Modlitwa

Modlitwa

Postprzez veteran » 30 lis 2014, o 21:27

Usilna modlitwa wiary Tomasz Chyłka


(Jak. 5:17-18)

CENA PODOBIEŃSTWA

Biblia powiada nam tutaj o Eliaszu – mężu Bożym. Eliasz był człowiekiem z krwi i kości podobnym do nas. Był pod każdym względem normalną istotą ludzką, tak jak my wszyscy. Słowo Boże mówi wprost, że: „Eliasz był tym samym biedom poddany jako i my” (B.Gd). Posiadał on tą samą naturę ludzką, ulegał różnym nastrojom, słabościom. Poznał smak bezsilności i zniechęcenia. Mimo tego wszystkiego czemu był poddany jako i my został szczególnie wyróżniony na kartach Nowego Testamentu.

Wyróżnienie to nie dotyczyło cudów jakie towarzyszyły jego posłudze, ani spektakularnej odwagi, którą odznaczył się w walce z bałwochwalstwem Izraela. Eliasz został wyróżniony jako człowiek modlitwy.

Czytając I księgę Królewską widzimy tego męża Bożego jako kogoś szczególnie oddanego Bogu i poświęconego Bożej woli. Eliasz jest człowiekiem, który na swoją modlitwę otrzymuje odpowiedź. Bóg odpowiadał na wołanie Eliasza. Właściwie tylko jedna jego modlitwa, tylko jedno życzenie serca nie zostało wysłuchane przez Pana. Było to wówczas, gdy Eliasz w strachu i zniechęceniu udał się na pustynię i tam życząc sobie śmierci powiedział: „Dosyć już Panie weź życie moje”.

Kiedy przywołujemy w pamięci wiele swoich modlitw zanoszonych do Pana z różnym skutkiem wzdychamy za czasami Eliasza. Jakże chcielibyśmy, żeby Bóg odpowiadał zgodnie z wyznaniem naszych warg. Zastanawiamy się gdzie podział się ten Bóg, który tak chętnie odpowiada na modlitwę? Gdzie jest Bóg Eliasza?

Bóg Eliasza jest tam gdzie był zawsze. On jest na tronie. On jest wszechmogący, wszechobecny, i niezmienny w swej naturze.

Gdy zatem rozważamy kwestię naszej modlitwy powinniśmy odwrócić pytanie i zapytać: Gdzie się podziewają Eliasze? Eliasz był człowiekiem podobnym do nas, ale czy my jesteśmy podobni do niego? Sądząc po rozmiarach modlitw pozostających dziś bez odpowiedzi musimy ze wstydem przyznać, że niestety nie jesteśmy podobni do Eliasza. Elizeusz uczeń Eliasza posiadł 2/3 ducha Eliaszowego. Jak wielu z nas może powiedzieć, że posiada chociaż cząstkę tego kim był Eliasz?

Eliasz pojawił się na arenie dziejów niespodziewanie, jako człowiek dojrzały i powołany do Bożego dzieła. Służył jedynemu Bogu w najmniej sprzyjających dla siebie czasach, gdy Izrael był powszechnie oddany kultowi Baala i Aszery. To nie było popularne wówczas służyć takiemu Bogu.

Władzę w Izraelu sprawował król Achab, o którym jest powiedziane, że :” postępował w oczach Pana gorzej niż wszyscy jego poprzednicy” Na domiar złego dzielił swą władzę z okrutną, podstępną i nieprzejednaną żoną Izebel. Czasy służby Eliasza były okresem zupełnej ciemności, niegodziwości i bałwochwalstwa.

Mimo tego Eliasz żył dla swojego Boga. Wbrew presji otoczenia, wbrew modzie, wbrew opinii innych. Nasze czasy nie różnią się bardzo od tych w których żył Eliasz. Cywilizacja trochę zamazuje nam to podobieństwo, ale to są te same czasy – złe czasy. Biblia powiada o nich, że to są „złe dni” (Ef.5:16) i nazywa je „trudnym czasem” (2Tym.3:1). Trudnym dla kogo? Oczywiście szczególnie dla tych, którzy będą chcieli żyć z Bogiem tak jak żył Eliasz.

Dzisiaj żyć podobnie dla Boga to bardzo nierentowne zajęcie. Nie ma splendoru, nie ma zaszczytów, nie ma oklasków. Nikt nie wiwatuje na twoją cześć. Mało tego, jeśli odważysz się żyć dzisiaj dla Boga stajesz się „omiecinami” tego świata (1Kor.4:13). Jesteś u ludzi odpadkiem zaśmiecającym ten świat.

Eliasz odważył się żyć w takiej rzeczywistości dla Boga. On został nazwany człowiekiem podobnym do nas. Pytanie jednak brzmi: czy my jesteśmy ludźmi podobnymi do niego? Czy jesteśmy gotowi, aby ponieść podobny koszt? Wszystko ma swoją cenę – tym bardziej modlitwa, na którą reaguje Bóg.

USILNA MODLITWA

Biblia powiada że Eliasz modlił się usilnie. Co to znaczy modlić się usilnie? Czy poznaliśmy smak i trud usilnej modlitwy?

Gdy nasz Pan modlił się w ogrodzie Getsemane czytamy, że: „ jak w śmiertelnym boju z gorliwością modlił się” (Łuk.22:44). To wyraźnie wskazuje że usilna modlitwa jest walką. Walka ta nie toczy się „z krwią i ciałem, ale z nadziemskimi władzami, ze zwierzchnościami, z władcami tego świata ciemności, ze złymi duchami w okręgach niebieskich” (Ef.6:12). Gdy Pan Jezus staczał swój bój w modlitwie z jego czoła spływał „pot jak krople krwi”. To był bój na śmierć i życie. Czy poznaliśmy już smak takiego prawdziwego zmagania w modlitwie?

Uczniowie dokładnie znajdowali się wtedy w tym samym ogrodzie. To jednak co różniło ich od Jezusa to fakt, że spali zupełnie nie świadomi starcia jakiego w modlitwie doświadczał ich Mistrz. Niby byli na placu boju, a jednak nie brali udziału w tej bitwie. Spójrzmy zatem, że można być na placu boju, a jednak nie być częścią bitwy. Można chodzić do zboru i można nawet uprawiać jakiś sposób działalności kościelnej, a jednocześnie nie brać większego udziału w duchowym zmaganiu.

Niektórzy w zborach czują się zmęczeni modlitwą już po 5 minutach. Zorganizuj spotkanie modlitewne a przyjdzie 10% członków zboru. Zorganizuj spotkanie na ciasto, a zabraknie jedynie 10% członków zboru. Oto statystyka, którą niestety nie ja wymyśliłem, ale podaje nam ją Słowo Boże. Dziesięciu ludzi zwróciło się pewnego razu do Pana ze swoją potrzebą (Łuk.17:12-16). On uzdrowił każdego z nich z trądu. Niestety tylko jeden znał swoje właściwe miejsce po tym jak doświadczył obecności Chrystusa. Tylko jeden przyszedł do stóp Pana. Wielu jest takich, dla których modlitwa jest tylko formalnością towarzyszącą nabożeństwom, potrzebą towarzyszącą jedynie w chwilach trwogi i grozy, albo formą realizowania swoich zakupów u Pana Boga.

Jeśli modlitwa wróci na swoje miejsce znajdzie się też odpowiedź na pytanie: gdzie jest Bóg Eliasza?

Charles Spurgeon powiedział kiedyś, że ” modlitwa porusza ramię które porusza świat” oraz, że „Bóg niczego nie czyni inaczej jak tylko przez modlitwę”. Czy twoja modlitwa jest wstanie poruszyć to Boże ramię? Modlitwa Eliasza poruszała to ramię i mógł oglądać dzieła Boże.

Czy jesteśmy zatem ludźmi podobnymi do Eliasza? Czy stajemy do bitwy? Czy jesteśmy gotowi aby nieść ciężar tego duchowego zmagania od którego bierze początek wszelkie Boże poruszenie?

Pewnego kaznodzieję , po którego kazaniach nawracało się do Boga zawsze sporo ludzi zapytano z podziwem: „ Jak ty to robisz? Tak cudownie Bóg cię używa i tyle ludzi się rodzi do nowego życia” On odpowiedział na te komplementy tak: „ Ja tylko odbieram poród. Ci wszyscy ludzie wcześniej w boju modlitwy zostali wydarci z rąk diabła. Ich zapytaj jak to się robi.”

Tak sobie pomyślałem czytając to świadectwo. Gdyby nas zapytano: czy stoczyliśmy bój o duszę człowieka, co odpowiedzielibyśmy? O jakiej wygranej bitwie złożylibyśmy świadectwo i jaką role odegrała by w niej nasza modlitwa?

Apostoł Paweł pisał do Kolosan: „ Chcę abyście wiedzieli jaki wielki bój toczę za was” . Czy my toczymy jakiś bój modlitwy? Chętnie troszczymy się o własne sprawy i w różny sposób jesteśmy gotowi spędzać swój czas. Podejmujemy się różnych działań i oddajemy się wielu zajęciom. Spotykamy przy tym wszystkim tak wielu ludzi, ale nikt z nich nie należy do Pana. Chętnie za ten stan składamy odpowiedzialność na grzeszny świat i trudne czasy, ale czy nie jest to tylko naszą wymówką?

Nie toczymy boju, bo kto ma na to czas. Nie toczymy boju, bo kto przejmuje się grzesznikiem. Niektórzy wierni słuchacze niedzielnych kazań twierdzą nawet, że to nie ich wojna. Tacy zadawalają się wyłącznie kolektą i poczuciem spełnionego obowiązku. W zabieganym świecie nie mają czasu na modlitwę, ale zawsze mają czas na jakąś formę religii. Mają pozór pobożności, lecz ich życie jest zaprzeczeniem jej mocy.

Gdy John Knox, misjonarz szkocki stawał w modlitwie przed Panem i prosił o ludzi zgubionych wołał przenikającym serce głosem: „Boże daj mi Szkocję albo umrę”. Czy ktoś z nas wołał już w ten sposób o swoje miasto, o swój kraj, o swoje rodziny? Czy spędzałeś przed Panem godziny w łzach prosząc Go , aby wydarł z rąk diabła choćby jedną zgubioną istotę?

W XVIII wieku zostało wygłoszone jedno z największych kazań. Jonatan Edwards zwiastował Słowo zatytułowane: „Grzesznicy w rękach rozgniewanego Boga” . W czasie tego zwiastowania ludzie upadali na swe kolana i w płaczu wzywali Boże miłosierdzie. Zebrani prawnicy, kongresmeni i zamożni razem z biednymi, niewykształconymi i wykolejonymi ludźmi chwytali się filarów kaplicy, obawiając się że Bóg nie będzie czekał ani chwili dłużej i strąci ich w czeluści piekielne. My wiemy, że Słowo Boże mówi: „Gdzie grzech się rozmnożył tam i łaska obfitowała”. Tą łaskę poznali zebrani wówczas ludzie. Zapiski z tamtych dni ujawniają nam w czym tkwiła moc Edwardsa. Klucz nie tkwił w jego elokwencji i umiejętności zwiastowania. Zapiski mówią, że Jonatan Edwards niemalże podczas całego kazania nie wychylił nosa zza swoich kartek, jak gdyby był bardziej pochłonięty poselstwem, niż jego adresatami. Jeden z zachowanych przekazów ujawnia jednak, że Jonatan przed wygłoszeniem tego poselstwa spędził trzy dni i trzy noce na poście i modlitwie. To właśnie poruszyło Boże ramię.
Lubimy słuchać i czytać takie porywające biografie misjonarzy. Lubimy rozważania o życiu i wspaniałych zwycięstwach mężów Bożych. Podziwiamy ich wspomnienia i życie modlitwy. Kochamy ich skrajne poświęcenie dla sprawy Bożej, jednak sami uważamy ostrożnie, aby nie płacić nawet części tej ceny, a później ze zdziwieniem i rezygnacją w sercu pytamy: gdzie jest Bóg Eliasza, gdzie się podziała moc Boża, gdzie Jego zbawiająca łaska? I mamy rozterkę w sercu, bo nie wiemy gdzie jest problem.

Klucz otwierający Boże działanie tkwi w usilnej modlitwie, w boju jaki mamy do stoczenia tutaj i teraz. Pan Jezus w swoim nauczaniu poświęcił czas, aby mówić o modlitwie. To co powiedział wiele wyjaśnia nam na temat tego co to znaczy usilnie modlić się. W ewangelii Mateusza czytamy: „Proście, a będzie wam dane, szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a otworzą wam.” (Mat. 7:7)

Jezus powiedział tutaj o trzech rodzajach nastawienia serca w modlitwie. Mamy prosić, szukać i kołatać (pukać). Wszystkie te słowa wskazują na usilną i gorliwą postawę w modlitwie. Kto może otrzymać to o co prosi? Kto może znaleźć to czego szuka? Któremu kołatającemu otworzą drzwi? Tylko temu kto czyni to aż do skutku.

Mamy więc prosić, aż otrzymamy. Mamy szukać, aż znajdziemy. Mamy kołatać, aż nam otworzą. Czy tak wygląda właśnie nasza modlitwa? Biblia powiada: „ Nie macie bo nie prosicie” (Jak.4:2).

Ktoś poczynił takie porównanie, że Kościół w modlitwie przypomina czasem małego chłopca, który puka do drzwi i ucieka zanim je w ogóle ktokolwiek otworzy. Nie tak ma wyglądać usilna modlitwa. Usilna modlitwa to modlitwa do skutku. To modlitwa gotowa trwać do chwili aż otrzyma.

Tuż przed śmiercią zapytano Georga Mullera czy kiedyś modlił się o coś a nie otrzymał odpowiedzi. Muller odpowiedział: „ Przez 65 lat i 4 miesiące proszę Boga o nawrócenie dwóch mężczyzn, którzy nadal trwają w grzechu. Wiem, ze spotkam ich obu w niebie, ponieważ jestem pewien, że mój Ojciec nie położyłby na moim sercu tych dusz przez tyle lat, gdyby nie miał na celu zmiłowanie się nad nimi”. Należałoby w tym miejscu zapytać o naszą wiarę, ale wpierw zastanówmy się nad naszą wytrwałością. Usilna modlitwa to modlitwa wytrwała.

Jezus pragnął abyśmy zauważyli skutek takiej usilnej modlitwy, ale również to jakie jest nastawienie Ojca wobec takiej modlitwy. W ewangelii Mateusza 7:11 czytamy: „o ileż więcej Ojciec wasz, który jest w niebie, da dobre rzeczy tym, którzy go proszą.” Zauważmy, że Ojciec jest zainteresowany dawaniem. On jest zainteresowany dawaniem dobrych rzeczy i On jest zainteresowany dawaniem tym którzy proszą.

Jak więc jest z naszą modlitwą? Czy ona trwa aż otrzyma? Czy jesteśmy zdeterminowani by oczekiwać Bożej odpowiedzi na modlitwę? Czy też rezygnujemy, zanim przyjdzie odpowiedź?

„Muszę stanąć na mym posterunku, udać się na basztę; muszę wypatrywać i baczyć, co mi powie, co odpowie na moją skargę. I odpowiedział mi Pan, mówiąc: Zapisz to, co widziałeś, i wyryj to na tablicach, aby to można szybko przeczytać. Gdyż widzenie dotyczy oznaczonego czasu i wypełni się niezawodnie. Jeżeli się odwleka, wyczekuj go, gdyż na pewno się spełni, nie opóźni się. Oto człowiek niesprawiedliwy nie zazna spokoju duszy, ale sprawiedliwy z wiary żyć będzie. (Hab. 2:1-4)

Stójmy wytrwale na swoim posterunku modlitwy, baczmy, wyczekujmy i wypatrujmy Bożej odpowiedzi.

USILNA MODLITWA SPRAWIEDLIWEGO

Dla Boga nie tylko ważna jest nasza determinacja i wytrwałość, ale dla niego szczególną wagę ma także to kto prosi. Jakub powiada: „wiele może usilna modlitwa sprawiedliwego”.

Eliasz był sprawiedliwym pośród swego pokolenia. On nie tylko modlił się usilnie, ale on także był we właściwej relacji ze swoim Bogiem. Usilna modlitwa jest pewnym orężem jeśli jest na ustach prawego człowieka. Bóg jest otwarty na słuchanie nas, a jego ręka nie jest za krótka, aby nie mogła działać wobec nas, lecz musimy ciągle pozostawać we właściwej relacji z Panem. Modlitwa prawego człowieka wiele może, to znaczy ma wielkie możliwości. Te możliwości mogą zostać jednak bardzo łatwo ograniczone, niewykorzystane i zaprzepaszczone. W jaki sposób?

Pierwszym powodem i wyraźną przeszkodą dla modlitwy jest niewiara. Biblia mówi nam że sprawiedliwy to taki człowiek który żyje z wiary. Ileż to już słów zostało wypowiedzianych do Boga w niewierze. Wypowiadamy wiele słów, ale nie wierzymy w ich wypełnienie. Brak wiary w modlitwie nie objawia się tym, ze wątpimy w Bożą wszechmoc, ale w tym, że wątpimy, iż Bóg ją okaże akurat wobec nas.

Ten rodzaj niewiary bierze się stąd, że szukamy w sobie jakiegoś uzasadnienia, dla którego Bóg mógłby nam odpowiedzieć na modlitwę. Bóg jednak nie czyni niczego z powodu naszej sprawiedliwości. Nasz sprawiedliwość jest dla niego jak splugawiona szata. Dlatego Bóg ofiarował nam nowy rodzaj sprawiedliwości i nowy rodzaj modlitwy. Jezus powiedział: „Zaprawdę powiadam wam. O cokolwiek byście prosili Ojca w imieniu moim, da wam. Dotąd o nic nie prosiliście w imieniu moim; proście a weźmiecie, aby radość wasza była zupełna” (Jan.16:23-24)

Czy wiesz co to znaczy prosić w imieniu Chrystusa? Prosić w imieniu Chrystusa nie oznacza tego że będziemy wypowiadać na zakończenie swojej modlitwy jakąś magiczną formułkę: „w imieniu Jezusa Chrystusa”, która sprawi ze Bóg nie będzie miał wyjścia i wysłucha nas. Prosić w imieniu Chrystusa oznacza prosić w oparciu o Jego zasługi, w oparciu o Jego dzieło, w oparciu o to kim On jest dla Ojca.

Gdy prosimy Boga w imieniu Jego Syna to znaczy, że powołujemy się na Niego.

W dawnych czasach, gdy ktoś prosił o audiencję u króla. Król zastanawiał się czy ta ubiegająca się osoba jest godna ,aby dostąpić takiego zaszczytu. Często wiec ci, którzy chcieli znaleźć się przed tronem króla, aby przynieść mu swoją sprawę mieli przy sobie list polecający. Był to list kogoś ważnego. Kogoś kogo uznawał król. Taki list otwierał drogę do króla i gwarantował Jego przychylne nastawianie.

Jedynym listem polecającym nas Bogu, który On uznaje jest list zapisany w naszych sercach. Apostoł Paweł w II liście do Koryntian powiada: „...jesteście listem Chrystusowym... napisanym Duchem Boga żywego na tablicach serc waszych” (2Kor.3:3). Paweł powiada , że ten list jest czytelny, jest znany i czytany przez ludzi. Co jest tym listem? Jest to świadectwo obecności Chrystusa w nas. Czy ono w twoim życiu jest wyraźne i tak samo czytelne? Ono może być takim tylko w jeden możliwy sposób. Pan Jezus powiedział: „ Jeśli we mnie trwać będziecie i słowa moje w was trwać będą, proście a stanie się wam.„ (Jan.15:7).Kiedy wznosisz modlitwę do Boga najważniejsza rzeczą jaka się liczy jest twoja relacja z Chrystusem. Od niej zależy wszystko.

Apostoł Paweł wiedział o tym doskonale. W liście do Filipian mówi on, że „uznaje wszystko za śmiecie i ponosi wszelką szkodę, żeby zyskać Chrystusa i znaleźć się w Nim. Nie na podstawie własnej sprawiedliwości, ale tej która wywodzi się z wiary w Chrystusa” (Flp.3:9). Ten Boży rodzaj sprawiedliwości pochodzi od Syna Bożego. To w oparciu o Jego zasługi i Jego dzieło mamy przystęp do Boga. To dzięki Chrystusowi Ojciec słucha dzieci swoje. Jakub powiada o człowieku, który „będzie błogosławiony w swoim działaniu” (Jak.1:25). Kim jest ten człowiek? Jest nim ten kto nie tylko słucha Słowa Bożego, ale również wykonuje go. Jeśli pragniemy, aby nasza usilna modlitwa nie pozostawała bez odpowiedzi nie możemy być obojętni wobec tego Słowa, którego poznanie otrzymaliśmy od Pana. Mamy trzymać się sprawiedliwości Chrystusa i Jego Słowa to jedyna gwarancja niewzruszonej pewności w modlitwie.

Drugim powodem tego, ze nasze modlitwy napotykają przeszkodę jest obawa, że Bóg może inaczej zareagować na naszą prośbę niż my to sobie wyobrażamy.

Nasza modlitwa może wówczas przypominać dawanie Bogu rad. Co ma robić, jak ma robić, kiedy ma robić, gdzie ma robić. Jeśli nic nie dzieje się z tego jesteśmy sfrustrowani. Tego rodzaju postawa bierze się z ukrytej niechęci do poddania się woli Bożej.

Tak jak dziecko forsuje wolę rodziców tupając i powtarzając w kółko to samo czego chce, podobnie człowiek nieposłuszny może chcieć forsować wolę Boga. Ileż to razy czasem nawet nie zdając sobie z tego sprawy prosiliśmy „o węża” naszego Ojca w niebie. Ja się cieszę że On daje dobre rzeczy tym, którzy proszą, a nie każdą rzecz, o którą proszą. Bóg nie dając nam pewnych rzeczy chroni nas przed ich „jadem”.
Jakub powiada: „Prosicie, a nie otrzymujecie, dlatego że prosicie, zamyślając to zużyć na zaspokojenie swoich namiętności”. ( Jak.4:3)

Powodem dla którego nie otrzymujemy zawsze tego co chcemy jest nasz zamysł wrogi woli Bożej. Zamysł to inaczej intencja. Bóg zna nasze zamierzenia, motywacje nasze myśli i nasze słabości. On wie dobrze co jest pożyteczne i budujące, a co niszczy i gubi. Nie zrobią na Nim wrażenia pobożne deklaracje, ani składane obietnice, których nie rzadko i tak później nie wypełniamy. Modlitwa to nie sposób negocjowania z Bogiem. Nie można Bogu mówić daj mi to, czy tamto, a ja potem zrobię to i owo. Jeśli to o co prosimy wypływa ze złych namiętności On nam tego nie da, lecz jeśli prosimy o coś według Jego woli wysłuchuje nas. Nie oznacza to jednak, ze sami gdy nadarzy się okazja nie sięgniemy po coś co może niszczyć nasze duchowe życie. Bóg jednak z czymś takim nie ma nic wspólnego. Zadziwiające dla mnie zawsze jest to jak łatwo człowiek może odrzucać to co daje Bóg, jeśli tylko nie pokrywa się z jego wyobrażeniami. To jest przykre, ale trzeba przyznać, że czasem bywają chwile kiedy wolimy „węża” zamiast „chleba”. Bóg jednak nie przykłada do tego ręki. Od Niego pochodzi tylko datek dobry i doskonały.

Trzecim powodem tego, ze nasza modlitwa trafia na przeszkodę jest to, że ufamy bardziej sobie niż Bogu.

Często w modlitwie zabiegamy o jakieś błogosławieństwo, chcemy doświadczać Bożych obietnic, ale poza modlitwą robimy wszystko, aby pomóc Bogu nas błogosławić.

Ten rodzaj braku wiary poprzez poleganie na sobie widzimy u Abrahama. Gdy otrzymał obietnicę wzbudzenia potomka, początkowo uwierzył Panu i poczytane to mu zostało ku usprawiedliwieniu. Jednakże później wraz ze swoją żoną postanowił pomóc Bogu urzeczywistnić Boże obietnice. W ten sposób narodził się Ismael, a żniwo tego błędu zbierane jest w Izraelu do dzisiaj.

Jeśli w podobny sposób pomagamy Bogu, by nas błogosławił, nie dziwi fakt późniejszych problemów w jakie wpadamy. Zwróćmy uwagę na jeszcze jedną ważną rzecz. Do polegania na sobie Abrahama i Sarę pchnęły niesprzyjające okoliczności. To sprawiło, że ułożyli sobie plan wypełnienia Bożej obietnicy. Jeśli w podobny sposób stajemy do modlitwy, układając swój scenariusz dla wypełnienia się Bożych obietnic, następstwem tego mogą być również poważne problemy i zniechęcenie.

Takie zniechęcenie przeżyli uczniowie Pana Jezusa. Pozbawieni Jego fizycznej obecności załamali się. Żyli Bożymi obietnicami, ale każda z nich przechodziła przez sito własnych wyobrażeń. Ich serca dopisywały scenariusz wypełniania się tych Bożych obietnic - „A myśmy się spodziewali, że On odkupi Izraela...” (Łuk.24:21). Uczniowie żyli swoimi wyobrażeniami i ich serca z dnia na dzień coraz bardziej stawały się „gnuśne” (Łuk.24:25) czyli niezdolne, by zaufać Bogu, że On nie tylko dał obietnice, ale też ma plan wypełnienia się każdej z nich.

Czy ufasz Bogu, że dla niego nie ma rzeczy niemożliwej? W Ewangelii Mar. 11:22-24 czytamy o wierze, która musi towarzyszyć modlitwie: „A Jezus, odpowiadając, rzekł im: Miejcie wiarę w Boga! Zaprawdę powiadam wam: Ktokolwiek by rzekł tej górze: Wznieś się i rzuć się w morze, a nie wątpiłby w sercu swoim, lecz wierzył, że stanie się to, co mówi, spełni mu się. Dlatego powiadam wam: Wszystko, o cokolwiek byście się modlili i prosili, tylko wierzcie, że otrzymacie, a spełni się wam.”

Jeżeli trwamy w tej wierze, ona staje się mocą umożliwiającą usunięcie wielu „gór” z naszego życia. „Góry” są tutaj obrazem różnych problemów i trudności. „Przenoszenie gór” zaś wskazuje na to, że dla Boga nie istnieją żadne ograniczenia. Dlatego najlepsze co możemy zrobić z naszymi kłopotami i problemami to złożyć je na tego, który ma o nas staranie (1 Ptr.5:7). Czy rozumiemy co to znaczy złożyć na Pana każdą troskę? Dla Boga nie istnieją ograniczenia, jedynym ograniczeniem jesteśmy my sami.

Pewien kaznodzieja obserwując życie modlitwy wierzących powiedział: „Uważam, że większość ludzi posługuje się modlitwą według następującej zasady: nie wierzą w jej działanie, ale nie przepuszczą żadnej okazji i na wszelki wypadek modlą się”.

Modlitwa na wszelki wypadek nie przynosi rezultatów. Musimy zdecydować: czy będziemy modlić się w taki sposób, aby Bóg mógł przenosić nasze góry, czy też będziemy się modlić na wypadek, gdyby nasze działania i scenariusze nie przyniosły spodziewanych rezultatów.

Biblia powiada: „Przestańcie i poznajcie, żem ja Bóg” (Ps.46:11). Czasem Bóg wymaga tylko jednego od nas, abyśmy się zatrzymali i zwrócili uwagę na Boże działanie. Wielu ludzi nie ma jeszcze tego poznania Boga objawiającego swą moc i opatrzność w trudnych sytuacjach życia. Nie mają tego świadectwa w sobie, gdyż zawsze pomagali Bogu w osiąganiu tego co On mógł sam. Tacy nie potrafią odważyć się, aby ufać wyłącznie Panu. Rezultat tego jest taki, że wszystko co mogą powiedzieć zawęża się do tego co sami zdziałali - nazywają to jednak Bożym działaniem lub Bożą odpowiedzią na modlitwę. Pomyśl przez chwilę. Jak to jest w Twoim życiu? Jak to funkcjonuje u Ciebie?

Jakub powiada, że kto nie zwraca się do Boga z wiarą, ten jest „podobny do fali morskiej, przez wiatr tu i tam miotanej” (Jak.1:6). O takim człowieku czytamy: „niechaj nie mniema taki, że coś od Pana otrzyma”. Jaki to człowiek przypomina falę morską? To jest ktoś niezdecydowany i chwiejny. Jego serce jest podzielone, bo nie może zdecydować czy będzie ufał Bogu do końca, czy też polegał na sobie. Raz jest gotowy wierzyć całkowicie Panu, a za chwilę niweczy wszystko wątpiąc w Boże możliwości i szuka okazji zaradzenia sobie bez Boga. Taki człowiek jest jak fala morska – zależny zawsze od tego jak powieje wiatr. Gdzie zawieje tam idzie, jak powieje tak postępuje.

Słowo Boże mówi: „ Bez wiary nie można podobać się Bogu, kto bowiem przystępuje do Boga musi uwierzyć, że On istnieje i nagradza tych, którzy go szukają” (Hebr.11:6). Pan pragnie nas błogosławić. On chce dawać dobre rzeczy tym, którzy proszą. On chce nagradzać tych, którzy Go szukają. Kiedy przystępujemy do Boga nasze serce musi być napełnione tym przekonaniem. Wcześniej jednak musimy być pewni czy jesteśmy tymi ludźmi, którzy stają przed Panem, aby szukać Jego woli, Jego dzieła i Jego obecności.

Bóg nie udziela błogosławieństw losowo, a modlitwa to nie loteria. Raz się uda, a raz nie. Gdy przystępuję do Boga muszę być pewny co do tego, że On istnieje i nagradza. To jest częścią Jego niezmiennej natury. Biblia powiada: „oczy Pana zwrócone są na sprawiedliwych, a uszy Jego ku prośbie ich...” (1 Ptr.3:12). On jest tym samym Bogiem, którym był dla Eliasza i wielu mężów Bożych.

„Jezus Chrystus, wczoraj i dziś, ten sam i na wieki” (Hebr.13:8) Czy wierzysz w to?

Eliasz był człowiekiem z krwi i kości podobnym do nas. Jeśli On był podobny do nas, oznacza to, że i my możemy być podobni do niego. Wiele może usilna modlitwa sprawiedliwego. Czy poznałeś ten wyjątkowy smak usilnej modlitwy? Czy może jak dotąd znasz to i wiesz o tym jedynie z pięknych opisów, tych którzy zasmakowali tych rzeczy z Bożej ręki? Zaufaj Panu, przyjdź do Niego, a zobaczysz, że On wszystko dobrze uczyni.

Niech to Słowo doda nam zachęty do trwania w modlitwach. Amen


http://oblubienica.eu/czytelnia/artykul ... ary/page/1
veteran
 
Posty: 517
Dołączył(a): 1 paź 2014, o 17:38
Lokalizacja: Władysławowo

Re: Modlitwa

Postprzez veteran » 1 gru 2014, o 21:52

TYLKO PRZEZ MODLITWĘ I POST
ONLY BY PRAYER AND FASTING

Dr. R. L. Hymers, Jr.

Kazanie głoszone w kościele “Baptist Tabernacle” w Los Angeles
w niedzielny poranek 14-go czerwca 2009 roku.

„Ten rodzaj w żaden inny sposób wyjść nie może, jak tylko przez modlitwę [i post].”(Ew. Marka 9:29).


Spurgeon uważał, że opis opętanego młodzieńca w Ew. Mateusza 17 i Ew. Marka 9 był tak ważny, że wielokrotnie głosił na ten temat. Spurgeon poświęcił trzy kazania fragmentowi z Ew. Mateusza 17 i sześć kazań na temat Ew. Marka 9. A jednak trudno jest znaleźć współczesne kazania dotyczące tych wersetów. W późniejszym okresie służby Spurgeona współczesna krytyka tekstu doprowadziła do usunięcia tych wersetów z Biblii. W Biblii Scofielda, w przypisach oznaczonych literą “i”, umieszczonych w centralnej kolumnie, dotyczących Ew. Mateusza 17:21, napisano: „Dwa najlepsze manuskrypty nie zawierają wersetu 21.” A w przypisie oznaczonym literą “u” na temat Ew. Marka 9:29 jest napisane: „Dwa najlepsze manuskrypty nie zawierają słów „i post.”
Nie będę wchodził teraz w szczegóły, ale powiem po prostu, że te dwa bardzo stare manuskrypty, które nie zawierały tego wersetu, zostały odkryte pod koniec XIX wieku. W wyniku tego odkrycia prawie wszyscy w tłumaczeniach pominęli słowa „i post”. I w taki to niezamierzony sposób chrześcijanie zaczęli zapominać o ważności postu w nawracaniu się grzeszników. Chciałbym zwrócić waszą uwagę na kilka związanych z tym rzeczy.
I. Po pierwsze krytyka tekstu, która usunęła ten fragment, doprowadziła do osłabienia kościoła w dniach ostatecznych.

Wiem, że niektórzy nie zgadzają się z tym. Uważają, że światło nauki ukazało rzeczy wcześniej nieznane. Ale mój dawny pastor - doktor Timothy Lin nie zgadzał się z tym. Uzyskał tytuł doktora w językach semickich. Nauczał starotestamentowego hebrajskiego na uniwersytecie Bob Jones i był prezydentem Chińskiego Seminarium Ewangelicznego w Taipei, na Tajwanie. A jednak dr Lin zawsze powtarzał, że stare komentarze, jeszcze przed nadejściem czasów współczesnych, były godne zaufania. Powiedział też, że nawet współcześni konserwatywni uczeni zwykle nie pojmują duchowego znaczenia Biblii, będąc tak zaabsorbowanymi nauką, bardziej niż żywym chrześcijaństwem. Zgadzam się z nim w pełni! Biblia mówi na temat chrześcijan w „dniach ostatecznych”, że:
„przybierają pozór pobożności, podczas gdy życie ich jest zaprzeczeniem jej mocy” (2 Tym. 3:5).

Proroctwo mówi także, że:
„odwrócą ucho od prawdy, a zwrócą się ku baśniom”
(2 Tym. 4:4).

Bóg ukarze chrześcijan „dni ostatecznych”, zsyłając na nich wyrok sędziowski.
„I dlatego zsyła Bóg na nich ostry obłęd, tak iż wierzą kłamstwu” (2 List do Tesaloniczan 2:11).

Mówiąc na temat chrześcijaństwa w Laodycei w „dniach ostatecznych”, Chrystus powiedział:
„wypluję cię z ust moich” (Obj. 3:16).

Ale zanim wypluje ich ze swoich ust, „zsyła na nich ostry obłęd, tak iż wierzą kłamstwu”. (2 List do Tesaloniczan 2:11). Częścią tego obłędu jest wiara w ogólnie przyjętą „wyższą” i „niższą” krytykę, która spowodowała usunięcie naszego tekstu z Pisma Świętego.
„Ten rodzaj w żaden inny sposób wyjść nie może, jak tylko przez modlitwę [i post]” (Ew. Marka 9:29).

Chociaż wielu ludzi o tym zapomniało, to jednak my powinniśmy pamiętać, że przeważająca większość starożytnych tekstów słowa te zawiera. Tylko dwa teksty aleksandryjskie ich nie mają. Dlaczego? Aleksandria zdominowana była przez gnostycyzm, który pomniejszał znaczenie demonologii i ważności ciała ludzkiego. Dlatego też z tych dwóch tekstów, pozostających pod wpływem gnostycyzmu, usunięto słowa „modlitwa i post”. Używanie tych okaleczonych tekstów wpłynęło na osłabienie kościołów w „czasach ostatecznych”. „Biblie” w dniach ostatecznych, będące pod wpływem gnostycyzmu, usunęły wszystkie odnośniki do jednego z wielkich sposobów doświadczania mocy w ewangelizacji – poprzez post i modlitwę.
Muszę powiedzieć, że krytyka tekstowa w każdej formie bardziej osłabiła, niż wzmocniła kościoły w naszych czasach. Czyż nie mam racji? Poczytajcie trochę na temat historii chrześcijaństwa. Czy chrześcijaństwo teraz jest mocniejsze niż było przed krytyką tekstową, czy też słabsze? Oczywiście każdy, kto studiował historię chrześcijaństwa wie, że dzisiaj jest ono o wiele słabsze. Moim zdaniem zarówno wyższa, jak i niższa krytyka osłabiła chrześcijaństwo, a w najlepszym wypadku spowodowała odwrócenie się chrześcijan od duchowości do rożnych form zachodniego racjonalizmu. Dlatego też w Chinach kościoły są o wiele mocniejsze, niż w świecie zachodnim. Prześladowania ze strony komunizmu ochroniły je przed racjonalizmem zachodu. W Chinach wierzący ciągle zdają sobie sprawę, że:
„Ten rodzaj w żaden inny sposób wyjść nie może, jak tylko przez modlitwę [i post]” (Ew. Marka 9:29).

Dlatego też w Chinach mają przebudzenie, podczas gdy kościoły na Zachodzie tracą członków i zanikają. Oto pierwsza rzecz, którą chciałem podzielić się z naszego tekstu.
II. Po drugie, nierozpoznanie ważności tego tekstu doprowadziło do tego, że wierzący na Zachodzie nie ewangelizują swoich dzieci.

„Ten rodzaj w żaden inny sposób wyjść nie może, jak tylko przez modlitwę [i post]” (Ew. Marka 9:29).

W jakiej sytuacji zostało to powiedziane? Dlaczego Chrystus dał taką radę swoim uczniom? Jasnym jest, że nie byli w stanie pomóc młodzieńcowi, przyprowadzonemu do nich przez swego ojca. Uczniowie próbowali wszystkiego, ale nie byli w stanie pomóc tej osobie. Jego ojciec pożalił się Jezusowi:
„I przywiodłem go do uczniów twoich, ale nie mogli go uzdrowić” (Ew. Mateusza 17:16).

Kościoły zachodnie znajdują się w równie pożałowania godnym stanie. Obawiam się też, że kościoły azjatyckie istniejące tutaj na Zachodzie, są w podobnie smutnej kondycji. Ankieta Barna pokazuje nam, że kościoły amerykańskie tracą ponad 88% młodych ludzi. Dzieje się tak, bo nie potrafią uzmysłowić sobie potrzeby nawrócenia i wzrostu chrześcijańskiego młodych ludzi, wychowanych w tych kościołach. W rezultacie prawie 90% tych młodych osób opuszcza kościoły i idzie do świata. Dzieje się tak, gdyż nigdy nie nawrócili się, jak pokazuje to apostoł Jan:
„Wyszli spośród nas, lecz nie byli z nas. Gdyby bowiem byli z nas, byliby pozostali z nami. Lecz miało się okazać, że nie wszyscy są z nas” (1 Jana 2:19).

Nie zgadzam się z Johnem MacArthurem odnośnie krwi Chrystusa, ale miał rację mówiąc to:
Podnoszą się w kościele i wychodzą... Ostatecznym sprawdzianem prawdziwego chrześcijaństwa jest wytrwałość. Odchodzenie młodych ludzi z... kościoła jest ich demaskowaniem się. (John MacArthur, D.D., The MacArthur Study Bible, Word Publishing, 1997, str. 1967; odnośnie 1 Listu Jana 2:19).

Kościoły zachodnie zachęcają „młodych ludzi ze zborów” do podejmowania nieprzemyślanych „decyzji”, gdy są jeszcze dziećmi, a potem łapią się niemalże wszystkich możliwych sposobów, aby ich zatrzymać w zborach, gdy dorastają! Ale pomimo tego nie udaje im się to w 88%! A tak zwane „postępowe” programy nie działają, dlatego że są wytworem ludzkim, opartym bardziej na racjonalizmie, niż na Piśmie. Prawda jest taka, że te „kościelne dzieci” nigdy nie nawróciły się! A gdy przychodzi czas, że wolno im opuścić kościół, to robią to! Biblia mówi:
„Kto z Boga się narodził, grzechu nie popełnia” (1 Jana 3:8).

Ciągle pozostają „dziećmi diabła”.
„Ojcem waszym jest diabeł i chcecie postępować według pożądliwości ojca waszego” (Ew. Jana 8:44).

Jedynym sposobem dla tych „dzieci w kościołach”, aby stać się solidnymi członkami kościoła, jest wyzwolenie ich od Szatana. A to może mieć miejsce wyłącznie poprzez odnowienie umysłu, nawrócenie się.
„A nie upodabniajcie się do tego świata, ale się przemieńcie przez odnowienie umysłu swego” (Rzym. 12:2).

Odnowienie umysłu ma miejsce w czasie nawrócenia.
„Tak więc, jeśli ktoś jest w Chrystusie, nowym jest stworzeniem” (2 Kor. 5:17).

„Dzieci w kościołach” muszą mieć przemieniony umysł i stać się nowymi stworzeniami. A to ma miejsce tylko poprzez prawdziwe nawrócenie się. Jest to ponad naturalne działanie Boga. Nowo narodzenie nie dzieje się tylko poprzez „podjęcie decyzji”.
III. Po trzecie, musimy uzmysłowić sobie wagę tego tekstu i stosować w praktyczny sposób, aby nawracali się młodzi ludzie w kościołach.

„Ten rodzaj w żaden inny sposób wyjść nie może, jak tylko przez modlitwę [i post]” (Ew. Marka 9:29).

Spurgeon powiedział:
Cóż miał na myśli mówiąc to? Myślę, że chciał pokazać, że w takich... przypadkach zwyczajne głoszenie Słowa nie przyniesie pożytku, a standardowe modlitwy nie wystarczą. Potrzebna jest niezwykła wiara, a aby ją osiągnąć potrzebna jest też niezwyczajny poziom modlitwy. Aby taki poziom modlitwy osiągnąć, w wielu przypadkach musi mieć też miejsce post. (C. H. Spurgeon, “A Desperate Case – How to Meet It,” The Metropolitan Tabernacle Pulpit, Pilgrim Publications, 1991, tom X, str. 35).

Apostoł Jakub napisał:
„ Wiele może usilna modlitwa sprawiedliwego” (Jakub 5:16).

Spurgeon powiedział:
Konieczna jest bardzo usilna modlitwa; lecz by była wystarczająco żarliwa, niekiedy konieczny jest też post (jw.)

Pewnego razu uczniowie byli bardzo zdziwieni. Zapytali:
„Któż więc może być zbawiony?” (Ew. Marka 10:26).

Jezus spojrzał na nich i odpowiedział:
„U ludzi to rzecz niemożliwa, ale nie u Boga; albowiem u Boga wszystko jest możliwe” (Ew. Marka 10:27).

Kiedy zatem pościmy i modlimy się, wołamy do Boga, aby uczynił to, co sami nie jesteśmy w stanie. Pośćmy i módlmy się teraz, gdy jeszcze możemy to robić, za niezbawionymi ludźmi w zborach. Musimy wstawiać się za nimi, aby doświadczyli prawdziwego przekonania o grzechu. Winniśmy modlić się, by odczuwali swe grzechy. Musimy wstawiać się, aby upamiętali się i rzeczywiście spotkali się z ukrzyżowanym i zmartwychwstałym Zbawicielem i aby zostali obmyci ze swych grzechów Jego Krwią. Módlmy się i pośćmy, aby mogli się nawrócić i wyznać w swoich sercach:
Panie Jezu, oglądać Ciebie pragnę
Przyjdź teraz i we mnie nowe serce stwórz
Tym, co szukają Ciebie, nigdy nie mówisz „Nie”
Obmyj teraz mnie, bym bielszym był niż śnieg
Bielszym niż śnieg, tak bielszym niż śnieg,
Obmyj mnie, bym bielszym był niż śnieg.
(“Whiter Than Snow” autor List Jakub Nicholson, 1828-1896).


http://www.rlhymersjr.com/Online_Sermon ... sting.html
veteran
 
Posty: 517
Dołączył(a): 1 paź 2014, o 17:38
Lokalizacja: Władysławowo

Re: Modlitwa

Postprzez veteran » 19 gru 2014, o 20:56

Część Szkoły CHRYSTUSA Berta Clendennena poświęcona modlitwie.
veteran
 
Posty: 517
Dołączył(a): 1 paź 2014, o 17:38
Lokalizacja: Władysławowo

Re: Modlitwa

Postprzez Haper » 21 gru 2014, o 20:49

Tekst zapożyczony ze strony : http://www.ampolska.co/Modlitwa/Terapia-duchowa/art-461-Wzniesione-rece.htm

,,W przytoczonym fragmencie z Księgi Wyjścia ważna jest nie tylko modlitwa jako taka. Bardzo istotna jest także postawa Mojżesza. Tekst święty bowiem nie mówi, że Mojżesz się modlił. To jest oczywiste. Mówi natomiast, jak się modlił: jego ręce były wzniesione do góry. Czy gdy opadały, przestawał się modlić? Na pewno nie! A przecież wtedy Izrael przegrywał. Owe wzniesione ręce to symbol wewnętrznej postawy polegającej na ufności dziecka, które wyciąga swe ręce do ojca. Tylko taka modlitwa prowadzi do zwycięstwa. U św. Jakuba (4, 3) przeczytamy ostrzeżenie: Modlicie się, a nie otrzymujecie, bo się źle modlicie… bo w modlitwie chcecie załatwiać wasze interesy. Modlitwa Mojżesza z wzniesionymi rękoma jest tu zapowiedzią ducha i praktyki modlitwy Ojcze nasz.

Ważne jest też, że Mojżesz ma w tej modlitwie pomocników. Wspierają oni jego słabnące ręce. To niezwykle istotne. Ludzka słabość, zmęczenie, pokusy, cierpienie mogą sprawić, że słabnie nasza dziecięca ufność, dlatego jest ważne, byśmy i my mieli pomocników – ludzi, którzy się z nami i za nas modlą, którzy w nas tę ufność na nowo zaszczepiają."
,,Głosimy tedy, jak napisano: Czego oko nie widziało i ucho nie słyszało, i co do serca ludzkiego nie wstąpiło, to przygotował Bóg tym, którzy go miłują."
Avatar użytkownika
Haper
 
Posty: 88
Dołączył(a): 18 gru 2014, o 23:53

Re: Modlitwa

Postprzez veteran » 11 paź 2015, o 13:31

KIEDY BÓG WYSŁUCHUJE MODLITW?

CHRISTOPHER LOVE (1618 – 1651)

NAUKA: Bóg wysłuchuje modlitwy człowieka, który żyje z Bogiem w przyjaźni.
Przedstawię trzy dowody prawdziwości tej nauki, a następnie pokażę jej praktyczne
zastosowanie.

I. Bóg nie przyjmuje osoby ze względu na modlitwę, lecz modlitwę ze względu na osobę. W
Księdze Rodzaju 4:4 czytamy: „Bóg miał wejrzał na Abla i jego ofiarę”. Najpierw wejrzał na Abla,
a następnie na jego ofiarę. Bóg przyjął jego służbę ze względu na stan serca Abla – stan łaski.
Bóg musi najpierw zaakceptować robotnika zanim przyjmie jego pracę. Zasada ta jest również
przedstawiona w Liście do Hebrajczyków: „Przez wiarę zabrany został Henoch, aby nie oglądał
śmierci i nie znaleziono go, gdyż zabrał go Bóg. Zanim jednak został zabrany, otrzymał
świadectwo, że się podobał Bogu” (11:5). Bez wiary w Chrystusa co do usprawiedliwienia twej
osoby, nie możesz podobać się Bogu. Tutaj leży wielka różnica pomiędzy papistami a nami.
Papiści twierdzą, że uczynki usprawiedliwiają osobę, my twierdzimy, że osoba usprawiedliwia
uczynki: zasadź dobre drzewo, a wtedy owoce tego drzewa będą dobre.

II. Dopóki nie będziemy pojednani z Bogiem, dopóty nie mamy działu we wstawiennictwie,
zadośćuczynieniu i sprawiedliwości Jezusa Chrystusa. Dopóki nie mamy udziału w nich, nasze
modlitwy nie będą wysłuchane. Jakub mógł otrzymać błogosławieństwo od ojca dopiero wtedy,
kiedy ubrał się w szaty swego starszego brata. Podobnie i my – nie możemy otrzymać niczego
od Boga jeśli nie jesteśmy przyobleczeni w szaty Chrystusa. Bóg wysłuchuje tylko tych modlitw,
które są zanoszone w Jezusie Chrystusie i przez wstawiennictwo Chrystusa. Jeśli Chrystus nie
jest Orędownikiem modlitwy w niebie, wówczas ta modlitwa nie zostanie wysłuchana. W Księdze
Objawienia napisane jest: „I przyszedł inny anioł, i stanął przy ołtarzu, mając złotą kadzielnicę; i
dano mu wiele kadzidła, aby je ofiarował wraz z modlitwami wszystkich świętych na złotym
ołtarzu przed tronem” (Obj 8:3). Sens tego zdania w języku greckim wskazuje, że chodzi o to, że
ma dodać modlitwy do modlitw świętych. Jest to tak, jak gdyby modlitwa Chrystusa i wierzącego
były jednym i tym samym. W Księdze Izajasza Bóg obiecuje: „Wprowadzę na moją świętą górę i
sprawię im radość w moim domu modlitwy. Ich całopalenia i ich rzeźne ofiary będą mi miłe na
moim ołtarzu, gdyż mój dom będzie zwany domem modlitwy dla wszystkich ludów.” (Iz 56:7).
Nasze modlitwy są niczym zestawienie wielu cyfr, które nic nie znaczy bez wstawiennictwa
Chrystusa. Bez tego wstawiennictwa nie mogą zostać wysłuchane.

III. Dopóki nie będziemy zaprzyjaźnieni i pojednani z Bogiem, dopóty nie otrzymamy wsparcia
Ducha Bożego. Bóg nigdy nas nie przyjmie bez wsparcia Ducha. Wszelkie prośby, których nie
podyktował Duch, są jedynie tchnieniem ciała, na które Bóg nie zwraca uwagi. Dopóki nie
będziemy pojednani z Bogiem, nie możemy mieć Ducha. „A ponieważ jesteście synami, przeto
Bóg zesłał Ducha Syna swego do serc waszych, wołającego: Abba, Ojcze!” (Ga 4:6) Ducha Św.
możemy otrzymać jedynie wówczas, kiedy stajemy się synami.
Tyle, jeśli chodzi o dowody. Przejdę teraz do zastosowania.

ZASTOSOWANIE

I. Skoro tak jest, że człowiek musi być w przyjaźni z Bogiem, by jego modlitwy mogły być
wysłuchane, wobec tego wiedz, że wszystko to, co czynisz zanim staniesz się przyjacielem Boga
nie jest Bogu miłe. Bóg brzydzi się nie tylko twym grzesznym postępowaniem, lecz także twymi
uprzejmymi, naturalnymi gestami i czynami, a nawet praktykami religijnymi. Rzecz nie w tym, że
są one grzechem same w sobie, czy grzechem dla Boga. Są one grzechem z uwagi na ich
sprawcę: „A modlitwa jego niech mu będzie poczytana za grzech!” (Ps 109:7). Jeśli modlisz się
przeciwko grzechowi, Bóg zamieni twe modlitwy w grzech. Wiele modlitw nie może zamienić ani
jednego grzechu w łaskę, jednak jeden grzech, w którym trwasz świadomie i stanowczo, może
zamienić wszystkie twe modlitwy w grzech: „Obrzydła ofiara występnych, tym bardziej złożona w
złej myśli.” (Prz 21:27 BT)Chore ciało zamienia pokarm w złe płyny ustrojowe, zaś zdrowe ciało zamienia pokarm w
pożywne substancje. [...] Modlitwa jest praktyką o wielkiej doniosłości i skuteczności, jeśli jednak
wychodzi z serca i ust człowieka duchowo umarłego w swych występkach i grzechach, wówczas
traci całą swą moc. Woda czysta u źródła, ulega skażeniu w kanale.

II. Nauka ta odrzuca główny filar religii rzymskiej, a mianowicie usprawiedliwienie przez uczynki.
Skoro Bóg przyjmuje najpierw osobę, a dopiero później jej uczynki, to jak człowiek może być
usprawiedliwiony przez uczynki? Jeśli nie jesteś usprawiedliwiony, to nie jesteś pojednany a twe
uczynki są grzeszne. Czy grzeszne uczynki mogą usprawiedliwić? Dobre uczynki nie czynią
człowieka dobrym, ale dobry człowiek czyni uczynki dobrymi. Czy uczynek, który człowiek uczynił
dobrym, może ponownie powrócić i uczynić tego człowieka dobrym? Argument ten jest
wystarczający, nawet gdybyśmy nie mieli żadnych innych argumentów przeciwko nauce o
usprawiedliwieniu z uczynków [...].

III. Niech to nauczy was badać nie tylko usposobienie serca w modlitwie, lecz także to jakimi
jesteście wy, którzy się modlicie. Jest to nasz obowiązek. Rzeczą bardzo dobrą jest badać stan
serca w modlitwie oraz oceniać dany obowiązek. Jednak głównym zadaniem jest badać
kwalifikacje osoby by sprawdzić, czy jest w stanie łaski i pojednania z Bogiem. Jeśli nie jesteś
pojednany z Bogiem to możesz być pewien, że twe prośby nie zostaną wysłuchane ani nawet
przyjęte i że Bóg patrzy na nie jak na nieświeży oddech twego grzesznego i skażonego serca.
Wykonując obowiązek upewnij się, czy możesz przystąpić w modlitwie do Boga jak do Ojca.
Wielu ludzi bada kwalifikacje swych obowiązków, niewielu jednak sprawdza kwalifikacje osoby
by sprawdzić, czy jest usprawiedliwiona i czy Bóg jest jej przyjacielem. Jednak właśnie tego
powinieneś pilnować, gdyż jeśli nie jesteś usprawiedliwiony, to modlitwy twe nie będą
wysłuchane pomimo twego jak najlepszego usposobienia. Bóg nie zwraca uwagi na retorykę
modlitw (na ich elokwencję), ani ich arytmetykę (ilość), ani ich logikę (racjonalność i metodykę),
ani ich melodię (harmonię i brzmienie wypowiadanych słów). Bóg szuka w modlitwach boskiej
natury, która poświadcza o kwalifikacjach osoby — czy pochodzi od osoby usprawiedliwionej i
uświęconej. Dobrze jest badać siebie i pytać: Czy moje serce jest we właściwym stanie? Czy mój
umysł jest uspokojony? Czy moje uczucia podnoszą się i rozpalają w modlitwie? Jednak lepiej
zapytaj siebie: Czy Bóg mnie przyjął?

IV. Pozwólcie, że was napomnę. Uważajcie, byście czasem nie zrozumieli tej nauki
niewłaściwie. Niech nikt nie myśli, że skoro Bóg nie wysłuchuje żadnej modlitwy osoby nie
usprawiedliwionej, to grzesznicy są zwolnieni z obowiązku modlitwy. Chociaż Bóg nie wysłuchuje
modlitwy każdego człowieka, to jednak wszyscy ludzie mają obowiązek się modlić. Istnieją ku
temu trzy powody:
1. Ludzie muszą modlić się jako stworzenia potrzebujące Stwórcy. Kruki wołają do Boga i Bóg
daje im mięso.
2. Pan obwinia grzeszników o to, że nie modlą się do Niego: „Wylej swoją zawziętość na
narody, które cię nie znają, i na plemiona, które nie wzywają twojego imienia” (Jer 10:25). „Nie
ma, kto by rozumiał, nie masz, kto by szukał Boga” (Rz 3:11).
3. Powiedziane jest, aby modlili się. Piotr powiedział do Szymona Czarnoksiężnika: „Przeto
odwróć się od tej nieprawości swojej i proś Pana, czy nie mógłby ci być odpuszczony zamysł
serca twego; widzę bowiem, żeś pogrążony w gorzkiej żółci i w więzach nieprawości.” (Dz 8:22-
23).

Tekst źródłowy: http://www.apuritansmind.com/Christophe ... rHeard.htm

Przekład: J. Sałacki



http://www.swch.pl/teologia/KiedyBogWysluchuje.pdf
veteran
 
Posty: 517
Dołączył(a): 1 paź 2014, o 17:38
Lokalizacja: Władysławowo

Re: Modlitwa

Postprzez veteran » 28 lip 2016, o 15:19

Żarliwa modlitwa


[Biblia Warszawska, Ps 55] (17): Ja do Boga wołam, A Pan mnie wybawi. (18): Wieczorem, rano i w południe narzekać będę i jęczeć, I wysłucha głosu mojego.

[Uwspółcześniona Biblia Gdańska, Ps 55] (16): Ja zaś do Boga zawołam i PAN mnie wybawi. (17): Wieczorem, rano i w południe będę się modlić i głośno wołać, a on wysłucha mego głosu.

Zawołam, będę się modlić, będę głośno wołać (będę narzekać i jęczeć) > Te trzy hebrajskie czasowniki wyrażają determinację psalmisty by zwrócić się do Boga i nie tylko Go poinformować o swoim problemie ale „nastawać na Niego” i „nie odpuszczać” w przekonaniu, że Bóg wysłucha usilnej modlitwy i pomyślnie na nią odpowie!

Modlitwa jest tu opisana jako żywa, zaangażowana komunikacja z Bogiem, przedkładanie przed Nim potrzeb, rozważanie, rozmyślanie, skarżenie się i wręcz głośne domaganie się pomocy.

Te wiersze nie odnoszą się do formalnego wzniosłego wygłaszania pięknej, kwiecistej litanii ani bezmyślnego klepania wyuczonego na pamięć pacierza.
Raczej jest w tych słowach intensywność wołania duszy, która wie, że tylko u Boga znajdzie ratunek, że jeśli On nie odpowie, to już nie ma gdzie się zwrócić. Dlatego będzie uporczywie prosić, błagać, narzekać, jęczeć aż zostanie wysłuchana.

Zauważmy, że nie jest to deklaracja odmówienia pojedynczej modlitwy ale psalmista zamierza dobijać się do niebiańskich bram wieczorem, rano i w południe!

To, w mojej ocenie, jest determinacja! To postawa nieugiętej wiary w Bożą odpowiedź, która może nie przyjść po pierwszej czy drugiej prośbie, ale w końcu musi nadejść.

Psalmista nastawia się na regularne, wytrwałe, nieugięte szturmowanie nieba, skąd spodziewa się otrzymać pomoc.

Ilu z nas mogłoby się podpisać pod słowami Dawida, który jest autorem tego psalmu?

Ile razy z taką postawą stawaliśmy do modlitwy, że nie ustaniemy wołać i prosić i błagać, póki Bóg nam nie odpowie?

Jakże często nasze marne, płytkie rozumienie Bożej suwerenności powstrzymywało nas przed taką determinacją i nieugiętością w modlitwie.

Obawiam się, że usilna, wytrwała, gorliwa modlitwa nie jest domeną wielkiej części współczesnego kościoła.
Obrazy klęczących, płaczących, głośno wołających chrześcijan nie kojarzą się nam raczej z bliżej nam znanym kościołem. Gdybyśmy chcieli je zobaczyć musielibyśmy udać się na wyprawę do tych części świata, gdzie Kościół jest w podziemiu, prześladowany, uciśniony.

Czyż nie jest to znamienne, że życiowa stabilność, dobrobyt i powodzenie rodzą w nas poczucie samowystarczalności i jakże często prowadzą do duchowego letargu, obojętności i religijnego formalizmu. Dopiero bolesne doświadczenia, zagrożenie życia czy zdrowia, prześladowania, tragedie, uczą współczesnych chrześcijan żarliwej modlitwy!

Wszyscy wiemy, że modlitwa to fundamentalny element duchowego życia i w jakiejś mierze uczestniczymy w niej, staramy się ją kultywować, a w najgorszym wypadku przymuszać się do niej.

Dlaczego jednak, dla tak wielu z nas, modlitwa jest żmudną statyczną dyscypliną pozbawioną głębokich przeżyć i duchowych doznań?

Bóg przez apostoła Pawła wzywa nas w liście do Efezjan 6:18 byśmy w każdej modlitwie i prośbie zanosili o każdym czasie modły w Duchu i tak czuwali z całą wytrwałością i błaganiem za wszystkich świętych!
Czy traktujemy poważnie takie wezwania, czy skutecznie uchylamy się od nich?
Czy nieustannie zanosimy modlitwy w Duchu? Czy wytrwale czuwamy i błagamy za wszystkich świętych?

Dr. Ravenhill zauważył, że "głoszenie kazań wpływa na ludzi, natomiast modlitwa wpływa na Boga. Pastor, który się nie modli to pastor który się bawi, a zbór który się nie modli to błądzący zbór. Aby dużo zdziałać dla Boga, trzeba dużo być z Bogiem.”

Apostoł Paweł w liście do Kolosan 4:12 przekazuje im pozdrowienia od Epafrasa, który nieustannie toczy za nich bój w modlitwach, aby byli doskonali i trwali we wszystkim, co jest wolą Bożą. Użyte tam greckie słowo przetłumaczone u nas zwrotem „toczy bój w modlitwach” oznacza zmaganie w agonii, zaangażowanie w śmiertelny konflikt! Modlitwa Epafrasa nie była łatwym, przyjemnym spędzaniem czasu w cudownej atmosferze modlitewnej ale Epafras toczył duchowy bój, zmagał się i trudził, zabiegając o umiłowanych Kolosan, którzy najwyraźniej zbaczali z Bożej drogi i zaniedbywali swe duchowe życie.

Czy mamy udział w takiej modlitwie? Czy leży na naszych sercach ciężar troski o braci i siostry? Czy wytrwale wołamy do Boga przedkładając ich potrzeby, ich troski, ich duchowe ubóstwo, ich zranienia, ich zagubienie, ich cierpienie? Czy modlimy się aby byli doskonali i trwali we wszystkim, co jest wolą Bożą?

Czy też nasze modlitwy skupiają się na naszym małym świecie? Moje problemy, moja rodzina, moja praca, moje zdrowie, mój…, moja…, moje…
Egoizm nie jest urodzajną glebą na której mogłaby wzrastać żarliwa modlitwa. Myślę, że Bóg w niebie z politowaniem i niesmakiem odwraca Swe ucho od wielu samolubnych modlitw.

Oczywiście, jest czas by modlić się o nasze osobiste sprawy, ale obawiam się, że jeśli nie nauczymy się modlić biblijnie, szukając najpierw Królestwa Bożego i jego sprawiedliwości, nasze modlitwy szybko staną się jałowe i męczące nawet dla nas samych.

Pan Jezus, będąc na ziemi, mając wiele do zrobienia, spędzał mnóstwo czasu na modlitwie:
[Biblia Warszawska, Mt 14] (23): A gdy rozpuścił lud, wstąpił na górę, aby samemu się modlić. A gdy nastał wieczór, był tam sam.
[Biblia Warszawska, Mk 1] (35): A wczesnym rankiem, przed świtem, wstał, wyszedł i udał się na puste miejsce, i tam się modlił.
[Biblia Warszawska, Łk 6] (12): I stało się w tych dniach, że wyszedł na górę, aby się modlić, i spędził noc na modlitwie do Boga.

Powyższe wiersze mówią o osobistej modlitwie naszego Pana, który w ustronnych miejscach spotykał się z Ojcem i rozmawiał z Nim.

Chcielibyście choć raz uklęknąć obok Niego i wsłuchać się w Jego osobiste modlitwy? O co się modlił? Jak się modlił? Cicho? Głośno? Bez emocji czy z wielkim przejęciem? Autor listu do Hebrajczyków uchyla rąbka tajemnicy:
[Biblia Warszawska, Hbr 5] (7): Za dni swego życia w ciele zanosił On z wielkim wołaniem i ze łzami modlitwy i błagania…
Pan Jezus modlił się ze łzami, głośno wołał i błagał. To mnie zmusza do przyjrzenia się moim modlitwom. Nie tylko ich treści ale mojemu zaangażowaniu w to co wychodzi z moich ust i co brzmi w moim sercu.

Bracie i siostro, jak wygląda twoje i moje życie modlitewne?
Czy w naszych modlitwach jest święty żar i zapał czy są one bliższe temperatury zamarzania?

Chciałbym zaznaczyć, że nie zachęcam nikogo do rozdygotanego emocjonalizmu i wylewnej uczuciowości.
Jestem daleki od przykładania wielkiej wagi do zewnętrznej formy naszej pobożności.
Natomiast moim pragnieniem jest być częścią Kościoła, który żarliwie się modli i nie kryje swej żarliwości. Nie obnosi się z nią i nie czyni z niej powodu do chluby, ale ma ją w sercu i to słychać w zanoszonych modlitwach i błaganiach.

Bracia i siostry, wzywam nas wszystkich do żarliwej, wytrwałej, pełnej ufności modlitwy.

Brat Andrew Murray słusznie stwierdził, że dzięki modlitwie zamieniamy naszą naturalną siłę na nadprzyrodzoną Bożą moc.
Jeśli chcemy czynić postępy, to tylko na kolanach.
Jak czytamy w liście Jakuba 5:16B Wiele może usilna modlitwa sprawiedliwego.


http://www.kzwejherowo.pl/2-artykuly/13 ... a-modlitwa
veteran
 
Posty: 517
Dołączył(a): 1 paź 2014, o 17:38
Lokalizacja: Władysławowo


Powrót do PODSTAWY UCZNIOSTWA

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość