Pokuta

Pokuta

Postprzez veteran » 15 paź 2014, o 20:13

Mat. 4:17
17. Od onego czasu począł Jezus kazać i mówić: Pokutujcie, albowiem się przybliżyło królestwo niebieskie.
(BG)



Pokuta obejmuje dwie rzeczy: ukorzenie się i przemianę.
[1] Ukorzenie się. “Jeśli ukorzą swe nieobrzezane serca” (3 M 26:41). Jak mówią scholastycy, istnieją dwa rodzaje skruchy, czyli ukorzenia się.
(1) Skrucha wywołana lękiem przed karą (attritio), której analogią jest skruszenie skały na kawałki. Do tego rodzaju skruchy prowadzi zakon, kruszący serce niczym młot.
(2) Skrucha wywołana świadomością znieważenia miłości Boga (contritio), roztapiająca twardą skorupę serca, której analogią jest roztopienie lodu pod wpływem ciepła. Do tego rodzaju skruchy prowadzi ewangelia, roztapiająca serce niczym ogień.
[2] Przemiana. “Przemieńcie się przez odnowienie umysłu swego” (Rz 12:2). Pokuta powoduje przemianę całego człowieka. Wino wlane do szklanki z wodą miesza się z każdą cząstką wody, zmienia jej kolor i smak. Podobnie jest z prawdziwą pokutą: nie zatrzymuje się w jednym miejscu, lecz rozprzestrzenia się i przenika do każdej części istoty człowieka.
(1) Pokuta powoduje zmianę myślenia. Poprzednio człowiek bardzo lubił grzech i stawał w jego obronie, mówiąc niczym Jonasz: “Słusznie gniewam się śmiertelnie” (Jn 4:9 BT); albo: “Dobrze czyniłem przeklinając i łamiąc sabat”. Kiedy grzesznik pokutuje, zmienia swe poglądy i odtąd uważa grzech za największe zło. Greckie słowo tłumaczone jako pokuta ma związek z mądrością — zobaczywszy jak zniekształconą i godną potępienia rzeczą jest grzech, zmieniamy swe myślenie. Paweł przed nawróceniem był przekonany, że winien gorliwie zwalczać imię Jezusa (Dz 26:9). Kiedy jednak pokutował, zmienił zdanie, wyznając: “uznaję wszystko za stratę ze względu na doniosłość poznania Jezusa Chrystusa” (Flp 3:8). Pokuta powoduje zmianę poglądów.
(2) Pokuta powoduje zmianę uczuć poruszanych wolą, która jest głównodowodzącym. Pokuta przemienia uczucia:
- zamienia radość w grzechu w smutek z powodu grzechu,
- zamienia odwagę w grzechu w święte zawstydzenie,
- zamienia miłość do grzechu w nienawiść do grzechu.
Prawdziwie pokutujący nienawidzi grzech bardziej, niż go wcześniej kochał: “dlatego nienawidzę wszelkiej ścieżki nieprawej” (Ps 119:104 BT).
(3) Pokuta powoduje zmianę życia. Pokuta rozpoczyna się w sercu, jednak nie pozostaje tam, lecz przenika całe życie człowieka. Rozpoczyna się w sercu. “O Jeruzalem, obmyj swe serce” (Jer 4:14). Jeśli źródło jest skażone, wówczas nie może z niego wypływać czysty strumień. Pokuta rozpoczyna się w sercu, jednak jej skutkiem jest przemiana życia. Jak bardzo zmieniło się przez pokutę życie Pawła, który z prześladowcy chrześcijan stał się głosicielem ewangelii! Jaką zmianę spowodowała w strażniku więzienia, który wziął Pawła i Sylasa, obmył ich sińce i postawił przed nimi mięso (Dz 16:33). Jaką zmianę spowodowała w Marii Magdalenie! Przedtem cudzołożyła całując i obejmując swych kochanków, po pokucie całowała stopy Chrystusa. Przedtem kręciła włosy i wkładała drogocenne klejnoty, po pokucie własnymi włosami wytarła stopy Chrystusa. Jej oczy, w niegdyś iskrzyły się pożądliwością i nieczystymi spojrzeniami uwodzącymi kochanków, zamieniły się w fontanny łez, którymi obmyła stopy Zbawiciela. Jej język, który niegdyś wypowiadał rzeczy próżne i rozwiązłe, stał się nastrojonym instrumentem uwielbienia Boga.
Ta przemiana życia zawiera w sobie dwie rzeczy:
[1] Terminus a quo — zerwanie z grzechem: “grzechy twoje przerwij sprawiedliwością” (Dn 4:27 BG). Zerwanie z grzechami musi spełniać trzy poniższe warunki.
(1) Należy zerwać ze wszystkimi grzechami. Jedna choroba może doprowadzić do śmierci równie dobrze, jak kilka chorób naraz. Trwanie w jednym grzechu może zabić tak samo, jak trwanie w wielu grzechach. Prawdziwie pokutujący zrywa z ukrytymi, przynoszącymi zysk grzechami i grzesznymi nawykami. Bierze nóż ofiarniczy umartwiania i wbija go głęboko w serce swych najdroższych pożądliwości.
(2) Zerwanie z grzechami musi być szczere. Nie może wynikać ze strachu, lecz z pobudek duchowych takich jak miłość do Boga oraz niechęć i obrzydzenia do grzechu. Gdyby nawet grzech nie powodował tak złych skutków, prawdziwie pokutujący i tak porzuciłby go z miłości do Boga. Rzeczy zamrożone najlepiej rozdzielić ogniem. Kiedy grzech i serce są zmrożone razem, wówczas najlepiej rozdzielić je ogniem miłości. Czy mam grzeszyć przeciwko łaskawemu Ojcu i znieważać tę miłość, która daje mi przebaczenie?
(3) Zerwanie z grzechem musi być trwałe, aby już więcej nie mieć z nim nic do czynienia. “Cóż mam jeszcze wspólnego z bałwanami?” (Oz 14:8 KJV). Pokuta to duchowy rozwódz grzechami, który musi trwać aż do śmierci.
[2] Zmiana życia pociąga za sobą terminus ad quem — powrót do Pana. Zmiana ta nazwana jest “pokutą ku Bogu” (Dz 20:21 BG). Pokuta to nie tylko porzucenie starych grzechów — musimy zaangażować się w służbie Bogu podobnie jak wiatr, który przestając wiać z zachodu zmienia kierunek i zaczyna wiać ze wschodu. Pokutujący syn marnotrawny nie tylko porzucił nierządnice, lecz także udał się do swego ojca. (Łk 15:18). W prawdziwej pokucie serce kieruje się bezpośrednio ku Bogu, jak igła kompasu ku biegunowi północnemu.
Zastosowanie. Przyłóżmy się wszyscy do tej wielkiej pracy pokuty — pokutujmy szczerze i niezwłocznie. Pokutujmy ze wszystkich naszych grzechów: naszej pychy, pochopnego gniewu i niewiary — bez pokuty nie ma odpuszczenia grzechów. Przebaczenie grzesznikowi, który trwa w buncie jest sprzeczne ze świętością natury Boga.
Spotkaj się z Bogiem nie z bronią, lecz ze łzami w oczach. Aby pobudzić serce do skruchy, rozważ następujące rzeczy.
(1) Zastanów się, co takiego jest w grzechu, byś miał go nadał popełniać. Grzech jest “rzeczą przeklętą” (Joz 7:11 BG), destylowanym spirytusem niegodziwości. Grzech zanieczyszcza chwałę duszy; jest skazą dla piękna. Porównany jest do “rany serca” (I Krl 8:38 BG). Nic tak nie zmienia chwały człowieka w hańbę jak grzech. Grzech bez pokuty prowadzi do ostatecznego potępienia. Peccatum transit actu, manet reatu. (Chwila grzechu przemija, wina pozostaje.) Z początku grzech skrywa swą prawdziwą naturę, później jednak kąsa niczym wąż. Szarańcza opisana w Księdze Objawienia jest symbolem grzechu: “a na głowach ich coś jakby złote korony, a twarze ich jakby twarze ludzkie. A włosy miały jak włosy kobiece, a zęby ich były jak u lwów. Miały też ogony podobne do skorpionowych oraz żądła” (Obj 9:7-10). Grzech nieodpokutowany kończy się tragedią. Ojcem grzechu jest diabeł, towarzyszem grzechu jest hańba, a zapłatą za grzech jest śmierć (Rz 6:23). Cóż takiego jest w grzechu, że ludzie trwają w nim? Nie mówcie, że grzech jest słodki. Kto pragnąłby przyjemności, która zabija?
(2) Pokuta jest bardzo miła Bogu. Żadna ofiara nie może się równać sercu skruszonemu: “Ofiarą Bogu miłą jest duch skruszony, sercem skruszonym i zgnębionym nie wzgardzisz, Boże” (Ps 51:19). Kiedy Augustyn był chory, nakazał, by werset ten umieszczono nad jego łóżkiem. Kiedy wdowa przyniosła puste naczynia do Elizeusza, zostały one napełnione oliwą (2 Krl 4:6). Przynieś Bogu naczynie skruszonego serca, a napełni je oliwą miłosierdzia. Łzy pokuty są radością Boga i aniołów (Łk 15:7). Gołębice lubią latać nad wodami i z pewnością Duch Boży, który niegdyś zstąpił w postaci gołębicy, ma wielkie upodobanie w wodach pokuty. Maria stała z płaczem u stóp Jezusa (Łk 7:38). Przyniosła Chrystusowi dwie rzeczy: łzy i olejek, jednak jej łzy były dla Chrystusa cenniejsze niż olejek.
(3) Pokuta prowadzi do przebaczenia. Z tego też powodu te dwie rzeczy połączone są razem: “pokuta i odpuszczenie grzechów” (Łk 24:47 BG). Odpuszczenie grzechów jest najbogatszym błogosławieństwem — wystarczy, by uzdrowić chorego. “I żaden mieszkaniec nie powie: Jestem chory. Lud, który w nim mieszka, dostąpi odpuszczenia winy.” (Iz 33:24) Przebaczenie nadaje nam bogatszą kartę przywilejów. Łaska przebaczenia jest przyprawą która sprawia, że wszystkie inne łaski stają się słodsze: osładza nasze zdrowie, bogactwo i cześć. Dawid miał na swej głowie koronę szczerozłotą (Ps 21:4), lecz najwięcej błogosławił Boga nie za to, że umieścił na jego głowie koronę szczerozłotą, lecz za to, że uwieńczył jego głowę koroną miłosierdzia. Pan “wieńczy cię łaską i litością” (Ps 103:4). Co było tą koroną miłosierdzia? Można to zobaczyć w wersecie 3: “On odpuszcza wszystkie winy twoje”. Dawid radował się bardziej z przebaczenia niż z tego, że nosił koronę szczerozłotą. Co toruje drogę do przebaczenia grzechu, jeśli nie pokuta? Kiedy Dawid był w duszy uniżony i złamany, prorok Natan przekazał mu radosną wiadomość: “Pan również odpuścił twój grzech” (2 Sm 12:13).
Ale me grzechy są tak wielkie, że nawet jeśli będę pokutował, to Bóg mi ich nie przebaczy!
Bóg nie cofnie swej obietnicy. “Nawróć się żono odstępna, Izraelu - mówi Pan - nie spojrzę na was surowo, gdyż Ja jestem dobrotliwy mówi Pan - a nie chowam gniewu na wieki!” (Jer 3:12). Jeśli będziesz pokutować, to nawet gdyby twe grzechy były niczym skały, utoną w morzu Bożego miłosierdzia. “Obmyjcie się, oczyśćcie się” (Iz 1:16). Obmyj się w miednicy pokuty. “Chodźcie więc, a będziemy się prawować - mówi Pan! Choć wasze grzechy będą czerwone jak szkarłat, jak śnieg zbieleją” (Iz 1:18). Grzechy Manassesa były jak szkarłat, kiedy jednak głęboko się ukorzył, Bóg wyciągnął w jego stronę złote berło miłosierdzia.3 Gdy jego głowa stała się fontanną płaczu za grzech, bok Chrystusa stał się fontanną zmywającą grzech. To nie wielkość grzechu niszczy człowieka, lecz brak pokuty. Żydzi, którzy przyłożyli swe ręce do ukrzyżowania Chrystusa stwierdzili po pokucie, że przelana przez nich krew jest suwerennym balsamem uzdrowienia. Kiedy syn marnotrawny wrócił do swego ojca, ten kazał ubrać go w szaty i “ucałował go” (Łk 15:20-22). Jeśli zerwiesz ze swymi grzechami Bóg stanie się twym przyjacielem i wszystko co ma, będzie twoje:
- Boża moc, by ci pomóc,
- Boża mądrość, by ci doradzać,
- Boży Duch, by cię uświęcić,
- Boże obietnice, by cię pocieszać,
- Boży aniołowie, by cię strzec,
- Boże miłosierdzie, by cię zbawić.
(4) We łzach pokuty jest wiele słodyczy. Dusza najbardziej rozwija się i znajduje największą wewnętrzną rozkosz wówczas, kiedy łagodnie roztapia się w żalu z powodu grzechu. Dni płaczu są dniami świątecznymi. Hebrajskie słowo nicham — pokutować, oznacza w istocie consolari – pocieszyć. “Wy będziecie się smucić, ale smutek wasz zamieni się w radość” (J 16:20). Chrystus zamienia wodę łez w wino. Dawid, wielki żałobnik w Izraelu, był słodkim śpiewakiem. Radość, jaką znajduje prawdziwie pokutujący jest przedsmakiem rajskiej radości. Radość grzesznika zamienia się w smutek, zaś smutek prawdziwie pokutującego zamienia się w radość. Chociaż pokuta wydaje się być z początku ciernista i gorzka, jednak z tego ciernia chrześcijanin zbiera winogrona. Wszystkie te względy mogą otworzyć źródło pobożnego żalu w naszych duszach, abyśmy zarówno płakali za grzechy jak i odwrócili się od nich. Bóg pociesza swych żałobników (Iz 57:18). Skoro już płakaliśmy, spójrzmy na krew Chrystusa, by zyskać przebaczenie. Powiedzcie tak, jak ów święty mąż: lava, Domine, lacrimas meas. (Panie, obmyj me łzy w Twej krwi.) Porzucamy grzech ze łzami i potrzebujemy krwi Chrystusa by je obmył. Ta pokuta nie może trwać jedynie kilka dni niczym żałoba po przyjacielu, która wkrótce przemija, lecz musi być dziełem całego naszego życia. Dopóki żyjemy na tym świecie, dopóty nie wolno nam powstrzymywać tego przepływu pobożnego smutku. Po uzyskaniu przebaczenia grzechów musimy pokutować, gdyż na nowo zaciągamy dług — “codziennie grzeszymy, dlatego też musimy codziennie pokutować”. Niektórzy z powodu swego grzechu przelali kilka łez, które płynęły przez pewien czas niczym oliwa wypełniająca naczynia wdowy (2 Krl 4:1-6), po czym ustają. Wielu zrywa opatrunek pokuty, kiedy zaczyna powodować ból, jednak opatrunek pokuty musi nadal leżeć i nie wolno go zrywać aż do śmierci, kiedy to Bóg otrze łzy pobożnego smutku wraz ze wszystkimi innymi łzami.
Cóż mamy czynić, aby zyskać serce skłonne do pokuty?
Szukajcie Boga, by dał wam takie serca. Bóg obiecał dać “serce mięsiste” (Ezech 36:26); oraz wylać na nas “ducha błagania” (Zach 12:10 KJV). Błagajcie Boga, by dał wam Ducha Świętego. “Wionie swym wiatrem i ciekną wody” (Ps 147:18). Kiedy powieje na nas wiatr Bożego Ducha, wówczas wypłyną z nas wody łez pokuty.


http://www.literatura.hg.pl/watrepen.htm

Pokuta Tomasz Watson
veteran
 
Posty: 517
Dołączył(a): 1 paź 2014, o 17:38
Lokalizacja: Władysławowo

Re: Pokuta

Postprzez veteran » 15 paź 2014, o 20:17

Gdzie podziała się pokuta? Rzadko kto wspomina dziś to słowo w kościele, nawet w kręgach baptystycznych, zielonoświątkowych i ewangelicznych. Pastorzy rzadko zwracają się dziś do swoich słuchaczy z wezwaniem do żalu za grzechy - wezwaniem do zdania sobie sprawy i żalu za zranienie Jezusa naszymi występkami.

Zamiast tego z wielu kazalnic słyszymy dziś: "Tylko wierz. Przyjmij Jezusa i będziesz zbawiony". Tekst, za pomocą którego usprawiedliwia się takie kazania, jest zapisany w Dziejach 16:30-31.

W tym fragmencie apostoł Paweł był przetrzymywany w więzieniu, gdy nagle ziemia zatrzęsła się i otwarły się drzwi wszystkich cel. Strażnik był przekonany, że wszyscy więźniowie z pewnością uciekli, co oznaczałoby dla niego nieuniknioną egzekucję.

Zdesperowany wyciągnął swój miecz i chciał się zabić, gdy Paweł i Sylas powstrzymali go i zapewnili, że nikt nie uciekł z więzienia. Widząc to strażnik upadł na twarz przed apostołami i krzyknął: "... Panowie, co mam czynić, abym był zbawiony? A oni rzekli: Uwierz w Pana Jezusa, a będziesz zbawiony, ty i twój dom" (Dz. Ap. 16, 30-31).

Gdy czytamy ten fragment ważne jest, abyśmy pamiętali, że strażnik był bliski popełnienia samobójstwa i trzymał w ręku miecz. Znajdował się już w momencie pokuty - na kolanach, złamany i drżący przed apostołami. Zatem widzimy, że w jego serce było już gotowe do przyjęcia Jezusa w prawdziwym, szczerym akcie wiary.

W Ewangelii Marka Jezus mówi do swoich uczniów: "Kto uwierzy i ochrzczony zostanie, będzie zbawiony, ale kto nie uwierzy, będzie potępiony" (Mk. 16, 16). Ze słów Jezusa jasno wynika, że zbawienie wypływa z zaakceptowania go i z ochrzczenia się.

Jednak Jezus poprzedza swoje stwierdzenie tymi słowami: "... Idąc na cały świat, głoście Ewangelię całemu stworzeniu" (werset 15). Krotko mówiąc stwierdza, że zanim ktoś będzie mógł w niego uwierzyć, musi mu być zwiastowana Ewangelia.

Co to za Ewangelia, o której mówi Jezus? To Ewangelia, którą sam zwiastował - Ewangelia pokuty!

Pomyśl o tym - jakie było pierwsze posłanie Jezusa po zakończeniu kuszenia na pustyni? Biblia mówi: "Odtąd począł Jezus kazać i mówić: Upamiętajcie się (czyli pokutujcie), przybliżyło się bowiem Królestwo Niebios" (Mat. 4, 17).

Jezus wzywał ludzi do pokuty jeszcze zanim wezwał ich do uwierzenia! Marek napisał: "... Przyszedł Jezus do Galilei, głosząc Ewangelię Bożą, i mówiąc: Wypełnił się czas i przybliżyło się Królestwo Boże, upamiętajcie się (czyli pokutujcie) i wierzcie ewangelii" (Mk. 1, 14-15). Jezus nauczał: "Najpierw pokutujcie - i uwierzcie".

W innym miejscu Jezus mówi o swojej misji: "... Nie przyszedłem wzywać sprawiedliwych lecz grzeszników" (w domyśle: do pokuty; Mat. 9, 13). Powiedział też Galilejczykom: "Bynajmniej, powiadam wam, lecz jeżeli się nie upamiętacie, wszyscy tak samo zginiecie" (Łk. 13, 3).

Ewangelia Jezusa dotyczyła upamiętania, czyli pokuty!

Jan Chrzciciel również zwiastował potrzebę pokuty,
aby przygotować Izrael na przyjście Jezusa.

Poselstwo Jana do Żydów było proste i jasne: "A w owe dni przyszedł Jan Chrzciciel, każąc na pustyni judzkiej i mówiąc: Upamiętajcie się, albowiem przybliżyło się Królestwo Niebios" (Mat. 3, 1-2).

Aby usłyszeć kazanie Jana ludzie schodzili się z całej okolicy. A on powiedział im bez upiększania: "Wkrótce wśród was pojawi się Mesjasz - musicie się przygotować, aby się z nim spotkać! Być może jesteście podnieceni tym, że wkrótce go zobaczycie, ale wierzcie mi, wasze serca nie są gotowe na spotkanie z nim - nadal żyjecie w swoich grzechach!

"Na zewnątrz wyglądacie na czystych i świętych, ale wewnątrz jesteście martwi! Jesteście pokoleniem żmij i węży bez odrobiny bojaźni Bożej. A do tego nawet nie zdajecie sobie sprawy z tego, że jesteście grzesznikami. Ostrzegam was - musicie przyznać się do grzechów zanim będziecie mogli uwierzyć w Zbawiciela i pójść za nim. Zatem pokutujcie, odwróćcie się od swoich grzechów - i żyjcie tak, aby było w was widać prawdziwą odmianę!"

Jaką Ewangelię zwiastował Piotr masom w dniu zesłania Duch Świętego? Biblia mówi nam, że gdy ludzie usłyszeli świadectwo apostoła, "... byli poruszeni do głębi i rzekli do Piotra i pozostałych apostołów: Co mamy czynić, mężowie bracia? A Piotr do nich: Upamiętajcie się (czyli pokutujcie) i niechaj się każdy z was da ochrzcić w imię Jezusa Chrystusa na odpuszczenie grzechów waszych, a otrzymacie dar Ducha Świętego" (Dz. Ap. 2, 37-38).

Piotr nie powiedział tym ludziom, aby "wierzyli, a będą zbawieni". Nie poprosił ich, aby po prostu podjęli decyzję, zagłosowali na Jezusa. Nie, powiedział im aby szybko pokutowali, a następnie dali się ochrzcić w akcie posłuszeństwa Chrystusowi!

Jaką Ewangelię zwiastował Paweł Ateńczykom na wzgórzu Marsa? Powiedział im wprost: "... Bóg... teraz wzywa wszędzie wszystkich ludzi, aby się upamiętali" (Dz. Ap. 17, 30).

Ci greccy intelektualiści nie mieli problemów z wiarą w Boga. Można wręcz powiedzieć, że "wiara" była ich ulubionym sposobem spędzania wolnego czasu. Wierzyli w wielu bogów - raz w jednego, raz w drugiego. Za każdym razem kiedy pojawiał się ktoś, kto przekonująco zwiastował im jakiegoś boga, od razu w niego wierzyli. Zatem wiemy, że wierzyli - ale robili to, nadal żyjąc w grzechu. Sama wiara nie wystarczyła!

Paweł powiedział tym ludziom: "Nie, nie tak wygląda życie z Chrystusem! Jezusa nie można po prostu dodać do listy waszych bogów. Możecie w nich wszystkich wierzyć, ale w przypadku Jezusa sama wiara nie wystarczy. On przyszedł na ziemię, aby was zbawić z grzechów. I żąda od wszystkich swoich naśladowców pokuty i oczyszczenia!"

Później Paweł zwiastował tę samą Ewangelię pokuty królowi Agryppie: "... Nie byłem nieposłuszny temu widzeniu niebieskiemu lecz głosiłem najpierw tym, którzy są w Damaszku, potem w Jerozolimie i po całej krainie judzkiej, i poganom, aby się upamiętali i nawrócili do Boga i spełniali uczynki godne upamiętania" (Dz. Ap. 26, 19-20).

Paweł mówi: "Wszędzie gdzie byłem zwiastowałem potrzebę pokuty. A znakiem prawdziwej pokuty są odpowiednie działania!"

Te fragmenty jasno pokazują, że kościół apostolski bez wahania głosił tę samą Ewangelię, jaką głosił Jan i Jezus: "Pokutuj, aby twoje grzechy były przebaczone!"

Co to znaczy pokutować?

Niektórzy chrześcijanie wierzą, że pokuta oznacza po prostu "odwrócić się" i iść w przeciwnym kierunku. Ale Biblia pokazuje nam, że pokuta oznacza dużo więcej.

Pewien człowiek powiedział mi kiedyś: "Bardzo się cieszę, że znam Nowy Testament po Grecku. Słowo 'pokuta' jest tam ujęte w znaczeniu 'zmienić sposób myślenia'."

Niestety, jak się okazuje, ten człowiek najwyraźniej nie znał zbyt dobrze greckiego. Pełne, dosłowne znaczenie słowa "pokuta" w Nowym Testamencie to "odczuwać żal i czuć się winnym za swoje grzechy przed Bogiem; być skruszonym, żałować; chcieć zmienić kierunek". Różnica znaczenia bierze się tutaj ze słowa "chcieć". Prawdziwa pokuta obejmuje chęć zmiany!

Co więcej, sam żal nie oznacza jeszcze pokuty. Dopiero prawdziwy smutek prowadzi do pokuty. Paweł mówi: "smutek, który jest według Boga, sprawia upamiętanie ku zbawieniu i nikt go nie żałuje; smutek zaś światowy sprawia śmierć" (2 Kor. 7, 10).

Paweł mówi tutaj o smutku bez żałowania - prawdziwym smutku, który pozostaje w życiu pokutującego człowieka. Taki typ Bożego smutku w naturalny sposób wywołuje pokutę, obejmującą nienawiść do grzechu, prawdziwą bojaźń Bożą i chęć naprawienia wszystkich błędów.

W takim razie nie powinniśmy być zdziwieni słysząc, że Paweł mówił o pokucie do wierzących. W swoim kazaniu w mocnych słowach namawiał do pokuty chrześcijan w Koryncie. Wierzący w Koryncie byli mocno ubłogosławieni przez Boga, dzięki możliwości wysłuchiwania znakomitych nauczycieli słowa. A jednak w ich społeczności rozplenił się grzech.

Paweł najpierw składa Koryntianom świadectwo: "Znamiona potwierdzające godność apostoła wystąpiły wśród was we wszelakiej cierpliwości, w znakach, cudach i przejawach mocy" (2 Kor. 12, 12). Ale następnie Paweł mówi im wprost: "Obawiam się bowiem, że gdy przyjdę, zastanę was nie takimi, jakimi bym chciał..." (werset 20).

Czego obawiał się Paweł? Po prostu tego: "Obawiam się, że gdy przyjdę, Bóg mój ukorzy mnie przed wami i że będę musiał ubolewać nad wieloma z tych, którzy ongiś popełnili grzechy i do dziś jeszcze za nie odpokutowali, grzechy nieczystości, wszeteczeństwa i rozwiązłości, których się dopuścili" (werset 21).

Ten pasterz o łagodnym sercu kochał świętych w Koryncie, którzy pozwalali sobie na kompromisy. A przecież wiedział, że nauczono ich jak złym jest życie w grzechu. Powiedział im również: "Kiedy przyjdę was odwiedzić zobaczycie, że opuszczam głowę z żalu. Będę miał oczy pełne łez i głos będzie mi się załamywał.

Jeśli zobaczę, że trwacie w nieczystości, wszeteczeństwie i pożądaniu, będę załamany, ponieważ uznam, że Ewangelia nie wykonała w waszych sercach odpowiedniej pracy. Nie pokutowaliście jeszcze za swoje grzechy. Dlatego głośno będę was wzywać do pokuty!"

Te słowa Pawła zawstydzają mnie!

Gdy je czytam, przyglądam się swojej własnej służbie i sam muszę sobie zadać pytanie: "Czy skróciłem Ewangelię, jaką zwiastował Jezus - Ewangelię pokuty? Czy, w przenośni, wziąłem nożyczki i wyciąłem ze swojej Biblii koszt naśladowania Jezusa? Czy obniżyłem wymagany standard przez mówienie ludziom: 'Tylko uwierz, a będziesz zbawiony'?"

Gdy patrzę dziś na kościół, zastanawiam się: Czy my ewangeliści wymagamy biblijnego "Bożego smutku" jako dowodu prawdziwej pokuty? Czy też może prowadzimy masy ludzi, którzy nie pokutowali, oferując im fałszywy pokój? Czy błędnie poinstruowaliśmy ich, że Bóg wymaga od nich tylko powiedzenia: "Wierzę w ciebie, Jezu"?

Czy odcięliśmy od naszego zwiastowania szczere przekonanie o grzechu? Czy tak się spieszyliśmy, że zaoferowaliśmy zbawienie tym, którzy faktycznie nie pokutowali - którzy nie zasmucili się nad swoimi występkami, którzy nie dostrzegli grzeszności swojego postępowania, którzy szukali wiary tylko po to, aby ukryć za nią swoje pożądanie?

Stale słyszymy bardzo przesadzone dane o tym, ilu ludzi przyszło do Jezusa przez różne służby. Chrześcijanie informują, że ogromne ilości ludzi nawróciło się po zwiastowaniu w więzieniach, szkołach, zgromadzeniach. Mówią: "Wszyscy zgromadzeni oddali swoje serce Jezusowi. Gdy zakończyłem kazanie wszyscy wyszli do przodu, żeby się nawrócić."

Nie - to fatalna przesada! Zbyt często zdarza się sytuacja, w której wszyscy po prostu tylko powtarzają jakąś modlitwę. Tylko wymawiają słowa, jakie chcemy, aby wymawiali - a jedynie niewielu z nich rozumie co mówią. A po wszystkim wracają do swoich pogańskich praktyk!

Tacy ludzie nie doświadczają głębokiej pracy Ducha Świętego. W rezultacie nie pokutują, nie żałują za swoje grzechy - i naprawdę nie wierzą. To tragedia, ale zaoferowaliśmy im coś, czego Jezus nigdy nie oferował - zbawienie bez pokuty!

Uważam również, że kościół jakoś wyprał przeświadczenie o własnej grzeszności z odpowiednich uczuć. Pomyślcie - w zasadzie rzadko kiedy widać dziś łzy na policzkach ludzi, którzy się nawracają. Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że łzy nikogo nie zbawiają. Ale Bóg uczynił nas wszystkich ludźmi, którzy posiadają realne uczucia. Zatem każdy grzesznik spętany przez piekło, który poczuł dotknięcie Ducha Świętego, w naturalny sposób odczuwa głęboki smutek z powodu swojego życia, którym zasmucił Boga.

Apostoł Piotr odczuwał ten rodzaj Bożego smutku, gdy wyparł się Jezusa. Nagle przypomniało mu się, co Jezus mu powiedział: "I wspomniał Piotr na słowo, które mu powiedział Jezus: Zanim kur dwa razy zapieje, trzykroć się mnie zaprzesz. Wtedy załamał się i wybuchnął płaczem" (Mk. 14, 72).

Gdy Piotr przypomniał sobie te słowa, emocje wzięły nad nim górę i nagle pobiegł przez Jerozolimę łkając: "Zdradziłem Pana!"

Umiłowani, sami z siebie po prostu nie jesteśmy w stanie wywołać w sobie tego typu pokuty. Tylko Duch Święty może nam objawić, tak jak Piotrowi, że my również zraniliśmy naszego Zbawiciela. I gdy zdamy sobie z tego sprawę, powinniśmy odczuwać głęboki żal!

Nie zgadzam się z całością doktryny głoszonej przez purytańskich pisarzy, ale przemawia do mnie nacisk, jaki kładli na świętość. Ci kaznodzieje nazywali swoje kazania "głęboką orką". Wierzyli, że nie mogą zasiać ziaren prawdziwej wiary, dopóki grunt serc ich słuchaczy nie zostanie głęboko przeorany.

Zatem purytanie chcieli upewnić się, że ich zwiastowanie dociera głęboko przez wszystkie zaschnięte skorupy serca słuchacza. Ich kazania wywoływały szczerą pokutę w zgromadzeniach. A po latach to z kolei powodowało, że wyrastali z tego zwiastowania silni, dojrzali i wierni chrześcijanie.

Niestety, dziś większość kazań jest jak zasiew bez zbiorów. Słyszę bardzo niewiele kazań, które trafiają gdzieś głębiej pod powierzchnię. Głęboka orka nie komentuje tylko choroby, jaką jest grzech, ale trafia głębiej i dotyka samej przyczyny tej choroby. Wiele kazań, jakie dziś słyszymy koncentruje się na usuwaniu skutków i ignoruje samą chorobę. Oferują receptę, ale nie mogą zaoferować pomocy chirurgicznej!

To przykre, ale z naszego powodu ludzie uważają, że zostali uleczeni z grzechu, mimo że wcale nie wiedzieli wcześniej o swojej chorobie. Okryliśmy ich płaszczami sprawiedliwości, mimo że nigdy nie wydawało im się, że są nadzy. Namawiamy ich do zaufania Jezusowi, mimo że nigdy nie odczuwali potrzeby ufania mu. Tacy ludzie myślą w końcu: "Na pewno nie zaszkodzi dodać Jezusa do mojego życia".

C.H. Spurgeon, wielki brytyjski kaznodzieja, powiedział na temat pokuty następujące słowa:

"Wierzę, że stan zasmuconego żalu za grzechy nadal istnieje, chociaż ostatnio niewiele o tym słyszałem. Dziś ludzie jakoś bardzo szybko wskakują w kwestie wiary... Mam nadzieję, że moja stara przyjaciółka pokuta jeszcze nie umarła. Jestem beznadziejnie zakochany w pokucie; moim zdaniem to siostra wiary.

Sam nie bardzo rozumiem tę wiarę z suchymi oczami; Wiem, że ja sam przyszedłem do Jezusa przez krzyż płaczu... Gdy przez wiarę trafiłem na Golgotę, towarzyszyło temu wielkie łkanie i pokuta, wyznanie swoich przestępstw i chęć odnalezienia zbawienia w Jezusie i tylko w Jezusie."

Gdy utworzono kościół Times Square Church, jako pastorzy
głosiliśmy w nim zakon przez pierwszych kilka lat.

Dlaczego zwiastowaliśmy prawo tak długo w naszym kościele? Dlatego, że wielu ludzi w naszym zgromadzeniu nazywało się chrześcijanami, a ich życie tego nie potwierdzało!

W tych wczesnych latach istnienia naszego kościoła na każdym nabożeństwie wielu ludzi wychodziło do przodu, aby się nawrócić. Powtarzali modlitwę pastora i "przyjmowali zbawienie przez wiarę". A jednak większość z tych ludzi nigdy nie odczuwała jakiegokolwiek żalu za grzechy. Nie doświadczali Bożego żalu - z tego powodu ich życie nie odzwierciedlało prawdziwej pokuty.

Aktorzy miejscowego teatru ogłaszali Chrystusa swoim Panem w czasie niedzielnego nabożeństwa, ale w tygodniu powracali do swoich bluźnierczych przedstawień. Homoseksualiści modlili się o zbawienie, ale nadal trwali w swoim grzesznym stylu życia. Inni przyjmowali Jezusa podczas nabożeństwa, a jednak trwali w swoich wszetecznych związkach lub nadal używali narkotyków.

Z tego powodu z kazalnicy jak piorunem, raziliśmy wokół potrzebą pokuty! Duch Święty prowadził naszą grupę pastorów do obnażenia wszelkiego grzechu, buntu i nieposłuszeństwa słowu. Tak ostro mówiliśmy o piekle, że ludzie wstawali i wychodzili z nabożeństwa. I tak realistycznie mówiliśmy o niebie, że zwolennicy kompromisów drżeniem reagowali na rzeczywistość Bożej świętości.

Nasze zwiastowanie zakonu było w tym okresie absolutnie konieczne. Zakon jest Bożym lustrem, odbijającym i przedstawiającym każdą ukrytą, tajemną rzecz. A do tego w naszym zgromadzeniu spowodowało, że ludzie zdali sobie sprawę z obrzydliwości grzechu.

Podczas gdy niektórzy wybiegali z kościoła, inni wybiegali do przodu w szczerej pokucie. Jednym z nich był aktor o bardzo głębokim głosie, David Davis. Oddał swoje życie Jezusowi w szczerym akcie pokuty. Dziś, wraz ze swoją żoną, kierują kwitnącym kościołem w Izraelu, gdzie zwiastują Jezusa od prawie 10 lat.

Podczas gdy w naszym kościele objawiało się prawdziwe dzieło pokuty, Duch Święty prowadził nas tak, abyśmy następnie zwiastowali wielkość łaski. Nauczaliśmy o nowym przymierzu, o władzy nad grzechem poprzez Ducha Świętego, o chodzeniu w wierze. Krótko mówiąc, zaczęliśmy budować świętych.

Poprzez całe to doświadczenie, odkryliśmy również niebezpieczeństwa zwiastowania jedynie zakonu i kładzenia nacisku głównie na grzech. Jeśli zaserwować ludziom stała dietę tej natury, zaczynają tracić nadzieję i ogarnia ich desperacja. Myślą wtedy: "Nigdy nie będę godny." Stale zaglądają w głąb siebie zamiast szukać nadziei w krzyżu.

Jednak kiedy kościół należy do Pana, można ufać Bożemu Duchowi, że ten da swojemu kościołowi przesłanie zakonu wówczas, gdy będzie ono potrzebne. Jeśli Jezus widzi, że jego ludzie popadają w "łatwe-wierzenie", ponownie w swojej łasce i miłosierdziu ześle im bicz prawa.

Trzeba sobie zdać sprawę z tego, że pokuta nie jest jednorazowym doświadczeniem. Nie jest to coś na kształt huraganu, który raz uderza i na zawsze znika. Podobnie, nie odczuwamy również pokuty tylko w momentach kryzysowych, po czym tylko mówimy o niej przez resztę życia. Brak żalu za grzechy powinien być dla nas ciągłym sygnałem, że musimy się czegoś nauczyć!

Spurgeon powiedział: "Szczerze wyznaję, że znacznie większy żal za grzechy odczuwam dziś niż 30 lat temu, kiedy się nawracałem. Nienawidzę grzechu znacznie bardziej właśnie dziś niż wówczas. Wtedy nie zdawałem sobie sprawy z tego, że wiele spraw jest grzechem - dziś zdaje sobie z tego sprawę. Dziś mam też znacznie większą świadomość tego, że moje serce jest pełne występku...

Żal za grzechy jest ciągłym deszczem, który w sercu prawdziwie zbawionego człowieka trwa całe życie... Zawsze jest mu żal z tego powodu, że zgrzeszył... Nie przestanie rozpaczać z tego powodu, dopóki wszelki grzech nie zniknie."

Jezus powiedział do kościoła w Efezie coś,
co spowodowało, że zadrżałem!

Zapewne pamiętacie siedem zborów, o których Jan wspomina w Objawieniu w rozdziale 2. Między nimi znalazł się zbór w Efezie - zgromadzenie, o którym Jezus wypowiadał się bardzo dobrze.

Lubię myśleć o swoim kościele na Times Square jako o kościele efeskim. Kościół ten był zgromadzeniem wierzących w jednym z najpopularniejszych miast na ziemi i nie uginał się pośród występku miasta. Ludzie żyli tam świątobliwie, nienawidzili grzechu i odmawiali przyjmowania fałszywych doktryn. Stali mocno w wierze, kochali Boga z całego swojego serca niezależnie od pokus, jakie stawiał przed nimi szatan.

A jednak Jezus wiedział, że czegoś tym ludziom brakowało. I tak kochał ten kościół - świecił on tak jasnym światłem dla innych narodów - że nie mógł przyglądać się jak zamiera. Z tego powodu powiedział Efezjanom: "Lecz mam ci za złe, że porzuciłeś pierwszą swoją miłość" (Obj. 2, 4).

Jezus mówił: "Wasz ogień gaśnie! Miłość do mnie, która kiedyś motywowała waszą wiarę, znika. Kiedyś nieśliście mój ciężar dla zagubionych - dziś zadowala was samo siedzenie i słuchanie kazań. Tak zajęliście się swoimi sprawami, że ignorujecie moje. Upadliście daleko od miejsca, w którym kiedyś staliście!"

Następnie Jezus mówi im: "Wspominaj więc, z jakiej wyżyny spadłeś..." (werset 5). Jezus mówi: "Pomyśl! Kiedyś nie mogłeś się doczekać wizyty w moim domu, przebywania z innymi świętymi, znoszenia mojego ciężaru. Dziś godzina niedzielnego nabożeństwa powoduje, że jesteś zmęczony!"

Zatem drogi chrześcijaninie - czy nadal płonie w tobie ogień dla Jezusa? Czy nadal jesteś w nim zakochany tak mocno, jak na początku? Czy może straciłeś zainteresowanie jego sprawami i odłożyłeś wszelką służbę? Czy zbyt wiele innych rzeczy dzieje się w twoim życiu? Jeśli tak, Pan mówi do ciebie: "Mam ci coś za złe. Porzuciłeś swoją pierwszą miłość!"

Słuchaj, co Jezus mówi do nas w tym momencie: "... upamiętaj się i spełniaj uczynki, takie jak pierwej..." (ten sam werset). Mówi: "Rozpaczaj nad swoją postępującą apatią. Bądź szczery i potraktuj to poważnie. Następnie pozwól, aby twój żal doprowadził cię z powrotem tam, gdzie kochałeś mnie pierwszą miłością!"

Następnie Chrystus daje nam słowo, z którego jasno wynika, że musimy uważać. Mówi: "... a jeżeli nie..." (ten sam werset). Następnie natychmiast przedstawia konsekwencje: "... to przyjdę do ciebie i ruszę świecznik twój..." (ten sam werset).

Jezus mówi tutaj, że jeśli nie będziemy pokutować, zabierze nam całą władzę duchową, którą otrzymaliśmy. Ta władza to między innymi wpływ na nasze miasto, naszą dzielnicę, naszych sąsiadów, osoby będące w obrębie naszego wpływu. Wszelki wpływ, jaki mamy będzie nam odebrany, Jezus mówi: "Upamiętaj się!"

Dokładnie w tej chwili zbory na całym świecie zamykają drzwi. Ich światła dosłownie gasną, ponieważ taki jest sąd, który je spotyka za to, że nie chcą pokutować! Bóg powiedział, że takie zbory stracą zdolność podejmowania decyzji, stracą swoje duchowe błogosławieństwa, swoje środki finansowe, jego obecność. Teraz są martwe, bez życia, pozostały im tylko wspomnienia dawnych błogosławieństw.

Głosiłem kazania w wielu takich zborach 30 lat temu. W tym czasie były wypełnione gorliwymi wierzącymi. Dzisiaj zaledwie tuzin osób siedzi w ławkach. Niedługo nie będzie już nikogo, a drzwi zostaną zamknięte na dobre. Bóg napisał "Ikabod" na drzwiach tych zborów - mając na myśli: "Duch Pana opuścił to miejsce!"

Jednakże, umiłowani, Bóg przekazuje tę wiadomość każdemu wierzącemu indywidualnie. Mówi: "Jeśli nie będziesz chciał pokutować - jeśli pozostaniesz w swoim bezruchu - usunę twój świecznik. Nie będziesz mieć wpływu na swoją rodzinę, swoich kolegów z pracy - na nikogo!"

To właśnie stało się w zborze w Efezie. Bóg czekał cierpliwie - ponad 1,000 lat - na pokutę tego zboru. W końcu przyszedł jednak czas, kiedy nie mógł już znieść ich powracania na złą drogę.

Historyk Gibbon pisze: "Pierwszy świecznik Efezu został zgaszony. Barbarzyńscy władcy Jonii i Lydii podeptali resztki chrześcijaństwa. Teraz w minaretach muzułmańskich wzywa się boga Mahometa. Ostał się jedynie zbór w Filadelfii."

Ale kiedy czytamy to słowo nie powinniśmy się bać. Jezus kończy swoje napomnienie ten sposób: "... Zwycięzcy dam spożywać z drzewa żywota, które jest w raju Bożym" (Obj. 2, 7).

Drodzy święci, Jezus jest tym drzewem! To On nam mówi: "Jeśli będziesz pokutować, dam ci życie wieczne ze mnie samego. Dopóki będziesz mnie kochać, dam ci strumienie ponadnaturalnego życia. To życie będzie się objawiać w twojej zdolności podejmowania decyzji, twojej miłości do ludzi, twoich dobrych uczynkach dla mojego królestwa!"

Jest to cecha wyróżniająca każdego chrześcijanina, który prawdziwie kocha Jezusa. Taki wierzący jest pełen życia - i każdy z jego otoczenia wie o tym!

Jezus obiecuje, że twój Boży smutek, twoje pokutujące serce i twoja odnowiona miłość do niego doprowadzi cię do życia. Więc módl się do niego teraz: "Panie, daj mi prawdziwie pokutujące serce. Zmień mnie w takiego, jakim byłem, kiedy cię po raz pierwszy pokochałem. Tym razem jednak zabierz mnie dalej, głębiej do ciebie, tam, gdzie nigdy jeszcze nie dotarłem!"

Kiedy będziesz pokutować, Duch Boży zacznie tworzyć w tobie nowe objawienie chwały Chrystusa. I pokaże je wszystkim w twoim otoczeniu!


http://www.tscpulpitseries.org/polish/ts990802.htm
veteran
 
Posty: 517
Dołączył(a): 1 paź 2014, o 17:38
Lokalizacja: Władysławowo

Re: Pokuta

Postprzez veteran » 4 gru 2014, o 15:42

Pokuta darem niebios

Przedmowa

Ewangelia głoszona przez Jezusa jest wezwaniem przyjęcia zbawienia. Zbawienie to rozpoczyna się od pokuty. Jezus mówi: "przyszedłem wzywać grzesznych do pokuty" /Mat.9.13/, zaś apostoł powiada: "tego Bóg wywyższył..., aby dana była pokuta" /Dz.Ap.5.31/. "Początek Ewangelii Jezusa Chrystusa, Syna Bożego" brzmi: "Pokutujcie!" /Mk.1.1-15/. We wszystkich czterech ewangeliach Pana Jezusa poprzedza Jan, głosiciel pokuty. I to winno być praktycznym doświadczeniem duszy każdego człowieka, do którego ma przyjść Jezus. Faryzeusze i Jezus nie mogli dojść do wzajemnego zrozumienia z tego powodu, że faryzeusze nie przyjęli zwiastowania Jana. W Ew. Łukasza 7.30 czytamy, że oni "pogardzili radą Bożą sami przeciwko sobie". A Bożą radą, przekazaną przez Jana, było: "pokutujcie!"

Oczywiście także pokuta ma swoje stopnie, tak jak każde inne przeżycie chrześcijańskie. Głębokość pokuty będzie przeważnie określona przez głębokość spojrzenia, jakie dany człowiek posiada. Pokuta bowiem dotrzymuje zawsze kroku objawionej i rozpoznanej prawdzie. Dlatego Jezus głosił pokutę w głębszym znaczeniu, niż czynił to Jan, zaś apostołowie głosili pokutę w głębszym znaczeniu, niż mógł to czynić Jezus w czasie przed wykonaniem swojego dzieła odkupienia. Szerzej objawiona prawda wymagała też dalej i głębiej sięgającej pokuty. I tak jest też dziś w doświadczeniach każdej jednostki: głębsze oświecenie wyda zawsze jako swój pierwszy owoc głębszą pokutę. W Nowym Testamencie znajdujemy siedem różnych aspektów pokuty:

Pokuta, jaką głosił Jan, trafiająca i budząca sumienie.
Pokuta, jaką głosił Jezus, odkrywająca i oczyszczająca serce.
Pokuta, jaką głosili apostołowie, usuwająca z tronu własne ja i czyniąca miejsce dla Jezusa.
Pokuta przed Bogiem, zbliżająca nas do Niego coraz bardziej.
Pokuta za innych, jaką czynił Jezus i wszyscy święci.
Pokuta wierzącego po każdym popełnionym grzechu.
Pokuta, jakiej żąda wywyższony Chrystus od odstępców.
Aż do punktu piątego włącznie dzieło pokuty jest postępujące coraz dalej, wyzwalające coraz głębiej i podnoszące coraz wyżej. W dwóch ostatnich punktach natomiast dziełem pokuty jest przywrócenie do pierwotnego stanu i odnowa.

1. Jeśli posiadasz dwa garnitury

Pokuta głoszona przez Jana dotyczyła najpierw raczej zewnętrznej sfery życia. Mówił on: "Kto ma dwie suknie, niechaj da temu, który nie ma, a kto ma żywność, niech uczyni podobnie... Nie pobierajcie nic więcej ponad to, co dla was ustalono... Na nikim nic nie wymuszajcie ani nie oskarżajcie fałszywie dla zysku" /Łuk. 3,11-14/. Mówiąc własnymi słowami moglibyśmy powiedzieć: wystaw swoją garderobę, swoją spiżarnię, swój interes i swoje stosunki z ludźmi na światło Boże i niech dobry owoc twojej pokuty przejawi się w tym, że te cztery dziedziny swojego życia urządzisz na Boże upodobanie i dla dobra swoich bliźnich. O, jakże wiele dzisiejszych dzieci Bożych tego nie uczyniło! Dlatego bez przerwy wywołują zgorszenie ludzi tego świata i muszą być ciągle na nowo strofowani przez swoich duszpasterzy. Wydaje im się śmieszne i małostkowe, że pokuta ma się rozpoczynać przy szafie z odzieżą, że zajmuje się jedzeniem, że kontroluje ona rachunki i porządkuje sposób obchodzenia się z ludźmi. A jednak, jeśli pokuta nie uporządkuje tej sfery naszego życia na sposób Boży, będzie w niej ciągle panował nieład i będzie ona okazją do upadków, tak że nie będziemy mogli być dla świata świadectwem o prawdziwości słów naszego Pana: "Oto czynię wszystko nowe".

Jan szedł jednak jeszcze głębiej. Wiedział on, gdzie tkwi u człowieka największe zło. Najgłębszym problemem wszystkich ludzi jest zranione przez grzech i splamione sumienie. Jan przede wszystkim na to kładł swój palec. Czytamy, że ludzie ci wyznawali swoje grzechy /Mk.1.5/. A to jest dowodem, że on odkrywał ich grzechy. Nasze sumienie jest cząstką sprawiedliwości Bożej, świętą pozostałością człowieka, stworzonego na wyobrażenie Boże, wewnątrz nas. Każdy pragnący dojść do pokoju musi uniżyć się przed Nim, słuchać Jego głosu i spełnić Jego wymagania. Każdy kto się nawrócił, musi przede wszystkim pozwolić swemu sumieniu, by mogło ono korzystać z należnych mu praw. Dlatego kazanie pokuty zwraca się zawsze najpierw do sumienia. Kazanie pokuty, które nie zostanie wspomożone przez sumienie, pozostaje bezskuteczne. Tam natomiast, gdzie kazanie z zewnątrz dopomaga uwięzionemu sumieniu dojść do swoich praw i odzyskać należny mu autorytet, człowiek będący twierdzą szatana zostaje pobity: wyzwolone sumienie otwiera od wewnątrz bramy stojącemu na zewnątrz pomocnikowi, dzięki czemu człowiek zostaje przezwyciężony, jego sprzeciw się załamuje. Ta twierdza dostaje się jakby między dwa ognie: z zewnątrz kazanie pokuty, od wewnątrz potężny odzew sumienia. Przeciwko grzesznikowi stają więc dwaj świadkowie i on zostaje bez wymówki. W taki sposób dochodzi do pokuty, lub przynajmniej do jego pierwszego kroku.

Co jest pierwszym krokiem pokuty? Może ktoś powie: Zerwanie z grzechem, gdyż "nie grzeszyć więcej" jest przecież najlepszą pokutą. To jest prawdą, jeśli tylko najpierw miało miejsce coś innego, mianowicie wyznanie grzechu. W Przypowieściach 28.13 czytamy: "Kto ukrywa występki, nie ma powodzenia, lecz kto je wyznaje i porzuca, dostępuje miłosierdzia". Tak więc biblijna droga to wyznanie i porzucenie grzechu. W wielu wypadkach nie można wcale zerwać z grzechem lub mówiąc dokładniej: grzech nie zerwie z nami dopóki nie zostanie on wyznany. Niedawno opowiadał mi pewien kupiec: "Minęło dziesięć lat od mojego nawrócenia, ale coś było powodem, że nie mogłem się cieszyć ze zbawienia i od czasu do czasu przechodziłem przez ciemne okresy, a raz nie byłem nawet daleki od tego, aby opuścić drogę naśladowania Jezusa. Przyczyną było oszustwo, które popełniłem w czasie nauki i którego nie naprawiłem. Mój mistrz uważał mnie za bezwzględnie uczciwego i dlatego było mi tak trudno powiedzieć mu, że go oszukałem. Ale kiedy niepokój osiągnął swój punkt kulminacyjny, postanowiłem za wszelką cenę wyznać i naprawić tę krzywdę. Od tego czasu nie tylko byłem całkowicie pewny swojego zbawienia, lecz przeżyłem także przebudzenie na zgromadzeniu, które odbywało się w moim domu". Człowiek ten nienawidził kradzieży i zerwał z tym grzechem całkowicie. Ale ten grzech nie zerwał z nim, dopóki on go nie wyznał. Grzech, który popełniamy, wychodzi na początku w postaci pożądliwości z naszego serca, kiedy zaś zostanie wykonany, wraca z powrotem w postaci ciężaru na naszym sumieniu. Kiedy potem umyślnie go zataimy, staje się ciemnym punktem, do którego wróg w trudnych godzinach przykłada swój hebel zwątpienia i wszystko doprowadza do chwiejności, a nawet poddaje w wątpliwość całe nasze doświadczenie wiary. Bracia Józefa świadomie utrzymywali między sobą a swoim ojcem pewne kłamstwo. Mówili, że dzikie zwierzę pożarło Józefa, gdy tymczasem oni go sprzedali. I to kłamstwo stało się dla nich straszydłem, które ciągle ich prześladowało. Kiedy po wielu latach przyszli do Egiptu a tamtejszy nieznajomy władca rozmawiał z nimi tak szorstko i zaglądał im głęboko do serca, jak gdyby ich znał, wtedy to straszydło pojawiło się znowu i oni mówili: To są skutki naszego grzechu przeciwko Józefowi /1 Moj.42.21/. Ale nie wystarczyło, że między sobą uznali się winnymi. Musieli wyznać grzech i pokutować, a wtedy dopiero uwolnili się od tego straszydła. Job powiedział: "Żałuję i pokutuję" /Job.42.6/. O, jakże wielu żałuje w swoim sercu i nawet przeklina samych siebie z powodu grzechu, jaki popełnili, wyznają go też przed Bogiem, przyznają się do winy i mówią Mu, że są najgorszymi, ale pokutują dopiero wtedy, gdy wyznają także ludziom, wobec których zgrzeszyli. Do całości przebaczenia należy bowiem także przebaczenie ze strony ludzi, względem których zawiniliśmy. Także i w ich sercach musi zostać zgładzone wspomnienie naszego grzechu. Ale to dzieje się przez wyznanie. W księdze Izajasza 62.10.11, czytamy: "Torujcie ścieżkę, usuwajcie kamienie..., Oto nadchodzi twoje zbawienie!" Być może usunąłeś dziewięćdziesiąt dziewięć kamieni ze swojej ścieżki, ale jeden ten najcięższy i największy, pozostawiłeś i ukryłeś, i to ten, który należało usunąć najpierw. To nie jest właściwa, skuteczna pokuta. W ten sposób istnieje przeszkoda, dla której zbawienie nie może do ciebie przyjść. Kiedy lud izraelski wędrował do ziemi swojego przyszłego odpoczynku, pierwszą rzeczą, którą zrobili wchodząc do niej, było to, że zatrzymali się, rozbili obóz i poddali się obrzezaniu. I dopiero potem Bóg mógł im wy dać świadectwo: "dzisiaj zdjąłem z was hańbę Egiptu", mogli też obchodzić święto paschy, spożywać zboże tego kraju i podjąć walkę z siedmioma mieszkającymi tam ludami /Jozue 5/. Być może wszedłeś na drogę naśladowania Jezusa, mając na sobie ową "hańbę Egiptu", lecz nie będziesz się mógł radować z krwi Baranka, nie będziesz mógł spożywać chleba żywota którym jest Jezus ani też nie będziesz mógł odnosić zwycięstw nad swoimi wrodzonymi namiętnościami, jeśli nie zostaną z ciebie zdjęte grzechy, którymi splamiłeś się w swoim wcześniejszym życiu w świecie. A to dzieje się przez wyznanie tych grzechów i naprawienie wyrządzonych krzywd. Jeśli odważymy się przyznać do naszych grze chów, stwierdzimy niebawem, że również Bóg przyznaje się do swego przebaczenia /Jan 1.9, Przyp. 28.13, 3 Moj.5.20 -26/. Przeszkodą, z powodu której wielu nie może znaleźć pokoju, jest przede wszystkim to, że nie zostaje wyrugowane i odrzucone zło, pochodzące z przeszłości, albo zło, w którym jesteśmy związani jeszcze teraz.

2. Palec na sercu

Pokuta głoszona przez Jezusa. Pokuta, głoszona przez Pana Jezusa skierowana była do serca. Podczas kiedy Jan kładł palec na sumieniu, w którym wpisane są popełnione grzechy, Jezus kładł swój palec na sercu, w którym grzech powstaje i w którym toczy się historia grzechu zanim zostanie on popełniony. Bowiem grzech, przejawiający się zewnętrznie, ma najpierw swoją historię w sercu. W niektórych przypadkach może ona trwać zaledwie kilka minut, w innych być może całe lata. Każdy grzech, popełniony przez nas zewnętrznie, popełniliśmy najpierw w sercu. Dlatego Jezus ingerował właśnie tutaj, wyprowadzając na światło nieczyste pobudki, zamiary i żądze serca, i określając je jako grzech. Całe kazanie na górze jest wielkim kazaniem pokuty na ten rozstrzygający temat: "Błogosławieni czystego serca!" Tutaj nie można się już usprawiedliwiać, mówiąc "Ja tego nie zrobiłem!" Jezus szedł jeszcze dalej i powiedział: "Kto patrzy na niewiastę i pożąda jej, już popełnił z nią cudzołóstwo w sercu swoim" /Mat. 5.28./ Tak więc żywe Słowo przenikało do wnętrza i stawało się sędzią myśli i zamysłów serca. Odkrywa ono serce z jego niewłaściwymi zachciankami i żądzami.

Często słyszymy wyrażenie: nie jesteśmy dość głęboko odłączeni od grzechu. Bardziej trafnie należałoby powiedzieć: nie jesteśmy dość głęboko odłączeni od pożądliwości. Pożądliwość jest tonem macierzyńskim dla grzechu, w którym grzech zostaje poczęty i z którego się rodzi. Jakub mówi, że powstanie grzechu powoduje pożądliwość od zewnątrz i pokuszenie od wewnątrz /Jak.1.13-15/. Dlatego w życiu każdego nawróconego oczyszczenie z grzechu powinno być konkretnym przeżyciem, tak samo jak "przebaczenie grzechu". Piotr mówi o nowo nawróconych, że Bóg oczyścił ich serca przez wiarę /Dz.Ap.15.9/. O Hiskiaszu czytamy /2Kr.29/, że w pierwszym roku swojego panowania, w pierwszym miesiącu kazał otworzyć bramy świątyni Pańskiej i dokonać jej oczyszczenia, przy czym rozpoczął od wewnątrz, od miejsca świętego /2Kron.3.16-17/. To powinno być przeżyciem każdej nawróconej duszy. Zaraz na początku, tuż po swoim nawróceniu, jak tylko jej sumienie zostało zwolnione od ciężaru, winna też dążyć do przeżycia tego, co mówi Paweł w Liście do Rzymian 6.14: "Grzech nad wami panować nie będzie". Lecz jak wielu opanowanych zostaje przez grzech, pędzonych, dręczonych i zżeranych przez swoje namiętności i pozostaje w nich tkwić przez całe życie. Niektórzy nie pozostają nawet na tym gruncie, gdzie szczerze wzdycha się: "Nędzny ja człowiek", lecz miejsce wzdychania zajmuje u nich pobłażliwość względem grzechu, a nawet żartowanie na temat grzechu! Tak więc nie ma już u nich miejsca na Boże strofowanie, a tym mniej dla Bożego Słowa i Bożego Ducha. Wszystko zostaje ciągle na nowo udaremnione, powalone i pochłonięte przez tę okropną czeluść nieczystego serca /Ps. 40.3/. Serca nie ogarnęła pokuta i dlatego pozostało ono jaskinią zbójców /Mat. 15.18-20/, salą okropności i zgrozy /Ez.8.7-12/, słonym bagnem i cuchnącym bajorem, jak powiada prorok /Ez.47.11/, przez które nie przepłynęła jeszcze krew ani Duch Jezusa Chrystusa. I to sprawia, że walka jest tak pełna goryczy, a zwycięstwo jest nieosiągalne.

Walka jest wielokrotnie bardziej gorzka dlatego, że podczas gdy na zewnątrz zwalczamy grzech, do pewnego stopnia jeszcze go kochamy i co pewien czas dajemy mu jeszcze miejsce w sercu. Dlatego serce staje się twierdzą, zawzięcie atakowaną z zewnątrz i z wewnątrz: z zewnątrz naciera pokuszenie, z wewnątrz zaś naciera pożądliwość. Aby osiągnąć zwycięstwo, musimy przede wszystkim wyrugować nieprzyjaciół wewnętrznych, wymienionych przez Jezusa w kazaniu na górze: brak przebaczenia, nieczystość, brak wstrzemięźliwości, żądza zemsty, jednostronna miłość, chciwość, niezadowolenie, skłonność do osądzania, chęć poddania się ludziom itd. Mówisz: "Nie potrafię pokonać tych nieprzyjaciół!" Masz rację. Ale możesz ich wywlec na światło, aby w świetle poginęli. Jozue powiedział do żołnierzy, którzy strzegli pięciu królów w jaskini Makkeda: "Otwórzcie wejście do jaskini i wyprowadźcie do mnie owych pięciu królów" /Joz.10.22/. Wyprowadzili ich i postawili swoje nogi na ich karkach, po czym Jozue kazał ich stracić. Mniej tylko odwagę! Jezus, twój niebiański Jozue już sobie poradzi z twoimi nieprzyjaciółmi, jak tylko Mu ich dasz. Zdemaskuj ich tylko i powiedz jak Dawid: "Oto nieprzyjaciele twoi, Panie, oto nieprzyjaciele twoi muszą zginąć!" /Ps. 92.10/.

Nie możesz mieć uwięzionych nieprzyjaciół ani też nieprzyjaciół, zobowiązanych płacić ci daninę, lecz musisz mieć nieprzyjaciół pobitych. Musisz móc powiedzieć o swoich wrogach to, co powiedział Jehoszafat o wielkim wojowniku Moabitów: oto wszędzie trupy na ziemi i nikt nie ocalał /2Kr.20.24/. Ale wiele dzieci Bożych czyni z odkupieniem, darowanym nam w Chrystusie, to co lud izraelski zrobił z ziemią obiecaną, darowaną im przez Boga. Czy tamy w Księdze Sędziów 1 i 2, gdzie opisany jest jej po dział, że Izraelici nie wytępili swoich nieprzyjaciół, lecz mieszkali z nimi i zmusili ich do odrabiania pańszczyzny. Ponieważ zaś Izrael nie wytępił swoich nieprzyjaciół, nie wytępił ich też Bóg /Sędz.2,3.21/. W ten sposób ci ujarzmieni nieprzyjaciele z biegiem czasu znowu się wzmocnili i byli dla Izraela cierniem w jego bo ku, jak Bóg przepowiedział /5 Moj.7,1-6; Joz.23.12-13/. Jeśli pożądany owoc pokuty, jak żądał jej Jan, polegał na tym, że sprawy związane z zewnętrznym życiem zostały uporządkowane na sposób Boży, to pożądany owoc pokuty, jak żądał jej Jezus, polegał z pewnością na tym, że wnętrze i najgłębsze wnętrze ludzi, pragnących Go naśladować, stawało się prostolinijne i prawe, szczere i przejrzyste, jak wyraził to Dawid: "Panie, przed tobą są wszystkie pragnienia moje" /Ps. 38,10/. Wtedy walka staje się o wiele łatwiejsza, bowiem nasze pożądania, którymi jak mackami dotykaliśmy wszystkiego wokół i siebie, są teraz skierowane na Boga. Przyjmujemy światło i światło wychodzi znowu z nas. Przedtem przyjmowaliśmy ciemność, toteż ciemność i nieczystość musiała znowu wychodzić z nas. Zgodnie z 2 Kor.7.1. istnieje nie tylko "zmaza ciała", lecz także "zmaza ducha". A zmaza ducha przeszkadza w relacji uświęcenia tak samo, jak zmaza ciała. Jeśli tak wielu naszych nawróconych mężczyzn nie znajduje przyjemności w Słowie Bożym, nie ma rozeznania w drogach Bożych i nie odczuwa radosnego pragnienia modlitwy, to ma to swój powód nie w nawale pracy lub troskach życiowych albo obowiązkach służbowych, jak niektórzy utrzymują, lecz przede wszystkim w nieczystości serca. Nieczystemu sercu nie smakuje bowiem czyste Słowo. W tym należy szukać głównej przyczyny, dla której tak wielu ma zamknięte Biblie. Bowiem w myśl listu do Rzymian 12,1-3 przekazanie swojego ciała i oświecenie idą z sobą w parze. Nikt, kto wcześniej zanieczyścił swego ducha i swoje serce uczuciami gniewu, zazdrości, nieczystości itp., nie będzie miał radosnego pociągu do modlitwy, do Słowa Bożego lub do służby. A jeśli nasze siostry z wiekiem pogrążają się z powrotem w własną starą naturę, to czy nie pochodzi to stąd, że nie oczyściły się one od zmaz ducha, którymi splamiły siebie i innych? Droga siostro, kiedykolwiek rozmawiałaś z inną osobą bez miłości o innych, plamiłaś jej ducha, wkładałaś truciznę do jej wnętrza. Miriam mówiła przeciwko Mojżeszowi ze swoim bratem Aaronem i jego żonie, a Pan dotknął ją trądem, aby pokazać jej i nam, jak ocenia On obgadywanie i osądzanie innych. O, jakże okropnym terenem są zmazy ducha! Kto nie da tutaj sobie usłużyć światłem i nie pokutuje, ten nie może myśleć o uświęceniu ani o zakończeniu dzieła uświęcenia w swoim życiu.

3. Świadectwo zepsucia

Pokuta głoszona przez apostołów Dotykała własnego "ja". Nie zatrzymała się przy obciążonym sumieniu ani przy splamionym sercu, lecz atakowała osobę. Można to łatwo zrozumieć. Dane było więcej światła, wydarzyły się większe rzeczy; Jezus umarł na krzyżu, krzyż daje właściwą pokutę. Krzyż bowiem nie tylko objawia Bożą miłość w jej punkcie kulminacyjnym, lecz objawia także skażenie człowieka w jego najgłębszym punkcie. Dopiero krzyż objawił i dopiero z punktu widzenia krzyża można po wiedzieć, jak złym jest człowiek. Tam człowiek przypieczętował całe swoje zepsucie, podnosząc rękę na swojego Boga, aby Go zniszczyć. Dlatego Piotr, przemawiając w dniu Pięćdziesiątnicy, ujmuje razem wszystkie grzechy ludu w tym jednym czynie: "tego wyście rękami bezbożnych ukrzyżowali i zabili!" /Dz.Ap.2.23/. Chciał jakby powiedzieć: patrzcie, jakie wystawiliście sobie świadectwo waszego ze psucia i waszej nieprzyjaźni względem Boga, krzyżując i odrzucając jako przeklętego tego, którego Bóg uwierzytelnił wśród was przez czyny niezwykłe cuda i znaki jako człowieka pochodzącego od Boga, i do którego przyznał się, którego wzbudził i posadził po swojej prawicy! Kiedy to słyszeli, byli w swoich sercach poruszeni do głębi i pyta li: "Co mamy czynić?" /w 37/. Piotr zaś odpowiedział im: "Pokutujcie", to znaczy: zmieńcie swoją postawę względem Jezusa! Wyście Go zabili, teraz więc wydajcie wyrok śmierci na siebie samych. Wyście wydali na Niego wyrok po tępienia, teraz więc wydajcie taki wyrok na siebie. To jest pokuta, jak głosi ją i jak wymaga jej krzyż. Dlatego też pod krzyżem nie ma żadnej różnicy między wielkimi i małymi grzesznikami krzyż stawia wszystkich na tym samym poziomie jako przeklętych. Według zwyczajowych ocen ludzkich może być różnica pomiędzy grzesznikami a grzesznikiem, ale pod krzyżem różnica ta upada. Tam Jan jest tak samo winny, jak umierający złoczyńca. Nie chodzi tutaj o poszczególne czyny, które jeden człowiek popełnił, a drugi nie popełnił, lecz chodzi o to, czym jest człowiek. Jeśli człowiek chce wiedzieć, jak bardzo jest złym, nie może patrzeć na swoje sumienie ani też pytać swojego serca, lecz musi stanąć pod krzyżem i pytać krzyża. A krzyż mówi mu: Jesteś tak złym, że Syn Boży musiał za ciebie umrzeć, i to umrzeć tak haniebną śmiercią, ponieważ jesteś tak haniebnym grzesznikiem. Tak więc krzyż potępia każdego bez wyjątku i na wszystkim, co pochodzi z natury człowieka, wypisuje wyrok przekleństwa. O, jakże mało zrozumieliśmy znaczenie krzyża! Chcieliśmy korzystać z krzyża, aby doznać pomocy, ale krzyż nie chce nam pomóc, lecz osądza nas w naszej naturze i usuwa nas z naszą starą istotą na bok. Wiele dzieci Bożych, które na początku po swoim nawróceniu miały pewien pokój i częściową pewność zbawienia, utraciły to ponownie, ponieważ nie używały krzyża w taki sposób, dla jakiego został nam on dany przez Boga. Szukały one pod krzyżem przebaczenia, przyniosły tam tylko swoje grzechy. Krzyż jednak wymaga czegoś więcej, niż naszych grzechów, żąda on przede wszystkim nas samych, naszego grzesznego "ja", naszego "starego człowieka". Kto przy krzyżu szuka tylko przebaczenia, a nie oddaje krzyżowi samego siebie jako osądzonego i przeznaczonego na ukrzyżowanie, ten usiłuje wyrwać coś z całości znaczenia krzyża, czego jednak Duch Święty nigdy w jego wnętrzu nie zapieczętuje. Dlatego mimo wszelkich zapewnień ze stron innych ludzi i mimo wszystkich jego wysiłków we wierze pełne znaczenie krzyża pozostanie dla niego niejasne i nie stanie się jego udziałem. Jest różnica, czy nawracając się człowiek zajmuje się tylko poszczególnymi ciemnymi punktami swojego życia i szuka dla nich przebaczenia, albo czy "wchodzi w siebie". O synu marnotrawnym czytamy, iż wszedł w siebie /Łuk.15.17/. Wtedy było z nim całkiem inaczej. Wielu nie weszło przy swoim nawróceniu i dlatego też nie wyszło z siebie. Są oni jak Kain, który próbował przynieść Bogu siebie i przez to jak gdyby mówił, że jest w nim jeszcze coś dobrego, co Bóg winien uznać i co jest w stanie z Bogiem pojednać. Wziął on pod ochronę swoje własne życie i stał się przez to ojcem tych wszystkich, którzy szukają u Boga akceptacji poprzez własne wysiłki i wynalazki, a nie mogą pojąć, że ich życie ma zostać całkowicie stracone. Tak więc pokuta wielu ludzi nie jest niczym innym, jak tylko zranionym poczuciem własnej sprawiedliwości, a ich łzy niczym innym, jak przejawem ich obrażonego "ja"! Nie mogą sobie wybaczyć, że tu czy tam tak się skompromitowali. A przez to dowodzą, że nie zobaczyli jeszcze w świetle krzyża, kim są naprawdę. Kto bowiem poznał siebie w świetle krzyża i pokutował, ten mówi z Pawłem: "Odtąd już nie znamy nikogo według ciała", to znaczy, że nie znamy się już ani w tym, czym byliśmy we "wspaniałości ciała", ani też w tym, czym byliśmy w "haniebności ciała" /2 Kor. 5.16/. Znamy tylko nowego człowieka, stworzonego na krzyżu /Ef.2.15-16/.

Pokutować znaczy więc zupełnie skapitulować co do siebie, pozwolić się usunąć na bok jako przeklętego i przekazać Ukrzyżowanemu miejsce, które dotychczas zajmowało nasze własne "ja". Znaczy to dać Mu najwyższe miejsce w naszym życiu, tak jak Bóg dał Mu najwyższe miejsce po swojej prawicy. Nasze "ja" można odsunąć na bok tylko przez "Ja" Ukrzyżowanego. Ze swojego własnego "ja" możesz zostać wyzwolony tylko wtedy, jeśli miejsce twojego "ja" będzie mógł zająć Chrystus. Wąż powiedział do pierwszych ludzi: "będziecie". I w momencie, kiedy w to uwierzyli, narodziło się ich przewrotne "ja". Dlatego Bóg poprzez nadanie przykazań musiał temu "będziecie" przeciwstawić swoje "Ja jestem". Przez to zakon stał się zaporą przeciwko temu złemu prądowi, ale nie był rozwiązaniem sprawy. Dopiero kiedy przyszedł Chrystus i całkowicie złożył w ofierze swoje "Ja" czytaj tylko List do Filipian 2 r., aby zobaczyć jak Chrystus złożył w ofierze swoje "Ja" zdobył On moc i prawo, by w miejsce naszego samolubnego, buntowniczego "ja" wstawić swoje własne "Ja", złożone w ofierze. Bez krzyża nie byłoby to możliwe. Teraz jednak w ofiarowanej miłości Chrystusa tkwi moc do naszego wycofania się z widowni i przekazania miejsca dla Niego. Upadłemu człowiekowi może bowiem pomóc tylko ofiara: tylko przez ofiarę może on zostać pokonany i wyzwolony ze swojej fałszywej wielkości, do której zabrnął. Przez upadek człowiek stał się fałszywą wielkością, nie zaś "biednym grzesznikiem" takim staje się dopiero przez łaskę. A tą fałszywą wielkość nie mógł Bóg potraktować inaczej, jak tylko przy pomocy krzyża. Chrystus, będąc naszą Głową, musiał zstąpić tak nisko przede wszystkim dlatego, aby dopomóc nam zejść z naszej domniemanej wysokości, by stało się dla nas możliwe podnieść się ponownie wzwyż /2Kor.5.15/. To jest pokuta, jaką powoduje krzyż.

4. Pokuta przed Bogiem

Jest świętą kontynuacją pokuty, jaką sprawia krzyż. Nie jest ona jednorazowym przeżyciem, lecz jest to stan w życiu człowieka wierzącego. Każde zbliżenie się w stronę Bożego serca, Jego woli i Jego obrazu ma swój warunek: gruntowna pokuta! Pokuta znaczy bowiem uginanie się pod wszystko, co nas poniża, co odrywa naszą hańbę i czyni nas małymi. Przez siedem lat pozwolił Dawid poniżać się w jaskiniach i pieczarach, aż w końcu mógł powiedzieć: "Jestem robakiem, a nie człowiekiem" /Ps.22.7/. Dopiero potem Bóg mógł go uczynić wielkim, jak wielcy tej ziemi /2Sam.7.9/. Ponieważ wielu ludzi nie chce na tej drodze dopuścić do tego, by stali się małymi, musi ich Bóg rozszarpywać, jak Efraima /Oz.5.14/. Dochodzi do tego, ponieważ wielu nie wyzwala się przez pokutę od samych siebie. Pokuta przed Bogiem jest wewnętrznym osądzeniem samego siebie nawet wtedy, gdy nie widać świadomych grzechów. Pokuta przed Bogiem obejmuje to, co mówi pewien wiersz: "Przez umieranie wolnym się stać, wolnym od własnej istoty!" Pokuta przed Bogiem zawiera w sobie ciągłe zapieranie się wszystkiego własnego, gdyż jest to pokuta, mająca za cel zbliżenie się do Boga, ręka wyprowadzająca nas z nas samych i wprowadzająca nas w istotę Boga. Dlatego pokuta przed Bogiem nie może być jednorazowym aktem w życiu wierzącego, lecz jest to linia, ciągnąca się przez całe jego życie, którą wydłuża on codziennie. Być może tutaj należy szukać przyczyny, dlaczego wielu nie posuwa się naprzód drogą, na którą wkroczyli. Nie stosują tego, co tę drogę oczyszcza i wyrównuje: pokuty przed Bogiem. Jeśli pokuta jest zmianą umysłu, to nie może ona być w naszym życiu czymś chwilowym, gdyż u człowieka, pragnącego zbliżać się do Boga występują ciągle na nowo rzeczy, w których jego umysł w stosunku do Boga musi doznawać przemiany. Luter powiedział, że całe życie wierzącego musi być ustawiczną pokutą. Dziecko Boże postępujące w światłości będzie starało się pozostawać w duchu pokuty tak samo, jak stara się pozostawać w duchu modlitwy. Tylko w ten sposób człowiek pozostawać może skruszony czyli gotowy do pokuty, to znaczy do natychmiastowego uniżenia się z powodu każdej niewłaściwej myśli, każdego niepotrzebnego słowa i każdego zaniedbania względem Boga i ludzi. Dzięki temu nie mogą się gromadzić grzechy i przypadki niewierności, które zatwardzałyby serca, zaciemniały ducha i oddalały radość zbawienia. Jego modlitwą pozostaje:

Co jest jeszcze uciekającego, Ty zgromadź;
Co jest jeszcze dumnego, ugnij;
Co jest w zamieszaniu, doprowadź do pokoju;
Co jest jeszcze zatwardziałego, zmiękcz;
aby we mnie już odtąd nie żyło ani nie objawiało się nic innego,
jak tylko mój Przyjaciel!

Pokuta przed Bogiem nie jest jednak tylko korzeniem się z powodu rzeczy złych i niewłaściwych w nas, lecz jest także gorącym wołaniem o to, czego jeszcze brakuje. Wszystkie wyrażenia w psalmach takie jak "dusza moja pragnie", "dusza moja tęskni", "dusza moja woła" itp. są wyrażeniem pokuty przed Bogiem. Przez zwrócenie się ku Bogu zostaje dusza niejako opróżniona z dotychczasowej zawartości, nie jest jednak od razu wypełniona Bożą pełnią. I stąd to wołanie do Boga, pragnienie zbliżania się do Niego, żarliwa prośba o nową zawartość życia. Dusza podobna jest wtedy do naczynia szklanego, z którego wypompowano powietrze i któremu w każdej chwili grozi zgniecenie i skruszenie na skutek ciśnienia z zewnątrz. W ten sposób można zrozumieć, dlaczego mimo gruntownego nawrócenia albo właśnie dzięki gruntownemu nawróceniu i opróżnieniu ze wszystkiego starego dusze mogą się znaleźć w takim strapieniu i niepokoju, jakich nie przeżywały nigdy przed nawróceniem. Naczynie zostało opróżnione, lecz nie jest napełnione. A pokuta przed Bogiem jest kanałem, poprzez który to wypróżnione naczynie bywa napełnione. Wielu umieściło pokutę i uniżenie się tylko na początek swojego życia chrześcijańskiego i na skutek tego utraciło zdolność przyjmowania dalszych, głębszych błogosławieństw. Błogosławieństwo płynie bowiem tylko tak długo, jak długo trwamy w uniżeniu, podobnie jak i woda wypełnia najpierw miejsca położone najniżej. Pokuta przed Bogiem jest także tą świętą siłą, która w uniżeniu uczy nas zrozumieć Boga i odnosić zwycięstwo. Psalmy pełne są tego przykładów. Wiemy, jak wiele psalmów rozpoczyna się od głębokiego uniżenia, a kończy się triumfem, pochodzącym z faktu znalezienia się po stronie Boga, uzyskania Bożej łaski dla przebaczenia, pomocy itp. Szczególnie często znajdujemy pokutę tego rodzaju w życiorysach postaci biblijnych. Jakub powiedział: "Nie puszczę cię, dopóki mi nie pobłogosławisz". I Bóg pobłogosławił go /1Moj.32/. Hiskiasz płakał i wołał do Boga i Bóg dodał do jego życia piętnaście lat /Iz. 38/. Nawet bezbożny Achab osiągnął przez swoją pokutę to, że zapowiedziane przez Boga sądy nie spadły na naród za jego życia /1 Król. 21,27-29/. Pokuta zajmuje tutaj miejsce sądu: z góry bierze sąd na siebie, korzy się pod nim i przez to powoduje odwrócenie sądu.

Do pokuty przed Bogiem należy także świadomość a jest to być może najgłębszy punkt pokuty że każdy grzech jest grzechem przeciwko Bogu. Dawid powiedział "Przeciwko tobie samemu zgrzeszyłem" /Ps. 51,6/. On przecież zgrzeszył najpierw wobec Uriasza i Betszabe, teraz jednak z całą mocą naciera na niego świadomość: Wszystkie te grzechy są grzechami przeciwko Bogu! Dopiero kiedy to uczucie obudzi się w nas za sprawą Ducha, będziemy wiedzieć, co to jest nienawiść do grzechu. Kiedy Józef był kuszony, nie powiedział: "Jak mógłbym zrobić to i w ten sposób zawieść zaufanie mojego pana", lecz powiedział: "Jakże mógłbym popełnić taką niegodziwość i zgrzeszyć przeciwko Bogu?" To, co ochroniło go w tej trudnej godzinie, była wstrząsająca świadomość: zgrzeszyłbym przeciwko Bogu!

Nie będziesz traktował na serio grzechów przeciwko swoim braciom i siostrom, będziesz ciągle na nowo usprawiedliwiał się ze swojego osądzania i pomawiania i z braku miłości względem innych, argumentując tym, że stwierdziłeś u nich przewrotność i zatwardziałość, dopóki w świetle Bożym nie stanie ci się jasne, że każdy grzech, wyrządzony ludziom jest grzechem przeciwko Bogu. Oby Duch Boży w tej właśnie godzinie wypisał ognistymi literami na twoim i moim sercu: każdy grzech jest grzechem przeciwko Bogu!

5. Błaganie o ratunek

Pokuta za innych jest najwyższym stopniem pokuty. W ten sposób pokutował Jezus, kiedy wszedł do Jordanu, aby zostać ochrzczony chrztem pokuty, uczynił to w tym celu, aby wziąć na siebie winę ludzkości, aby pokutować za nią. Dlatego i my, na ile przywłaszczymy sobie Boże przeznaczenie i staniemy się uczestnikami królewskiego Ducha, na tyle będziemy też w stanie pokutować za innych, a nawet przeniknięci będziemy tym pragnieniem. Jezus, który był wolny od samego siebie, który był królem w pełnym znaczeniu tego słowa, mógł i musiał oddać swoje życie jako jedną wielką pokutę za innych. Z roku na rok odczuwał On coraz bardziej ciężar grzechu ludzkości, który sam na Niego się zwalał, i który zwala się, chociaż w innym sensie na każdego w tej mierze, w jakiej pokutuje on wobec Boga. Dla tego był Jezus mężem boleści.

Pokuta za innych będzie główną cechą charakteru każdego błogosławionego pracownika i każdego dziecka Bożego, które jest błogosławieństwem dla innych. Tylko na tyle na ile korzymy się najpierw za inne dusze, na tyle uzyskamy nad nimi pełnomocnictwo. Czymże innym były wielogodzinne modlitwy, łzy, zmagania i błagania o ratunek dla dusz w życiu Finney'a /1792-1875/, jak nie pokutą za innych! Ponieważ najpierw pokutował on za ludzi, którym następnie głosił Słowo Boże, mógł mówić z takim żarem, powagą i miłością, i wylać przed nim całe swoje serce, że ludzie ci zdobyci dla Boga i na całą okolicę zstępował duch pokuty. A czy modlitwa Abrahama za Lota, trzytygodniowy post Daniela, czterdziestodniowe wstawianie się Mojżesza za lud przed Bogiem, smutek Nehemiasza nad ruinami murów i ból serca Ezdrasza nad odstępstwem jego ludu, były czymś innym niż pokutą za innych? Czy możemy sobie w ogóle wyobrazić błogosławionego pracownika bez takiej łaski? Czy prawdziwa modlitwa przyczynna nie jest przeważnie połączona z pokutowaniem za tych, o których prosimy? Jakże głęboko uniżyła się owa niewiasta kananejska, aby wyprosić pomoc dla swojej córki! A jak głęboko musiała się uniżyć Monika, matka Augustyna, wstawiając się za swojego zgubionego syna, skoro bogobojny biskup Ambroży mógł ją zapewnić: "Syn takich modlitw nie może zginąć!" O, gdyby duch pokuty mógł ponownie spocząć na dzieciach Bożych, doświadczalibyśmy cudów w naszych domach, w naszych zborach i otaczającym nas świecie! Po pokucie Jakuba, tak gruntownej, jakiej nigdy przedtem nie czynił /1Moj.35/ na okoliczne plemiona padł strach Pański. O, gdyby mogli pokutować przywódcy zborów, pokutowaliby także ich członkowie, a następnie także i ludzie tego świata! Z pewnością napełnione byłyby kościoły i kaplice, gdyby ich kaznodzieje pokutowali, a potem również głosili pokutę. Człowiek ma bowiem głęboką potrzebę pokuty. Jan głosił pokutę, a wychodziła do niego cała Jerozolima i wszystkie okoliczne ludy.

Czy przebudzenia w wielu okolicach nie powstały przeważnie przez to, że niektórzy boleli nad śmiercią duchową, korzyli się i modlili się? Zazwyczaj przebudzenia pojawiły się tam, gdzie przedtem była oziębłość największa i gdzie znalazła się jedna albo kilka dusz, które nie mogły już patrzeć na krzywdę Józefa i pokutowały za zbór. Mąż Boży Blumhardt w miejscowości Bad Boll modlił się i pościł, aż utorował drogę, na której setki dusz wyratowanych zostało z sideł szatańskich. Czy nie chcemy zrobić tak samo? Zamiast narzekać na "czas suszy" i "twardą glebę" pokutujmy raczej i czyńmy tak, jak Baranek. Jak postąpił Baranek z suchą ziemią? W księdze Izajasza 53,2 czytamy, że wyrósł On jako korzeń z suchej ziemi, ale nie po to, aby znaleźć przez to swoje życie, lecz aby swoje życie położyć. Złożył On otrzymane z góry życie do swojego martwego otoczenia i w ten sposób pochłonął śmierć i wzbudził życie. Wylał On całe swoje życie, aż z tej suchej ziemi ludzkości odezwał się odgłos miłości i życia. Oto, co znaczy właściwe używanie otrzymanej łaski. Wielu traci otrzymane błogosławieństwa, ponieważ chcą je sobie zachować, zamiast złożyć je w ofierze. Tylko to błogosławieństwo pozostaje i pomnaża się, które zamienione zostaje na ofiarę.

6. Przed Orędownikiem

Celem pokuty wierzącego po każdym popełnionym grzechu jest odnowa. Jest ona konieczna dla odnowienia zakłóconego stosunku pomiędzy nim a Bogiem. Grzech zakłóca naszą społeczność z Bogiem. Zastoje, jakie występują często w życiu niektórych dzieci Bożych, pochodzą być może przede wszystkim stąd, że nie pokutują oni z po pełnionych w niedalekiej przeszłości grzechów. Grzech, jaki popełniłem, musi być natychmiast przyniesiony przed orędownika Jezusa Chrystusa, a w razie potrzeby także i przed ludzi. Jan mówi: "jeśliby kto zgrzeszył, mamy orędownika u Ojca"/1 Jan. 2.1/. Co należy uczynić przed adwokatem, który ma w sądzie bronić naszej sprawy? Przede wszystkim należy mu szczegółowo opowiedzieć przebieg całej sprawy. I to właśnie musimy czynić wobec Jezusa, który jest naszym orędownikiem przed tronem Bożym. To jest pierwszym krokiem pokuty, koniecznej po każdym popełnionym grzechu. Potem może On prowadzić sprawę naszej duszy przed Bogiem. Bowiem na każdy popełniony przez dziecko Boże grzech wnosi nieprzyjaciel oskarżenie przed Boga. Jest on "oskarżycielem braci", który oskarża ich dniem i nocą przed Bogiem czytamy w /Obj. 12.10/. Tobie wydaje się to może zbyt uciążliwe, jeśli zgrzeszyłeś w nocy, wstać z łóżka i pokutować z popełnionego grzechu, ale dla nieprzyjaciela nie jest to zbyt uciążliwe złożyć tam w środku nocy skargę o popełnionym przez ciebie grzechu. Powinniśmy być względem grzechu skrupulatni już choćby dlatego, że nieprzyjaciel jest tak skrupulatny. Z tej przyczyny winniśmy być zawsze gotowi do pokuty, aby wróg nie wyprzedzał nas ze swoim donosem w górze. Jeśli tego nie czynimy, sprawa pozostaje po prostu nie załatwiona, przede wszystkim nie załatwiona w naszym sumieniu. I takie nie przebaczone grzechy, wokół których tak łatwo przechodzimy w naszym życiu powszednim, stają się przegrodą, przez którą nie możemy spoglądać na Boga, oraz murem obronnym, poza którym nieprzyjaciel gromadzi swoje siły.

Pokuta wierzącego po każdym popełnionym grzechu jest również konieczna dla oczyszczenia od tego grzechu. Zazwyczaj grzech, który ciągle na nowo doprowadza nas do upadku, jest grzechem, który do nas przylgnął. To powinno nas mobilizować do tego, by szukać nie tylko przebaczenia, lecz także oczyszczenia od niego, abyśmy go już więcej nie czynili. Jan mówi bowiem: "Jeśli wyznajemy grzechy swoje, wierny jest Bóg i sprawiedliwy i odpuści nam grzechy i oczyści nas od wszelkiej nieprawości" /1Jn.1.9/. Po odpuszczeniu grzechu winno nastąpić oczyszczenie z grzechu, w przeciwnym razie będziemy musieli przychodzić z takim samym grzechem być może już w następnym tygodniu, i tak rok po roku. Właśnie to, że te same grzechy ujawniają się ciągle na nowo, miałoby prowadzić nas do głębszej pokuty i sprawić gorętsze pragnienie wyzwolenia. Psalm 130, który opisuje taki stan, rozpoczyna się od słów: "Z głębokości wołam do ciebie, Panie!" Jakie są to głębokości? Są to głębokości pokuty! O, w jakże wielką udrękę może wprowadzić duszę to, że ciągle powraca ten sam grzech! Z kontekstu, a szczególnie z końcowych wersetów tego psalmu możemy zauważyć, że psalmista cierpiał właśnie w ten sposób wskutek ciągle powracających grzechów. A czego on poszukuje? Nie tylko przebaczenia lecz także wyzwolenia. Mówi on: "u Pana jest łaska", to znaczy ciągle nowe ułaskawienie po ciągle na nowo powracających grzechach, "i odkupienie u niego obfite!" Dawid szukał zarówno przebaczenia jak i odkupienia i on znalazł jedno i drugie. Dlatego w końcu zachęca i innych mówiąc: "On sam odkupi Izraela od wszystkich grzechów jego". Zaprawdę, gdzie dusza podchodzi do swojego grzechu na serio i pokutuje, dopóki nie znajdzie z niego wyzwolenia, zdobywa ona odwagę, by wierzyć w to, że istnieje wyzwolenie ze wszystkich grzechów. Lecz także i odwrotnie: gdzie u jakiejś duszy stale na nowo wraca ten sam grzech, a często nawet ze wzmożoną siłą, bliskie jest niebezpieczeństwo, że dusza ta w końcu całkiem zaniecha walki i zobojętnieje, a nawet że bez wielkiego bólu przechodzić będzie wokół grzechu, nad którym dawniej wylewała gorzkie łzy. Dlatego Dawid nie na próżno mówi: "nie odbieraj mi swego Ducha Świętego!", kiedy zaatakowany został przez swój grzech w tak okropny sposób /Psalm 51,13/. Szczególnie po ciężkich upadkach w grzech, które poprzedzały wieloletnie zmagania, okazuje się często, że miejsce dawniejszej powagi zajmuje przerażająca obojętność i znieczulenie. W ten sposób trzeba rozumieć, dlaczego dzieci Boże, które przeżyły głęboki upadek, tak trudno doprowadzić do pokuty. Często jak gdyby odczuwały one, że postawiono im zbyt wielkie wymagania, że w ich naturze nie było wcale innej możliwości, jak tylko doznać porażki. Tak sprawy u niejednego zdają się wyglądać i musimy być ostrożni w naszym sądzeniu takich, którzy doznali porażki, i sami z powagą traktować każdą skłonność do grzechu, abyśmy i my sami nie upadli.

7. Bez miłości

Pokuta głoszona zboru przez wywyższonego Chrystusa dotyczy odstępców, odstępczych zborów, odstępczych przywódców, odstępczych członków. Chrystus mówi: "Pamiętajże tedy skądś wypadł, a pokutuj!" /Obj.2.5 B.G./. To jest odstępstwo. Kiedy jakiś chrześcijanin upadnie, pytamy zazwyczaj, do czego on wpadł. Ale Chrystus odwraca problem i pyta: wspomnij, skąd spadłeś? O, gdybyśmy przenieśli to na nasze zbory, ileż powodów mielibyśmy, aby uniżyć się do prochu i pokutować przed Bogiem i ludźmi! Urządzamy zgromadzenia ewangelizacyjne dla niewierzących, ale najpierw powinniśmy urządzać zgromadzenia pokutne dla wierzących. Doszliśmy do takiego stanu, że zjadamy resztki tego, co wypracowali, wymodlili nasi ojcowie. A co potem? Co pozo stawimy przyszłemu pokoleniu? Wydeptaną ziemię! Bez wątpienia pierwszą prośbą w naszych modlitwach miałaby być prośba o duchowe zbudzenie się i ponowne ożywienie naszych zborów. Kaznodzieja Morgan, następca ewangelisty Moody'ego /1837-1899/, powiedział na pewnej konferencji dla kaznodziei: "W kościele brak gorącego pragnienia, by ratować dusze. Czas na to przeznaczony zostaje zmarnowany. Głębokie uczucia religijne Kościoła zaginęły. Dlatego nie może on już śpiewać jak pierwotnie, dlatego nie roni już łez nad losem zgubionych grzeszników; dlatego nie odczuwa już tego bólu, który wzbudza gorącą miłość do upadłego świata; dlatego triumfalne śpiewy radości nie rozbrzmiewają już w obozowisku. Kościół jest wspaniale zorganizowany. Nigdy nie mieliśmy piękniejszych zespołów muzycznych. Jesteśmy gotowi wykonać potężną pracę, ale na tym niestety zatrzymujemy się". Mimo to jest jednak w zborach jeszcze wiele dusz, które już od lat tęsknią za poruszeniem z góry, które znają ubóstwo swoich pól, głęboko uginają się pod tym i oczekują, aż Duch pokuty będzie mógł zstąpić na zbory, rozpoczynając od przełożonych.

Ponieważ przełożonym pokuta z reguły przychodzi najtrudniej. Z tego powodu wywyższony Chrystus zwraca się zawsze najpierw do nich i mówi: "Upamiętaj się więc!" Gdyby przełożeni zaczęli pokutować, świat nie pozostałby nie tknięty. A z pewnością nikt tak bardzo nie potrzebuje pokuty, jak przywódcy. Zastanówmy się tylko nad tym, jakimi nasze zbory chcą być, jakimi mają być a nie są! Tutaj moglibyśmy sporządzić nieskończenie długą listę pokutną, ponieważ spustoszenie Córy Syjonu jest wielkie. A wina tego stanu obarcza przede wszystkim przywódców. W listach do zborów Pan za spustoszenie Kościoła odpowiedzialnymi czyni ich przywódców. I czyni to także i dziś. Z pewnością wielu uznaje to i już od dawna pyta się: W jaki sposób można to zmienić? Nasz Pan mówi: "Pokutuj!" oraz "czyń uczynki pierwsze!" Każde poruszenie i ożywienie wśród ludu Bożego rozpoczyna się od uniżenia Ktoś powiedział: "Kościół mógłby przeżyć przebudzenie, gdyby tylko pomyślał o swojej wierności i zechciał szczerze wyznać swoje grzechy". Ale dla chrześcijan jest o wiele łatwiej uprawiać puste wielomówstwo i zrzucać na Boga odpowiedzialność za potępione dusze, niż ukorzyć się, wyznać przed światem swoje odstępstwo i bezsilność i spełnić ślub, złożony wobec Boga. Bóg pragnie mieć wierny lud, który służy Mu całym sercem. Gdy by tak było, mury niejednego "Jerycha" upadłyby. Oby Pan zesłał na swój lud Ducha świadomości winy i pokuty! Oby otworzył jego oczy, by mógł widzieć, skąd spadł, aby pokutował, dopóki jego przestępstwo nie zostanie zmyte, jego niewierność przebaczona, a jego wargi oczyszczone żywym ogniem wziętym z Bożego ołtarza! W końcu Pan zwraca się jeszcze do członków zborów. Także i do nich odnosi się wezwanie do pokuty: "Wspomnij, skąd spadłeś!" Nie chodzi tu o zewnętrzny upadek w jakiś określony grzech, lecz upadek wewnątrz, odstępstwo w sercu. Chłodnięcie żaru naszej miłości, utrata wrażliwości naszego sumienia, utrata naszego panowania nad grzechami, utrata naszej gorliwości względem Boga na rzecz chłodnej próżności, utrata prowadzenia przez Ducha radości i ofiarności, utrata wewnętrznej społeczności z Bogiem czy nie są to oznaki odstępstwa serca i czy nie mamy powodu, głęboko się upokorzyć? Czy fakt, że lgniemy do rzeczy doczesnych i tak bardzo przypodobniamy się do tego świata, i że osiągnięcie dobrobytu i wysokiego stanowiska jest dla nas ważniejsze niż poszukiwanie Królestwa Bożego i jego sprawiedliwości, nie wskazuje na to, jak daleko zeszliśmy z wąskiej drogi naśladowania Jezusa? Czy to, że nie mamy siły płynięcia przeciwko prądowi i wyjścia za obóz, aby znosić urągania Chrystusowe, nie jest objawem duchowego schorzenia i zubożenia? "Wspomnij, skąd spadłeś!" Jest rzeczą jasną: brak nam ducha pokuty. Mniemamy, że jesteśmy boga tymi i niczego nam nie potrzeba, a nie wiemy, jak jesteśmy ubogimi i pustymi.

Jeszcze słowo dla gotowych do pokuty

Niech twoja pokuta będzie gruntowa. Nie mów jak Saul: "Zgrzeszyłem ...ale!" /1Sam.15.24.30/. Jest to okrojona pokuta, jeśli zaraz po wyznaniu winy mówi się "ale". Nie czyń też jak Izrael, który przez dwadzieścia lat żartował przed Panem /1Sam.7.2.3/, ale nie wyrzekł się swoich bożków. Pokuta jest czynem, tak jak czynem był grzech. Nie jest powiedziane: odczuwajcie pokutę, lecz czyńcie pokutę! Nie usuwaj z drogi dziewięćdziesiąt dziewięć kamieni, po zostawiając jeden, ten największy. Wyznaj najpierw ten grzech, którego wyznanie przychodzi ci najtrudniej. Nie uczciwie zdobytych pieniędzy nie wkładaj do tacy ofiarnej, gdyż jest to łupiestwo, którego Pan nienawidzi /Iz. 61,8/. Daj je temu, do którego należą, i to wraz z jedną piątą wartości na dodatek, gdyż tego wymaga Pismo /3Moj.6.1-5/ Jedynie gdy właścicieli nie można już odnaleźć, wolno bez prawnie zdobyte mienie rozdać ubogim. Daniel powiedział do Nebukadnezara: "Zważ swoje winy miłosierdziem nad ubogimi" /Dan.4.24/. Bądź w tej sprawie bardzo konsekwentny, gdyż Biblia nazywa przywłaszczaniem sobie cudzej rzeczy "sprzeniewierzaniem się Panu" /3Moj.6.2/, zaś kradzież nazywa ona "znieważaniem imienia Bożego" /Przyp.30.9/. Achan przywłaszczył sobie rzecz obłożoną klątwą i sprowadził na siebie śmierć, a na całego Izraela klątwę /Jozue 7,11-12/. Nie lękaj się bezwzględnej pokuty w tych sprawach, gdyż szczeremu Bóg dopomoże, a pokornemu okaże łaskę. Bóg okazuje szczególnie miłosierdzie w odpowiedzi na wyznanie grzechów. Naturalnie są też przypadki, kiedy lepiej jest wstrzymać się z wyznaniem grzechu przed ludźmi. Jeśli ktoś jest gotowy upokorzyć się, lecz widzi, że przez swoje ujawnienie grzechu nie naprawi szkody, lecz spowoduje jeszcze większą, wtedy wolno mu wstrzymać się od wyznania. W każdym przypadku jednak musi tę sprawę wyjawić przed duszą sprawującą usługę kapłańską, aby w ten sposób przyszła ona do światłości i została osądzona. Skrytość jest bowiem mocą grzechu. W książce: "Jacy byli pierwsi chrześcijanie?" czytamy, że jeżeli ktoś pragnął przyłączyć się do zboru, jeden ze starszych tego zboru brał go na osobność, pościł i modlił się z nim, dopóki całe jego życie nie zostało przemodlone i wprowadzone w Boskie światło. W ten sposób człowiek przebudzony duchowo prowadzony był do tego, by całkiem świadomie wyzwolić się od swoich dotychczasowych więzów grzechu przez wyznanie swoich grzechów i przez zadośćuczynienie wyrządzonych krzywd. Także my powinniśmy raz tego dokonać przemodlić całe nasze przeszłe życie, rok za rokiem, jak daleko Duch będzie nas prowadził wstecz, prostując każdą sprawę, na której położy On swój palec. Wtedy będziemy mogli, jak mówi Job /11.13-19/ "podnieść oblicze" i "nikt nas nie przestraszy". Czy możesz podnosić oblicze i patrzeć na ludzi, na domy, na miejsca pracy, gdzie przebywałeś i czy nic cię nie straszy? Czy odnośnie twojej przeszłości można powiedzieć o tobie to, co o Noem: "I zamknął Pan za nim [drzwi]"? /1Moj.7.16/ Błogo ci, jeśli możesz doświadczać błogosławieństwa związanego z oczyszczonym sumieniem! Należysz wówczas do najszczęśliwszych ludzi na ziemi. Wtedy potwierdzisz, że pokuta jest darem Bożym.

Georg Steinberger


http://czytelnia.berea.edu.pl/autorzy/s ... pokuta.htm
veteran
 
Posty: 517
Dołączył(a): 1 paź 2014, o 17:38
Lokalizacja: Władysławowo

Re: Pokuta

Postprzez veteran » 12 gru 2014, o 21:03

Żądanie Jezusa: Upamiętaj się

Odtąd począł Jezus kazać i mówić: Upamiętajcie się, przybliżyło się bowiem Królestwo Niebios (Mt 4:17).

Nie przyszedłem wzywać do upamiętania sprawiedliwych, lecz grzesznych (Łk 5:32).

Mężowie z Niniwy staną na sądzie wraz z tym pokoleniem i spowodują jego potępienie, gdyż na skutek zwiastowania Jonasza upamiętali się, a oto tutaj więcej niż Jonasz (Mt 12:41).

Odpowiadając Jezus, rzekł mu: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci, jeśli się kto nie narodzi na nowo, nie może ujrzeć Królestwa Bożego (J 3:3).

... lecz jeżeli się nie upamiętacie, wszyscy podobnie poginiecie (Łk 13:3,5).

Pierwsze żądanie Pana Jezusa głoszone podczas jego publicznej służby brzmiało: „Upamiętajcie się". Nakaz ten skierowany był do każdego, kto chciał słuchać Pana. Było to jednocześnie wezwanie do radykalnej wewnętrznej przemiany człowieka w jego relacji wobec Boga i bliźniego.

CZYM JEST UPAMIĘTANIE SIĘ?

Dwie rzeczy wskazują na to, że upamiętanie się jest wewnętrzną przemianą umysłu i serca, a nie tylko żalem za grzechy bądź poprawą postępowania. Pierwszą z nich jest sam termin „upamiętać się" (gr. metanoeo), złożony z dwóch członów: meta oraz noeo. Drugi człon (noeo) odnosi się do umysłu oraz myślenia, postrzegania, skłonności i zamierzeń człowieka. Z kolei pierwszy człon (meta) jest przedrostkiem oznaczającym ruch lub przemianę. Analiza przykładów użycia tego przedrostka prowadzi do wniosku, że podstawowe znaczenie greckiego terminu metanoeo („upamiętać się") to doświadczyć przemiany obejmującej postrzeganie, skłonności i zamierzenia umysłu.

Na takie znaczenie terminu „upamiętać się" wskazuje także ewangeliczny opis relacji pomiędzy upamiętaniem się, a postępowaniem: „Wydawajcie więc owoce godne upamiętania" (Łk 3:8). Po tym wezwaniu podane są przykłady tych owoców: „Kto ma dwie suknie, niechaj da temu, który nie ma, a kto ma żywność, niech uczyni podobnie" (Łk 3:11). Oznacza to, że upamiętanie zachodzi w naszym wnętrzu. Kiedy taka przemiana następuje, wówczas pojawiają się owoce w postaci odmienionego postępowania. Upamiętanie to nie są nowe uczynki, lecz wewnętrzna przemiana, której owocami są nowe uczynki. Pan Jezus żąda, abyśmy doświadczyli tej wewnętrznej przemiany.

GRZECH – WYSTĄPIENIE PRZECIWKO BOGU

Dlaczego? Pan Jezus mówi, że jesteśmy grzesznikami. „Nie przyszedłem wzywać do upamiętania sprawiedliwych, lecz grzesznych" (Łk 5:32). Jak Pan Jezus postrzegał grzech? Oto jak On sam opisuje w przypowieści o synu marnotrawnym jego grzech: „roztrwonił swój majątek, prowadząc rozwiązłe życie, [...] roztrwonił majętność [...] z nierządnicami" (Łk 15:13.30). Kiedy syn marnotrawny upamiętał się, powiedział: „Ojcze, zgrzeszyłem przeciwko niebu i przeciwko tobie, już nie jestem godzien nazywać się synem twoim" (Łk 15:21). Marnowanie życia nieodpowiedzialnym zachowaniem i trwonieniem pieniędzy na prostytutki jest szkodliwe nie tylko z ludzkiego punktu widzenia – jest to także przestępstwo przeciwko niebu, to znaczy przeciwko Bogu. To właśnie jest istotą grzechu — wystąpienie przeciwko Bogu.

Takie postrzeganie grzechu widać także w nauczaniu o modlitwie. Pan Jezus polecił swoim uczniom, aby podczas modlitwy prosili Boga: „I odpuść nam grzechy nasze, albowiem i my odpuszczamy każdemu, kto jest nam dłużny" (Łk 11:4 KJV, przekł. tłum.). Innymi słowy grzechy, które przebacza nam Bóg, są tu zrównane z grzechami, jakie inni ludzie popełniają wobec nas. Grzechy te są nazwane tutaj „długami". Pan Jezus postrzega grzech jako coś, co znieważa Boga i stawia nas w pozycji dłużników zobowiązanych do zadośćuczynienia majestatowi Boga, którego znieważamy naszym postępowaniem oraz postawą. W dalszej części niniejszych rozważań zobaczymy w jaki sposób Pan Jezus spłacił nasz dług (Mk 10:45). Aby jednak skorzystać z tego daru Bożego, należy najpierw pokutować, czyli upamiętać się.

UPAMIĘTANIE SIĘ POTRZEBĄ KAŻDEGO CZŁOWIEKA

Nakaz upamiętania się skierowany jest do każdego człowieka. Pan Jezus wyraził to jasno, kiedy pewni ludzie przynieśli wieści o dwóch tragediach — śmierci niewinnych osób zamordowanych z rozkazu Piłata, oraz zabitych podczas zawalenia się wieży przy Syloe (Łk 13:1-4). Pan wykorzystał tę okazję, aby ostrzec także i tych, którzy te informacje przekazali: „Jeżeli się nie upamiętacie, wszyscy tak samo poginiecie" (Łk 13:5). Innymi słowy powiedział, aby nie interpretować tych tragedii w ten sposób, że niektórzy ludzie są grzesznikami i potrzebują upamiętania, inni zaś nie potrzebują go. Każdy człowiek musi się upamiętać. Każdy człowiek musi się narodzić na nowo (J 3:7), a także upamiętać się, ponieważ wszyscy jesteśmy grzesznikami.

Kiedy Pan Jezus powiedział: „Nie przyszedłem wzywać do upamiętania sprawiedliwych, lecz grzesznych" (Łk 5:32), to nie miał na myśli tego, że niektórzy są na tyle dobrzy, że nie potrzebują pokuty. Chodziło tutaj raczej o to, że niektórzy „uważają się" za sprawiedliwych (Łk 18:9), z kolei inni już się upamiętali i uporządkowali swoją relację z Bogiem. Przykładem takiej postawy jest pewien bogaty młodzieniec, który sam chciał się usprawiedliwić (Łk 10:29), a także celnik, który „bił się w pierś swoją, mówiąc: Boże, bądź miłościw mnie grzesznemu [... ] [i] poszedł usprawiedliwiony do domu swego" (Łk 18:13-14).

UPAMIĘTANIA NIE MOŻNA ODKŁADAĆ NA PÓŹNIEJ, PONIEWAŻ SĄD BOŻY JEST BLISKI

Nikt nie jest zwolniony z obowiązku upamiętania się - każdy musi upamiętać się. Nie można tego odwlekać. Pan Jezus powiedział: „Jeżeli się nie upamiętacie, wszyscy podobnie poginiecie". Co miał na myśli, mówiąc „poginiecie"? To, że ostateczny sąd Boży spadnie na tych, którzy się nie upamiętają. „Mężowie z Niniwy staną na sądzie wraz z tym pokoleniem i spowodują jego potępienie, gdyż na skutek zwiastowania Jonasza upamiętali się, a oto tutaj więcej niż Jonasz." (Mt 12:41). Pan Jezus, Syn Boży, ostrzega ludzi przed nadchodzącym sądem i obiecuje ratunek o ile ludzie upamiętają się. Dla tego, kto nie chce upamiętać się, Jezus ma tylko jedno poselstwo: „Biada tobie" (Mt 11:21).

Z tego właśnie powodu żądanie upamiętania się stanowi zasadniczą część nauczania Jezusa o Królestwie Bożym. Nauczał On, że długo wyczekiwane Królestwo Boże jest realnie obecne w Jego służbie: „Wypełnił się czas i przybliżyło się Królestwo Boże, upamiętajcie się i wierzcie ewangelii" (Mk 1:15). Treścią ewangelii, czyli dobrej nowiny, jest to, że władza Boga przyszła do ludzi w Jezusie po to, aby zbawić grzeszników zanim nadejdzie Królestwo Boże przy powtórnym przyjściu Pana Jezusa, aby sądzić świat. Tak więc żądanie upamiętania się opiera się na miłosierdziu Boga, który oferuje przebaczenie grzechów, a także na łaskawym ostrzeżeniu, że pewnego dnia straszliwy sąd Boży dosięgnie każdego, kto odrzucił łaskawą ofertę przebaczenia.

WSZYSTKIM NARODOM, POCZĄWSZY OD JEROZOLIMY

Pan Jezus po swoim zmartwychwstaniu nakazał apostołom, aby głosząc ewangelię na cały świat kontynuowali wezwanie do upamiętania się. Powiedział: „Jest napisane, że Chrystus miał cierpieć i trzeciego dnia zmartwychwstać, i że, począwszy od Jerozolimy, w imię jego ma być głoszone wszystkim narodom upamiętanie dla odpuszczenia grzechów" (Łk 24:46-47). Tak więc Pan Jezus kieruje swoje żądanie upamiętania się do wszystkich narodów. Żądanie to dochodzi także do nas, bez względu na to, kim jesteśmy i gdzie mieszkamy, i stawia nas przed koniecznością zareagowania na nie. Jest to żądanie Pana Jezusa skierowane do każdego człowieka: Upamiętaj się. Przemień dogłębnie swój umysł. Zamień wszelkie znieważające Boga i umniejszające Chrystusa myślenie, skłonności i zamierzenia na takie, które wywyższą Chrystusa i uznają Boga za największy skarb.


Materiał pochodzi z książki Johna Pipera "What Jesus demands from the World", Copyright 2006
Wykorzystano za zgodą Crossway Books, służby wydawniczej Good News Publishers,
Wheaton Il 60187 USA, www.crossway.org


http://www.jezus.pl/Czytelnia/Ewangelia ... aj-sie.htm
veteran
 
Posty: 517
Dołączył(a): 1 paź 2014, o 17:38
Lokalizacja: Władysławowo


Powrót do PODSTAWY UCZNIOSTWA

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 3 gości