała się niemodna i każdy zaczyna robić to, co wydaje mu się słuszne. Kościół w takich czasach jest prowadzony od jednej sztuczki religijnej do drugiej, od uczenia się mówienia na językach, do bawienia się w wydłużanie nóg, od imitacji darów do guru wewnętrznego uzdrawiania. To wszystko weszło, gdyż bawiono się z prawdą. Na to nie powinno się było pozwolić. Wzrost możliwości wyboru i zmiany doprowadziły do zmniejszenia się poświęcenia i stałości. Kiedyś czytałem o człowieku, który odziedziczył antyczną chustkę jedwabną. Kiedy zgubił tą chustkę, zaangażował całą rodzinę w poszukiwanie tej jedwabnej chustki. Ona była cenna. Nigdy nie słyszymy, by ktoś poszukiwał zgubionej chusteczki jednorazowej. Kościół wszedł w nowoczesny świat wyrzucania. Prorok powiedział o ludziach Bożych, „...tułali się po górach, schodzili z góry na pagórek, zapomnieli o swoim legowisku.” (Jerem. 50:6). To jest obraz kościoła lat 90- tych – od góry do pagórka, od jednego pseudo przeżycia do drugiego.

Wielką szkodą jest to, że chrześcijańskie pomysły utraciły swoją pierwotną pewność. Sekularyzacja powoduje, że wiara chrześcijańska wydaje się mniej realna, a pluralizm sprawia, że wygląda, jak jedna z wielu. Dochodzimy do punktu, gdzie zawartość wiary odzwierciedla otoczenie. Pewność wiary była kluczem do przetrwania i zwycięstw kościoła. Była to jego zbroja przeciw zwątpieniu, stalowa wola w trudnościach i prześladowaniach i siła, która poruszała świat. Nie mówię, że pewność zupełnie zniknęła. W niektórych miejscach została zastąpiona przez wątpliwości lub zracjonalizowana przez uniżoność, dwuznaczność lub pozytywne wyznawanie. W większości miejsc pewność nie tak bardzo upadła, ale się zmieniła. Wiele pewności, która pozostała, jest subiektywna, zakorzeniona bardziej w subiektywnym doświadczeniu, niż obiektywnych faktach. Zmiana jest widoczna w wielu punktach. Jeden, to odnoszenie się chrześcijan do ich wiary. To doprowadziło do pozycji obronnej samej wiary. Słuchajcie ich „pozytywnego, mentalnego podejścia” i ich „możliwego myślenia”. Taka wiara nie potrzebuje faktów, ani Boga, tylko siebie. Innym, nowym źródłem pewności jest wiara w odczucia i przeżycia. Słuchajcie ich pieśni i świadectw. Usłyszycie, jak słowa wiedzy utorowały drogę do słów wiary, które z kolei prowadzą do słów odczucia.

Wiara, która pozostała, zaczyna brzmieć, jak coś na granicy stanu podniecenia Jest to niewiele więcej, niż „fajne”, nie głębsze, niż poprzednie przeżycie i nie jest pewniejsze, niż obecna społeczność, ani nie jest mocniejsze, niż ostatnie badanie opinii publicznej. We mgle niepewności kościół nie wie, w co wierzy, więc biedne owce próbują wierzyć we wszystko. Reguły gry są niejasne i pomieszane. Prawie wszystko może obecnie być uznane za wierzenie chrześcijańskie i prawie wszystko jest dozwolone w chrześcijańskim zachowaniu. Pokaż to, a pójdą za tym. Zaślepione przez sekularyzację (która jest modernizacją), zaślepione pluralizmem (wiele do wyboru), zaślepione prywatyzacją (oddzielenie życia duchowego od codziennego, to znaczy, zostaw Boga u drzwi kościoła), biedne owce błąkają się od góry do pagórka, od jednego przeżycia religijnego, do innego. Tak, jak narkoman, szukający większego podniecenia w mocniejszym narkotyku, zagubione owce stały się łatwą zdobyczą dla religijnych dealerów. Dlatego prorok mówi, „Wszyscy, którzy ich znaleźli, pożerają ich...” (Jeremiasz 50:7)
Widziałem, jak to działo się w kościele w moich czasach i jak stał się kierowanym sztuczkami, społeczeństwem religijnym, produkujących takich, których wiara opiera się na przeżyciach, a nie na wierności Bożej. Widziałem, jak tacy energiczni ludzie to wykorzystywali, a biedne owce błąkały się od góry do pagórka. „W owych dniach i w owym czasie..” (wiersz 4), to znaczy, kiedy zostaną pobite, obrabowane i ogołocone przez religijnych szarlatanów, kiedy każda sztuczka zostanie ujawniona, „przyjdą synowie izraelscy wraz z synami judzkimi, pójdą z płaczem i będą szukać Pana, swojego Boga.” (Jeremiasz 50:4).
Jedną z realności życia jest to, że ludzie rzadko patrzą w górę, póki nie spadną na dno. Religijnie tam jesteśmy. Przed wami jest praca. Rozlega się wołanie wzdłuż i wszerz chrześcijaństwa, z utrapionych i pogmatwanych kościołów, mówiące, „Pokażcie nam drogę na Syjon”. Obecnie musi powstać naczynie reprezentujące tą prawdę nie tylko przez to, co mówi, ale czym to naczynie jest. Rozlega się wołanie o realność. My, jako gałązki, jako kościół, musimy stać się Ewangelią. To się nie stanie, aż pasterze zobaczą, co jest złe i staną po stronie realności. Odwrócenie przypływu będzie kosztować. Wielu odejdzie tak, jak w szóstym rozdziale ewangelii Jana, kiedy Jezus przedstawił im prawdę, że naśladowanie Go, to więcej, niż bochenki i rybki.

Ludzie są głodni. Nie chcą teorii, chcą realności. Wołają, „Pokażcie nam drogę na Syjon”. Pokażcie nam drogę powrotu do realności. W takim klimacie możliwe jest przebudzenie. Do takiej atmosfery głodu i pragnienia realności wy i ja możemy przynieść Ewangelię i oglądać przebudzenie, które będzie przemieniać. Tłumy mogą być wprowadzone do realności Ewangelii Chrystusa. „Pokażcie nam drogę na Syjon”. Pokażcie nam drogę powrotu do realności. Takie jest wołanie. Takie powołanie włożył Bóg na was, byście byli naczyniami, przez które On może odpowiedzieć na to wołanie.


Jeremiasz 50:4-7, „W owych dniach i w owym czasie - mówi PAN, przyjdą synowie izraelscy wraz z synami judzkimi, pójdą z płaczem i będą szukać PANA, swojego Boga. Będą się pytać o Syjon, ku niemu zwrócą swoje spojrzenie: Chodźcie, a przyłączmy się do PANA w przymierzu wiecznym, które nie będzie zapomniane! Mój lud był trzodą zabłąkaną; ich pasterze wiedli ich na manowce, tak że tułali się po górach, schodzili z góry na pagórek, zapomnieli o swoim legowisku. Wszyscy, którzy ich spotykali, pożerali ich, a ich wrogowie mówili: Nie my jesteśmy winni, że zgrzeszyli przeciwko PANU, niwie sprawiedliwości i nadziei ich ojców.” Ci ludzie nie byli grzesznikami w normalnym znaczeniu tego słowa – to był lud Boży. To Izrael, kościół Starego Testamentu, proszący o kogoś, kto wskaże im drogę z powrotem do rzeczywistości. „W owych dniach i w owym czasie - mówi PAN, przyjdą synowie izraelscy wraz z synami judzkimi, pójdą z płaczem i będą szukać PANA, swojego Boga.” „Będą się pytać o drogę na Syjon”. To jest najsmutniejszy, ale też dający największą nadzieję urywek Biblii. Jest to smutne i straszne, gdyż pokazuje, że cały system może zboczyć z drogi, ale w większości idzie dalej, jak zwykle. Jeżeli coś ma przemówić do was, którzy jesteście powołani przez Boga, by coś zrobić z tym, co się dzieje, to powinno wystarczyć. Cały system jest zgubiony.

Popatrzcie na historię. Nie tylko na Izrael, ale tych wszystkich, którzy powstali do istnienia przez poprzednie przebudzenia, chociaż została tylko forma, trwają w religijności. To jest smutne. Nadzieję daje resztka wśród nich, która się obudziła i uświadomiła sobie, że są zgubieni. „A to wszystko jest napisane ku naszej nauce…” W księdze Jeremiasza mamy doskonały przykład dzisiejszego kościoła; zagubionego w przebudzeniu religijnym, ale resztka została obudzona. Kiedykolwiek ludzie zaczynają sobie uświadamiać, co się dzieje, Bóg może coś z tym zrobić. Pierwsza część wiersza 6 mówi, „Mój lud jest zabłąkaną owcą…” Zauważcie, że Duch Święty używa czasu przeszłego, „która zginęła” i używa tego pomimo faktu, że ciągle są zgubieni. Kiedy kościół lub jakaś jego część przyzna, że zgubiła drogę i ma dany przez Boga głód powrotu do rzeczywistości, jeżeli chodzi o Boga, jest wolny. Słowo Boże do głodnych jest proste, „Błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości, bo będą nasyceni”. (Mat. 5:6). Bóg poprowadzi każdego Jakuba do Peniel. Tam rozlega się wołanie, „Pokaż nam drogę na Syjon”.
Są tłumy, które uświadamiają sobie, że to, co człowiek sprzedaje na targowisku, jako przebudzenie, jest oszustwem. Nawet więcej, gdyż jest to odstępstwem. Ci, którzy zostali zwiedzeni, szukają kogoś, kto wskaże im drogę z powrotem do rzeczywistości. Dlatego Bóg powołał was do służby w tych czasach ostatecznych. „Mój lud się zgubił..” Nie tylko osoba, ale cały system. Jak to może być? Odpowiedź jest w wierszu 6, „Ich pasterze wiedli ich na manowce”. Kościół, bez względu na swój stan, jest produktem jego służby. Dla zgubionych kościół najpierw musiał być doprowadzony do miejsca niepewności odnośnie prawdy. Bawienie się z doktrynalną prawdą i wielki nacisk na przeżycia stworzyły klimat, w którym wierzy się w nonsens i błąd. W tym samym klimacie można nie wierzyć w niepodważalną prawdę, bez zadawania pytań odnośnie prawdy obiektywnej lub fałszu.
Jaki to straszny czas, a jednak jest to czas, w którym żyjemy. To spotykamy, kiedy idziemy głosić poselstwo Boże. Krótko mówiąc, został stworzony klimat, w którym rzeczy podobne do prawdy są mylone z rzeczywistą prawdą. Popatrzcie na zielonoświątkowe sztuczki, które przychodzą i odchodzą. Nie muszę patrzeć nawet sto metrów za siebie, by widzieć całą przyczepę sztuczek, które już się zestarzały, rzeczy, które zostały wymyślone przez ludzi, by poruszyć serca ludzi szukających prawdy. Przyjęto je za prawdę, chociaż nie były od Boga. Jak to zrobiono? Niszcząc wiarogodność kościoła. Wiarogodność ma do czynienia ze społecznym wymiarem wierzenia. Stopień, w jakim wiara lub niewiara jest przekonująca, jest bezpośrednio związany ze „strukturą wiarogodności”; to znaczy grupą lub społecznością, która daje społeczne i psychologiczne wsparcie temu wierzeniu.
Jeżeli struktura wspierająca jest mocna, łatwo jest wierzyć. Kiedy struktura wsparcia jest słaba, trudno jest wierzyć. Pytanie, czy to wierzenie jest prawdziwe, czy nie, może nigdy nie stanowić sprawy. Rzymski katolicyzm będzie bardziej wydawał się prawdą w Rzymie, niż w Egipcie, w Mormonizm łatwiej wierzyć w Salt Lake City, niż w Singapurze, a Marksizm w Moskwie bardziej, niż w Mekce. Wiarogodność staje się dla wierzenia nie tylko kołyską, ale podporą, bez której wierzący byłby w tarapatach. Zajęcie się kościoła wiarogodnością (problem intelektualny), a zaniedbanie słuszności (problem również o wymiarach społecznych ) jest typowy dla jego słabości. Boża doktryna zawsze mówiła, że wiara, to prawda praktykowana, to znaczy nadawanie jej potrzebnych wymiarów społecznych, a nie tylko wyznawanie czysto teoretyczne. Paweł sprowadził tą prawdę do naszego poziomu. Wiedział, że to kościół, a nie teoria, był „filarem i podwaliną prawdy” (1 Tym. 3:15). Tak, jak partia była strukturą wiarogodności Marksizmu, kościół jest strukturą wiarogodności dla wiary chrześcijańskiej.
Kościół musi „być” Ewangelią, modelem działania chrześcijaństwa i planem przewodnim. Kiedy ja stałem się chrześcijaninem, narodziłem się na nowo w kościele zielonoświątkowym. Zawsze byłem jego częścią. W tym czasie kościół wierzył w świętość życia. Ja głosiłem poselstwo o świętości. Wierzyłem w to poselstwo i żyłem nim. Byłem działającym modelem chrześcijaństwa. To nie słowa, które słyszałem od kaznodziejów, ale życie tych, którzy mnie otaczali w kościele dawało mi siłę do wierzenia. Boże uzdrowienie było nie tylko doktryną, o której ludzie mówili, ale było to praktykowane przez kościół. Wszedłem w system wierzenia, który był nie tylko słowami, ale ludzie tym żyli. Kiedy ludzie byli chorzy, wołali starszych zboru. Przychodzili starsi i wierzyli. Był ktoś, kto stał z nami. Struktura społeczna była na swoim miejscu, by uczynić to wiarogodnym. Struktura wiary była otoczona tymi świadkami, którzy wierzyli Ewangelii, którą głosili.
Dzisiaj większość ludzi prosi o modlitwę, kiedy są już w szpitalu. Powód jest taki, że jeżeli przywołają starszych, w większości, kiedy namaszczą ich oliwą i modlą się o nich, mówią im, „jeżeli pójdziesz do szpitala, to daj nam znać”. Nie było wiary, czegoś, co by temu choremu mówiło, że ktoś jest z nim. Wiecie, co mam na myśli? Została zniszczona wiarogodność kościoła. Teraz rozumiecie, że diabeł musi podkopać chrześcijaństwo i kościół nie tyle na poziomie prawdy, ile na poziomie wiarogodności. Możecie głosić świętość aż do utraty tchu, ale jeżeli kościół nie jest święty, nie może wierzyć i nie jest wiarogodny. Zwykłe głoszenie o uzdrowieniu nie wystarczy. Kościół musi stworzyć klimat do uzdrowienia, albo jest to szyderstwo z tego, co czynimy i mówimy. Jezus zademonstrował tą prawdę, kiedy nie mógł uczynić żadnego cudu w pewnych miastach. Jeżeli kościół żyje tym, czym jest, a nie tylko tym, co mówi, jego doktryna jest czysta i stoi na prawdzie, jaka jest w Chrystusie. Kiedy tworzy i zapewnia społeczne i psychologiczne wsparcie dla uzdrowienia przez to, czym jest, wtedy łatwo jest wierzyć w uzdrowienie. Kiedy nie ma takiego wsparcia, wierzenie jest prawie niemożliwe. Utrata wiarogodności jest naprawdę utratą realizmu.


http://clendennen.blogspot.com/2014/03/ ... syjon.html
veteran
 
Posty: 517
Dołączył(a): 1 paź 2014, o 17:38
Lokalizacja: Władysławowo

Re: Bert Clendennen - nauczanie

Postprzez veteran » 17 lis 2014, o 21:39

Post to nie tylko powstrzymywanie się od jedzenia, ale również zapieranie się siebie

Post jest kluczom do osiągnięcia odwiecznego Bożego celu. To, co stoi na przeszkodzie wypełnieniu się Bożej woli w naszym życiu, to egoistyczne życie, „stary człowiek”. „Zewleczcie z siebie starego człowieka wraz z jego poprzednim postępowaniem, którego gubią zwodnicze żądze” (Ef. 4,22). Post jest kluczem do przezwyciężenia tego egoistycznego życia. W Drugiej Księdze Kronik 7,14 czytamy: „I ukorzy się mój lud, który jest nazwany moim imieniem...”. Ukorzy siebie. Jezus powiedział: „Kto chce iść za mną, niech się zaprze samego siebie”. Ma się zaprzeć samego siebie. Sposobem na to, by się ukorzyć i zaprzeć samego siebie jest post. Psalm 35,13 mówi (w wersji ang.): „ukorzyłem [poskromiłem] moją duszę postem”.

Czym jest post? Post to przede wszystkim powstrzymywanie się od jedzenia. Lecz jest to też coś więcej. Post rozprawia się z każdym aspektem naszego „ja”. Każdy apetyt człowieka jest zaspokajany jedzeniem. Kiedy jednak pozbawi się kogoś pokarmu, staje się on osłabiony i żądze ciała są trzymane w karbach. Jedzenie napędza i karmi żądze ciała. Niektóre żądze (apetyty) ciała nie są naturalne. Bóg nie stworzył człowieka z pociągiem do alkoholu czy narkotyków. Człowiek sam pielęgnuje te żądze. Są też jednak właściwe pragnienia i kiedy utrzymuje się je we właściwych granicach, są właściwe. Nie ma jednak takiego pragnienia ciała, które - jeśli się nad nim nie panuje - nie może wymknąć się spod kontroli i stać się niedozwolone. Jedzenie może stać się grzechem. Możesz stać się ociężały wskutek przejedzenia i nie być gotowym na przyjście Pana: „Baczcie na siebie, aby serca wasze nie były ociężałe wskutek obżarstwa i opilstwa oraz troski o byt i aby ów dzień was nie zaskoczył.” (Łuk. 21,34).

Wszystkie pragnienia (apetyty) powinny być ograniczone umiarem, gdyż w przeciwnym razie staną się dominującą, napędzającą siłą życia. Kiedy taka sytuacja ma miejsce, cielesne pragnienie staje się naszym panem i zapieramy się Chrystusa. Post jest środkiem danym nam przez Boga, aby trzymać te pragnienia w karbach. Post zaczyna się od rezygnacji z jedzenia. Każda żywa istota, czy to roślina, zwierzę, człowiek, czy też to, co duchowe, potrzebuje pokarmu, aby żyć. Skoro tak jest, to gdy zabierze im się jedzenie, zaczną umierać. Jeśli odbierzesz cielesnemu człowiekowi pokarm, zacznie on słabnąć i umierać. Jeśli w tym samym czasie czytasz Biblię i modlisz się, wtedy duchowy człowiek, nasz wewnętrzny człowiek, jest wzmacniany. Post niszczy starego człowieka, a modlitwa wzbudza nowego. Jedzenie to najpotężniejsze pragnienie ciała, które musi być trzymane w ryzach.

W poście jest coś więcej niż tylko jego fizyczny aspekt. Musi on dotyczyć również naszego umysłu. Być może umysł jest większym zagrożeniem dla naszego duchowego życia, niż nasze fizyczne pragnienia. To, czym karmimy nasz umysł, będzie w końcu wyznaczać nasze postępowanie. Jeśli karmimy nasz umysł rzeczami, które pobudzają cielesne pragnienia, stajemy się niezdolni do tego, by zajmować się sprawami duchowymi. Gdy zaczynamy się modlić, te rzeczy dominują w naszym umyśle. Gdy próbujemy myśleć o Bogu, myśli o Nim są tłumione przez śmieci, którymi karmiliśmy nasz umysł. Te rzeczy nie są złe, ale są z tego świata i niszczeją przez samo używanie: „Przecież to wszystko niszczeje przez samo używanie, a są to tylko przykazania i nauki ludzkie” (Kol.2,22). Te rzeczy nie pomogą nam stać się lepszymi świętymi. Nikt nigdy nie otrzymał objawienia od Boga zabawiając się tym, co daje świat. Mamy być „w” świecie, ale nie „ze” świata.

W jaki sposób post może dotyczyć naszego umysłu? Musimy na jakiś czas wyłączyć telewizor, radio, odłożyć gazety i tym samym czasie oddać się czytaniu Biblii i modlitwie. To jest post. Człowiek szczerze szukający Boga powinien przynajmniej jeden miesiąc w roku poświęcać na post i modlitwę. Bez konkretnego słowa od Boga nikt nie powinien próbować pościć przez trzydzieści dni. Sugeruję, żeby osoba powstrzymywała się od jedzenia przez dwa, trzy dni, a potem przez jeden dzień jadła coś lekkiego. Ale bez względu na to co robisz, ile masz lat lub jaki jest stan twojego zdrowia, jeśli chodzi o post dla umysłu, to możesz pościć przez 30 dni.

My w Ameryce zniszczyliśmy nasz fizyczny zmysł smaku. Udajemy się do najlepszych restauracji, kelnerka podaje nam menu z najlepszymi daniami począwszy od kuchni francuskiej a na meksykańskiej skończywszy, a my krzywimy nosy i zastanawiamy się, czy nie ma czegoś innego do jedzenia. Nasze kubki smakowe są tak przytępione, że musimy dosalać jedzenie tak mocno, że podnosimy sobie ciśnienie. Kupujemy najlepszy na świecie stek i polewamy go keczupem. Nic nie smakuje tak, jak powinno. Smak można odzyskać po pięciodniowym całkowitym poście. Odstaw jedzenie na pięć dni, pij tylko wodę, a pod koniec tych pięciu dni twój zmysł smaku powróci do pierwotnego stanu, tak że zimne herbatniki będą smakowały, jak pyszne ciasto.

To, co jest prawdziwe w odniesieniu do aspektu fizycznego, jest podwójnie prawdziwe, jeśli chodzi o aspekt duchowy. Kościół pełen jest ludzi, którzy nie mają pragnienia rzeczy duchowych. Napełnili się rzeczami tego świata i zabili duchowe pragnienia. Ich duchowy „zmysł smaku” został zniszczony. Gdyby odcięli się od wszelkich światowych rozrywek i czytali jedynie Biblię przez 30 dni, to pod koniec tego okresu mieliby nienasycone pragnienie rzeczy duchowych. Duchowy człowiek ożyłby. Tak wiec post to nie tylko powstrzymywanie się od jedzenia, ale również zapieranie się siebie. Musimy powstać przeciwko swojemu „ja” i jego żądaniom. Nasze „ja” to ciało szatana. Kiedy dajemy miejsce naszemu „ja”, dajemy miejsce diabłu.


Bóg polecił nam, abyśmy nie oddawali naszych ciał jako narzędzi niesprawiedliwości: „I nie oddawajcie członków swoich grzechowi na oręż nieprawości, ale oddawajcie siebie Bogu jako ożywionych z martwych, a członki swoje Bogu na oręż sprawiedliwości” (Rz. 6,13). Dawid nakazał swojej duszy (sobie) chwalić Pana: „Chwal, duszo moja. Pana!” (Ps. 146,1). Rozmawiałem kiedyś z młodym człowiekiem, który był zastępcą pastora; miałem głosić w jego kościele. W czasie rozmowy przypadkiem wspomniał, że „Dallas Cowboys” grają w Super Pucharze. Młody pastor powiedział mi tak: „Kiedy będą rozgrywki, pojadę do motelu, zamknę się w pokoju, żeby ani dzieci, ani nic innego mi nie przeszkadzało, i będę oglądał grę”. Podczas nabożeństwa mówiłem na temat postu i po spotkaniu młody człowiek zaczął zadawać mi pytania. Powiedział: „Powstrzymywanie się od jedzenia jest dla mnie bardzo trudne”. „No cóż – powiedziałem - post to powstrzymywanie się od jedzenia, ale pozwól, że powiem ci, co naprawdę będzie dla ciebie postem. Słuchałem, jak mówiłeś o rozgrywkach Super Pucharu i jak wiele to dla ciebie znaczy. Może byś tak powiedział sobie (swojemu ja), że nie będziesz oglądał Super Pucharu, a zamiast tego weźmiesz Biblię, pójdziesz do swojej sypialni i spędzisz ten czas na kolanach, aż gra się skończy? Niech twoje „ja” wie, że właśnie tak będzie. Odniesiesz zwycięstwo nad swoim „ja”, co będzie o wiele ważniejsze, niż niejedzenie. Zrobił to, co mu poradziłem, a później powiedział tak: „Nigdy w swoim życiu nie byłem tak błogosławiony przez Boga jak wtedy, kiedy odmówiłem sobie oglądania Super Pucharu”.

„Odnowienie przesłania Pięćdziesiątnicy” z rozdziału - Post - ostateczna broń


http://clendennen.blogspot.com/2012/12/ ... e-sie.html



Kiedy człowiek pości, wyrzeka się swojego „ja”
Post to rezygnacja z jedzenia, ale również zapieranie się samego siebie, składanie swego życia, odmawianie ciału tego, czego się domaga. Jeśli tak będziemy postępować, duchowe pragnienia wzrosną stokrotnie. Jeśli naprawdę chcesz przebudzenia - to jest właśnie droga. Wyznacz sobie 30 dni, kiedy nie będziesz czytał gazet, oglądał telewizji ani słuchał radia. Czas, jaki spędziłbyś na robieniu tych wszystkich rzeczy, poświęć na czytanie Biblii i modlitwę. Twoje pragnienie rzeczy duchowych odrodzi się. To jest przebudzenie.

Dlaczego powinienem pościć? Ważne jest, abyśmy wiedzieli, że Bóg nie będzie miał nic wspólnego z cielesną naturą. Żadne ciało nie może się chełpić w Jego obecności (I Kor. 1,29). Jedyną osobą, z którą Bóg chce mieć do czynienia jest „nowe stworzenie”, Jednak nowy człowiek zbyt często jest tłamszony przez ciało. Dopóki zasłona ciała nie zostanie zerwana, nowy człowiek nie może się przejawiać. W Ewangelii Łukasza 17,21 czytamy: „Ale ten rodzaj nie wychodzi inaczej jak tylko przez modlitwę i post”. Uczniowie próbowali wygonić demona. Wcześniej im się udawało, oto ich świadectwo: „demony są nam podległe w imieniu Twoim” (Łuk. 10,17). Jednak ten nie był im poddany. Jezus wygonił demona i gdy byli sami, uczniowie spytali Go: „Dlaczego my nie mogliśmy go wypędzić?” (Łuk. 17,19). A Jezus im wtedy powiedział: „Z powodu waszej niewiary”. Niewiara jest produktem naturalnego, cielesnego człowieka. Kiedy więc Jezus powiedział im, że powodem była ich niewiara, tak naprawdę mówił im, że próbują wygonić demona własną mocą.

Wiele z tych rzeczy ma miejsce w dzisiejszym Kościele. Nauczyliśmy się być religijni bez Boga. Wypowiadamy właściwe słowa, lecz demony nie wychodzą. Wolą Bożą jest, aby ludzie przychodzący do nas po pomoc byli uwalniani. Nie chce, byśmy ich odsyłali z powrotem w takim stanie, w jakim do nas przyszli. Mamy być Bożymi narzędziami do uwalniania. Aby tak było, musimy żyć w miejscu, gdzie to się może wydarzyć. „Dlaczego my nie mogliśmy wypędzić demona?”. Ponieważ próbowaliście to robić sami z siebie. Jezus dał im odpowiedź: „Ten rodzaj nie wychodzi inaczej, jak tylko przez post i modlitwę”.

Kiedy człowiek pości, wyrzeka się swojego „ja”. Kiedy się modli, nowy człowiek w nim jest podnoszony. Kiedy duchowy człowiek mówi diabłu „Wyjdź!”, diabeł wyjdzie. Człowiek cielesny nienawidzi Boga, ale uwielbia bawić się duchowością. Kiedy angażuje się w religijne działania, przynosi przekleństwo. Kiedy używa religijnych zwrotów, te nie działają. Ale kiedy człowiek duchowy, namaszczony przez Boga, mówi do diabła, on odejdzie. Kiedy mówi choremu „bądź uzdrowiony”, chory będzie uzdrowiony.

Jest tylko jeden sposób, aby żyć w duchowym wymiarze, a jest nim post i modlitwa. Dlaczego powinienem pościć? Jednym z powodów jest uśmiercenie starego człowieka, osłabienie cielesnej natury, tak by przewagę miał człowiek duchowy. Kiedy pościmy, modlimy się i czytamy Biblię, nasz duchowy człowiek zyskuje przewagę. Kiedy to się będzie dziać, Bóg będzie uwalniać. Kiedy złożymy swoje egoistyczne życie, życie Chrystusa wytryśnie w nas. Jezus powiedział: „jestem światłością świata” (Jana 9,5). Powiedział również: „wy jesteście światłością świata” (Mat. 5,14). Nie zapala się świecy i nie chowa jej pod korcem, ani nie tłumi się życia Chrystusa w ciele. Ciało jest łamane poprzez post, zaparcie się samego siebie. Chociaż Jezus w nas żyje, może być tak, że ludzie będą widzieć tylko nas. Jeżeli poprzez post i chodzenie z Bogiem łamiemy naczynia ciała, to Chrystus może być w nas widoczny. Alabastrowy słoik musi zostać rozbity, zanim wydobędzie się z niego słodki zapach, który napełni całe pomieszczenie. Tak samo cielesna natura musi zostać złamana, zanim Chrystus zajaśnieje w nas. Czy nie chcemy, aby ludzie widzieli w naszym życiu Chrystusa? Jeśli tak, to nie możemy traktować naszego ciała uprzejmie.

Psychiatrzy przygotowali dla naszego „ja” wygodną kanapę. Nie było to Bożym zamiarem. Bożą wolą jest złamać ciało przez post i modlitwę. Musimy uchwycić się tej prawdy. Bóg nie szuka okazjonalnego postu, ale szuka ludzi, którzy będą żyć postem. Musimy wyznaczyć sobie dni, kiedy będziemy się oddzielać i musimy robić to regularnie. Nasze „ja” musi umierać codziennie. Jezus nie zamanifestuje się tam, gdzie działa ciało. Wielkie i nadzwyczajne obietnice są trzymane dla tych, którzy poprzez post i modlitwę złamią jarzmo ciała. „Wtedy twoje światło wzejdzie jak zorza poranna i twoje uzdrowienie rychło nastąpi; twoja sprawiedliwość pójdzie przed tobą, a chwała Pańska będzie twoją tylną strażą. Gdy potem będziesz wołał, Pan cię wysłucha, a gdy będziesz krzyczał o pomoc, odpowie: Oto jestem! (...) I Pan będzie cię stale prowadził i nasyci twoją duszę nawet na pustkowiach, i sprawi, że twoje członki odzyskają swoją siłę, i będziesz jak ogród nawodniony i jak źródło, którego wody nie wysychają” (Iz. 58,8-11).

„Odnowienie przesłania Pięćdziesiątnicy” z rozdziału - Post - ostateczna broń


http://clendennen.blogspot.com/2012/12/ ... ojego.html
veteran
 
Posty: 517
Dołączył(a): 1 paź 2014, o 17:38
Lokalizacja: Władysławowo

Re: Bert Clendennen - nauczanie

Postprzez veteran » 30 lis 2014, o 21:17

Panie, naucz nas modlić się
Gdy jestem zbawiony, mam Jego moc, lecz nie jest to moc która uzdrawia chorych i wychwala imię Boga w ciele Chrystusa poprzez moc darów Ducha Świętego. Nie możesz przeskoczyć od czystości do mocy. ani do doskonałej chwały. Całą moc jaką otrzymaliśmy pod krzyżem musimy ćwiczyć pod potężną ręką Bożą. Musimy okazać pokorną, poddaną i pokutną postawę względem Bożej osoby poprzez modlitwę bez ustanku. Budowaliśmy coraz to nowe służby Ismaela i teraz nie mamy czasu na modlitwę, gdyż musimy wymyślać coraz to nowsze sposoby na utrzymanie tych służb.

Jesteśmy zbyt dumni by pozwolić im pójść w rozsypkę. Będziemy utrzymywać je na powierzchni, nawet wtedy, gdy będzie nam to zajmować 24 godziny na dobę. Doszliśmy do momentu, który kaznodzieje nazywają „wypaleniem się”. To nie wypalenie się, to grzech. Jezus się modlił. Miał zwyczaj wychodzić wczesnym rankiem przed świtem i modlić się. Widzimy to na początku Jego służby, w środku i przy końcu: w Getsemane i na krzyżu Jezus się modlił. Uczniowie chodzili z nim przez trzy lata. Widzieli Jego moc, widzieli jak uzdrawia chorych, oczyszcza trędowatych, wskrzesza zmarłych. Nie prosili Pana, aby nauczył ich jak mieć moc lub uzdrawiać chorych. Przyjrzeli się temu wszystkiemu i zauważyli przyczynę. I powiedzieli: „Panie, naucz nas modlić się”. Kiedy przedstawiana jest Ewangelia, większość czasu zajmują opisy kolejnych manifestacji mocy. To nie jest właściwe. To. co działo się w Ewangelii, działo się pomiędzy jednym miejscem modlitwy a drugim.

Aby chodzić z Jezusem, musisz udać się tam, gdzie On jest. On nie przyjdzie tam gdzie ty jesteś. Gdzie jest ten Arcykapłan? On wstawia się przed tronem. Sługa nie jest nad swego pana. „Jak Ojciec mnie posłał, tak i Ja was posyłam”. Powiedzieli więc: „Naucz nas modlić się”. Ewangelia Mateusza 6:5-8: „A gdy się modlicie, nie bądźcie jak obłudnicy, gdyż oni lubią modlić się, stojąc w synagogach i na rogach ulic, aby pokazać się ludziom: zaprawdę powiadam wam: Otrzymali zapłatę swoją. Ale ty, gdy się modlisz, wejdź do komory swojej, a zamknąwszy drzwi za sobą, módl się do Ojca swego, który jest w ukryciu, a Ojciec twój. który widzi w ukryciu, odpłaci tobie. A modląc się, nie bądźcie wielomówni jak poganie; albowiem oni mniemają, że dla swej wielomówności będą wysłuchani. Nie bądźcie do nich podobni, gdyż wie Bóg, Ojciec wasz, czego potrzebujecie, przedtem zanim go poprosicie”.

Nie mówicie do niechętnego wam Boga. Nie musicie przedkładać waszej sprawy jak adwokat. Nie musicie mieć dwudziestopięciostronicowego streszczenia swoich potrzeb. Nauczcie się tylko co to jest modlitwa. Módlcie się tak, jak Jezus nauczył swoich uczniów się modlić. On zna nasze potrzeby zanim Go poprosimy. Próbuje tylko ustawić nas w takiej pozycji, aby On mógł być Bogiem. Kiedy On jest Bogiem w kościele, moc będzie obecna. „A wy tak się módlcie.”

Ciało nie chce się modlić. Duch który jest we mnie musi nakazać ciału uniżyć się i modlić. Zbliżając się do końca tej lekcji, przypomnijmy sobie jeszcze raz kolejność. On oczyścił świątynię. Potem powiedział: Mój dom musi być domem modlimy. Czystość, modlitwa, a potem moc. Moc przychodzi jako rezultat. Manifestacja mocy Bożej jest wynikiem modlitwy. Najpierw oczyszczenie, potem modlitwa. Modlitwa przynosi moc. a potem przychodzi chwała i uwielbienie Boga.

„Szkoła Chrystusa” - cykl Modlitwa z rozdziału – nasza postawa względem Boga


http://clendennen.blogspot.com/2012/04/ ... c-sie.html
veteran
 
Posty: 517
Dołączył(a): 1 paź 2014, o 17:38
Lokalizacja: Władysławowo

Re: Bert Clendennen - nauczanie

Postprzez veteran » 30 gru 2014, o 23:38

Naczynie chwały

Bert Clendennen
"A vessel of recovery"
"Naczynie odnowy"
tłum. Katarzyna Zieleźnik

Rozdział 6 - Naczynie chwały cz.1

Nie sposób czytając Biblię przejść obojętnie nad tym, co Biblia nazywa „resztką”. Resztka to ci, którzy przetrwali kryzys, jak kapłan Sadok i jego ród, którzy pozostali wierni w czasach, gdy Izrael podążył za obcymi bożkami. Z powodu swej wierności stali się zwiastunami nowego początku. Zawsze, kiedy pierwotne przesłanie i cel zostają zagubione, a Kościół staje się nie tym, czym Bóg chciał by był, to właśnie ta resztka staje się Bożym narzędziem odnowy. To właśnie takie naczynie odnowy przyciąga naszą uwagę przez cały czas. W trakcie tego studium zrozumieliśmy, że takie naczynie samo w sobie musi być nowym początkiem, co oznacza, że nie może być częścią istniejącego systemu duchowego. Ponadto takie naczynie musi osobiście żyć z Bogiem i w Bogu, a także musi osobiście znać Boży głos. Takie narzędzie będzie musiało stać na fundamencie prawdziwego życia w Bogu. Bez względu no to, co inni będą robić, to narzędzie nie przyjmie ich kierownictwa. Jego metody, środki i standardy to te, w których zostały odrzucone te mniej dojrzałe elementy. Takie narzędzie będzie musiało zapłaci o wiele wyższą cenę.

Skoro przyjrzeliśmy się już celowi, do którego naczynie zostało powołane i cechom, jakie powinno posiadać, spójrzmy zatem na samo naczynie. Paweł pozwala nam spojrzeć na Kościół, który w finale będzie Oblubienicą Chrystusa. „Aby sam sobie przysposobić kościół pełen chwały , bez zmazy lub skazy lub czegoś w tym rodzaju, ale żeby był święty i niepokalany.”(Ef. 5,27). Setki lat przed apostołem Pawłem, Bóg pokazał nam przez proroka Zachariasza finalny produkt. „Anioł, który rozmawiał ze mną, powrócił i obudził mnie, jak budzi się kogoś ze snu, I zapytał mnie : Co widzisz ? A ja odpowiedziałem: widzę, oto jest świecznik cały ze złota, a na jego szczycie jest czasza. Na niej jest siedem lamp, a lampy, które są na jej szczycie, mają po siedem knotów. Dwa drzewa oliwne stoją obok niego, jedno z prawej strony czaszy, a drugie z jej lewej strony. Wtedy odezwałem się i rzekłem do anioła, który rozmawiał ze mną : Co to oznacza, mój panie ? Anioł, który rozmawiał ze mną, tak odpowiedział : Czy nie wiesz, co to oznacza ? Ja odpowiedziałem: nie, mój panie ! Wtedy on odpowiedział, mówiąc do mnie: Takie jest słowo Pana do Zorobabela: Nie dzięki mocy ani dzięki sile, lecz dzięki mojemu Duchowi się to stanie - mówi Pan Zastępów”(Zach. 4, 1-6).

Świecznik cały ze złota jest obrazem Kościoła przedstawianym przez Ducha Świętego, Kościoła na początku jak i końcu, Kościoła, który Chrystus nabył swoją krwią. Z Objawienia 1,20 wiemy, że świecznik jest symbolicznym przedstawieniem Kościoła; „...a siedem świeczników, to siedem zborów.” Wiemy także z Biblii, że złoto symbolizuje to, co jest z Boga. Kościół pełen chwały, pełen Boga, nieustannie zasilany Bożym życiem, spływającym na niego z żywych drzew oliwnych, to Kościół, po który wróci Chrystus. „... i na tej skale zbuduję swój kościół.” ( Mt.16,18 ) Kiedy do tego wyznania dodamy słowa, „ Mając tę pewność, że Ten, który rozpoczął w was dobre dzieło, będzie je też pełnił aż do dnia Jezusa Chrystusa.” ( Fil.1,6 ) możemy być absolutnie pewni tego, że Chrystus nie powróci, nie może powrócić po Kościół, który byłby inny niż na początku.

Końcowy obraz Kościoła to nie zmutowana mieszanina ciała i Ducha, lecz tylko to, co jest z samego Boga. Chrystus nie powróci po posługującą się przeróżnymi chwytami, przyjazną dla użytkownika, napędzaną ciałem machinę religijną, która stała się czymś zgoła odmiennym, od tego, co zamierzał Bóg. Bóg najbardziej nienawidzi takiej właśnie mieszaniny ciała i Ducha. Słowo Boże w Liście do Hebrajczyków 5,14 mówi, że cechą dojrzałego świętego jest umiejętność rozróżniania między tym co złe, a dobre, między tym, co cielesne, a duchowe. „Pokarm zaś stały jest dla dorosłych, którzy przez długie używanie mają władze poznawcze wyćwiczone do rozróżniania dobrego i złego.” Ta wielka prawda, o Bożej nienawiści do takiej mieszaniny jest widoczna na kartach Biblii od samego początku aż do końca. Owoc, który Adam zjadł, a który przyniósł śmierć i zniszczenie całej ludzkości zawierał w sobie dwie rzeczy, „ ludzkie rozumowanie” i „mieszanina dobra ze złem”. Z tej mieszaniny wyłoniło się zarówno dobro jak i zło. Kain i Abel, Izaak i Ismael, Jakub i Ezaw. Bóg pozwolił by te dwie linie rozwijały się równolegle aż do czasu, kiedy się zmieszały i wtedy nadszedł sąd.

Jedną z wyraźnych cech czasów Noego była utrata umiejętności rozróżnienia między tym co, czyste i nieczyste. Jest pewne tajemnicze stwierdzenie „ Ujrzeli synowie boży, że córki ludzkie były piękne. Wzięli więc sobie za żony te wszystkie, które sobie upatrzyli.” ( 1 Moj. 6,2 ) Ostatnie zdanie jest bardzo sugestywne „które sobie upatrzyli” Są tacy, którzy są z Bożej linii i tacy, którzy nie są z Bożej linii, synowie Boży i córki ludzkie i jest też mieszanina tych obu. Nastąpiła utrata umiejętności rozróżniania między tym, co jest z Boga, a tym, co z Niego nie jest. Połączenie tych dwóch razem i uczynienie ich jednym to małżeństwo. Co do tego prowadzi ? - „które sobie upatrzyli”. Tu właśnie widzimy ciało w akcji, pragnienie i wybieranie bez zrozumienia, co jest z Boga, a, co z Niego nie jest. Dlatego potop był blisko.

Tragedią współczesnego chrześcijaństwa jest to, że to, co z Boga zostało podporządkowane człowiekowi i człowiek stawia się w miejscu przeznaczonym dla Boga. Słowo Boże sprzeciwia się takiej mieszaninie. Kiedy jesteśmy w Bogu widzimy światłość i ciemność, życie i śmierć. Kiedy Belsazar ośmielił się zmieszać wino swego rozpustnego życia w naczyniach Pana, pojawiła się ręka, która napisała na ścianie: „Jesteś zważony na wadze i znaleziony lekkim.” ( Dan. 5,27 ) Mieszanina judaizmu i pogaństwa przyniosła Izraelowi suszę i głód. Ponownie, pod koniec czasów, to waśnie to mieszanina ciała i Ducha ściąga Boży sąd.

Rozdział 6 - Naczynie chwały cz.2

Kościół ma być takim jakim był Chrystus i takim jest w odniesieniu do Jego istoty, praw Jego życia i Jego służby. Wszystko, co jest prawdą w odniesieniu do Chrystusa jako niebiańskiego człowieka musi stać się prawdą w odniesieniu do Kościoła. Z tego powodu krzyż Chrystusa musi być w centrum wszelkiej działalności Kościoła. Krzyż usuwa wszystko, co służy Szatanowi, a dla nas to oznacza nic innego jak WŁASNE JA. Mocniejszym określeniem jest ciało. Niektórzy nie mają pojęcia, co masz na myśli używając słowa ciało. Ciało jest po prostu innym określeniem własnego ja. Własne ja jest bardzo subtelną rzeczą. Zawarte w nim są – zainteresowanie sobą samym, samouwielbienie, samoprzetrwanie, samorealizacja, samorozwój, i wszelkie aspekty naszego wpływu, prestiżu, itd. Wyrażenia związane z własnym ja są jak legion i każde z nich służy Szatanowi. Dlatego właśnie gdzie tylko pojawi się choćby najmniejsza wzmianka o własnym ja, Boża chwała jest przyćmiona i potrzebny jest krzyż. Uwieńczeniem krzyża jest Boża chwała.

Z tego wszystkiego, co napisaliśmy jasno wynika, że kwestia „niebiańskości” Kościoła jest podstawowym prawem determinującym Boży cel dla niego. Ewangelia św. Jana za każdym razem czyni duchowe życie wierzącego sprawą niebiańską. Duchowe życie wierzącego jest postrzegane jako to, które ma swój początek w niebie – narodzony z góry. W Ewangelii św. Jana widzimy jak Bóg zadaje sobie wielki trud, by utrzymać swoich z dala od świata. On pozwolił na to, by cień Jego odejścia spadł na nich z wielką siłą z jednego tylko powodu, by wierzący mogli zobaczyć, że ich życie ma być życiem niebiańskim, a ich nadzieja nadzieją niebiańską, a nie ziemską.

W zmartwychwstałym Chrystusie można zauważyć dwie rzeczy. Po pierwsze nie pojawił się już w Jerozolimie i nie spotkał się oficjalnie z nominalnymi Żydami. On zabrał Swój Kościół duchowo z ziemi i skoncentrował go wokół Siebie w niebie. „I wraz z Nim wzbudził, i wraz z Nim posadził w okręgach niebieskich w Chrystusie Jezusie.”(Ef. 2,6). Od tego czasu historia zaczęła rozwijać się równolegle na dwóch płaszczyznach prawdziwej i fałszywej. Kościół w sensie niebiańskim i duchowym rozwinął się pod kontrolą Ducha Świętego. A fałszywy wyraz chrześcijaństwa rozwinął się jako ziemski system, zarządzany przez człowieka. Każdy etap końcowy jakiegoś czasu w Biblii i w historii był świadkiem jak to zarządzane przez człowieka, i zimitowane chrześcijaństwo wysuwa się na czoło, sztucznie wypływa na powierzchnię. Przesłanie listów do siedmiu zborów z drugiego i trzeciego rozdziału Objawienia Jana potwierdza tę wielką prawdę. W tych siedmiu zborach możemy zobaczyć historię całego Kościoła na przestrzeni wieków. Ostatnim etapem jest Kościół Laodycejski, co oznacza świeckie rządy i Chrystusa poza Kościołem. On nie pozostanie tam, gdzie zezwolono na rządy ciała. Prześcignięcie chrześcijaństwa przez Islam było efektem słabości duchowej powstałej na skutek tej tragicznej mieszaniny ciała i ducha.

Jerozolima stała się siedzibą najbardziej wyrazistego przejawu źle pojmowanego Kościoła. Wskazuje to na bezsprzeczną potrzebę duchowej jedności Kościoła jako niebiańskiej Jerozolimy, jeśli ma zdobyć on pozycję zwierzchnią. To także wskazuje na fakt, iż duchowy stan tego świata jest odbiciem duchowego stanu Kościoła. Straszne katastrofy dotykające ten świat, są niczym innym jak wzdychaniem ziemi oczekującej wybawienia. Kościół musi po raz kolejny stać się zgromadzeniem, które przynosi wybawienie. Jeśli jest prawdą, że Pan Jezus przeniósł się z tego świata i duchowo zabrał Swój Kościół ze Sobą, uznając tym samym, że upadek Jerozolimy nadchodzi z powodu jej strasznego stanu, jak znaczącymi są słowa Jego modlitwy : „Aby wszyscy byli jedno...” ( J 17,21 ). Błąd, bez względu na to kiedy popełniony – w przeszłości, czy obecnie, przyniesie swój owoc poprzez duchową słabość wynikającą z podziałów między wierzącymi.

Jeśli człowiek, który nie jest pod wpływem działania Ducha Świętego wtargnie na teren zdominowany przez Boże zamysły, Jego myśli, mądrość, umysł, czy uczucia, to następstwem będzie proporcjonalna do tego dawka śmierci, podziału, zamieszania i sprzeczności. Dlatego właśnie człowiek cielesny musi odejść. Chrystus, człowiek niebiański, musi byś Synem postawionym nad Bożym Domem, musi być głową Kościoła. Jego zwierzchnictwo musi być kontrolowane wyłącznie przez Ducha Świętego. Tutaj właśnie widzimy potrzebę krzyża, który nieustannie i praktycznie musi być rzeczywistością, która rządzi cielesnym człowiekiem i eliminuje jego dążenie do władzy. I tutaj także widzimy potrzebę pełni Ducha Świętego, jeśli Kościół ma zajmować przeznaczone dla siebie miejsce, stępującego z nieba centrum władzy Bożego wszechświata. Tak by mógł On stawić przed Swoim obliczem Kościół pełen chwały, Kościół zwycięski, Kościół, który przetrwał burzę, Kościół, który może być uwielbiony. Jezus, w sobie samym, powołał do życia jedyny rodzaj ludzi, którzy mogą być uwielbieni. Poprzez upadek Adama, ludzka rasa stała się niezdatna dla Bożego celu, dlatego też ta rasa nie mogła być uwielbiona. Chrystus przyszedł jako pierworodny nowej rasy, przez którą Bóg zrealizuje Swój cel. Kościół, który narodził się w dniu Pięćdziesiątnicy jest przedstawicielem tej rasy, składał się on z narodzonych na nowo mężczyzn i kobiet, którzy byli wypełnieni i opanowani przez Ducha Świętego. Kościół ten narodził się jako rozwinięty w pełni, mający w sobie wszystko, co potrzebne „...do życia i pobożności” ( 2P 1,3 ) Kościół doskonale rozumiał cel swojego istnienia, nie chodziło bowiem o to, by stał się społecznością nastawioną na debaty religijne, lecz naczyniem, przez które Chrystus może żyć. Poprzez swoją obecność Kościół cały czas pokazywał, że ziarno pszeniczne, które wpadło do ziemi obumiera, a następnie rozradza się ponad miarę.

Kościół, który narodził się, tego dnia posiadł tego samego Ducha i moc, co jego Pan. Oni nie mieli nic wspólnego z egoizmem i tak jak ich Pan, pragnęli dawać, a nie brać. Nie umiłowali życie swego tak, by raczej je obrać niż śmierć, chcieli tak żyć i tak umierać. Każdą formę życia poznaje się po tym, co sobą wyraża, tam gdzie są ludzie samolubni, nie ma Kościoła. Kiedy będziemy wyrażać sobą Boże życie, wtedy znowu zobaczymy kochającego i hojnego Boga ( J 3,16 ) Kiedyś John Wesley powiedział do swoich współpracowników : „ Jeśli umierając będę miał przy sobie więcej niż dziesięć funtów, wtedy poznacie, że byłem złodziejem i rabusiem !” Kiedy umierał, zostawił na tym świecie 3 funty i Kościół Metodystyczny. Owoc Ducha był tak widoczny w życiu tych pierwszych uczniów, że nawet najbardziej zaciekli wrogowie Chrystusa, rozpoznawali w nich tych, którzy chodzili z Jezusem. Skoro już wiemy, że Chrystus nie wróci [po byle jaki kościół], bo nie może wrócić po Kościół inny niż pozostawił, Kościół, który zostanie pochwycony i uwielbiony musi odzyskać to, co zostało zaprzepaszczone. Do tego dzieła Bóg potrzebuje wykutego naczynia, które stanie się wzorem i matrycą, na której Bóg będzie działał.

Rozdział 6 - Naczynie chwały cz.3

„Gdy to zakończono, przystąpili do mnie naczelnicy i rzekli: Lud izraelski oraz kapłani i Lewici nie stronili od ludów tych ziem, jak też od obrzydliwości Kananejczyków, Chetejczyków, Peryzejczyków, Jebuzejczyków, Ammonitów, Moabitów, Egipcjan i Amorejczyków. Brali bowiem ich córki za żony dla siebie i dla swoich synów, tak że święte potomstwo zmieszało się z ludem tych ziem, a w tym wiarołomstwie przodowali naczelnicy i przełożeni. Gdy usłyszałem te słowa, rozdarłem swoją szatę i płaszcz i rwałem włosy ze swojej głowy i brody i usiadłem przybity” ( Ezd 9, 1-3 )

Izrael tak bardzo wymieszał się z poganami, że jedynym sposobem odróżnienia jednego od drugiego było jedynie możliwe dzięki świadectwu urodzenia. Jak Izrael kiedyś, tak w Bożych oczach Kościół dzisiaj jest na pustyni, przesiąknięty światem, którego jedynym celem jest zniszczyć i okraść Kościół z tego, czym Bóg go obdarzył. Jedynym celem świata jest okraść Kościół z darów i łaski, które czynią go skutecznym. Obecnie Kościół wygląda jak Izrael za czasów Ezdrasza, tak wymieszany ze światem, że nie sposób odróżnić gdzie kończy się jeden, a zaczyna drugi. Kościół wypełniony jest wyznawcami, których jedynym prawem do zbawienia jest świadectwo chrztu. Podczas jednej z moich wizyt w Afryce, bracia wdali się w dyskusję czy kaznodzieja powinien nosić sutannę czy czarny płaszcz i koszulę z koloratką, by mógł być rozpoznawany jako Boży mąż. Chcieli wiedzieć co myślę na ten temat, więc odpowiedziałem : „...jeśli musicie nosić odpowiedni strój, by być rozpoznawani jako mężowie Boży, musicie zmienić zawód.” Jezus powiedział: „Ale weźmiecie moc Ducha Świętego, kiedy zstąpi na was, i będziecie mi świadkami...” ( Dz.Ap. 1,8 ) Szczepan użył tego samego określenia opisując Skrzynię Przymierza zbudowaną przez Mojżesza. Nazwał ją Skrzynią Świadectwa, ona nie tańczyła, nie krzyczała, nie mówiła, ale każdy poganin wiedział, że Bóg mieszka w tej skrzyni.

Tak jak kapłani za czasów Ezdrasza, Kościół również zostanie zważony na sądzie przez Chrystusa i zda sprawę ze wszystkiego, co otrzymał na początku. Kościół potrzebuje przebudzenia, w większości jest on tak martwy duchowo, że raduje się z rzeczy, które nawet nie powinny mieć miejsca w Kościele Boga Żywego. Zachariasz zostaje obudzony z duchowego odurzenia, wcześniej dał się oszukać religijnemu zamieszaniu, myśląc, że wszystko jest w porządku. Patrząc na splendor i przepych szat, kapłanów i świątyni, mogło wydawać się jego cielesnemu umysłowi, że wszystko jest w porządku. To bardzo religijny człowiek, niestety martwy dla duchowego świata. Oszukany przez widowiskowość rytuałów, Zachariasz zakładał, że Bóg jest taki, jak to co oglądał. Zachariasz, jak wielu z tak zwanego Kościoła dzisiejszych czasów, myślał, że Bóg to rytuał, system, który można wypromować i sprzedać na rynku. Jezusa nie da się zamknąć w opakowaniu i sprzedać jak mydło, On nie jest systemem, On jest żywą osobą, którą trzeba spotkać i poznać. To jest wielkie przestępstwo, z którego naczynie odnowy musi być wyzwolone. Wołanie Dawida musi stać się naszym wołaniem : „ Także od zuchwałych ustrzeż sługę swego, aby nie panowali nade mną! Wtedy będę doskonały i wolny od wszelkiego grzechu.” ( Ps 19,14 )

Zachariasz patrzył na ten system, widział tłumy, ich ekscytację, pieniądze, które zbierają i sądził, że za tym wszystkim musi stać Bóg. Nigdy nie pokusił się o przestudiowanie pism, o dogłębną modlitwę by poznać prawdę. Kwintesencja bałwochwalstwa to mieć pewne wyobrażenia o Bogu i postępować zgodnie z nimi. Dawid powiedział, w mocy Ducha Świętego, że przypuszczanie jest wielkim występkiem a jedynym, co można wiedzieć o Bogu, jest to, co zobaczyliśmy w osobie Jezusa Chrystusa. Widziałem na własne oczy, choć także otrzymywałem listy od kaznodziei, którzy uciekali się do kłamstwa używając określenia : „Bóg mi powiedział” tylko w jednym celu, by zebrać pieniądze. Jeden z takich kaznodziei napisał list, w którym tłumaczył ludziom, że Bóg mu powiedział, że jeśli milion jego współpracowników, da dwieście czterdzieści dolarów każdy, wtedy On, Bóg da mu lekarstwo na raka. W jakim celu człowiek miałby popełniać taki grzech przeciwko Bożej naturze sugerując, że Boga można kupić, i że Golgota była porażką ? Jedną, jedyną odpowiedzią jest fakt, że taki człowiek przypuszczał, że cel uświęca środki. Kiedy ludzie przypuszczają, że Boża łaska jest większa od Jego gniewu, a Jego miłość od sprawiedliwości, sami siebie okłamują.

Przesłaniem współczesnego Kościoła Zielonoświątkowego [innych ewangelicznych również] nie jest zwiastowanie osoby Jezusa Chrystusa - jego przesłanie dla świata to piramida zasad i wierzeń. Oni opowiadają się za przesłaniem: jeśli chcesz, by Bóg ci błogosławił, musisz wykonać pewne kroki, przekazać konkretną sumę pieniędzy, modlić się konkretną modlitwą, wyznać konkretną myśl. Seminaria na temat sukcesu są organizowane, by nauczyć ludzi jak wprowadzać w życie wszystkie ich zasady, jak zasiać ziarno wiary, jak obfitować w życiu, jak żyć przez czterdzieści dni życiem świadomym celu, jak otrzymać wizję przemiany, itd. Jezus uczył nas, byśmy najpierw szukali Królestwa Bożego, a wszystko inne będzie nam dodane. Jezus powiedział: „Kto ma syna, ma żywot; kto nie ma Syna Bożego, nie ma żywota.” (1J 5,12). Ty nie masz szukać obfitego życia, ale Jezusa Chrystusa, który jest życiem. Nie ma żadnych określonych form, czy procedur, zaproszenie brzmi: „ Pójdźcie do mnie wszyscy, którzy jesteście spracowani i obciążeni, a Ja wam dam ukojenie.” (Mt 11,28) - tak jak trędowaty, który przypadł Mu do stóp wołając z głębi serca: „ Panie, jeśli chcesz, możesz mnie oczyścić.” (Mt 8,2)

Chrystus jest wszystkim, albo wszystko jest niczym. Wszystko prowadzi do Chrystusa; prawo było nauczycielem prowadzącym do Chrystusa. Jeśli znalazłeś Chrystusa, znalazłeś całą pełnię tego, co Bóg ma do zaoferowania. Z Chrystusem musimy zacząć i skończyć. Poza Nim nie ma prawdziwego, zbawiającego i wyzwalającego poznania Boga. Chrystus jest podmiotem całej Biblii. On jest jak piasta w kole. Z piasty wychodzą szprychy - przebaczenie, upamiętanie, usprawiedliwienie, uświęcenie, odkupienie, uwielbienie i usynowienie. Każde z nich jest próbą opisania tego, co się dzieje z wierzącym, kiedy „z łaski wyłącznie” wprowadza w życie „wyłącznie wiarę” „wyłącznie w Chrystusa”. Kiedy Symeon wziął Jezusa na ręce powiedział: „Teraz puszczasz sługę swego, Panie, według słowa swego w pokoju, gdyż oczy moje widziały zbawienie twoje.” (Łk 2,29-30). On nie zobaczył systemu religijnego, wieczerzy pańskiej, baptysterium, on zobaczył osobę. Wiara wprowadza jednostkę w relację z inną osobą. Jest to teologia doświadczenia, w której dwie osoby dają sobie nawzajem siebie. My czynimy to przez wiarę, a Chrystus z łaski. Zbawienie to całkowite poddanie się przez wiarę wyłącznie Chrystusowi. Wtedy chrześcijanin jest tak intymnie związany z Chrystusem, że staje się z Nim jedną istotą, jednym ciałem. Wszystko, co każde z nich posiada należy do drugiego, to, co ma Chrystus należy do wierzącego i to, co ma wierzący należy do Chrystusa.

Smutne to, choć prawdziwe, ale Chrystus został zredukowany jedynie do przywódcy religijnego. On już nie jest drogą, On przyszedł jedynie wskazać drogę. Chrystus stał się dla współczesnego Kościoła tym, co hymn narodowy dla Amerykanów. Hymn nie ma w sobie żadnej mocy, ale inspiruje i służy jedynie symbolicznemu celowi. Chrystus jest zapraszany na nasze spotkania biznesowe, nie po to, by ubłogosławić nas Swoją mądrością i zamysłami, lecz po to, by pobłogosławić nasze plany. Pytanie postawione w księdze Zachariasza, „co widzisz ?”, to pytanie, na które musimy odpowiedzieć. To, co widzisz patrząc oczami religijnej fantazji i przypuszczeń może bardzo różnić się od tego, co zobaczysz Bożymi oczami. Zachariasz patrząc oczami tradycji religijnej widział świątynie, kapłanów, szaty, rytuały, ofiary, itd. On naprawdę wierzył, że przebudzenie jest blisko. Współczesny Zachariasz widząc rytualny ruch zielonoświątkowy i jego nieprzebudzony stan, jest święcie przekonany, że jest świadkiem wielkiej mocy Bożej. Krzyczy z radości zobaczywszy miedź, ponieważ nigdy nie widział złota.

Rozdział 6 - Naczynie chwały cz.4

„W ostatnich dniach - mówi Bóg - wyleję Ducha mojego na wszelkie ciało, i będą prorokowali synowie wasi i córki wasze, młodzieńcy wasi widzenia mieć będą, a starcy - sny. Nawet na niewolników i niewolnice moje wyleję w owych dniach Ducha mego, i będą prorokowali.” (Dzieje Apost. 2:17-18)

Niezdolność rozróżnienia pomiędzy mistycyzmem a duchowością jest główną przyczyną większości zwiedzeń w chrześcijaństwie. Kiedy mówimy o Kainie, nasze myśli skupiają się na morderstwie, które popełnił, ale warto pamiętać o innej także rzeczy. Kain nie odwrócił się od Boga, nie zignorował Go, on Go uznał i zbudował Mu ołtarz. Kain uwielbiał Boga poprzez swój zmysł estetyczny, a następnie zamordował swojego brata. Chrześcijaństwo jest głównie tworzone przez ten zmysł, który widzimy w jego architekturze, rytuałach, jego muzyce, oświetleniu, lub jego braku, w jego tonie, atmosferze, jego szatach i tym podobnych. Wszystkie religie mają tę duszewną cechę wspólną, w mniejszym, lub większym stopniu. Jak blisko prawdy może dotrzeć mistycyzm jeśli chodzi o postrzeganie jej i interpretację ? Jakie wspaniałe rzeczy może dostrzec wyobraźnia nawet w Biblii ? Jaki dreszcz zachwytu, zadziwienie czy ekstaza może być wywołana pośród publiczności, czy zgromadzenia przez duszę prowadzącego. Jednak to wszystko może być ułudą nie mającą nic wspólnego z bożymi, czy wiecznymi sprawami. Cóż to za sztuczny świat, w którym żyjemy. Prawdziwą tragedią tego dramatu jest fakt, że to jest prawdziwy świat dla tak wielu.

Bóg ma tylko jedną odpowiedź na tę pożałowania godną sytuację, On chce odnowić Swój Kościół. Trzeba odzyskać wszystko, co straciliśmy. By to odzyskać potrzebne jest przygotowane wcześniej naczynie, przez które Bóg będzie mógł działać. Bóg musi rozpocząć od Pasterza - Swoich Ust, by to naczynie odnowy pozyskać. „Moje owce znają mój głos...” , głos zawsze wskazuje na osobę. Prawdziwy pasterz staje się dosłownie głosem Boga. Resztka, która jest zwiastunem nowego początku, będzie słuchać Bożego głosu, jeśli będzie pochodził z ust Bożego, prawdziwego pasterza.

Zanim rozpocznie się odnowa, „starcy” muszą śnić sny. Kim są ci starcy ? Greckie słowo oznaczające starca brzmi presbuteros. Odnosi się ono do brody. Olej namaszczenia spływał z głowy Aarona na jego brodę. On był ustami Mojżesza. Mojżesz, Boży Starzec, był namaszczony, jednak nie umiał się wypowiadać i Aaron stał się jego ustami, on był drugą połową Starca. Olej namaszczenia był wylewany na głowę – Mojżesza, spływał na brodę – jego usta i w końcu na szatę – ciało wierzących.

Kto jest kamieniem węgielnym? Jezus, On jest przepełniony tym olejem, ale potrzebuje Swoich starców. Oni są Jego ustami. Kiedy Bóg będzie gotowy na wylanie Swojego Ducha, Jego starcy śnić będą Jego sny i przekażą te słowa dalej, w jasny sposób, Ciału Chrystusa. Możemy być pewni, że to jest właśnie to słowo, ponieważ Duch Święty powiedział przez Piotra, że to właśnie zapowiadał prorok Joel. Słowo starcy użyte w drugim rozdziale Dziejów Apostolskich, to słowo, z którego wywodzi się słowo prezbiter, nadzorca. To mężczyźni pełni Ducha Świętego, którzy doglądają Bożej służby. Wymaganiem stawianym starcowi w Bożym Królestwie jest widzieć to, co widzi Bóg i mówić to, co On mówi.

Hebrajskie słowo użyte do określenia proroka to navi, nabi. Wywodzi się ono z innego hebrajskiego słowa – jasnowidz, widzący. Jasnowidz to ktoś, kto widzi rzeczy, których naturalnie nie można zobaczyć. Widzi to, czego inni nie widzą. Jasnowidz ma wgląd w Bożą Salę Tronową, a następnie powraca jak Mojżesz z promienną twarzą. To właśnie widzimy u Ezechiela w rozdziale 43. Jerozolima i świątynia są zniszczone. Jasnowidz, Ezechiel, w wizji zostaje przeniesiony i ogląda odbudowaną świątynię w całym swoim blasku. Powiedziano mu, że ma powrócić i zwiastować to, co widział. Jasnowidz widzi, a następnie powraca do navi, nabi. Dzieje się tak po to, by zwiastował z taką gorliwością, że aż ślinotok pojawi się na jego ustach.

Starcy śnią sny. Jedno ze znaczeń słowa sen brzmi; to co jest wewnątrz, hipnoza, „boski letarg – z gr. ypnos”. Oznacza to, że Bóg tak bardzo mi się objawił, że moje zmysły już się nie liczą. Mój naturalny słuch, wzrok, mowa nie mają już znaczenia. Zostałem przez Boga ponadnaturalnie pochwycony i sam Bóg mnie wypełnia. Powracam z tego boskiego zachwycenia i zwiastuję tak gorliwie, że aż ślinotok pojawia się na mych ustach. Zatem pierwszym krokiem na drodze do pozyskania naczynia odnowy Kościoła i ostatecznego wylania Ducha Świętego na ten świat, są starcy, którzy muszą dostać się do miejsca najświętszego, muszą widzieć to, co widzi Bóg i muszą słyszeć to, co Bóg mówi. Następnie powracają i zwiastują Kościołowi to, co widzieli. Jeśli pasterz chce usłyszeć Boży głos, musi przestać usługiwać przy stołach i jeszcze raz oddać się modlitwie i Słowu Bożemu.

Kiedy Boże głos dotrze do świątyni, wtedy resztka, ludzie nowego początku, zbiorą się. Poprzez [zachwyconych Bogiem] starców Bóg powoła młodzieńców i młode niewiasty, którzy będą mieli widzenia. Młodzieniec to ktoś, kto został dotknięty fragmentem snu starca. Widzenie to fragment snu. Młodzieniec przyjmuje fragment tego snu, a Bóg rozpala go w jego wnętrzu. Ta wizja płonie w nim. Kiedy starcy śnią sny, a młodzieńcy płoną, wtedy synowie i córki Królestwa stają się sługami i służebnicami, na których Bóg wyleje Swojego Ducha. Kiedy to się wydarzy, kiedy naczynie będzie na swoim miejscu, całe ciało wierzących będzie dotknięte do tego stopnia, że zaczną zachowywać się jak Starcy, mając pianę na ustach i chwałę Bożą.


http://clendennen.blogspot.com/2013/03/ ... overy.html
http://clendennen.blogspot.com/2013/03/ ... y-cz2.html
http://clendennen.blogspot.com/2013/04/ ... false.html
http://clendennen.blogspot.com/2013/04/ ... y-cz4.html
veteran
 
Posty: 517
Dołączył(a): 1 paź 2014, o 17:38
Lokalizacja: Władysławowo

Re: Bert Clendennen - nauczanie

Postprzez veteran » 1 sty 2015, o 20:04

Bóg jest Duchem i tylko Duch może porozumiewać się z Duchem
Wierzę, że Bóg chce to wyryć na naszych umysłach. Nie ma absolutnie żadnej służby ewangelii bez Ducha Świętego Omawialiśmy to już w jednej lekcji, jako fakt, że ewangelia jest posługą Ducha. Bez Ducha tworzone jest dokładnie to, z czym spotkał się Jezus, czyli uczonych w Piśmie, faryzeuszy i hipokrytów. [ AW Tozer określa ich tekstualistami] Dzisiaj zagłębimy się dalej w tą myśl, którą czytamy w Efezjan 5:18, „I nie upijajcie się winem, które powoduje rozwiązłość, ale bądźcie pełni Ducha.”

Bez Ducha Bożego duchowy rozwój jest niemożliwy. Biblia jest najczęściej wydawaną książką na ziemi. Każda kreska i tytuł mają najwyższą wartość. Biblia mówi, że gdyby wszystko, co można by napisać o Chrystusie, było w księgach, to cały świat nie pomieściłby tych ksiąg. Tyle można by napisać o Chrystusie. A jednak mam Objawienie, które mogę trzymać w swojej ręce. Dlatego możecie być pewni, że cokolwiek tam jest, ma najwyższą wartość. Polecenie, by być napełnionymi Duchem nie może być traktowane lekko. Wszystko jest w i przez Ducha Świętego. Jesteście narodzeni z Ducha, napełnieni Duchem i musicie być prowadzeni Duchem. Tylko przez Ducha Bożego możemy znać Boga.

Duch Boży objawia nowemu stworzeniu rzeczy Chrystusowe. Jan 15:16, „Kiedy oglądamy Chrystusa w Duchu, jesteśmy przemieniani” (2 Kor. 3:18). To po prostu mówi, że nie możemy być przemieniani ponad nasze objawienie Chrystusa. Tak więc progresywne objawienie Ducha Świętego jest konieczne, jeżeli chcę dojść do miejsca, do którego Bóg mnie przeznaczył. To znaczy „upodobnić się do Chrystusa”. Edukacja nowego stworzenia wymaga chrztu Duchem Świętym. Jezus powiedział, „...Lepiej dla was, żebym ja odszedł. Bo jeśli nie odejdę, Pocieszyciel do was nie przyjdzie...” (Jan 16:7). To mówi, że absolutnie nic nie może być kompletne bez przyjścia Ducha Świętego. Znowu Chrystus powiedział, „lecz gdy przyjdzie On, Duch Prawdy, wprowadzi was (mnie i nas wszystkich) we wszelką prawdę...” (Jan 16:13).

Co to jest prawda? Jezus powiedział, „.. Ja jestem prawdą..” Objawienie Jezusa, prawdy, jest całkowicie w rękach Ducha. Edukacja nowego stworzenia nie jest akademicka, ale duchowa i to jest miejsce, w którym większość szkól Biblijnych chybia celu. Robią z tego sprawę akademicką, zamiast duchowej. Studenci Biblii muszą stać się prawdą, a nie nauczyć się prawdy. Paweł napisał o takich, którzy zawsze się uczą, a nigdy nie dochodzą do poznania prawdy. (2 Tym. 3:7). Musimy uczyć się Chrystusa, a nie tylko o Chrystusie. By uczyć się Chrystusa, który jest prawdą, musimy ostatecznie stać się prawdą, którą głosimy. Upodobnić się do Niego znaczy stać się prawdą.

Nasze duchowe powodzenie i wzrost zależą od progresywnego objawienia Chrystusa. Nigdy nie możemy być przemienieni ponad Jego objawienie w nas. Dlatego Boża praca z nami, by uczynić nas prawdą, jest jedyną drogą, na której ta Ewangelia może być skuteczna. Nie możesz głosić, jeżeli nie staniesz się tym, co głosisz. Czytajcie Biblię, a dowiecie się, że w każdym człowieku, którego Bóg wybrał lub wyznaczył do Swojej pracy, Bóg zaczął dzieło przystosowywania tego człowieka do prawdy, którą ma głosić ludziom.

Popatrzcie na Ozeasza. Biblia mówi, że w czasach proroka Ozeasza, Izrael, małżonka Boża, stała się wszetecznicą. Była wszetecznicą duchową, z dala od Boga, niewierną Wszechmocnemu Bogu. Bóg powołał Ozeasza, by głosił Izraelowi, kiedy Izrael był w takim stanie. Zanim mógł to robić, musiał czuć się tak, jak czuł się Bóg i wiedzieć, co Bóg czuje w tej sytuacji. Co więc Bóg czyni? Powoduje, że prorok zakochał się w prostytutce, poślubił ją i przyprowadził do swojego domu, a ona urodziła mu dzieci, ale później wróciła do swojego zawodu. Co zrobił ten mąż Boży? Poszedł i sprowadził ją z powrotem. Dlaczego to zrobił? Ponieważ kochał ją miłością, której nie można się wyrzec. Powód, dla którego on przez to przechodził był taki, że Izrael, małżonka Boża, był wszetecznicą i by prorok mógł głosić i mówić w imieniu Bożym, musiał czuć i znać ból, jaki odczuwał Bóg. Musiał poznać, co to jest kochać kogoś, kto nie jest wart tej miłości. Celem tej szkoły jest uczynienie was tą prawdą, którą macie głosić.

Odkupienie nie jest końcem, to dopiero początek. Kiedy człowiek upadł, stracił możliwość upodobnienia się do obrazu Chrystusa. Stracił możliwość porozumiewania się z Bogiem. Jego duch był tak pogwałcony, że poddał się pod władzę duszy i stał się istotą duszewną, a nie duchową. Bóg jest Duchem i tylko Duch może porozumiewać się z Duchem. Tak więc odkupienie stawia człowieka ponownie na drodze Bożych celów. To jest upodobnienie się do Chrystusa.

Duch Prawdy musi wprowadzać was i mnie we wszelką prawdę, czyli wszystko, co jest z Chrystusa, jeżeli mamy przebudzić się na Jego podobieństwo. Inaczej nie może być. „Kiedy przyjdzie Duch Prawdy, wprowadzi was we wszelką prawdę”. Edukacja nowego stworzenia, to poznanie Chrystusa. Jeżeli znacie Chrystusa tylko, jako Baranka Bożego, to praca Ducha Świętego w was jest ograniczona. On nie może poprowadzić was poza to objawienie.

By cały cel Boży był wykonywany w waszym życiu, Duch Święty musi najpierw objawić Chrystusa, jako Baranka Bożego. Następnie musi objawić Chrystusa, jako tego, który chrzci Duchem Świętym, gdyż inaczej nigdy nie pójdziecie dalej. Potem musi iść dalej, niż to i objawić Go, jako Syna Bożego, jeżeli mamy obudzić się na Jego podobieństwo. Duch Święty musi być w was, jako osoba aktywna, by was w to wprowadzać, albo nigdy tam nie dojdziecie.

Dzieje Apostolskie 1:8, „...będziecie mi świadkami, kiedy Duch Święty zstąpi na was..” Paweł powiedział, „my jesteśmy listem znanym i czytanym przez wszystkich”. Inaczej mówiąc, jesteśmy księgą, którą ludzie czytają. Jedyny Chrystus, jakiego widzą, to ten w nas. Jeżeli ten świat nas zauważy i powie, że on czy ona byli z Jezusem, to jesteśmy prawdziwymi świadkami. Oczywiście, musimy mówić i świadczyć werbalnie, ale nasze słowne świadczenie jest niczym, jeżeli nie ma świadectwa Chrystusa w naszym życiu.

Galacjan 1:15,16 apostoł Paweł mówi, „...Ale gdy się upodobało Bogu, żeby objawić mi Syna swego..” By Bóg mógł objawić mnie lub apostołowi Pawłowi Swojego Syna, konieczny jest Duch Boży. On musi być w nas. Chrzest Duchem Świętym jest drugim, następnym przeżyciem po narodzeniu na nowo i jest potrzebny, byście mogli być naczyniami, przez które Bóg może objawić Swojego Syna. Musicie być napełnieni Duchem Świętym.

„Szkoła Chrystusa” - cykl Duch Święty, z rozdziału – Duch jest obowiązujący


http://clendennen.blogspot.com/2013/03/ ... -moze.html
veteran
 
Posty: 517
Dołączył(a): 1 paź 2014, o 17:38
Lokalizacja: Władysławowo

Re: Bert Clendennen - nauczanie

Postprzez veteran » 7 sty 2015, o 19:39

Wiara agresywna
veteran
 
Posty: 517
Dołączył(a): 1 paź 2014, o 17:38
Lokalizacja: Władysławowo


Powrót do KAZANIA, WYKŁADY, KSIĄŻKI

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość