A. W. Tozer - nauczanie

A. W. Tozer - nauczanie

Postprzez veteran » 2 lis 2014, o 09:54

DLACZEGO ŚWIAT NIE MOŻE PRZYJĄĆ?

„Ducha Prawdy, którego świat przyjąć nie może, ponieważ Go nie widzi ani nie zna. Ale wy Go znacie, ponieważ u was przebywa i w was będzie.” (Jana 14:17)
Wiara chrześcijańska oparta na Nowym Testamencie uczy, że pomiędzy światem a Kościołem zachodzi całkowita sprzeczność. Zwróciłem na to uwagę we wcześniejszym rozdziale, lecz sprawa ta ma tak ogromne znaczenie dla poszukującej duszy, że czuję się zobowiązany wyłożyć ją obszerniej. Stwierdzenie, że próby przerzucenia mostu nad przepaścią oddzielającą świat od Kościoła są powodem problemów obecnego chrześcijaństwa, jest czymś więcej niż tylko religijnym banałem. Przeprowadziliśmy nielegalne małżeństwo, do zawarcia którego Biblia nic daje żadnych podstaw. Tak naprawdę niemożliwa jest jakakolwiek autentyczna jedność między światem a Kościołem. Z chwilą gdy Kościół łączy się ze światem, przestaje być prawdziwym Kościołem, a staje się żałosną hybrydą, obiektem uśmiechniętej pogardy świata i obrzydliwością przed Panem.

Półmrok, w którym przebywa wielu (może powinniśmy powiedzieć większość?) wierzących nie jest spowodowany niejasnością Biblii. Nie ma nic bardziej przejrzystego od wypowiedzi Pisma na temat stosunku chrześcijanina do świata. Zamieszanie wokół tej sprawy bierze się z niechęci zdeklarowanych chrześcijan do poważnego traktowania Słowa Bożego. Chrześcijaństwo jest tak bardzo wplątane w świat, że miliony wierzących nie domyślają się nawet, jak bardzo są oddaleni od wzoru Nowego Testamentu. Wszędzie widzimy kompromisy. Świat prezentuje się po odpowiednim wybieleniu, aby tylko udało mu się przejść pod okiem inspekcji ślepców udających wierzących, odwiecznie szukających uznania otaczającego świata. Dzięki wzajemnym ustępstwom ludzie, którzy nazywają siebie chrześcijanami, i ludzie, którzy wobec rzeczy Bożych odczuwają jedynie cichą pogardę, dochodzą do porozumienia.

A dotyczy to wszystko sfery duchowej. Człowiek staje się chrześcijaninem nie dzięki przynależności kościelnej, lecz dzięki nowemu narodzeniu. Człowiek jest chrześcijaninem dlatego, że zamieszkał w nim Duch. Tylko to, co narodziło się z Ducha, jest duchem. Ciała nigdy nie można przekształcić w ducha, bez względu na liczbę dostojników kościelnych, którzy by się przy tym trudzili. Konfirmacja, chrzest, komunia święta, wyznanie wiary: żadna z tych rzeczy osobno czy wszystkie razem nie zmienią ciała w ducha, ani nie uczynią z syna Adama syna Boga. „Na dowód tego, że jesteście synami - pisał św. Paweł do Galatów - Bóg wysłał do serc naszych Ducha Syna Swego, który woła: Abba, Ojcze!” Do Koryntian napisał: „Siebie samych badajcie, czy trwacie w wierze; siebie samych doświadczajcie! Czyż nie wiecie o samych sobie, że Jezus Chrystus jest w was? Chyba żeście odrzuceni”. Do Rzymian: „Wy jednak nie żyjecie według ciała, lecz według Ducha, jeśli tylko Duch Boży w was mieszka. Jeżeli zaś kto nie ma Ducha Chrystusowego, ten do Niego nie należy”.

Gdyby naśladowcy Chrystusa zaczęli rzeczywiście iść za Nim, zamiast naśladować siebie nawzajem, wówczas to straszne zamieszanie, widoczne powszechnie w życiu chrześcijan, ustąpiłoby w ciągu jednego dnia. Nasz Pan był bardzo radykalny w Swoim nauczaniu odnośnie do wierzących i świata.

Przy pewnej okazji nasz Pan odpowiedział na pewną spontaniczną, lecz cielesną radę Swojego brata w ten sposób: „Dla Mnie stosowny czas jeszcze nie nadszedł, ale dla was zawsze jest do rozporządzenia. Was świat nie może nienawidzić, ale Mnie nienawidzi, bo Ja o nim świadczę, że złe są jego uczynki”. Jezus utożsamił Swoich cielesnych braci ze światem i stwierdził, że należą oni do innego ducha, niepodobnego Jego duchowi. Świat Go nienawidził, ale nie mógł nienawidzić Jego braci, gdyż nie mógł nienawidzić siebie samego. Dom podzielony nie może się ostać. Dom Adama musi pozostać lojalny wobec siebie samego, gdyż w przeciwnym razie mógłby się rozpaść. Chociaż cieleśni synowie spierają się ze sobą, to w gruncie rzeczy istnieje między nimi jedność. Wraz z przyjściem Ducha Świętego zostaje tu wprowadzony obcy element. „Jeżeli was świat nienawidzi - powiedział Pan do Swoich uczniów - wiedzcie, że Mnie pierwej znienawidził. Gdybyście byli ze świata, świat by was kochał jako swoją własność. Ale ponieważ nie jesteście ze świata, bo ja was wybrałem sobie ze świata, dlatego was świat nienawidzi.” Apostoł Paweł wyjaśniał Galatom różnicę pomiędzy dzieckiem niewolnicy a dzieckiem kobiety wolnej: „Ale jak wówczas ten, który się urodził tylko według ciała, prześladował tego, który się urodził według ducha, tak dzieje się i teraz”.

Tak więc widzimy, że przez cały Nowy Testament została przeprowadzona wyraźna linia oddzielająca Kościół od świata. Nie ma ziemi neutralnej. Pan nie uznaje żadnego dobra pochodzącego ,.ze zgadzania się na niezgodę”, aby naśladowcy Baranka mogli adaptować drogi tego świata do swojego życia i podróżować jego ścieżkami. Przepaść pomiędzy prawdziwym chrześcijaninem a światem jest tak samo wielka, jak ta pomiędzy bogaczem a Łazarzem. I jeszcze coś, ta sama przepaść oddziela świat ludzi odkupionych od świata ludzi upadłych.

Dobrze to wiem i głęboko odczuwam, że nauczanie to jest bardzo obraźliwe dla wielkiej rzeszy światowców, którzy drepcą wewnątrz tradycyjnej owczarni. Nie mam żadnej nadziei, że mógłbym uniknąć posądzenia o bigoterię czy nietolerancję, które z pewnością podniosą przeciwko mnie ludzie religijni, niezadowoleni i pragnący stać się owcami dzięki samemu przebywaniu. Lecz my musimy również stawić czoło twardej prawdzie: człowiek nie staje się chrześcijaninem wskutek obcowania z ludźmi chodzącymi do kościoła ani dzięki religijnym spotkaniom ani też religijnej edukacji. Człowiek staje się chrześcijaninem tylko dzięki wtargnięciu Ducha Bożego do ludzkiej natury, co owocuje nowym narodzeniem. Chrześcijanin zrodzony w ten sposób staje się natychmiast członkiem nowej rasy: „Wy zaś jesteście wybranym plemieniem, królewskim kapłaństwem, narodem świętym, ludem Bogu na własność przeznaczonym [...] którzyście byli nie-ludem, teraz zaś jesteście ludem Bożym, którzyście nie dostąpili miłosierdzia, teraz zaś jako ci, którzy miłosierdzia doznali”. (1 List Piotra 2:6-12)

Przytoczone wersety nie zostały wyrwane z kontekstu ani też nie koncentrują się na jednej tylko stronie prawdy. Nauczanie tego fragmentu zgadza się z nauką całego Nowego Testamentu. Jest to niczym zaczerpnięcie kubka wody z morza. Woda w kubku nie jest całym morzem, lecz jego wiarygodną próbką, doskonale odpowiada jego reszcie.

Problem współczesnych chrześcijan nie polega na niewłaściwym rozumieniu Biblii, trudność leży w doprowadzeniu naszych krnąbrnych serc do przyjęcia jej prostych wskazówek. Naszym problemem jest skłonienie naszych umysłów rozkochanych w świecie do uczynienia rzeczywiście Jezusa Panem, zarówno w czynach, jak i w słowach. Bo co innego jest mówić: „Panie, Panie”, a zupełnie czymś innym jest posłuszeństwo Jego przykazaniom. Możemy śpiewać „Ukoronujmy Go na Króla wszystkiego” i możemy radować się brzmieniem głośnych organów i piękną harmonią głosów, ale nie będzie to miało żadnego znaczenia, dopóki nie porzucimy świata i nie zwrócimy naszych twarzy w kierunku miasta Bożego w twardych realiach życia. Gdy wiara staje się posłuszeństwem, wówczas dopiero staje się prawdziwą wiarą.

Duch świata jest mocny i przenika nas tak skutecznie, jak zapach dymu wnika w ubranie. Jest on w stanie zmieniać swoją twarz stosownie do okoliczności i zwieść wielu prostolinijnych chrześcijan, których zmysły nie są jeszcze wyćwiczone w odróżnianiu dobra od zła. Może on również bawić się w religię i mieć wszelkie zewnętrzne pozory szczerości. Może doświadczać wyrzutów sumienia (zwłaszcza podczas Wielkiego Postu) i może nawet kajać się z powodu swoich złych dróg i wyznawać je publicznie. Będzie umiał wysławiać wiarę i korzyć się przed Kościołem w celu osiągnięcia swoich zamiarów. Będzie łożył na cele charytatywne i promował kampanie zbierania odzieży dla ubogich. Tylko Chrystus musi pozostać na uboczu i nie wolno Mu ubiegać się o panowanie. Tego bowiem duch świata nie zniesie. Wobec prawdziwego Ducha Chrystusowego okaże on zawsze sprzeciw. Opinia publiczna (która zawsze ma na względzie jego korzyść) rzadko potraktuje uczciwie dziecko Boże. Jeżeli fakty będą się domagały łaskawego sprawozdania, uczyni to w tonie protekcjonalnym i ironicznym, przepojonym pogardą.

Zarówno synowie świata, jak i synowie Boży zostali ochrzczeni duchem. Lecz duch świata i Duch zamieszkały w sercach ludzi wierzących, dwukrotnie narodzonych, są od siebie tak odlegle, jak odległe jest niebo od piekła. Nie tylko, że pozostają w całkowitej opozycji wobec siebie, to występują również między nimi ostre konflikty. Dla syna ziemskiego rzeczy Ducha są albo śmieszne, i wtedy się dobrze bawi, albo pozbawione sensu, a wówczas jest znudzony. „Człowiek zmysłowy bowiem nic pojmuje tego, co jest z Bożego Ducha. Głupstwem mu się to wydaje i nie może tego poznać, bo tylko duchem można to rozsądzić.”

W Pierwszym Liście św. Jana ciągle powtarzane są słowa: oni i wy, wskazujące na dwa zupełnie różne Światy. Oni odnosi się do mężczyzn i kobiet z upadłego świata Adama; wy wskazuje na wybranych, którzy poszli za Chrystusem, zostawiając wszystko. Apostoł nie pada na kolana przed małym bogiem Tolerancji (czczenie którego stało się wtórną i pustą religią Ameryki); lecz jest otwarcie nietolerancyjny. Dobrze wie, że tolerancja może być tylko inną nazwą obojętności. Aby zaakceptować nauczanie takiego człowieka jak św. Jan, potrzebna jest zdecydowana wiara. O wiele łatwiej przyjdzie zamazanie linii granicznych i nieznieważanie innych. Pobożne ogólniki i użycie słówka my w odniesieniu do chrześcijan i niewierzących wydają się o wiele bezpieczniejsze. Bożym Ojcostwem próbuje się otoczyć Kubę Rozpruwacza i proroka Daniela. Nikt nie czuje się dotknięty, każdy jest mile połechtany i gotowy wstąpić do nieba. Jednak apostoł Jan, który skłaniał swoją głowę na piersi Jezusa, nie da się łatwo zwieść. Ten właśnie człowiek narysował linię dzielącą rasę ludzką na dwa obozy, oddzielając zbawionych od zgubionych. Tych, którzy powstaną odebrać wieczną nagrodę od tych, którzy .zapadną się w otchłań ostatecznej rozpaczy. Z jednej strony stoją oni, którzy Boga nie znają, z drugiej wy (można to zamienić na my), a pomiędzy nimi znajduje się przepaść moralna - zbyt rozległa, aby jakikolwiek człowiek mógł ją przekroczyć.

Apostoł Jan ujmuje to w ten sposób; „Wy, dzieci, jesteście z Boga i zwyciężyliście ich, ponieważ większy jest Ten, który w was jest, od tego, który jest w świecie. Oni są ze świata, dlatego mówią tak, jak mówi świat, a świat ich słucha. My jesteśmy z Boga. Ten, który zna Boga, słucha nas. Kto nie jest z Boga, nas nie słucha. W ten sposób poznajemy ducha prawdy i ducha fałszu”. Wyrazistość tego języka nie zaniepokoi nikogo, kto szczerze pragnie poznać prawdę. Naszym problemem nie jest rozumienie, ale (powtórzę jeszcze raz) wiara i posłuszeństwo. Nie jest to również problem natury teologicznej. O czym więc to świadczy? Że mamy do czynienia z problemem moralnym: Czy jestem gotowy zaakceptować to, co usłyszałem i wytrwać w tym, ponosząc konsekwencje swojego wyboru? Czy zniosę zimne spojrzenia? Czy mam odwagę wystawić się na zaciekłe ataki liberalnych chrześcijan? Czy gotów jestem narazić się na nienawiść obrażonych moją postawą ludzi? Czy mój umysł jest na tyle niezależny, aby podważając popularne opinie religijne wytrwać przy boku apostoła? Krótko mówiąc, czy mogę wziąć na siebie krzyż wraz z jego krwią i hańbą?

Chrześcijanin jest wezwany do oddzielenia się od świata, lecz musimy wiedzieć, co rozumiemy przez słowo świat (chociaż właściwie ważniejsze jest, co Bóg przez to rozumie). Dla nas świat często jest tylko czymś zewnętrznym, i dlatego gubimy prawdziwe jego znaczenie. Teatr, karty, likier, hazard - to nie świat, lecz uboga i zewnętrzna jego manifestacja. Nasza walka nie dotyczy tylko światowych dróg. Nasza walka skierowana jest przeciwko duchowi tego świata. Wiemy, że zarówno człowiek zbawiony, jak też zgubiony jest w swej naturze istotą duchową. Świat według Nowego Testamentu oznacza nie odrodzoną ludzką naturę gdziekolwiek się ona znajduje: w knajpie czy w kościele. „Świat” oznacza wszystkie rzeczy, które z tej natury wyrastają, są na niej budowane, niezależnie od tego, czy są moralnie nikczemne, czy godne szacunku. Faryzeusze z czasów Jezusa, chociaż byli bardzo gorliwymi wyznawcami swojej religii, w swej najgłębszej naturze mieli ducha tego świata. Zasady duchowe, na których budowali swój system, pochodziły z niskości, nie zaś z wysokości. Występując przeciwko Jezusowi stosowali ludzkie metody. Przekupywali ludzi, aby kłamali w obronie „prawdy”. Broniąc Boga postępowali jak Szatan. Potwierdzali nauczanie Biblii, jednocześnie się jej sprzeciwiając. Deptali wiarę w imię ratowania jej. Dawali upust ślepej nienawiści w imię religii miłości. Jest to obraz świata w całym jego zawziętym buncie wobec Boga. Duch świata był tak zaciekły, że nie spoczął, dopóki nie zabił Syna Bożego. Duch faryzeuszy działał z zawziętością i złośliwością, i był wrogi Duchowi Jezusa, ponieważ każdy z tych duchów był jakby reprezentantem świata, z którego pochodził.

Nauczyciele naszych czasów, którzy przedstawiają Kazanie na Górze jako nieadekwatne do teraźniejszości i w ten sposób zwalniają Kościół z wypełniania jego przesłania, nie uświadamiają sobie wyrządzanego przez to zła. Kazanie na Górze daje nam krótką charakterystykę Królestwa ludzi odnowionych. To właśnie ci błogosławieni ubodzy, którzy płaczą nad swoimi grzechami i pragną sprawiedliwości, są prawdziwymi synami Królestwa. W łagodności świadczą swoim wrogom miłosierdzie, z otwartą szczerością patrzą na Boga, otoczeni prześladowcami błogosławią, a nie przeklinają. Przez skromność ukrywają swoje dobre czyny. Wychodzą naprzeciw swoim przeciwnikom, aby się z nimi pojednać i przebaczają tym, którzy zgrzeszyli przeciwko nim. Służą Bogu w skrytości swego serca, ukryci przed ludzkim wzrokiem i cierpliwie oczekują na jawne udzielenie im przez Niego zapłaty. Wolą raczej oddać swoje ziemskie dobra, niż stosować przemoc dla ich utrzymania. Swoje skarby gromadzą w niebie. Unikają chwały i czekają na dzień końcowego sądu, by się dowiedzieć, kto jest największy w Królestwie Niebios.

Jeżeli tak istotnie jest, to co mamy powiedzieć o chrześcijanach rywalizujących ze sobą o miejsca i pozycje? Co mamy odpowiedzieć widząc, jak nerwowo poszukują chwały i zaszczytów? Jak możemy wytłumaczyć żądzę rozgłosu, jaskrawo widoczną wśród przywódców chrześcijańskich? A co z ambicjami politycznymi w kręgach Kościoła? A co z rozgorączkowanymi dłońmi wyciągniętymi po jeszcze więcej i jeszcze większe „ofiary miłości”? Co mamy powiedzieć w obliczu zawstydzającego egotyzmu chrześcijan? Jak wytłumaczyć rażące oddawanie czci człowiekowi, które notorycznie nadyma popularnych przywódców do rozmiarów kolosa? Jak zrozumieć służalcze uściski rąk majętnych ludzi przez rzekomo wiarygodnych głosicieli Ewangelii? Na te pytania istnieje tylko jedna odpowiedź: są to zjawiska manifestujące charakter tego świata i nic poza tym. Żadne gorące wyznawanie miłości wobec „dusz ludzkich” nie zmieni zła w dobro. To właśnie te grzechy ukrzyżowały Jezusa.

Prawdą jest, że królestwo tego świata manifestuje w jeszcze ordynarniejszy sposób upadłą ludzką naturę. Zorganizowany przemysł rozrywkowy, kładący nacisk na puste przyjemności, będący już całym cesarstwem zbudowanym na zdeprawowanych i niezgodnych z naturą zwyczajach, na niepohamowanych nadużyciach normalnych apetytów ludzkich, cały ten sztuczny światek nazwany „śmietanką towarzyską”. Wszystko to pochodzi z tego świata, posiada naturę ciała, jest budowane na ciele i zginie razem z ciałem. Chrześcijanin musi uciekać od tych rzeczy. Musi je odrzucić i nie mieć w nich udziału. Musi przeciwstawić się im spokojnie i stanowczo, bez strachu, lecz też bez kompromisów.

Tak więc niezależnie od sposobu, w jaki świat zaprezentuje siebie: czy to w formie rażącej czy subtelniejszej i bardziej wyrafinowanej, naszym zadaniem jest rozpoznanie go i bezwarunkowe odrzucenie. Nie mamy innego wyboru, jeżeli chcemy tak jak Enoch chodzić z Bogiem pośród naszego pokolenia. Otwarte zerwanie ze światem jest konieczne. „Cudzołożnicy, czy nie wiecie, że przyjaźń ze światem jest nieprzyjaźnią z Bogiem? Jeżeli więc ktoś zamierzałby być przyjacielem świata, staje się nieprzyjacielem Boga.” „Nie miłujcie świata ani tego, co jest na świecie! Jeśli kto miłuje świat, nie ma w nim miłości Ojca. Wszystko bowiem, co jest na świecie, a więc: pożądliwość ciała, pożądliwość oczu i pycha tego życia nie pochodzi od Ojca, lecz od świata.” Tych słów Bóg nie podał nam do przemyślenia, lecz chce, abyśmy byli im posłuszni. Nie mamy prawa nazywać siebie chrześcijanami, dopóki nie będziemy ich wypełniać.

Osobiście obawiam się pojawiać wśród chrześcijan z ruchów religijnych, które nie prowadzą do pokuty i ostrego podziału na wierzących i świat. Jestem podejrzliwy wobec każdego zorganizowanego przebudzenia, które rozwadnia prawdy Królestwa. Jeżeli taki ruch nie jest oparty na sprawiedliwości i nie jest karmiony pokorą - nie jest z Boga, niezależnie od swojej atrakcyjności. Jeżeli zaś wykorzystuje zdolności ludzkie, to jest tylko religijnym szalbierstwem i nie powinien być wspomagany przez żadnego bogobojnego chrześcijanina. Tylko to, co oddaje cześć Duchowi i rozwija się kosztem ego, pochodzi z Boga. „Aby, jak to jest napisane, w Panu się chlubił ten, kto się chlubi.”



AW TOZER

Wydawnictwo Vocatio „Boży podbój” Dlaczego świat nie może przyjąć?



źródło: blog z fragmentami publikacji AW Tozera - http://radykalnykrzyz.blogspot.com


http://oblubienica.eu/czytelnia/artykul ... ze-przyjac
veteran
 
Posty: 517
Dołączył(a): 1 paź 2014, o 17:38
Lokalizacja: Władysławowo

Re: A. W. Tozer - nauczanie

Postprzez veteran » 4 lis 2014, o 22:07

Świętość przed szczęściem
Samolubne pragnienie szczęścia jest tak samo grzeszne jak jakiekolwiek inne samolubne pragnienie. Jego korzenie tkwią w ciele, które nigdy nie może ostać się przed Bogiem. „Dlatego zamysł ciała jest wrogi Bogu; nie poddaje się bowiem zakonowi Bożemu, bo też nie może” (Rzymian 8:7).

Ludzie starają się coraz częściej usprawiedliwić każdy rodzaj złego postępowania tym, że „po prostu starają się zapewnić sobie trochę szczęścia.” Zanim zgodzi się na małżeństwo, nowoczesna młoda dama może zapytać się bez ogródek czy ten człowiek „może uczynić mnie szczęśliwą,” czy też nie, zamiast bezinteresownie zastanowić się czy może dać szczęście swojemu Życiowemu partnerowi. Kolumny nieszczęśliwie zakochanych z gazet mokre są od łez osób rozczulających się nad sobą, które piszą by dowiedzieć się jak mogą „zabezpieczyć swoje szczęście.” Psychiatrzy w kraju obrastają w sadło dzięki zwiększającej się liczbie tych, którzy szukają profesjonalnej pomocy w swoim wszystko pochłaniającym poszukiwaniu szczęścia. Dosyć często popełnia się przestępstwa przeciwko osobom, które nie zrobiły nic gorszego prócz wystawienia na niebezpieczeństwo czyjegoś szczęścia.

To jest hedonistyczna filozofia starych greckich czasów, źle zrozumiana i zastosowana w codziennym życiu dwudziestego wieku. Niszczy ona całą szlachetność charakteru i czyni fajtłapami tych, którzy świadomie bądź nieświadomie przyjmują ją - ale stała się dosyć popularnym wyznaniem wielu ludzi. Rzadko ktokolwiek kwestionuje to, że urodziliśmy się po to aby być szczęśliwymi. Nikt nie próbuje udowodnić tego, że upadli ludzie mają jakieś moralne prawo do szczęścia, albo że na dłuższą metę lepiej być szczęśliwym. Prawie wszystkie popularne książki i sztuki zakładają, że osobiste szczęście jest słusznym końcem dramatycznej ludzkiej walki.

Teraz zasugeruję, że cała gorączkowa gonitwa za szczęściem jest złem tak pewnym jak gonitwa za pieniądzem, sławą czy sukcesem. Wypływa z olbrzymiego niezrozumienia samych siebie i naszego prawdziwego stanu moralnego. Człowiek, który naprawdę zna siebie samego, nigdy nie uwierzy w swoje prawo do bycia szczęśliwym. Przelotne spojrzenie jego serca otrzeźwi go natychmiast tak, że prawdopodobnie zwróci się przeciwko sobie i przyjmie Boży wyrok skierowany do niego jako sprawiedliwy. Nauka o nieodłącznym prawie człowieka do szczęścia jest anty-boska i anty-Chrystusowa i jej szerokie przyjęcie przez społeczeństwo mówi nam wiele o tymże społeczeństwie.

Rezultat tego nowoczesnego hedonizmu jest odczuwany również wśród ludu Bożego. Ewangelia jest zbyt często przedstawiana jako środek do szczęścia, do pokoju umysłu, czy bezpieczeństwa. Są nawet tacy, którzy używają Biblii dla „odprężenia się,” tak jakby była narkotykiem. Jak bardzo błędne jest to wszystko okaże się szybko poprzez proste lecz uważne przeczytanie Nowego Testamentu. Nacisk tam nie jest położony na szczęście, ale na świętość. Bóg jest bardziej zainteresowany stanem ludzkich serc niż stanem ich uczuć. Niewątpliwie Boża wola przynosi ostateczne szczęście tym, którzy są posłuszni, ale najważniejszą rzeczą nie jest to jak bardzo jesteśmy szczęśliwi, ale jak święci. żołnierz nie szuka szczęścia na polu; stara się raczej zakończyć walkę, wygrać wojnę i wrócić do domu, do swojej rodziny. Tam może cieszyć się w pełni, ale podczas wojny jego najpilniejszym zadaniem jest być dobrym Żołnierzem, spisywać się dzielnie jak mężczyzna, bez względu na to jak się czuje dziecinna pogoń za szczęściem może stać się prawdziwym sidłem. Ktoś może łatwo się oszukać przez kultywowanie religijnej radości bez towarzyszącego temu sprawiedliwego życia. żaden człowiek nie powinien pragnąć być szczęśliwym, jeżeli nie jest równocześnie świętym. Powinien starać się poznać i wykonywać Bożą wolę, pozostawiając Chrystusowi sprawę tego jak szczęśliwym będzie.

Mam propozycję dla tych, którzy biorą to wszystko poważnie: Zwróć się do Boga aby otrzymać zrozumienie. Powiedz Mu, że twoim pragnieniem jest być świętym za każdą cenę, a potem poproś Go, aby nigdy nie dał ci więcej szczęścia niż świętości. Kiedy twoja świętość zmatowieje, niech twoja radość będzie przyćmiona. I poproś Go, aby uczynił cię świętym bez względu na to czy jesteś szczęśliwy czy też nie. Bądź pewny, że na końcu będziesz tak samo szczęśliwy jak i święty, ale na razie niech twoją całą ambicją będzie służyć Bogu i być podobnym do Chrystusa. Jeżeli odważymy się zająć taką postawę, możemy spodziewać się poznania nowego stopnia wewnętrznego oczyszczenia. I, ponieważ Bóg jest tym Kim jest, bardziej niż prawdopodobnie poznamy nowy stopień szczęścia; ale szczęścia, które wypływa z bardziej intymnej społeczności z Bogiem; szczęścia, które jest podniosłe i niesamolubne, wolne od zanieczyszczeń ciała.

A.W. Tozer (1960)

źródło: „Światło życia” polska publikacja Searchlight.
tom 1, numer 4/ 1993


http://radykalnykrzyz.blogspot.nl/2013/ ... sciem.html
veteran
 
Posty: 517
Dołączył(a): 1 paź 2014, o 17:38
Lokalizacja: Władysławowo

Re: A. W. Tozer - nauczanie

Postprzez kesja » 5 lis 2014, o 09:20

Tozer jest bezkompromisowy nie szedł na żadne ustępstawa .Tak ,tak ,Nie ,nie.
Zobacz jak daleko muszą się cofnąć by znaleźć kogoś kto powie prosto w oczy i wskaże miejsce gdzie jesteś.
Gdzie dzisiaj tacy słudzy?
Większość to fajtłapy lub przebiegłe wilki.
prawdziwe nauczanie .
Avatar użytkownika
kesja
 
Posty: 280
Dołączył(a): 14 paź 2014, o 17:32

Re: A. W. Tozer - nauczanie

Postprzez veteran » 7 lis 2014, o 15:45

MODLITWA SŁUGI BOŻEGO

Modlitwa O Panie, usłyszałem Twój głos i ulękłem się. Powołałeś mnie do ciężkiej służby w trudnej i niebezpiecznej godzinie. Ty zamierzasz wstrząsnąć wszystkimi narodami, a także ziemią i niebem, aby ostały się te rzeczy, którymi wstrząsnąć nie można. O Panie, mój Panie, Tobie upodobało się uczcić mnie przez powołanie na Twojego sługę. Nikt nie może przywłaszczyć sobie tego zaszczytu, jak tylko ten, kto został powołany przez Boga jak Aaron. Ustanowiłeś mnie swoim posłańcem do tych, którzy są opornego serca i głuchych uszu. Odrzucili oni Ciebie — Mistrza, i nie można oczekiwać, by przyjęli mnie — sługę.
Boże mój, nie chcę tracić czasu na wyznawanie mojej słabości i niezdolności do tej pracy. Odpowiedzialność nie spoczywa na mnie, lecz na Tobie. Ty powiedziałeś: „Wybrałem cię — poświęciłem cię — przeznaczyłem cię.” Ty powiedziałeś także: „Do kogokolwiek cię poślę, pójdziesz i będziesz mówił wszystko, co ci rozkażę.” Kimże jestem, aby spierać się z Tobą lub podważać Twój suwerenny wybór? Decyzja jest nie moja, lecz Twoja. Niech więc tak będzie, Panie. Niech się wszystko dzieje nie według mojej, lecz według Twojej woli. Wiem o tym dobrze, Boże proroków i apostołów, że dopóki ja będę czcił Ciebie, Ty będziesz czcił mnie. Dopomóż mi przeto złożyć ten ślub oddawania Tobie czci w całym moim przyszłym życiu i pracy, czy to przez zysk czy przez stratę, przez życie czy przez śmierć, a potem wypełniać ten ślub nieznużenie, dopóki żyć będę.

O Boże, jest czas wykonywania Twojej pracy, gdyż nieprzyjaciel wszedł na Twoje pastwiska i owce są rozrywane i rozproszone. Liczni są fałszywi pasterze, którzy nie widzą niebezpieczeństwa i śmieją się z zasadzek, jakie otaczają Twoje stado. Owce zostają zwiedzione przez tych najemników i idą za nimi z wzruszającą lojalnością, podczas gdy wilk zbliża się, aby zabijać i niszczyć. Błagam Cię, daruj mi ostry wzrok, by móc wykrywać obecność nieprzyjaciela; daj mi zrozumienie tego, co zobaczę, i odwagę wiernego przekazywania tego, co ujrzę. Uczyń mój głos tak podobnym do Twojego, by nawet chore owce rozpoznały go i szły za Tobą.

Panie Jezu, przychodzę do Ciebie, abyś przygotował mnie duchowo. Połóż na mnie Swoją rękę. Namaść mnie olejkiem nowotestamentowego proroka. Nie dopuść, bym stał się religijnym uczonym w Piśmie i utracił przez to moje prorockie powołanie. Zachowaj mnie od przekleństwa, które leży ciemną zasłoną na obliczu nowoczesnego duchowieństwa: przekleństwa kompromisu, imitacji i profesjonalizmu. Strzeż mnie od błędu oceniania zboru na podstawie jego wielkości, jego popularności albo sumy zbieranych w nim ofiar pieniężnych. Dopomóż mi pamiętać o tym, że jestem prorokiem. Nie organizatorem, nie religijnym człowiekiem interesu, lecz prorokiem. Nie dopuść nigdy, bym stał się niewolnikiem tłumu. Uzdrów mą duszę z cielesnych ambicji i wyzwól mnie od żądzy popularności. Zachowaj mnie od przywiązania do jakichkolwiek rzeczy. Nie dozwól, bym marnował dni krzątaniem się wokół domu. O Boże, włóż na mnie bojaźń przed Tobą i ciągnij mnie do miejsca modlitwy, gdzie będę mógł zmagać się z władzami, zwierzchnościami i władcami tego świata ciemności. Wyzwól mnie od przejadania się i długiego spania. Ucz mnie samodyscypliny, bym mógł być dobrym żołnierzem Jezusa Chrystusa.

Zgadzam się na ciężką pracę i skromne wynagrodzenie w tym życiu. Nie proszę o wygodne miejsce. Będę starał się być ślepy na te różne sposoby ułatwiania sobie życia. Jeśli inni usiłują obierać równiejszą drogę, ja będę starał się iść po wyboistej, nie osądzając ich zbyt surowo. Będę oczekiwał przeciwności i przyjmę spokojnie opozycję, kiedy się pojawi. A jeśli Twoi mili ludzie nakłonią mnie do przyjęcia od nich darów wdzięczności, co czasem zdarza się Twoim sługom, to stój wtedy przy mnie i zachowaj mnie od zgubnego wpływu, który często następuje. Ucz mnie używać wszystkiego, co otrzymam, w taki sposób, by nie zaszkodzić mojej duszy i nie umniejszać mojej siły duchowej. A jeśli w Swojej opatrzności dozwolisz, by Twój Kościół okazał mi szacunek, nie pozwól mi zapomnieć w tej godzinie, że jestem niegodny najmniejszej z Twoich łask i że gdyby ludzie znali mnie tak dokładnie, jak ja samego siebie, powstrzymaliby się od wyrazów uznania lub obdarzyliby nimi innych, bardziej godnych ich przyjęcia.

Teraz więc, o Panie nieba i ziemi, moje pozostałe dni poświęcam dla Ciebie, czy będzie ich wiele, czy mało, według Twojej woli. Dopuść mi stawać przed wielkimi albo służyć ubogim i małym — ten wybór nie należy do mnie i choćbym mógł, nie będę na to wpływać. Jestem Twoim sługą, gotowym do spełniania Twojej woli. Wola ta jest mi słodsza od stanowiska, bogactwa i sławy, i obieram ją ponad wszystko inne na ziemi i na niebie.

Chociaż mnie wybrałeś i uczciłeś mnie wysokim i świętym powołaniem, nie pozwól mi nigdy zapomnieć, że jestem tylko człowiekiem z prochu i popiołu, człowiekiem z wszystkimi naturalnymi wadami i skłonnościami, jakie nękają rodzaj ludzki. Dlatego proszę Cię, Panie mój i Odkupicielu, zachowaj mnie przed samym sobą i przed wszelkimi szkodami, jakie mógłbym wyrządzić, chcąc być błogosławieństwem dla innych. Napełń mnie Twoją mocą przez Ducha Świętego, a ja pójdę w Twojej sile i opowiadać będę Twoją sprawiedliwość — Twoją jedynie. Będę rozgłaszał wszędzie poselstwo o zbawiennej miłości, dopóki starczy mi sił.

Potem zaś, drogi Panie, kiedy będę stary i wyczerpany, zbyt znużony, aby iść dalej, wyznacz mi miejsce, zgotowane dla mnie w górze, i włącz mnie w poczet Twoich świętych w wieczystej chwale. Amen.


http://oblubienica.eu/czytelnia/artykul ... ugi-bozego
veteran
 
Posty: 517
Dołączył(a): 1 paź 2014, o 17:38
Lokalizacja: Władysławowo

Re: A. W. Tozer - nauczanie

Postprzez veteran » 23 gru 2014, o 22:22

Cechy człowieka duchowego cz. 1
Pojęcie duchowości jest różne w różnych grupach chrześcijańskich. W niektórych kręgach uchodzi za bardzo duchowego ktoś, kto bardzo lubi się wypowiadać i bez przerwy mówi o rzeczach religijnych. Inni za oznakę duchowości przyjmują hałaśliwe wybuchy emocjonalne. W niektórych kościołach opinię najbardziej duchowego człowieka uzyskuje ten, kto modli się jako pierwszy i najdłużej albo najgłośniej. Otóż. składanie żywego świadectwa, częste modlitwy i głośne uwielbianie Boga mogą być całkowicie zgodne z duchowością, ważne jest jednak, abyśmy rozumieli, że same w sobie nie stanowią jej one ani też nie są dowodem jej obecności.

Prawdziwa duchowość przejawia się w pierwszych dominujących pragnieniach. Są to bez przerwy obecne, głęboko tkwiące żądności, dostatecznie mocne, aby motywować i kontrolować życie. Dla wygody pozwólcie mi ponumerować je, chociaż nie podejmuję próby ustalenia ich kolejności według znaczenia.

1. Pierwszą cechą jest pragnienie być raczej świętym niż szczęśliwym. Tęsknota do szczęścia, występująca tak powszechnie wśród chrześcijan deklarujących wyższy stopień uświęcenia, jest wystarczającym dowodem, że uświęcenie takie naprawdę nie ma miejsca. Prawdziwie duchowy człowiek wie, że Bóg daje obfitą radość, kiedy stajemy się zdolni przyjąć ją bez szkody dla naszych dusz, lecz człowiek taki nie domaga się jej od razu. John Wesley wyraził się o członkach pewnego wczesnego ugrupowania metodystycznego, iż wątpi, że są oni doskonali w miłości, gdyż przychodzą do kościoła po to, aby radować się religią, a nie aby uczyć się, jak stać się świętymi.

2. Człowieka można uważać za duchowego, jeśli chce, aby życie jego przyczyniało się do pomnażania Bożej chwały, nawet jeśli oznacza to, że on sam musi czasowo cierpieć zniewagi lub ponosić straty. Człowiek taki modli się: „Świeć się imię Twoje”, i dodaje w milczeniu: „za każdą cenę z mojej strony, Panie!” Żyje on dla Bożej czci odruchowo, kierując się swego rodzaju refleksem duchowym. Każdy wybór korzystny dla Bożej chwały jest dla niego z góry dokonany i przesądzony, zanim jeszcze się pojawi. Nie potrzebuje on rozpatrywać tej kwestii ze swoim własnym sercem - nie ma co rozpatrywać. Chwała Boża jest jego potrzebą. Łapie ją tak, jak duszący się łapie powietrze.

3. Człowiek duchowy chce nieść swój krzyż. Wielu przyjmuje przeciwności i utrapienia ze wzdychaniem i uważa je za swój krzyż, zapominając, że takie rzeczy dotykają w równym stopniu świętych i grzeszników. Krzyż to te dodatkowe przeciwności, które spotykają nas w wyniku naszego posłuszeństwa Chrystusowi. Do tego krzyża nikt nas nie zmusza. Bierzemy go na siebie dobrowolnie, w pełni świadomi następstw. Decydujemy się na posłuszeństwo Chrystusowi i tym samym decydujemy się nieść krzyż. Nieść krzyż znaczy być złączony z osobą Chrystusa, poddany pod panowanie Chrystusa i posłuszny przykazaniom Chrystusa. Człowiek tak złączony, tak poddany i tak posłuszny jest człowiekiem duchowym.

A.W. Tozer z książki „Radykalny krzyż” cz. II


Cechy człowieka duchowego cz. 2
4. Chrześcijanin jest duchowy, jeśli widzi wszystko z Bożego punktu widzenia. Zdolność ważenia wszystkiego Bożą wagą i mierzenia Bożą miarą - nadawanie rzeczom takiej wartości, jaką nadaje im Bóg - jest cechą życia wypełnionego Duchem. Bóg patrzy równocześnie na, jak i poprzez daną rzecz. Jego spojrzenie nie zatrzymuje się na powierzchni, lecz przenika rzecz na wskroś, odkrywając prawdziwe jej znaczenie. Chrześcijanin cielesny patrzy na jakiś obiekt albo sytuację, ponieważ jednak nie widzi tego na wskroś, jest uniesiony albo też przybity tym, co widzi. Człowiek duchowy jest zdolny patrzeć poprzez rzeczy, tak jak Bóg, i myśleć o nich tak. jak myśli Bóg. Obstaje on przy Bożym sposobie widzenia, nawet jeśli go to upokarza i w bolesny sposób wystawia go na zarzut ignorancji.

5. Innym pragnieniem człowieka duchowego jest raczej umrzeć dobrze niż źle żyć. Niezawodnym znakiem rozpoznawczym dojrzałego człowieka Bożego jest jego brak przywiązania do życia. Chrześcijanin miłujący rzeczy ziemskie i żyjący sprawami swojego ciała patrzy na śmierć z paraliżującym strachem w swoim sercu, w miarę postępów w życiu duchowym staje się jednak coraz bardziej obojętny względem liczby lat, jakie pozostają mu jeszcze tu na ziemi, a jednocześnie coraz bardziej staranny gdy chodzi o jakość życia, jakie prowadzi, dopóki tu pozostaje. Nie zechce nabyć kilka dodatkowych dni życia za cenę kompromisu albo niepowodzenia. Najbardziej ze wszystkiego chce żyć prawidłowo i z radością pozwala Bogu decydować o tym, jak długo ma żyć. Wie on, że może sobie pozwolić na to, by umrzeć, choćby już teraz, skoro jest w Chrystusie, lecz wie także, że nie może sobie pozwolić na to, aby postępować niewłaściwie. I ta świadomość stanowi jego żyroskop, który stabilizuje jego myślenie i postępowanie.

6. Pragnienie, by widzieć postępy innych, dokonywane jego kosztem, to inna jeszcze cecha człowieka duchowego. Pragnie widzieć innych chrześcijan wyżej od siebie i jest szczęśliwy, jeśli oni zostają wysunięci do przodu a on jest przeoczany. W jego sercu nie ma zazdrości. Sprawia mu przyjemność, kiedy jego bracia zostają uczczeni, ponieważ taka jest wola Boża, a ta wola jest dla niego niebem na ziemi. Jeśli Bóg jest zadowolony, jest to powodem jego zadowolenia. Jeśli Bogu upodoba się wywyższyć kogoś ponad niego, akceptuje to bez zastrzeżeń.

7. Człowiek duchowy z przyzwyczajenia dokonuje sądów pod kątem wieczności zamiast pod kątem doczesności. Przez wiarę wyzwala się on spod przyciągania ziemskiego i uczy się myśleć i odczuwać jako ktoś, kto opuścił już świat i dołączył do społeczności niezliczonych tysięcy aniołów i do walnego zgromadzenia pierworodnych, którzy są spisani w niebie. Człowiek taki woli być użyteczny raczej niż sławny i woli służyć raczej niż przyjmować służbę. I wszystko to musi być spowodowane przez działanie Ducha Świętego w nim. Nikt nie może stać się duchowym przez własne wysiłki. Tylko swobodnie działający Duch może człowieka uczynić duchowym.

A.W. Tozer z książki „Radykalny krzyż” cz. II


http://radykalnykrzyz.blogspot.nl/2012_ ... chive.html
veteran
 
Posty: 517
Dołączył(a): 1 paź 2014, o 17:38
Lokalizacja: Władysławowo

Re: A. W. Tozer - nauczanie

Postprzez veteran » 25 cze 2015, o 20:06

Vocatio ponownie wydało Klucz do głębszego życia Tozera.
Warto nabyć tę książkę.

http://www.vocatio.com.pl/index.php?rou ... uct_id=562
veteran
 
Posty: 517
Dołączył(a): 1 paź 2014, o 17:38
Lokalizacja: Władysławowo


Powrót do KAZANIA, WYKŁADY, KSIĄŻKI

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość