Marian Łaszewski - nauczanie

Marian Łaszewski - nauczanie

Postprzez veteran » 21 paź 2014, o 20:23

Wskażę wam kogo bać się macie!
veteran
 
Posty: 517
Dołączył(a): 1 paź 2014, o 17:38
Lokalizacja: Władysławowo

Re: Marian Łaszewski - nauczanie

Postprzez veteran » 21 paź 2014, o 20:23

Od małego do większego
veteran
 
Posty: 517
Dołączył(a): 1 paź 2014, o 17:38
Lokalizacja: Władysławowo

Re: Marian Łaszewski - nauczanie

Postprzez veteran » 1 lis 2014, o 11:50

Tak biegnijcie abyście nagrodę zdobyli
veteran
 
Posty: 517
Dołączył(a): 1 paź 2014, o 17:38
Lokalizacja: Władysławowo

Re: Marian Łaszewski - nauczanie

Postprzez veteran » 1 lis 2014, o 23:12

Natura BOGA w nas
veteran
 
Posty: 517
Dołączył(a): 1 paź 2014, o 17:38
Lokalizacja: Władysławowo

Re: Marian Łaszewski - nauczanie

Postprzez veteran » 1 lis 2014, o 23:13

Co to znaczy modlić się
veteran
 
Posty: 517
Dołączył(a): 1 paź 2014, o 17:38
Lokalizacja: Władysławowo

Re: Marian Łaszewski - nauczanie

Postprzez veteran » 1 lis 2014, o 23:16

Przyjmowanie i dawanie
veteran
 
Posty: 517
Dołączył(a): 1 paź 2014, o 17:38
Lokalizacja: Władysławowo

Re: Marian Łaszewski - nauczanie

Postprzez veteran » 6 lis 2014, o 21:48

Ich chwała jest ich hańbą
veteran
 
Posty: 517
Dołączył(a): 1 paź 2014, o 17:38
Lokalizacja: Władysławowo

Re: Marian Łaszewski - nauczanie

Postprzez veteran » 16 lis 2014, o 13:35

veteran
 
Posty: 517
Dołączył(a): 1 paź 2014, o 17:38
Lokalizacja: Władysławowo

Re: Marian Łaszewski - nauczanie

Postprzez veteran » 16 lis 2014, o 13:56

Dlaczego szukacie żyjącego wśród umarłych?

Możemy powiedzieć jedną rzecz: Duch Święty jest przyrównany do wody, tak? Kiedy patrzysz w wodę, bardzo często nie widzisz dna, czasami to jest metr, półtora. Czasami patrzysz w wodę i widzisz tam na cztery metry, na pięć, czasami głębiej. Ale jest taka woda przez która widzisz Wszechmogącego Boga, niczym nie zamąconego. To jest woda Ducha Świętego. Która pozwala nam zobaczyć kim jest Bóg i przez tą wodę my patrzymy na Boga. Dzisiaj przez tą wodę, przez Ducha Świętego, patrzymy na Wszechmogącego Boga i poznajemy Go. Dlatego ten działający Duch Święty pokazuje nam rzeczywistego Boga. Tylko On pokazuje nam rzeczywistego Boga. On bada głębokości Boże i objawia nam kim jest Bóg. Bez tego Ducha bylibyśmy po prostu jak ludzie, którzy nie byliby w stanie widzieć. Te zmącone wody świata stale by nam zasłaniały Boga. Przyszło życie z Nieba, przyszedł Jezus, odsłonił nam kim jest Bóg, Jego miłość, Jego troskę o nas. A Duch Święty pozwala nam zobaczyć Wszechmogącego.

Jedyne wody, które nie mącą, wszystkie inne mącą. Najlepsze nauki ludzkie mają zmącenie. To, co Duch Święty przyszedł wprowadzić ma wyraźny obraz. Jeśli będziemy patrzeć i będziemy prowadzeni przez Ducha Świętego to będziemy wiedzieli za Kim idziemy. Wiecie, dlatego, że tak wielu nie doświadcza działania Ducha Świętego, nie znają Boga i dlatego pozostają w zamąceniu jakie jest na ziemi. Ty znasz Boga, ja znam Boga, tamten zna Boga; a jak żyjemy? Jak wygląda życie znających Boga? Jak wyglądało życie, znającego Boga Ojca, Syna, który żył na ziemi? Jak wyglądało Jego życie? Słowo Boże mówi: Kto Go zna ten żyje tak jak On żył na tej ziemi. A więc po czym można poznać, że ktoś zna Boga? Po tym samym życiu. Tylko po tym samym życiu! Nie po filozofii, nie po myśleniach ludzkich, nie po kombinacjach, tylko po życiu można poznać czy ktoś zna Boga tego prawdziwego.

Zobaczcie, że apostoł Paweł znał Jezusa. Przez objawienie doznał całkowitego poznania Jezusa Chrystusa. Zobaczcie jak ten Paweł podchodził do ludzi, wierzących ludzi. To nie był człowiek, który się bawił z ludźmi, bo nie wiedział sam czy ma w lewo pójść czy w prawo. A może w lewo a może w prawo, ludzie gdzie mamy iść, spytajmy się całego grona ludzi: ludzie, gdzie mamy iść. Jeśli będziemy się pytać tak to pobłądzimy na pewno, bo każdy człowiek ma swoją wizję. Ale, że apostoł Paweł znał drogę i wiedział jak się wraca tą drogą. Potrafił każdego napomnieć, nawet Piotra, bo znał Pana Jezusa Chrystusa. Gdyby Go nie znał to by wątpił: a może Piotr ma rację. Albo będziesz Go znał albo będziesz chwiał się, jak bezbożny. Wtedy ludzkie nastawienie i to, że ktoś pomyśli o tobie w ten czy inny sposób spowoduje, że ty odwrócisz się od zwycięstwa Jezusa Chrystusa. Jeśli będziesz próbować inny obraz przynieść na ziemię, to jedynie zdecydowanie napomni cię ten, który zna prawdziwy obraz, inni pójdą za tobą

Dlatego niech ten obraz będzie niczym nie zamącony. Niech Duch Święty nam pokazuje naszego Boga. A wtedy będziemy w stanie budować się na dom dla Boga, bo będziemy wiedzieli co Mu się podoba. Wtedy giną nasze ludzkie kombinacje, dokładki do tego domu, upiększenia domu Bożego , albo zabrudzenia domu Bożego. Nie wiem jak kto sobie wyobraża dom Boży, czy wielki czy mały, jakkolwiek by sobie wyobrażał człowiek nasze wyobrażenia nie mają nic wspólnego z tym co myśli Bóg, tak? Nasze myśli to nie myśli Boga. Nasze drogi to nie drogi Boga. Nasze słowa to nie słowa Boga. Wszystko, co my jesteśmy w stanie wymyśleć, niczym jest dla Niego. On wie czego chce i On ku temu zmierza. Posłał Syna, posłał Ducha. On wie do czego zmierza, a my mamy się Mu poddać. On wie, co chce zrobić. On zaczyna, On doprowadza do końca. Jeżeli w jakimś momencie wchodzimy Mu w Jego dzieło to odbieramy Mu prawo do decydowania w naszym życiu, i w tym momencie zaczynamy tworzyć inny obraz. My nie jesteśmy w stanie wiedzieć to, co wie Bóg. Nasze poznanie jest cząstkowe, a On wie, do czego zmierza.

Jeśli będziemy poddani Jego woli tak jak był poddany Syn, wtedy On będzie mógł zrobić to, co zamierzył. Jeśli my będziemy przeciwstawiać się Jego woli, wtedy my będziemy przejmować prowadzenie i będziemy uważać, że to musi Mu się podobać. Jemu się nic nie podoba co my wytworzymy sami z siebie. Jezus powiedział: Beze Mnie nic nie zrobicie takiego w czym Bóg miałby uznanie. Nic! Zero! Bez Jezusa nie jesteśmy w stanie zrobić nic w czym Bóg by miał upodobanie. Nic! Nawet najlepsze nasze czyny są jak szata splugawiona, nic nie warte. To musi zrobić On sam, Chrystus w nas. W Jego Duchu musi się to stać, w Jego nastawieniu, w Jego działaniu.

Ewangelia Łukasza 24 rozdział. Musimy wiedzieć za kim poszliśmy, dlatego, że dzisiaj jest tyle kombinacji w sprawie Boga. To diabeł wylewa te zatrute wody, żeby zniekształcić, żeby w ogóle ludzie nie wiedzieli jak szukać Boga. Ludzie walczą o swój obraz Boga, podczas kiedy prawdziwy obraz Boga jest już widoczny. Każdy udowadnia swój obraz mówiąc, że ten jest prawdziwy. A oto widzimy Jezusa. Kto do Niego należy, kto jest Mu poddanym całkowicie, kto wypełnia Jego rozkazy z upodobaniem, kto żyje według Jego Ducha. I w tym 24 rozdziale widzimy tutaj zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa. I wiersz 5 , te niewiasty, które przyszły do grobu: „A gdy się zatrwożyły i schyliły twarze ku ziemi, oni rzekli do nich: Dlaczego szukacie żyjącego wśród umarłych?”. W ten sposób anioł zwraca się do tych kobiet. Gdzie szukasz swojego Jezusa? Gdzie szukasz prawdziwego Jezusa? Kogo się radzisz pytając o drogę? Kogo się radzisz pytając: jak do Niego dobrze trafić? Można się pytać w wielu miejscach. Ten powie tam, ten powiem tam, ten powie jeszcze gdzie indziej. Każdy myśli, że ma rację. Ale powiem wam, że żywy Jezus, to jest Jezus, który okazuje życie w duchu, w duszy i w ciele, On okazuje życie w całej pełni. On żyje ciałem, duszą i duchem. On jest cały żywy! Jeśli ktokolwiek do Niego przychodzi, musi ożyć. Jego duch, jego dusza i jego ciało, musi ożyć cały człowiek. Nie może być filozofa, który żyje filozoficznie, a jego ciało żyje sobie w swój własny sposób, unosi się duchowo nie wiadomo do którego tam nieba, a ciałem jest zupełnie gdzie indziej. Nie może tak być. U Pana jest wszystko żywe, prawdziwe, wieczne, niezmienne. On działa, On żyje.

Dlaczego więc ludzie szukają żyjącego wśród umarłych? Dlaczego ludzie nie szukają żyjącego wśród żywego Słowa, dzięki żywemu Duchowi Świętemu? Dlaczego się radzą ciała zamiast Boga? Bo nie chcą tak naprawdę żyć z Bogiem, ale chcą dalej żyć po swojemu, i nie potrzebny jest im Jezus, który chce odebrać im życie po to, aby On żył już w nich. Oni chcą swojego „ja”, oni chcą pokazać swoje „ja” chcą udowodnić, że są mądrzy. Chcą udowodnić, że potrafią Bogu udowodnić to, że nie jest z nimi tak źle. No wszystko to potrafią zrobić. Tylko co nie potrafią? Żyć. Jeśli bym się spytał apostoła Pawła o Jezusa, to co on by mi odpowiedział? Dobrze, umarł za twoje grzechy, tam na Golgocie twoje grzechy zostały włożone na Niego, a On umarł z powodu twoich grzechów; musisz umrzeć i ty. Dobrze, chcesz nowego życia, On zmartwychwstał, w Nim dostajesz nowe życie. Chcesz nowe życie? Masz je w Jego zmartwychwstałym życiu. Dobrze. I mówi: od tej chwili będę karcił każde twoje nieposłuszeństwo Jezusowi Chrystusowi, aż dojdziesz do pełnego posłuszeństwa. Dobrze? Chcesz Jezusa? Chcesz sługi, który zna Jezusa? On nie będzie pobłażał twojej cielesności w niczym! Ponieważ on wie ile to kosztowało Ojca, by posłać Syna na tą ziemię za nasze grzechy. On wie jaką cenę zapłacił Ojciec. Taki sługa nie będzie się bawił z tobą, bo ty bawisz Jezusem. Chcesz Jezusa? To od tej pory będziesz się słuchał każdego Jego Słowa! Chcesz nowego życia? W nowym życiu wola Jezusa się liczy, tylko. Nie twoja ani moja! Chcesz Jezusa? Sługa Boży Ci powie: od tej chwili będę karcił każde Twoje nieposłuszeństwo Jezusowi, aż będziesz Mu posłuszny do końca! Bo jest sługą Bożym i zna Jezusa. Ale każdy, który nie zna Jezusa powie: fajnie, tu jest śmierć, tu jest zmartwychwstanie, tu jest łaska, możesz żyć po swojemu, kiedyś może jakoś się to poukłada. Nie! Ani Jezus tak nie mówił. On powiedział Kto chce pójść za Mną… Co ma zrobić? Wyprzeć się samego siebie, wziąć swój krzyż na siebie, pójść za Nim i naśladować Go. To jest nowe życie: Pójść za Nim i naśladować Go! Od chwili, kiedy powstaliście z wody chrztu, aby pójść za Nim, od tej chwili każdy normalnie żyjący sługa Boży będzie wymagać od ciebie posłuszeństwa w tych sprawach, które są rozważane ze Słowa Bożego, abyś tego się słuchał czy słuchała i w tych sprawach, abyś tak zył, czy żyła jak mówi Słowo Boże, aż do pełnego posłuszeństwa. To jest prawdziwe poznanie Jezusa. Tu nie ma zabawy ani lekceważenia, ani to, że ludzie mogą sobie decydować co chcą. To jest bożek, to jest bożek dzisiejszych czasów, antychryst, ludzie decydują co chcą. Nie! Bóg zadecydował co chce. Jego wola jedynie się liczy. Odstępstwo jest odstępstwem do antychrysta, do buntu, do stanowienia po ludzku w sprawach Bożych.

Zobaczcie, że Jezus mówi: Kogo Ojciec do mnie przyprowadzi, Ja go przyjmę. Może to być człowiek nie wiadomo jaki. Może wyglądać nie wiadomo jak. Może to być po prostu niechluj albo wspaniale ubrany człowiek, nie ma znaczenia. Jezus mówi: kogo Ojciec do Mnie przyprowadzi tego przyjmę. Może to być bandzior albo taki zawsze kulturalny. Nieważne! Tego przyjmę. I co z nim zrobię? Zaprowadzę go na śmierć, aby umarł. Czy to był taki czy taki, nie ma znaczenia. I kiedy umrze, dam mu nowe życie, aby żył już dzięki Mnie od tej chwili. To mówi Jezus. I taka prawda będzie do końca tych dni na ziemi, aż On wróci. I ta prawda pozostanie zbawienna dla tych, którzy chcą się uratować. Zobaczcie, że dlatego, że ten Jezus jest coraz mniej znany, dlatego ludzie bawią się sobą nawzajem. Nie wiedzą czego do końca chcą. Każdy ma swoje racje, każdy ma swoje prawa, każdy decyduje o swoim życiu. A Jezus powiedział: koniec! Koniec samowoli! Koniec życia po swojemu! Od tej chwili masz żyć dzięki Mnie. Jeśli nie, to zginiesz. Gdzie szukasz Jezusa? Musisz szukać Go wśród żywych ludzi, którzy znają Jezusa, którzy powiedzą ci prawdę o Jezusie i powiedzą ci co chce Jezus od ciebie, i oni sami również wiedzą, że tak muszą żyć. Paweł mówi: choćbym zyskał miliony ludzi, a bym wyparł się tego posłuszeństwa Jezusowi, zaniedbał to posłuszeństwo, to ja zginę, choć tych milion pójdzie do wieczności. On wiedział jaki jest Jezus, że u Jezusa nie można sobie tak zarobić, żeby później popełniać przeciwko Niemu przestępstwa i żyć, jako żywy, dalej. On jest jedynie życiem: Jezus! Dopóki należysz do Jezusa to żyjesz. Kiedy przestajesz należeć do Jezusa to jesteś martwy. Martwy dla życia. Oczywiście żyjesz jako człowiek, masz swoje pomysły, swoje mniemania religijne, swoje plany religijne, swoje zwycięstwa religijne, swoje porażki religijne, ale nie masz życia, nie masz prawdziwego celu, nie masz uświęcenia, które pochodzi z Ducha Świętego, a nie z tego ciała.

Księga Objawienia trzeci rozdział. Gdyby to nie była poważna sprawa to Bóg nie posłałby Swojego Syna na krzyż za ciebie i za mnie. Gdyby to miała być zabawa nasza w Kościół to Bóg by nie posyłał nam Syna. Jeśli to by miały być nasze mrzonki wniesione do Kościoła to Bóg nie posyłałby Syna. Miejcie swoje mrzonki i żyjcie swoimi mrzonkami i tak zginiecie, bo i tak nic by wam nie pomógł Syn jeśli chcecie tak żyć dalej. Ale jeśli chcecie żyć inaczej, jeśli chcecie umrzeć dla swoich mrzonek to posłałem wam Syna, aby pomógł wam umrzeć, dając wam miejsce śmierci, którego nikt z was bez Jezusa nigdy by nie osiągnął. Śmierć Syna Bożego jedynie dała nam tą możliwość. Kościół to jest miejsce święte, to jest miejsce, gdzie Chrystus zlewa Swoje życie. Piękno Kościoła to jest Chrystus w nas, nadzieja chwały.

To nie jest piękno starego Adama czy Ewy. Powiem wam, że ten Chrystus właśnie umyka sprzed oczu wielu ludziom, ludzie już mają swojego chrystusa samowoli, własnej sprawiedliwości.

„A do anioła zboru w Sardes napisz: To mówi Ten, który ma siedem duchów Bożych i siedem gwiazd: Znam uczynki twoje: Masz imię, że żyjesz, a jesteś umarły”.

Co się stało, że człowiek nosi to imię, ale jest umarły? Co się stało, że nosi imię żyjącego, nazywa się od Chrystusa a jest umarły? Dlaczego jest taka różnica? Przecież Jezus jest życiem. Dlaczego więc nosi imię życia, a jest umarły? Bądź czujny. Człowiek stracił czujność. Przestał słuchać Jezusa, zaczął słuchać inny głos i zaczął za tym głosem coraz więcej podążać. Coraz bardziej idzie teraz za śmiercią a nie za życiem. Coraz częściej zaczyna żyć według śmierci słów, a nie słów życia. Jezus mówi: Bądź czujny i utwierdź co jeszcze pozostało, a co bliskie jest śmierci. To, co coraz bardziej zanika to jest Chrystus; utwierdź to, niech to wraca na swoją pozycję, posłuszeństwo Jego przykazaniom, radość należenia do Jezusa, radość słuchania Jego głosu, radość mówienia Jego słów, opowiadania o tym Chrystusie. Zadowolony człowiek słyszy Chrystusa, słyszy Jego słowa i będzie je powtarzał coraz więcej. Ochotnym sercem powtarzał słowa Jezusa, bo te słowa obdarzyły go życiem, nowym życiem. Będzie się cieszyć, że nareszcie może mówić słowa, które darzą życiem. Nie musi się bać tych słów, bo one są piękne. Nie musi dostosowywać się do warunków dzisiejszych czasów, gdzie mówienie Jezusa Chrystusa, imię wymawiane, chlubienie się Chrystusem, mówienie w Biblijny sposób jest uznawane za dewocję. A psychologiczne, filozoficzne komunikowanie się ze sobą nawzajem, jest uznawane za chrześcijaństwo.

Biblia nigdy nie będzie dewocją. Biblia jest życiem. To jest żywe słowo i powinniśmy rozmawiać zgodnie z żywym Słowem do końca naszych dni, tu na ziemi. Bo tak mówił Jezus, Słowo, które stało się ciałem, a przez to, widocznym życiem dla mnie i dla ciebie.

A więc to doświadczamy i o tym też mówimy. A więc utwierdzaj to, co pozostało. Ale też są ludzie, którzy coraz bardziej odchodzą od czujności, od wierności Chrystusowi. Coraz mniej czujności, coraz więcej myśli o ziemi. Coraz więcej myśli o tym co na ziemi można stracić, a co osiągnąć, co zyskać. Ile w tym jest swego ja. Coraz więcej jest myślenia o sobie, a nie o Chrystusie. O czym myśli cząstka twojego ciała? O tym co ty myślisz. Jeśli mamy być Chrystusa, to musimy myśleć o tym, o czym On myśli. Przez nas muszą przenikać Jego myśli, Jego dążenia. Jezus mówi dalej:

„ (…) nie stwierdziłem bowiem, że uczynki twoje są doskonałe przed moim Bogiem.”

Uczynki więc straciły doskonałość, stały się ludzkie. Skażone hańbą odstępczego, cielesnego, zmysłowego, demonicznego postępowania wobec Boga. Oczywiście nie tak to się nazywa. To się nazywa, że powoli się dochodzi do wszystkiego , nie trzeba się tak śpieszyć dwudziestolatku czy ileś tam letni, dziesięciolatku chrześcijański. Powoli się do wszystkiego dochodzi. Nie! Bóg mówi: dziś jeśli usłyszałeś głos Jego nie zatwardzaj serca swego. Uniż się przed Nim, poddaj się Jego woli. Zacznij się słuchać Jego głosu i ulegać Jego pragnieniom. Dziś! Nie zostawiaj to na jutro albo na kiedyś indziej. Nie przerzucaj tego co Bóg mówi do Ciebie dzisiaj na kiedyś. To jest zbyt ważne! Zrób to dzisiaj, a usuń to wszystko co masz na dzisiaj bez Boga do zrobienia. Zrób miejsce, usuń te bożki. Niech żyje Chrystus! Niech chwała Jego będzie widoczna.

Pamiętaj więc czego się nauczyłeś – mówi Jezus – czego się nauczyłeś od początku. Pamiętaj Tego, od Kogo się tego nauczyłeś. Pamiętaj, Kto otworzył twoje serce, twój umysł, Kto dał ci święte, czyste pragnienia. Kto spowodował to, że bardzo chciałeś być z Nim, dla Niego, poznawać Jego Słowa, że zostawiłeś świat, czy zostawiłaś świat, zostając z Nim u Jego stóp tak jak Maria, zakochany czy zakochana w Jezusie i z upodobaniem słuchający Jego Słów. Pamiętaj więc czego się nauczyłeś i co usłyszałeś i strzeż tego.

Zobaczcie te zalecenia Jezusa do tych, którzy mają Imię a są umarli. Ale jeszcze jest coś w nich z pamięci o żywym Chrystusie. Jezus dmucha na to tlące się może jeszcze trochę życie i przypomina: pamiętaj, strzeż tego. Zobaczcie, że mówi do tego Kościoła, do tych, którzy mienią się żywymi, a są umarli, mówi: upamiętaj się. Inaczej: zmień swoje myślenie. Znowuż mówi. Najpierw była zmiana myślenia w człowieku. Człowiek zobaczył więcej, że to co jest prawdziwe to jest Chrystus a nie ja, a później odwrócił się, znowu zaczął patrzeć, że więcej to ja a nie Chrystus. Znowu Jezus mówi: zmień myślenie, bo nie ty lecz Ja jestem życiem, beze mnie jest śmierć. Jeśli tedy nie będziesz czujny – mówi – przyjdę jak złodziej, a nie dowiesz się, o której godzinie cię zaskoczę.” Jezus mówi, że jeśli nie będziesz czujny to nie przyjdę do Ciebie jak przyjaciel do przyjaciela. Zachowam cię tej godziny, zachowam cię do Mojego spotkania, żebyś był gotowy, żebyś była gotowa, spotkać się ze Mną jako czujny sługa, służebnica, którzy żyją dzięki Mnie na tej ziemi i mogą mi otworzyć drzwi i przywitać, gotowi i czujni, należący do Jezusa Chrystusa. Gdzie chcesz szukać żyjącego? Kogo będziesz pytać o drogę? Czy ludzi, którzy porzucili Go? Czy ludzi, których dzisiaj miłością nie jest Jezus, będziesz pytać o drogę? Oni są dla samych siebie przecież tacy polubowni, dla samych siebie już dawno z łaski wyciągnęli to, że Bóg nie będzie dochodził. Co ci doradzą? Jedynie, że im jest miło, że jesteś w ich gronie, ze dołączyłeś do nich.

Zobaczmy, że toczy się bitwa o naszą wieczność, to nie jest zabawa. Każdy, który ma świadomość wieczności wie, że nie wolno się bawić w Kościół, że to jest poważna decyzja, żeby należeć do Jezusa. Już dosyć ludzi powoduje to, że imię Jezusa Chrystusa jest wykpione, wyszydzone. Gdyby Kościół żył tak naprawdę jak Słowo Boże mówi, to żyłby dzięki Jezusowi Chrystusowi, i ten świat wstydził by się, wstydził by się swojego życia. A że słyszy i widzi mnóstwo tak zwanych chrześcijan to świat się wcale nie wstydzi, bo widząc ich życie, ich słowa i działania, wcale nie czuje się gorszy. A więc potrzebujemy prawdziwego, żywego Jezusa żeby żyć na tej ziemi. I prawdziwych Bożych słów i prawdziwego widzenia przez Ducha Świętego tego co jest rzeczywistością, żeby nie chybić celu.

Nie możemy na swoich oczach spocząć, ani uszach, ani umyśle. To musi być Chrystus w nas, nadzieja chwały. Musimy się trzymać Jego jako wyroczni do końca naszych dni. Musimy walczyć o życie swoje i życie tych wśród których przebywamy. Nie ma zabawy w Kościół. Nie ma tak, że ludzie sobie porozmawiają coś, rozchodzą się i każdy żyje po swojemu. To, co jest nam dane, to jest zbawcze działanie Chrystusa. Nie możemy Mu odmówić przyjemności zbawienia nas. Bo kiedy Mu odmówimy przyjemności zbawienia nas, wtedy odmówimy przyjemności sobie samym, żeby być z Nim w wieczności. A to jest przyjemność największa dla nas: być wieczność z Tym, Który nas kocha, Który poszedł za nas na krzyż.

Później się może okazać, że człowiek kiedy będzie umierał będzie dopiero myśleć, co ja zrobiłem, czy zrobiłam, ze swoim życiem. Zamiast dać je Jezusowi, żeby On je przygotował do tego dnia śmierci, to sam, czy sama, sobie pozwalałem, czy pozwalałam, żyć po swojemu i teraz wchodzę w śmierć i nie mam życia, nie mam oręża, który pokonuje śmierć. Śmierć nie może pokonać śmierci. Tylko życie pokonuje śmierć. Więc wchodząc w ostatni dzień potrzebujemy życia Jezusa w nas, a nie jakiegoś ludzkiego pomysłu na życie. Jezus bardzo troskliwie mówi do Swojego zborownika: pamiętaj czego się nauczyłeś i co usłyszałeś i strzeż tego, zmień myślenie. Jeśli nie będziesz czujny przyjdę jak złodziej, nie dowiesz się o której godzinie to się stanie.

Potrzebujemy ratować się nawzajem w Chrystusie. To nie może być tak, że ludzie się bawią, że wybierają swoje własne decyzje i mówią: ja też jestem chrześcijaninem. Wstyd! Hańba! Jeśli człowiek myśli o sobie, że jest chrześcijaninem, a widać, że jest martwy. Hańba! Jeśli ktoś mówi, że żyje, a widać, że żyje tak jak świat. Hańba! Odstępstwo! Miłość wielu oziębnie – Słowo Boże mówi – w czasach końca. Wielu ludzi odwróci się od Chrystusa, wejdzie w filozofie diabelskie, w sposób myślenia diabła, który przybiera pozór pobożności, ale uczynkami swoimi wypiera się Chrystusa.

Dla nas jest tylko jedna Droga i to jest Ciało Syna Bożego. Nie ma innej drogi dla nas ludzi. Jeśli ta Drogą będziemy wracać to wygramy, dojdziemy i cel osiągniemy, bo On kocha nas. On nie odrzuca nikogo kto chce się zbawić, ratować w Nim. Przyjmie każdego, ale musimy się poddać Jego przemianom. On musi nas tak zmienić, żeby Ojciec był zadowolony z tego co Syn czyni w nas, w tobie i we mnie.

To jest miłość. Miłość nie chce mieć liczby. Miłość chce mieć tych, których zbawi, uratuje, wprowadzi do wieczności z wielkim zadowoleniem, w wielkiej uroczystości. Jezus mówi: kiedy wrócę po was żywych, wtedy posadzę was u stołu i będę wam usługiwał. Zobaczcie Jego zadowolenie, Jego szczęście. Posadzę i będę wam usługiwał – mówi tak do nas Jezus pokazując jakim szczęściem będzie dla Niego to, że doszliśmy z Nim do wieczności. Zobaczcie, że żywi potrzebują żywych wiadomości. Wielu ludzi czyta gazety, ogląda dzienniki, patrzą na wiadomości ze świata, sprawdzają co w świecie się dzieje przez telewizję i internet. Żywy potrzebuje żywych wiadomości! A żywe wiadomości skąd pochodzą? Tam, gdzie siedzi na tronie chwały Jezus Chrystus! Stamtąd przychodzą żywe wiadomości. Duch Święty przynosi do nas wiedzę, którą potrzebujemy my, dzieci Boże, żeby dojść do wieczności. To jest nasza najwyższa wiedza, którą Duch Święty oznajmia Kościołowi. Tej wiedzy potrzebujemy wszyscy, bo On nie zaniedba żadnej wiadomości, której dziecko Boże potrzebuje żeby osiągnąć wieczność! Tego bądź pewny! Wszystko co potrzeba nam wiedzieć do tego, żeby żyć pobożnie na ziemi i dotrzeć do wieczności pochodzi dla nas z Ducha Świętego. Nie potrzebujemy świata, żeby nas uświadamiał. Świata, który powoduje właśnie to, że chrześcijanie zaczynają się głupio zachowywać, reagować nieprawidłowo w doświadczeniach. A więc potrzebujemy prawdziwych, żywych wiadomości i potrzebujemy znać te wiadomości dzisiaj, każdego dnia, w każdej chwili. Niech Bóg nam pomaga w tym , abyśmy umacniali się nawzajem Tylko żywi, żywi Ciebie chwalą – gdzie to jest napisane? Na pewno w gazecie jakiejś. Czy w Biblii? Tylko żywi Ciebie chwalą – mówi Dawid – dziękuję, że mnie zostawiłeś wśród żywych, że mogę Cię chwalić. Tylko żywi, napełnieni Duchem Bożym ludzie chwalą Boga w duchu i w prawdzie – jak powiedział Jezus Chrystus – oddają Mu cześć i chwałę. Świętość jest ich przywilejem, ich szatą codzienną jest świętość. Nie wstydzą się świętości! Chlubią się Jezusem jako swoją świętością. Nie wstydzą się Jezusa, gdyż są święci, a świat tkwi w złym! Nie muszą już mówić tak jak świat! Mogą powiedzieć: żyję, bo żyje we mnie Chrystus. Paweł mówi: już nie żyję ja, ale żyje we mnie Chrystus, z tego się będę chlubić, że ja umarłem na krzyżu dla świata, a świat dla mnie. Niech Bóg nam pomoże.

My potrzebujemy coraz więcej z Boga, żeby dotrzeć do celu. Coraz więcej przeciwników wychodzi naprzeciw, a Kościół jest coraz bardziej umacniany w Duchu Bożym. To Duch Boży dba o nas. To On upomina Kościół o trzeźwość, czujność codzienną, o trwanie w Chrystusie, i wytrwanie do końca. Bez Ducha Świętego byśmy się dali tak owinąć diabłu wokół własnego jego ja, żebyśmy myśleli o diable, że to jest Chrystus, i byśmy mu cześć składali z wielkim upodobaniem. Wielu już to robi zamiast chwalić Jezusa życiem, prawdziwym życiem. Dobrze, że jeszcze czytamy w tym liście słowa: „lecz masz w Sardes kilka osób, które nie skalały swoich szat, więc chodzić będą ze Mną w szatach białych, dlatego, że są godni”. Śmierć – to skalane szaty, opuszczenie czystości Chrystusowej, życie według własnego ja i swoich pomysłów. I takich nauczycieli jest wielu w zborach, wielu, którzy uczą własnego ja, a nie Chrystusa. Bo już dawno skalali swoje szaty, dawno zapomnieli co to czystość, co to święte należenie do Jezusa, co to jest społeczność z Żywym, Wszechmogącym Bogiem. Śmierć, tylko śmierć, mogą przekazać dalej. Zobaczcie, rodzice fizyczni, matka, ojciec, co przekazują dzieciom swoim? Śmierć. Dziecko się rodzi i już idzie ku śmierci. Od Boga mamy życie, dla mnie i dla ciebie tak bardzo ważne. Nawet Paweł pisał w ten sposób, że ci, którzy myślą o rzeczach ziemskich już są jak wrogowie krzyża. I dla nich jest co? Zatracenie. A my mamy ojczyznę w niebie, Jezusa, Który stamtąd przyjdzie po nas. Aby dać nam co? Nowe ciało, wieczne. Mamy o co walczyć, mamy o co się zmagać i mamy o co się modlić i co nawzajem szukać i mamy o co się napominać nawzajem, żeby nikt nie chybił celu. Rozumiecie, ktoś może ci dać wysprzątany pięknie dom, wszystko poustawiane, meble, czyściutko wszędzie. I wpuszcza cię do domu. Wszystko piękne jest, wspaniałe, ale jaki ty jesteś w środku? Czy uporządkowany też? Czy docenisz ten porządek, który zastałeś? Czy będziesz żyć w tym porządku i funkcjonować w tym porządku? Czy zaczniesz zanieczyszczać ten dom swoim ja, swoimi pomysłami, swoimi brudami? Dostaliśmy czyste miejsce w Chrystusie. Co chcemy tam wnieść? Nasze brudy, naszą nieczystość i powiedzieć, że Chrystus to grzech? Przenigdy! – mówi apostoł Paweł. Chcemy skazić to piękne domostwo? Czy chcemy zachować tą świętość i czystość w tym miejscu, tą wspaniałość modlitwy Syna Bożego do Ojca i w Duchu Świętym też modlić się: Ojcze, Abba, wywyższam Cię Ojcze, chwała Ci Ojcze, że dałeś mi być synem Twoim, córką Twoją, już tu, na tej ziemi, Ojcze. Żeby w Duchu Chrystusowym chwalić Boga, po to tu jesteśmy. Martwy nie będzie tego czynił! Tylko żywi będą chwalić Boga! Martwy jest zajęty światem. Zbyt dużo pomysłów, zbyt dużo pragnień, zbyt dużo dążeń, zbyt dużo strat. A Chrystus? Przecież On dał już wszystko. Ale, żeby to od Niego wziąć to trzeba chodzić z Nim, należeć do Niego każdego dnia. Pamiętajmy: czujność i trzeźwość to jest świadectwo życia. Jezus był czujny i trzeźwy. Diabeł nigdy nie podszedł Jezusa. A jak ty żyjesz, o czym myślisz dzisiaj? Co jest twoim pragnieniem? Czy chcesz użyć grzech jako wyjście, jako sposób w doświadczeniu? Czy raczej życie?

Ewangelia Mateusza, dwudziesty czwarty rozdział. Niech Bóg dociera i pomaga nam. Albo się uratujemy jak Noe w arce, pozostając w niej do końca, albo wyjdziemy z arki i będziemy tonąć jak toną wszyscy śmiertelnicy. Wielu opuszcza i myślą, że potrafią żyć bez Jezusa. Nie ma takich możliwości! Od 42 wiersza:

„Czuwajcie więc, bo nie wiecie, którego dnia Pan wasz przyjdzie. A to zważcie, że gdyby gospodarz wiedział, o której porze złodziej przyjdzie, czuwałby i nie pozwoliłby podkopać domu swego. Dlatego i wy bądźcie gotowi, gdyż Syn Człowieczy przyjdzie o godzinie, której się nie domyślacie”.

Czuwajcie i bądźcie gotowi! Każdego dnia gotowi na spotkanie, ponieważ możemy przecież umrzeć, dziś może skończyć się nasze ziemskie pielgrzymowanie. Każdego dnia gotowi, że gdybyśmy umarli to On nas wywoła z grobu do wieczności z Sobą, bo należeliśmy do Niego. Umacniajmy się w Jezusie! Rozumiecie, że, że nie możemy stygnąć. Zagotujcie w czajniku wodę i i włóżcie zaraz po sekundzie palec w tą wodę. Włóżcie po dwóch, po trzech sekundach, po pięciu jeszcze, po dziesięciu. Zobaczycie jak długo wytrzymacie z tym palcem w tej wodzie. Ale czekajcie dłużej i powoli ta temperatura spadnie do takiej , że już nie będzie się nic działo. Tak też stygnie życie człowieka. Tak się schodzi z gorącości, płomienności żywego ducha w nas do martwego. To nie dzieje się tak od razu. Co dzień człowiek traci gorącość społeczności z Chrystusem. Co dzień coraz łatwiej znosi inną temperaturę niż ma Duch Święty. Co dzień coraz dalej i dalej i dalej. Aż w końcu już przestaje myśleć o tym , że Jezus przyszedł zbawić od naszych grzechów. I zaczyna się grzeszenie i mówienie, że to nie przeszkadza, żebym był zbawiony, czy zbawiona. To jest właśnie utrata tej gorącej płomienności.

Pamiętaj, że jeśli chcesz dotrzeć, jako zbawiony, do końca, to Słowo Boże mówi i do ciebie: kto zaczął w Chrystusie i dokończy w Chrystusie, ten będzie zbawiony. Nie ma innej drogi, innej możliwości. Nie ma tak: że zaczął w Chrystusie, a skończył sam, czy sama. To nie nadaje się do wieczności. Słowo Boże wyraźnie mówi: jeśli On zaczął to On też dokończy, używając też w tej sprawie Swoich sług, żyjących w mocy Jego Ducha.

Zobaczcie, ktoś ma firmę krawiecką i zatrudnia w niej, powiedzmy, mechaników samochodowych. Dobry to pomysł? Chyba nie za bardzo, co? Ciekawe, co by mechanik samochodowy uszył mi za szatę. Nie, on zatrudnia krawców, i on decyduje o tym co i jak oni to wykonują. Dostaliśmy ducha Chrystusowego, żeby on nad nami panował, decydował o tym co dzieje się z nami i przez nas, bo to jest praca, która musi podobać się Ojcu. Ojciec musi ją przyjąć na wieczność. I tu nie może być tak, że każdy kto zechce naucza Słowa Bożego. Żeby czegoś uczyć innych trzeba samemu być nauczonym, trzeba znać Jezusa i trzeba wiedzieć po co On przyszedł na tą ziemię. Przyszedł zbawić nas z naszych grzechów. Każdy wie, gdzie to jest zapisane? Olbrzymia większość wie. Ale czy to jest zapisane w życiu, codziennym życiu, w sercu naszym, w życiu naszym? Czy to jest Chrystus, który grzeszy? Nie! Jezus nie grzeszył i nie będzie grzeszył. Chrystus to jest święte życie, nowe życie.

A więc Jezus ostrzega i mówi: czuwajcie. 1 list do Koryntian 16,13:

„Czuwajcie, trwajcie w wierze”.

List do Kolosan 4, 2:

„W modlitwie bądźcie wytrwali i czujni z dziękczynieniem”.

1 Tesaloniczan 5,1-11:

„Przeto nie śpijmy (nie bądźmy martwi ) jak inni, lecz czuwajmy i bądźmy trzeźwi”.

1 Piotra 5,8:

„Bądźcie trzeźwi, czuwajcie! Przeciwnik wasz, diabeł, chodzi wokoło jak lew ryczący, szukając kogo by pochłonąć”.

Objawienie 16,15:

„Oto przychodzę jak złodziej; szczęśliwy ten, który czuwa i pilnuje szat swoich, aby nie chodzić nago i aby nie widziano sromoty jego”.

Dzieje Apostolskie 20, 29 – 31:

„(…) Przeto czuwajcie! Pamiętajcie, że przez trzy lata we dnie i w nocy nie przestawałem ze łzami napominać każdego z was”, z powodu waszej oporności na życie Jezusa w was.

Jan 16,33:

„Na świecie ucisk mieć będziecie, ale ufajcie, Ja zwyciężyłem świat”.

2 Tymoteusza 4,5:

„Ale ty bądź czujny (trzeźwy) we wszystkim”, trwaj całkowicie w Słowie Boga.

Jezus zawsze mówił: Pójdź za mną. Za kim dzisiaj idę ja, za kim idziesz ty? Czy to jest ten sam Chrystus, który jest życiem wiecznym, ten, Który przyszedł zbawić nas z naszych grzechów. Idźmy za tym jednym, On jest życiem wiecznym! On jest świętym życiem, nieskalanym życiem. On jest tym krzewem winnym, dzięki któremu my możemy żyć. Apostoł Paweł chcąc to bardzo wyraźnie pokazać w liście do Galacjan w 5 rozdziale napisał w ten sposób od 19 wiersza:

„Jawne zaś są uczynki ciała, mianowicie: wszeteczeństwo, nieczystość, rozpusta, bałwochwalstwo, czary, wrogość, spór, zazdrość, gniew, knowania, waśnie, odszczepieństwo, zabójstwa, pijaństwo, obżarstwo i tym podobne”. Mógłby wymieniać wiele. Pokazuje tu śmierć. „O tych zapowiadam wam, jak już przedtem zapowiedziałem, że ci, którzy te rzeczy czynią, Królestwa Bożego nie odziedziczą” . To jest śmierć. Później pokazuje życie: „Owocem zaś Ducha są: miłość, radość, pokój, cierpliwość, uprzejmość, dobroć, wierność, łagodność, wstrzemięźliwość. Przeciwko takim nie ma zakonu”.

Zakon nie ma nic do życia. Nic nie ma do Jezusa, ale zakon ma wszystko do powiedzenia co do śmierci. Zapłatą za grzech jest śmierć. Jeden owoc pokazuje śmierć, a drugi pokazuje życie. Po owocu poznaje się śmierć i życie. Z ciała żnie się skażenie, z Ducha – żywot wieczny. A więc zobaczmy jak bardzo ważne jest, abyśmy byli czujni i trzeźwi każdego dnia, dzisiaj, jutro, pojutrze, w każdej chwili. Aby żyć tu na ziemi dzięki Jezusowi i tak podchodzić do siebie nawzajem. Nie mamy się bawić ze sobą, ani z nikim, nie mamy być układnymi ludźmi . Nie mamy być takimi ludźmi, którzy przybierają jakiś pozór, żeby z kimś się ułożyć. My zostaliśmy już zbawieni od układania się z ludźmi i z diabłem też. Mamy Jezusa jako jedyną wiedzę z którą chcemy żyć i dotrzeć do wieczności. Jezus przyszedł zbawić, a nie zająć nam naszego czasu. Zbawić nas od nas samych, stać się naszym życiem. To jest podstawa żywych. I wtedy taki człowiek może powiedzieć innym o Jezusie Chrystusie, sam do Niego należąc, czy sama do Niego należąc.

Tych potrzeba na ziemi, którzy ze swoim życiem się nie bawią ani z życiem innych, którzy sami umarli dla świata, aby pomagać też innym umrzeć dla świata, żeby nie żyli już dla samych siebie, ale dla Chrystusa. I to jest podstawa. I albo człowiek za tym idzie albo nie. To, co mówiliśmy: albo człowiek w takim zborze zostaje albo z tego zboru wychodzi. Tak jak mogli uczniowie zostać przy Jezusie albo od Niego odejść. Jeśli serce lgnie, tak jak powiedział Piotr: Panie, Ty masz Słowa żywota, do kogóż pójdziemy, wtedy ten człowiek zostaje z Jezusem, a jeśli mu się nie podobają słowa żywota to wtedy odchodzi od Jezusa. Taka jest kolej rzeczy.

Pamiętajmy o tym. Niech Bóg nam pomoże, żebyśmy i dzisiaj mogli, znając Jezusa, pilnować się Go takim jakim jest i pomagać innym też w tej świętej sprawie dotarcia do wieczności. Olbrzymia, wspaniała sprawa. Powiem wam, że najwspanialszą sprawą jest pomóc sobie nawzajem w tym, aby dotrzeć do wieczności. Wspierać się nawzajem, napominać miłując siebie nawzajem. Mówić sobie prawdę, którą powiedział nam Jezus Chrystus, w którą Duch Święty nas wprowadza, usługiwać sobie nawzajem tym czym usługuje nam Pan Jezus Chrystus. Czynić to, co On nam czyni.

Paweł pięknie napisał, że nie umiałby pocieszać innych, gdyby sam nie był pocieszany przez Boga. Nie umiałby by być cierpliwy, gdyby sam nie doznał cierpliwości, nie umiałby kochać, gdyby sam nie był kochany. Wszystko co mamy dobre i pożyteczne pochodzi od Boga, i w Jezusie Chrystusie jest nam to dane, a Duch Boży to wnosi w nas oczyszczonych krwią Jezusa. Duch Święty wnosi ożywienie, wnosi życie Jezusa Chrystusa i zmienia się człowiek cały i ciało i dusza i duch. Ten człowiek wie, że już nie należy do siebie i nie sam decyduje o sobie i innych, ale decyduje już w nim Chrystus dla chwały Ojca i Swojej . Amen.


http://tylkochrystus.blog.pl/2014/11/08 ... h-czesc-1/
http://tylkochrystus.blog.pl/2014/11/09 ... h-czesc-2/
http://tylkochrystus.blog.pl/2014/11/10 ... h-czesc-3/
http://tylkochrystus.blog.pl/2014/11/11 ... h-czesc-4/
http://tylkochrystus.blog.pl/2014/11/12 ... h-czesc-5/
veteran
 
Posty: 517
Dołączył(a): 1 paź 2014, o 17:38
Lokalizacja: Władysławowo

Re: Marian Łaszewski - nauczanie

Postprzez veteran » 29 lis 2014, o 12:35

Znam uczynki twoje
veteran
 
Posty: 517
Dołączył(a): 1 paź 2014, o 17:38
Lokalizacja: Władysławowo

Re: Marian Łaszewski - nauczanie

Postprzez veteran » 18 gru 2014, o 22:37

Życie i śmierć w mocy języka
veteran
 
Posty: 517
Dołączył(a): 1 paź 2014, o 17:38
Lokalizacja: Władysławowo

Re: Marian Łaszewski - nauczanie

Postprzez veteran » 3 sty 2015, o 22:45

Mądry i głupi sługa

Wczoraj rozmawialiśmy o pannach głupich i mądrych, z 25 rozdziału Ewangelii Mateusza. Płynęły tu takie wnioski, by wykorzystywać każdy czas naszej wędrówki, by później nie okazało się, że kiedy przyjdzie ostatni moment doświadczenia, to nie będziemy gotowi. Zmarnowaliśmy na przykład ileś dni chrześcijańskich, a później raptem słychać okrzyk, że nadchodzi Oblubieniec i dociera do nas, że zabrakło nam tego, co jest potrzebne i przestajemy świecić. Nie zebraliśmy tej oliwy tyle, ile trzeba i zastaliśmy zamknięte drzwi. Mądre panny są z Oblubieńcem, a my na zewnątrz. I koniec!

Dlatego ważne jest, by wykorzystywać czas dzisiaj, póki żyjemy, aby zbierać sobie skarby, by być przygotowanymi na spotkanie z Panem. Pan Jezus mówi: „te, które były gotowe”, a więc, czy jestem dzisiaj gotowy, czy myślę o tym, żeby być dzisiaj gotowym? Czy też życie moje biegnie sobie tak, jak w religii; pomodlę się, pośpiewam? Ale czy przygotowuję się na spotkanie z Panem, czy Duch Święty może pracować we mnie, by przygotowywać mnie? Gotowość to jest bardzo ważna rzecz. Psalmista mówi: „gotowe jest serce moje”. Apostoł Paweł mówił, że może odejść do Pana, bo biegu dokonał, wiarę zachował i jest gotowy.

Chciałbym, żeby każdy myślał teraz intensywnie: Czy jestem gotowy, czy moje dni wyglądają jak dni człowieka, który przygotowuje się na spotkanie z Panem? Czy zbieram sobie skarby w niebie? Jak może zbierać skarby np. młody chłopak, który nie ma swoich dochodów? Jest na pewno wiele sposobności pomocy np. ludziom obciążonym pracą, osobom starszym na ulicy, kolegom, koleżankom w szkole, ale zawsze z ochotnym sercem, jako dla Pana. Czasem jest tak, że ktoś zasłania się potrzebą czytania Biblii ,ale idzie do domu i wcale nie czyta jej. Dobrze jest o tym pamiętać teraz, by nie odkładać tego na później, gdyż może już nie być tego „później”.

Pan Jezus mówi: zbierajcie sobie teraz, bo kiedy głos odezwie się, że Oblubieniec wraca, będzie już za późno. Czyń to teraz, przewidując to, co powiedział Pan. „Wykorzystujcie czas, gdyż dni są złe.” W swoim domu można wiele dobrych rzeczy uczynić, np. posprzątać, ugotować posiłek, żeby sprawić radość zmęczonej mamie wracającej z pracy. Mama może powiedzieć: „Boże, ja dziękuję za to dziecko”. Młody człowiek ma obowiązek przygotowywać się tak, jak i ten, który pracuje i zarabia. Naprawdę trzeba o to troszczyć się i starać, trzeba być wśród mądrych, którzy przygotowali się na spotkanie z Panem. Czasami młody człowiek jest tak leniwy już, że tylko czeka, żeby wszyscy kręcili się wokół: ugotować, wyprać, posprzątać, wszystko przygotować i jeszcze mieć pieniądze, by miał na to, czy na tamto. Myśli, że to należy mu się i nie zbiera sobie skarbów w niebie, nie widzi potrzeby naśladowania Jezusa. Praktykujcie to, ponieważ jest to bardzo ważne.

Jeśli ktoś powie: „Boże ja ci dziękuję za niego”, to już macie skarb. To mogą być małe rzeczy, większe, zaczyna się od małych – „kto w małym jest wierny, będzie też wierny w większych rzeczach.” Ale jeśli młody człowiek wpada do domu, by tylko szybko zagrać sobie w fajną grę, i tak zeszło do wieczora, to nie zebrał sobie w tym dniu nic w niebie. Może wyjść na ulicę i napatoczyć się na jakiegoś pijanego kierowcę, i zginąć w wypadku samochodowym. Odchodzi i już nic nie może zmienić. Człowiek myśli: „jestem młody, zdrowy, nic mi nie grozi”. Na tej ziemi młodzi i zdrowi ludzie tak samo umierają, w jednym ułamku sekundy giną w wypadkach samochodowych, w różnych wydarzeniach. Pamiętajcie młodzi ludzie: pracujcie już dzisiaj, bo nie wiecie kiedy przyjdzie na was śmierć.

Pomyślmy teraz, co my, dorośli możemy robić, by zbierać sobie skarby w niebie. Ile razy powie ktoś: „Boże ja ci dziękuję za tego człowieka”? Różną cenę trzeba zapłacić, czasami finansową, czasami czas. Chrześcijaństwo to nie jest tylko to, że siedzisz z nosem w Biblii, modlisz się i śpiewasz, to jest również zbieranie sobie skarbów w niebie. Wykorzystujesz to słowo, by zgodnie z tym słowem czynić wolę Bożą. Pan Jezus też przyszedł na ziemię i służył, i wielu ludzi mogło dziękować Bogu za Jezusa, który okazał im miłość, przebaczenie. Na pewno ta kobieta, która miała zostać zabita kamieniami, a odeszła w wolności, dziękowała Bogu, że postawił na jej drodze tego Nauczyciela, który okazał jej tyle miłosierdzia. Ilu ludzi dziękuje Bogu, że spotkało cię na swojej drodze? Jeśli jest złorzeczenie z powodu Chrystusa, to też są skarby. Ale kiedy żyjemy dla samych siebie egoistycznie i nikt nie dziękuje za nas, możemy mówić pewne rzeczy, lecz nie czynić, to również nie zbieramy sobie skarbów.

Jak zrobić, byśmy umieli żyć praktycznie jako chrześcijanie? Bardzo często, kiedy robisz coś dobrego, wróg chce zniechęcić ciebie: „nikt nie widzi tego, nikt nie zwraca na to uwagi”. Ale Pan mówił, że wystarczy, kiedy niebo zwraca na to uwagę. Skarby mamy zbierać sobie w niebie, a nie w ludzkich sercach. Jeśli robisz to, myśląc o Bogu, to jest to prawidłowe. Nie mamy ludziom podobać się, ale Bogu. Jeśli ludzie chwaliliby tylko ciebie, nie znając w ogóle Boga, to zyskałeś własne imię, ale jeśli z powodu ciebie, chwalą Boga, to jest to też, że oni usłyszeli od ciebie o tym Bogu, który wpływa na ciebie i powoduje, że zmienia się twoje życie.

Wszyscy musimy myśleć o tym, że nadejdzie dzień, kiedy wróci Jezus. Czuwajcie, gdyż nie wiecie, kiedy ten dzień nadejdzie. Musimy być praktycznymi ludźmi, którzy codziennie są gotowi. Mądre panny były gotowe i mogły spotkać się z Panem. Nie możemy żyć bezmyślnie jako chrześcijanie. Dni, wydarzenia gnają nas i diabeł chce, żebyśmy zapomnieli po co tu jesteśmy i tak, jak wczoraj mówiliśmy, zgromadzajcie się, śpiewajcie, módlcie się, ale nie bądźcie praktyczni, myśląc, że wszystko jest w porządku. Pan Jezus jest praktyczny i chce nauczyć nas wiary czynnej w miłości. Musimy uczyć się tego codziennie i nie jest to łatwe. Musimy modlić się o siebie, by wracać tą wąską drogą i czynić to, co chce Pan. Nie modlimy się, bo nie widzimy potrzeby, nie wytwarzamy atmosfery potrzeby modlitwy.

Jeśli otwieramy się i zaczynamy praktycznie przebywać ze sobą, wtedy też doznajemy potrzeby wzajemnej modlitwy, by błogosławić się w pracy, w szkole i żeby modlitwy te mogły docierać do Boga. Wyrażamy prośby w modlitwie, a później w ogóle nie spodziewamy się Bożego działania. Zapominamy o tym, że chcemy, by Bóg był z nami i dajemy wciągnąć się w wir tych doświadczeń i one znowu wytwarzają klimat pośpiechu, zaabsorbowania, gonitwy, ścigania się z czasem i pozyskiwania ziemskich wartości.

A tu jest gotowość innego rodzaju, żeby kiedy przyjdzie Oblubieniec, żeby być człowiekiem, który ma lampę, ale też i olej, aby świecić, wyjść naprzeciw Pana, by ciemność nie przemogła.

„A czynić dobrze nie ustawajcie, gdyż pewnego dnia będzie żąć bez znurzenia.” Ta światłość nie będzie czymś, co będzie gasnąć, lecz będzie czymś normalnym i wspaniałym.



W dalszej części, kiedy Pan Jezus mówi te słowa o mądrych i głupich pannach, przechodzi do następnego obrazu i czytamy 25 rozdział, od 14 wiersza:

Będzie bowiem tak jak z człowiekiem, który odjeżdżając, przywołał swoje sługi i przekazał im swój majątek.

Pan Jezus pokazuje tu pewien obraz. Pan Jezus jest tym Panem, a my sługami. Pan przywołuje swoje sługi i obdarza ich swoim majątkiem. To, co masz czystego, pięknego, czy szlachetnego, to jest od Pana. Pan obdarza nas swoim majątkiem swoim bogactwem. Po co Pan czyni to? Pan chce, by to bogactwo było używane. Pa mówi o tym w ten sposób:

I dał jednemu pięć talentów, a drugiemu dwa, a trzeciemu jeden, każdemu według jego zdolności, i odjechał. A ten, który wziął pięć talentów, zaraz poszedł, obracał nimi i zyskał dalsze pięć. Podobnie i ten, który wziął dwa, zyskał dalsze dwa. A ten, który wziął jeden, odszedł, wykopał dół w ziemi i ukrył pieniądze pana swego.

Zobaczcie, Pan Jezus daje ten skarb według zdolności człowieka. Widząc tego, który jest bardziej zdolny, gotowy, gorliwy, trzymający się Pana, daje mu więcej, bo to więcej będzie mógł on używać i to więcej nie przytłoczy go. Drugi jest mniej zdeterminowany, powiedzmy nie jest to już jak apostoł Paweł, by tak postępować i dostał dwa talenty. Ma gorliwość, ale nie aż taką. I jest człowiek, który dostaje tylko jeden talent. Pan daje mu najmniej, gdyż człowiek ten będzie najmniej w stanie poradzić sobie z tymi doświadczeniami. To jest piękne, że Pan nie chce zarzucić człowieka, ale daje w zgodzie z tym, jak ten człowiek będzie w stanie przyjąć to.

Widzimy, że to, co uczynił ten pan, to było mądre posunięcie. Ten, który wziął pięć talentów, zaraz poszedł, nie radząc się ciała, ani krwi. I co zaczął robić? Obracał nimi i zyskał dalsze pięć.

Każdemu w Kościele zostało dane, w zależności od tego, ile będziesz w stanie przyjąć, aby pomnażać to. Podobnie i ten, który wziął dwa, zyskał dalsze dwa. Ten człowiek również pomnożył. Ale ten, u którego Pan widzi najmniejsze zdolności, najmniejszą ochotę, dostaje również z tego bogactwa, bo jest sługą. Pan chce używać wszystkie sługi. Człowiek ten jednak zakopał swój talent, nie miał serca, by pracować dla Pana. Człowiek ten nie był gotowy, by używać to dla chwały Tego, który dał mu to. Chciał żyć dla swojej chwały, a więc zakopał to, co Pan mu dał i żył dalej dla siebie. Robił to, co uważał, jak chciał. Nie używał bogactwa Pana, by mogło pomnażać się.

I są tu takie słowa:

A po długim czasie powraca pan owych sług i rozlicza się z nimi.

I znowu mija jakiś długi czas, jak przy mądrych i głupich pannach. Przez cały czas Pan Jezus pokazuje, że będzie długi czas od Jego odejścia do nieba i powrotu po nas. Czuwajcie, to jest długi czas. Komu mało dano, mniej się od niego wymaga. Komu więcej dano, więcej wymaga się od niego. Każdy otrzymuje zgodnie z jego zdolnościami, ale każdy coś dostanie, każdy dostał coś.

Kiedy nawróciliśmy się, Pan udzielił nam ze swego bogactwa po to, żebyśmy mieli czym służyć innym. A służąc tym, co dostaliśmy od Pana, będziemy pomnażać to i płynie korzyść w tym. Imię Pana jest uwielbione, a ktoś inny może zobaczyć w tym cenność, której będzie bardzo pragnął, aby przyjść do tego Pana, szukać Go, potrzebować Go i czerpać z Jego skarbów. Człowiek, który wcześniej kradł, będzie chciał móc dawać. Tak, jak mówi apostoł Paweł: „ten, który kradł, niech kraść przestanie, a pracą własnych rąk, niech zarabia, by mógł udzielać potrzebującemu”.

Widzimy, że jest to przemyślane działanie i każdy z nas, którzy zostaliśmy ochrzczeni, dostaliśmy od Pana to, co jest potrzebne w służbie, aby mieć z czego usługiwać. Apostoł Paweł mówi, że jeśli chcesz więcej służyć, to pragniesz dobrej pracy, ale też będziesz miał więcej doświadczeń. Potrzebujesz więcej bogactwa, żeby móc więcej rozdawać innym, bo więcej ludzi będzie korzystać z tego.

I przystąpiwszy ten, który wziął pięć talentów, przyniósł dalsze pięć talentów i rzekł: Panie! Pięć talentów mi powierzyłeś. Oto dalsze pięć talentów zyskałem. Rzekł mu pan jego: Dobrze, sługo dobry i wierny! Nad tym, co małe, byłeś wierny, wiele ci powierzę; wejdź do radości pana swego.

Padają tu takie słowa, że w tym co małe byłeś wierny. To znaczy, że to co jest na ziemi nie jest takie wielkie. Jest to cząstka tego o wiele wspanialszego bogactwa, które mamy tam, współdziedzicząc z Chrystusem w niebie. Ale to, co tu na ziemi, już jest szlachetnym jego wpływem na nas, który powoduje, że inaczej mogą być postrzegane rzeczy przez nas i inne pragnienia mogą być w nas, żeby dawać, żeby służyć, żeby nawet nieraz nie dospać, jak Pan Jezus, żeby być gotowym znieść przeciwności, aby uczynić to, co jest miłe Panu i pomnożyć dla Jego chwały. Ten człowiek, który pomnożył przychodzi i oddaje to Panu swemu. Nie przypisuje sobie chwały za pomnożenie, a składa dziękczynienie za to, co Pan uczynił, dając mu w zaufaniu takie bogactwo. I słyszy piękne słowa: „dobrze sługo dobry i wierny.”

Potem przystąpił ten, który wziął dwa talenty, i rzekł: Panie! Dwa talenty mi powierzyłeś, oto dalsze dwa talenty zyskałem. Rzekł mu pan jego: Dobrze, sługo dobry i wierny! Nad tym, co małe, byłeś wierny, wiele ci powierzę; wejdź do radości pana swego.

Tych dwóch usłyszało piękne słowa. Byli chętni pracować dla Pana Jezusa. Gotowi byli żyć dla Jezusa z ochotnego serca. Ten trzeci nie miał ochoty żyć dla Jezusa, ponieważ wolał żyć dla swego imienia. Był bardziej zainteresowany swoim imieniem, niż imieniem Jezusa. Ten sługa zakopał bogactwo Pana.

Wreszcie przystąpił i ten, który wziął jeden talent, i rzekł: Panie! Wiedziałem o tobie, żeś człowiek twardy, że żniesz, gdzieś nie siał, i zbierasz, gdzieś nie rozsypywał. Bojąc się tedy, odszedłem i ukryłem talent twój w ziemi; oto masz, co twoje.

Uznał, że Pan jest twardy i zdecydowany, inaczej, tak jak Słowa Pana są zdecydowane, są mocne. Każdy z nas dostał ileś od Pana. Czy chcemy używać to dla chwały Jego imienia? Czy imię Jezusa jest dla nas więcej warte niż nasze? Musimy zdać sobie z tego sprawę, bo stając się Jego sługami, dostaliśmy skarb, którym mamy posługiwać się. Dobrze, gdybyś miał te pięć talentów, żeby Pan mógł powiedzieć: „daję ci pięć, obracaj nimi, pomnóż, uczyń to, co jest miłe twemu Panu. Wydaj obfitszy plon, bądź ochotnego serca, ciesz się, że możesz żyć dla imienia Jezusa, niech rzeczy tego świata nie zabiorą ci tego, co najcenniejsze.” Raduj się, gdy twoje życie może być używane dla Pana, wtedy to bogactwo będzie pomnażać się. Inni ludzie zaczną cenić sobie Pana, dziękując, że gdzieś na swojej drodze spotkali ciebie, który mogłeś ubogacić też tym, co dał ci Jezus, okazać im to, co spotkało cię od twego Pana, Jezusa Chrystusa.

A odpowiadając, rzekł mu pan jego: Sługo zły i leniwy!

Padają już inne słowa, nie dobry, wierny, tylko zły i leniwy. Nie chciało ci się żyć dla Pana. Dostałeś akt zaufania, powierzono ci coś pięknego, a ty nie chciałeś tego używać, aby imię Jezusa było uwielbione. Wolałeś zakopać to i ukryć to przed ludźmi, aby oni nawet nie wiedzieli o tym, że stałeś się sługą Jezusa, żeby nie mogło się to w jakikolwiek sposób pomnożyć.

Pan Jezus mówi tak:

Powinieneś był więc dać pieniądze moje bankierom, a ja po powrocie odebrałbym, co moje, z zyskiem.

Tak myślałem o tych bankierach. Przecież Pan Jezus nie wysyłał do banku tego człowieka. Myślę, że Pan Jezus mówiąc o bankierze, myślał o tym słudze, który pomnożył najwięcej. Dobry bankier to ktoś, kto umie pomnażać to, co dostaje. W tym słudze, który dostał najwięcej, widać najwięcej umiejętności, by pomnażać. Co przez to Pan chce powiedzieć? Tak dotarło do mnie: jeśli sam nie umiesz pomnażać tego, co dostałeś od Pana, czy jesteś za leniwy, żeby pomnażać to, wtedy dołącz do człowieka, który umie pomnażać. I stając u jego boku z tym bogactwem, które dostałeś od Pana, pracuj z tym człowiekiem, który wie dla czyjego imienia żyć. A wtedy, gdyby wrócił Pan, powiedziałby: „sługo dobry i wierny, chociaż sam nie umiałeś, jednak wiedziałeś kogo uchwycić się, aby uczynić to, co jest Mi miłe”. Jeśli sam nie potrafisz, to staraj się dołączyć do tego, który potrafi. Módl się, troszcz się o to, powierz to bankierowi.

Pan odebrał od jednego i od drugiego z zyskiem. Jest jakiś brat, czy siostra ochotnego serca, gorliwi dla Pana, żyjący dla Pana, a ty masz od Pana, by pomóc komuś, czy kogoś wspierać, ale jakoś ciężko ci wyruszyć, to może wsiądź do samochodu brata i jedź z nim, żeby tylko nie okazać się leniwym, który zaniedbał, zakopał, ukrył i nie mogło pomnożyć się.

Zobaczcie, jak Pan poważnie traktuje to:

Weźcie przeto od niego ten talent i dajcie temu, który ma dziesięć talentów.

Ktoś mógłby powiedzieć: „Panie, on już ma, po co mu jeszcze?” Dlatego, że umiejętnie żył dla Jezusa.

Każdemu bowiem, kto ma, będzie dane i obfitować będzie, a temu, kto nie ma, zostanie zabrane i to, co ma.

Jeśli nie pomnożyłeś i nie masz pomnożenia, to zabrane będzie ci i to, co dostałeś. Nie pójdzie to z tobą w miejsce zatracenia. Zostanie ci to odebrane i dane temu, który wiedział co robić z tym, co dostaje od Pana.

A nieużytecznego sługę wrzućcie w ciemności zewnętrzne; tam będzie płacz i zgrzytanie zębów. Mat.25,14-30.

Zobaczcie jaka ważna jest gotowość życia dla Pana, zbierania sobie skarbów w niebie, pomnażanie tego, co dostałem od Pana, myślenie o tym, co Pan uczynił, kiedy ubogacił mnie ze swego bogactwa. Po co Pan ubogacił mnie? Czy po to, bym zamknął się w jakimś zborze i zakopał to i siedział, czy żebym używał to, żyjąc pośród tego świata po to, by imię Pana było wywyższone, by mogło to pomnażać się?

A więc Pan Jezus mówi o mądrych i głupich pannach, później mówi o sługach mądrych i głupich, a później pokazuje sąd. Ten 25 rozdział, od 31 wiersza pokazuje sąd. Pan nie mówi tutaj: „wy wierzyliście, to idziecie na wieczność, a wy nie wierzyliście, to idziecie na stracenie.” Pan mówi: „cokolwiek uczyniliście jednemu z tych najmniejszych moich braci, Mnie uczyniliście to. Wchodźcie do mojej radości. A jeśli nie uczyniliście cokolwiek temu najmniejszemu, Mnie tego nie uczyniliście. Idźcie precz w ogień.” Pan Jezus pokazuje podział: mądry – głupi, pokazuje kto jest mądry, a kto głupi, żebyśmy nie chybili celu. Mądry jest ten, kto przygotowuje się na spotkanie z Panem, głupi zaś myśli, że wystarczy mu wiara. Mądry to ten, który pomnaża to, co dostał od Pana, głupi zaś myśli, że jeśli zakopie, to Pan nic nie zrobi mu, przynajmniej będzie zadowolony, że nie stracił nic z tego, co dostał. Pan potem pokazuje, że jako Sędzia będzie wyrokował sprawiedliwie.

Co wynosimy z tego my, ludzie, którzy możemy dzisiaj czytać te słowa? Jakie wnioski wyciągamy? Czy możemy żyć lekkomyślnie jako chrześcijanie, wiedząc, że jest podział na tych, którzy wejdą do wiecznej radości i na tych, którzy będą wyrzuceni do wiecznych cierpień? Czy możemy lekko traktować naszą chrześcijańską wędrówkę? Dni, lata mijają, a człowiek jakby nie zmienia się, nie widać wpływu bogactwa Jezusa. Powoli widać nawet jak człowiek zakopał to, co dostał, nie używa już tego. Jego światło stoi już pod korcem.

Musimy zdać sobie sprawę, że nie mogą być puste zgromadzenia, po których wychodzisz i nie wiesz co masz robić. Umysł masz napakowany wiedzą, ale nie masz pojęcia, co masz robić. Jezus zawsze mówił: „idź i rób to, co już wiesz, idź do nich, powiedz im, nie grzesz więcej, jeśli już wiesz, to praktykuj to.” Mamy być praktyczni, a nie teoretyczni. Teoria jest potrzebna, ale teoria bez praktyki czyni to, że możesz mieć fantastyczne poznanie, ale jeśli nie robisz tego, to co z tego poznania? To jest jak chmura bez deszczu, która wygląda fantastycznie, ale nadal jest sucho, nic nie ma. Dlatego bądźmy praktyczni i pomyślmy sobie, co możemy zrobić w tej, czy w innej sprawie, wiedząc, co dostaliśmy od Pana. Jeden dostał to, drugi co innego. Jeden myśli: może łatwiej gościć kogoś, może dostałeś dar gościnności i możesz okazywać wiele serca w tej sprawie. Ludzie będą mówić: „Boże, ja w takim domu nie byłem już od lat.” To mogą być proste rzeczy. „Boże, jak ja dziękuję ci za tego mojego syna”.

Wiecie, ile razy dziękujesz za kogoś w kim zobaczyłeś cenność Chrystusa, mogę powiedzieć ci, że ten człowiek będzie zaatakowany przez diabła. Zaraz po twoim dziękczynieniu diabeł zaatakuje tego człowieka, żeby udowodnić, że tak nie jest. Zawsze tak było, nigdy nie było inaczej. Jeśli podziękowałem za kogokolwiek, zaraz był zaatakowany. Pomyślałem, że może lepiej nie dziękować. Tak, bo diabeł jest wściekły, że ktoś ma coś w niebie i chce zaatakować go, by zabrać mu to. Nie było jeszcze ani razu tak, żebym podziękował za kogoś i żeby nie spadło na niego doświadczenie. Naprawdę, ale lepiej dziękować. Nawet nie mówię temu komuś, że dziękuję za niego Bogu, a doświadczenie spada. Diabeł wie, że podziękowałem i on strasznie nienawidzi tego. Podziękowałem, bo widziałem Jezusa. Nie tak sobie: „o, fajnie, dziękuję ci Panie Boże.” Ale jeśli widziałem Jezusa w tym człowieku i podziękowałem Panu, to na tego człowieka diabeł napadł, żeby udowodnić, że tak nie jest. I człowiek musiał przeżyć doświadczenie. Jeśli spada na ciebie jakieś doświadczenie, które chce odebrać ci ten skarb, to wiedz, że ktoś już podziękował za ciebie. Za najwyższy zaszczyt poczytuj sobie, kiedy takie doświadczenia spadają na ciebie, bo jest to wynik życia Jezusa w tobie. My wielu rzeczy nie rozumiemy, ale gdy zaczynamy rozumieć, wtedy pojmujemy, dlaczego wróg atakuje zaciekle. Musimy przez to przejść i przejdziemy, należąc do Pana, a to jeszcze bardziej pokaże nam, że to co mamy, zawdzięczamy Panu. Gdyby nie Pan, to wróg zniszczyłby nas, ale dzięki Panu przechodzimy i możemy dalej czerpać.

A więc, jeśli uczymy się czegoś ze Słów Jezusa, nie możemy być ludźmi lekkomyślnymi, tak lekko czytającymi sobie Biblię i idącymi dalej.

Przechodzę teraz do Magdy. Magda pozmywała podłogę i spodziewa się, że kiedy mama wróci z pracy, ucieszy się. Mama miała zły dzień w pracy i kiedy wraca jest tak podenerwowana i nawet nie widzi, że jest czysto, tylko widzi zupełnie co innego. Wróg nie chce, żeby czynić dobro, chce zniszczyć to. I wtedy jak bardzo ważne jest, żeby człowiek trzymał się Jezusa, przeszedł przez to i doszedł do tego, że robię to przecież dla Pana. Kiedy zwyciężysz, nie odreagowując, zbierasz sobie skarby w niebie. Będę robić to dalej, choćby nikt nie zauważył tego. Po jakimś czasie mama mówi: „o, Panie Boże, dziękuję ci, że tak kształtujesz moją córkę.” Jeśli ulegniesz złemu: „to nigdy nie będę tego robić!”, nie masz skarbu w niebie. Kiedy siejecie cierpliwie, czekacie na plon. A człowiek chciałby od razu; zasiał i chce od razu zbioru. Chce, żeby wszyscy zobaczyli, a na drugi dzień: „nie muszę tego robić, bo już mam nazbierane skarby”. Później jest spadek, minus.

Myślę, że to jest ważne, żebyśmy uczyli się tego praktycznie i nie zaniedbywali czasu swego nawiedzenia. Nie bądźmy chrześcijanami, którzy nie wiedzą po co jesteśmy. Bądźmy tymi, którzy wiedzą, że jesteśmy po to, by czynić dobro, nie spodziewając się zwrotu. Jeśli będziemy czynić to praktycznie, będzie w nas rozwijało się to, co jest bliskie Jezusowi i pewnego dnia usłyszymy: „sługo dobry i wierny, byłeś mi wierny w małym, wejdź do radości Pana swego.” Wygrajmy tą bitwę. Pan nie mówi pustych Słów. Pan mówi do nas, żebyśmy przygotowywali się i by nasze serca były napełnione tym, co uczyniliśmy w imieniu Jezusa, żeby olej był wlany. Pamiętajmy. Nie wiemy kiedy nastąpi dzień, kiedy podniesie się okrzyk w niebie, kiedy Oblubieniec wyjdzie naprzeciw nas. Może być, że ci, którzy nawrócili się w młodym wieku już nigdy nie dorosną do starszego, że skończy się to już w młodym wieku i Pan wróci. Gotowość jest ważna dla każdego chrześcijanina, bez względu na wiek. Czuwajcie, gdyż nie wiecie, czuwajcie. Bądźcie gotowi, bo Pan nadejdzie o takiej godzinie, której nie spodziewacie się. Pilnujmy tego, starajmy się, nie róbmy tego dlatego, żeby ludzie nas chwalili, bo przegramy bitwę.

Apostoł Paweł pisze do Tymoteusza: „Poświadczam zaś, że odebrałem wszystko, nawet więcej niż mi potrzeba; mam wszystkiego pod dostatkiem, otrzymawszy od Epafrodyta wasz dar, przyjemną wonność, ofiarę mile widzianą, w której Bóg ma upodobanie.” 2Tym.4,18.

Jeśli ktoś wyrusza do pracy dla Pana, a ja mam więcej niż potrzebuję, to powierzam mu to, a on używając tego, używa to na moje konto. Na przykład, wierzący wiedzieli, że mogą powierzyć Pawłowi i on nie zużyje tego dla siebie samego, ale przeznaczy na sprawy Pańskie. I to jest właśnie to doświadczenie. Są pewni bankierzy, którzy pięknie pomnażają. Biblia w wielu miejscach mówi o finansach, ale są również inne sposoby pomnażania.

Dobrze jest zauważyć to, jaki mam talent. Na przykład Miller miał taki talent, że był jak skarbnik chrześcijański. Ludzie łożyli pieniądze, dając mu, a on odpowiednio rozdysponowywał je. Hudson Taylor dostał jakieś pieniądze na misji od Millera, inny z Armii Zbawienia dostał na ewangelizację. I ten człowiek rozdzielał tak, jak Pan dawał mu. Oprócz tego budował jeszcze sierocińce i inne rzeczy. Był jak bankier, nazbierał dla innych i dobrze używając to, pomnażał. Przyjmował też ludzi, którzy nieodpłatnie pracowali przy dzieciach. Widziałem program, w którym dzieci z tych sierocińców, wypowiadali się jako już dorośli ludzie i opowiadali, jak to stało się w ich życiu. Chwała Bogu. Były to dzieci z ulicy.

Najważniejszą umiejętnością pomnażania jest Jezus Chrystus i dlatego w Jego imieniu przychodzimy, prosimy, szukamy Bożego działania. Pan mówi: „jeśli komukolwiek z tych najmniejszych uczyniliście to, mnie to uczyniliście. Jeśli zrezygnowaliście z czegoś dla Mnie, czy dla kogoś z tych najmniejszych, uczyniliście to dla Mnie.” Chociaż możesz stracić w tych ziemskich sprawach, ale tam zyskałeś. To jest piękne, ale trudne, gdyż musimy mieć cały czas oczy podniesione do góry. Tam gdzie jest serce twoje, tam jest twój skarb. Możemy uwikłać się w sprawy świata i nie mieć czasu dla Pana i mówić, że jak będę służyć Panu, to stracę w świecie. A taka jest konsekwencja; jeśli służę Panu, tracę w świecie, ale za to zyskuję w niebie. Który bank jest lepszy? Który dom jest lepszy? Dobrze jest odpowiedzieć sobie na te wszystkie pytania i dobrze jest, kiedy w zborze ludzie odpowiadają sobie. Co jest lepsze dla nas chrześcijan: czy to, żeby np. mieć kumpli, którzy wszystko wiedzą na temat gier, sportu, motorów, samochodów, czy mieć kogoś, kto zna Jezusa, kto pomoże mi pięknie żyć z Panem?

Wiecie, dobrze jest zadziwiać ludzi dobrem, a nie złem, żeby zyskać kogoś dla Pana. Warto myśleć o tym i zastanawiać się. Wtedy chrześcijaństwo nabiera sensu, bo jeśli człowiek żyje tak bezsensownie jako chrześcijanin, to parę lat i nie ma go. Jaki ma sens chrześcijańskie życie, jak nic z tego nie ma? Ale z tego jest najwięcej.



KILKA WYPOWIEDZI



W relacjach między nami chrześcijanami nie może być lekkomyślności, gdyż diabeł wykorzystuje wszelką lekkomyślność, żeby burzyć społeczność. Jeśli się coś mówi, to trzeba starać się dotrzymać tego. Nawet wróg sprowokuje do tego, by uczynić coś dobrego, bo wtedy on wie, że to dobro będzie miało koszt kontruderzenia i wtedy człowiek może zniechęcić się, by czynić dobro. Nawet wróg może powiedzieć: „zrób to”, wiedząc, że ma już przygotowaną drugą stronę, żeby później zniechęcić człowieka do czegoś. Musimy być czujni, żeby nie stać się orężem złego. Trzeba uważać, żeby wróg nie posługiwał się nami, uruchamiając jakieś nie ukrzyżowane jeszcze cechy w drugim. Nie możemy pomyśleć sobie, że chrześcijanie muszą miłować się, wiec żyjmy swobodnie. Musimy uważać, bo jednak żyjemy w tych ciałach i są sytuacje, w których diabeł próbuje uruchomić naszą sprawiedliwość, nie patrząc na sprawiedliwość Jezusa.

Jeszcze taki jeden element, że kiedy idę na zgromadzenie, to pierwszą podstawową sprawą jest to, że idę, by chwalić Boga. Drugą, żeby czerpać z Boga. Nie może to zamienić się. Nie idę, żeby jako pierwsze czerpać, a potem chwalić. Idę najpierw dziękować, a potem prosić. Zgromadzenie jest po to, by uczcić, uwielbić Pana. Jeśli nabałaganiłem, przepraszam Pana, oczyszczam się, by móc wielbić Go. Jeśli nie ma wdzięczności, to po co dokładać dalej? To tak, jakby Bóg miał tylko dawać, a człowiek nie jest wdzięczny za to, co już dostał. To jest bardzo ważne, kiedy dwóch lub trzech zgromadza się w imię Pana, to Pan tam jest. On jest centrum wszystkiego, co robimy. Religia też stwarza taką atmosferę, że człowiek czuje się lepiej, kiedy pośpiewa, pomodli się, ale te uczynki nie czynią relacji Bóg – człowiek.

A więc pierwsze podstawowe prawo: przyszedłem po to, by oddać Bogu cześć. Kiedy wchodzę w Miejsce Najświętsze, spotykam uwielbienie Boga. Jeśli noszę jakąś trudność w sercu, muszę zrobić z tym porządek, dlatego do Miejsca Najświętszego mamy wstęp przez krew Jezusa. Tam zawsze zachwycają się Bogiem. Dlatego apostoł Paweł mówił: zawsze się radujcie w Panu, bez ustanku się módlcie, powierzcie Panu wszystko, a On ześle wam pokój, który przewyższa wszelki rozum, to znaczy uwolni was od wpadania w dołki gniewu, złośliwości. Tylko Pan może dać nam wolność. Możemy być mocno zdeterminowani, że nie zgniewamy się i kiedy czujemy, że wykonaliśmy zadanie, wtedy – łubudu.

Następna bardzo ważna rzecz to, co wziąłem ze zgromadzenia. Co wyjdzie z ciebie po zgromadzeniu? Z wielu ludzi po zgromadzeniu wychodzi złość. Tak, jakby nie byli z Bogiem, to znaczy, że nie skorzystali. Czy miłość nieprzyjaciół jest łatwą sprawą? Wiemy, że nie. Jak kochać tak uciążliwego sąsiada? Pan powiedział: „miłujcie nieprzyjaciół waszych.” To jest wróg, ale jest on w rękach diabła. Chcąc prosić Boga o pomoc w modlitwie, musimy ukorzyć się przed Bogiem. Żeby błogosławić sąsiada, to muszę widzieć, że on jest w rękach diabła i nie uratuje się z tych rąk, jeśli Pan nie wyswobodzi go. Jeśli będę mu złorzeczył, to jeszcze dołożę mu.


http://tylkochrystus.blog.pl/2014/12/29 ... a-czesc-1/
http://tylkochrystus.blog.pl/2014/12/30 ... a-czesc-2/
http://tylkochrystus.blog.pl/2014/12/31 ... a-czesc-3/
http://tylkochrystus.blog.pl/2015/01/01 ... a-czesc-4/
http://tylkochrystus.blog.pl/2015/01/02 ... a-czesc-5/
veteran
 
Posty: 517
Dołączył(a): 1 paź 2014, o 17:38
Lokalizacja: Władysławowo


Powrót do KAZANIA, WYKŁADY, KSIĄŻKI

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 4 gości