Narodzenie z DUCHA ŚWIĘTEGO [nowe narodzenie]

Narodzenie z DUCHA ŚWIĘTEGO [nowe narodzenie]

Postprzez veteran » 23 paź 2014, o 14:47

Jan. 3:3-8
3. Odpowiedział Jezus i rzekł mu: Zaprawdę, zaprawdę powiadam ci: Jeźli się kto nie narodzi znowu, nie może widzieć królestwa Bożego.
4. Rzekł do niego Nikodem: Jakoż się może człowiek narodzić, będąc stary? izali powtóre może wnijść w żywot matki swojej i narodzić się?
5. Odpowiedział Jezus: Zaprawdę, zaprawdę powiadam ci: Jeźliby się kto nie narodził z wody i z Ducha, nie może wnijść do królestwa Bożego.
6. Co się narodziło z ciała, ciało jest, a co się narodziło z Ducha, duch jest.
7. Nie dziwuj się, żem ci powiedział: Musicie się znowu narodzić.
8. Wiatr, gdzie chce, wieje i głos jego słyszysz, ale nie wiesz, skąd przychodzi i dokąd idzie; takżeć jest każdy, który się narodził z Ducha.
(BG)
veteran
 
Posty: 517
Dołączył(a): 1 paź 2014, o 17:38
Lokalizacja: Władysławowo

Re: Narodzenie z DUCHA ŚWIĘTEGO [nowe narodziny]

Postprzez veteran » 23 paź 2014, o 14:57

Jedną z najistotniejszych prawd, które odnajdujemy w Biblii, kiedy uczciwie podchodzimy do jej tekstu, jest konieczność doświadczenia w trakcie naszego życia, gdzieś pomiędzy kołyską, a grobem, duchowej przemiany – przemiany serca. Innymi słowy – musimy się na nowo narodzić.

W biblijnym tekście, który o tym mówi, Jezus oznajmia, że jeśli ktoś nie narodzi się na nowo, nie ujrzy Królestwa Bożego.

Autor: J.C. Ryle (1816-1900)

Grzeszniku, kimkolwiek jesteś – mężczyzną czy kobietą, chłopcem czy dziewczyną, zwróć na to uwagę! Nie ma zbawienia bez narodzenia się na nowo! Chrystus zapewnił nam wszystko: zapłacił cenę za nasze odkupienie, dla nas żył i dla nas zmartwychwstał. Jednak nie przyniesie nam to żadnego pożytku jeśli to dzieło nie dokona się w nas: musimy się na nowo narodzić.

Konieczność nowego narodzenia

Dlaczego konieczna jest przemiana serca? Odpowiedź jest krótka i prosta. Jest to konieczne ze względu na wrodzony grzech, który jest częścią natury każdego z nas. Rodząc się, nie przychodzimy na świat z umysłem czystym i niewinnym, ale skażonym i grzesznym. Ukazujemy nasz pociąg ku złu, kiedy tylko jesteśmy w stanie to uczynić. Biblia zgodnie z prawdą mówi o tym, że „oto urodziłem się w przewinieniu i w grzechu poczęła mnie matka moja” (Ps. 51:7). Na początku było inaczej. Pierwsi rodzice, Adam i Ewa, zostali stworzeni jako święci, niewinni, wolni od grzechu, bez skazy i winy. Kiedy Bóg siódmego dnia odpoczął po stworzeniu świata, ogłosił, że ludzie, tak jak całe jego dzieło, byli bardzo dobrzy (I Mojżeszowa 1:31). Jednak, ze szkodą dla nas wszystkich, Adam złamał Boże przykazanie i stracił bliską relację ze swoim Stwórcą. Zaprzepaścił to, że został stworzony na podobieństwo Boga i oddalił się od Niego W efekcie my, jego potomkowie, przychodzimy na świat skażeni grzechem. Jesteśmy naznaczeni grzeszną naturą Adama. Czy można w to wątpić analizując naszą naturę?

Z natury jesteśmy ślepi, niezdolni by widzieć Chrystusa i rozumieć duchową rzeczywistość. Ludzie mogą być inteligentni i bystrzy w sprawach tego świata, mogą posiadać mądrość czasów, w których żyją, ale jeśli chodzi o sprawy dotyczące chrześcijaństwa, wykazują się niezrozumieniem, czy wręcz ślepotą; ich serca zakrywa gruba zasłona i nie widzą nic. Tak długo, jak długo znajdują się w tym stanie, nie są w stanie zrozumieć tego, co mówimy im o świętości i sprawiedliwości Bożej. Nie pojmują natury Bożego duchowego prawa, Jego zbliżającego się sądu, swoich własnych przewinień i zagrażającego im niebezpieczeństwa. Nie czują tego, nie dbają o to i nie zastanawiają się nad tym. Mogą wysłuchać nauczania na ten temat, ale nie pozostawia to w nich żadnego śladu i wkrótce niczym nie różnią się od tych, którzy nigdy tej prawdy nie słyszeli. Nie są w stanie pojąć, jak cenna jest śmierć Chrystusa i Jego odkupienie, nie widzą doskonałości i mądrości dzieła krzyża. Dlaczego tak jest? Odpowiedzi dostarcza nam apostoł Paweł: „człowiek zmysłowy nie przyjmuje tych rzeczy, które są z Ducha Bożego, bo są dlań głupstwem, i nie może ich poznać, gdyż należy je duchowo rozsądzać” (I Koryntian 2:14). Taka właśnie jest prawdziwa przyczyna znużenia, martwoty i lekceważenia, którą często widzimy u osób uczestniczących w nabożeństwach. Z tego to powodu obserwujemy tak ogromną obojętność na sprawy duchowe, tak pośród biednych jak i bogatych, a ewangelia wydaje się dla wielu zapieczętowaną księgą. Taka obojętność pochodzi z serca człowieka. Niektórzy utrzymują, że przyczyną jest brak właściwego nauczania, brak czasu, czy też jakieś szczególne trudności w ich życiu, jakich nie ma nikt inny na świecie. Ale prawda leży głębiej. Brakuje im nowych serc. Gdyby mieli nową naturę, nie słyszelibyśmy więcej o braku nauczania, braku czasu, czy trudnościach. Każda góra byłaby obniżona, a każda dolina podniesiona, aby przygotować na pustyni drogę Pańską (por. Izajasza 40:3-4).

Z natury nie kochamy duchowych praw Królestwa Bożego. Być może nie przeciwstawiamy się otwarcie konieczności ich przestrzegania, i ze złością zaatakowalibyśmy każdego, kto zasugerowałby ich odrzucenie, ale nie znajdujemy w nich prawdziwej radości. Pełnienie woli Bożej nie jest naszym pokarmem (por. Ew. Jana 4:34). Z natury kochamy naszą własną drogę, nasze własne pragnienia i to jest nasze jedyne prawo. Oddajemy się swoim własnym przyjemnościom i szukamy własnych zysków, a temu, który nas stworzył i odkupił poświęcamy jedynie skrawki naszego czasu.

Z natury nie oceniamy siebie według Bożych standardów. Czy ktoś sam z siebie może przyjąć Kazanie na Górze (Ew. Mateusza 5:1 – 7:49) za regułę, według której będzie żył? Czy są tacy, którzy podziwiają ubogich w duchu, tych, którzy się smucą, cichych, tych, którzy łakną i pragną sprawiedliwości, miłosiernych, ludzi czystego serca, pokój czyniących czy tych, którzy cierpią prześladowania z powodu sprawiedliwości? Takimi właśnie ludźmi świat pogardza. Są oni uważani za nic w porównaniu z radosnymi lekkoduchami, którzy lubią się napić i głośno śpiewać sprośne piosenki. A jednak, to tych pogardzanych Jezus nazywa błogosławionymi. Czy jest ktoś, kto w naturalny sposób postrzega grzech, tak jak naucza o nim Jezus? Jak niewielu uważa pijaństwo i cudzołóstwo za grzechy zasługujące na potępienie. A tak właśnie naucza Biblia. Niewielu też uzna złość bez przyczyny za równie złą jak morderstwo, a pożądliwe patrzenie za równie złe jak cudzołóstwo! Takie jest jednak nauczanie Jezusa (Ew. Mateusza 5:37 – 28). Gdzie są ludzie, którzy pragną kochać swoich wrogów, błogosławią tych, którzy ich nienawidzą i modlą się o tych, którzy ich prześladują? Taka jest jednak zasada ustanowiona przez Jezusa. Skąd więc taki rozdźwięk pomiędzy ludzkimi, a Bożymi standardami? Z całą pewnością są to dwa różne światy .

Z natury nie pragniemy oddawać chwały Bogu. Nie sprawia nam przyjemności rozmowa o Nim. Sprawy tego świata absorbują nas nieporównywalnie bardziej i niewiele jest osób, pośród których rozmowa o Chrystusie i niebie, nie kończy się szybko zapadnięciem niezręcznej ciszy! Niektórzy swoje postępowanie tłumaczą złym przykładem wyniesionym z domu, inni obwiniają brak wykształcenia, jednak zło zakorzenione jest dużo głębiej: „co się narodziło z ciała, ciałem jest” (Ew. Jana 3:6). Jedynym rozwiązaniem jest przemiana natury człowieka. Złe drzewo może rodzić tylko złe owoce, a korzeniem zła jest nieprzemienione serce.

Z natury nie nadajemy się do przebywania w chwale Królestwa Jezusa Chrystusa. Rodzaj życia, które prowadzimy, sprawy, w które się z przyjemnością angażujemy, pragnienia, które staramy się zaspokoić, nasze poglądy – wszystko to świadczy o tym, że z natury nie pasujemy do dziedzictwa, które ma być udziałem prawdziwych dzieci Bożych. Osoba, której natura nie została przemieniona, nie szuka świętości we wszystkich sferach życia. Jak więc mogłaby znaleźć się w miejscu, do którego nie wejdzie „nic nieczystego ani nikt, kto czyni obrzydliwość i kłamie” (Obj. 21:27). W jaki sposób mogłaby stanąć w Bożej obecności? Jeśli ktoś nie znajduje przyjemności w modlitwie, czy uwielbieniu Boga na ziemi, jak mógłby znaleźć radość w niebiańskim uwielbieniu, gdzie przed tronem Bożym widziane przez Jana postaci „nie odpoczywając ani w dzień, ani w nocy śpiewały: ‘Święty, święty, święty jest Pan, Bóg Wszechmocny, który był i który jest, i który ma przyjść’” (Obj. 4:8)? Ludzie cieleśni nie uznają tego, że mogą zbliżyć się do Boga, przez Jezusa Chrystusa, tak aby chodzić z Nim i mieć z Nim bliską relację, za zaszczyt. Jak więc może być dla nich szczęściem to, że będą na zawsze przebywać z Barankiem w Bożej obecności? Kiedy nie idą śladami świętości mężczyzn i kobiet z poprzednich pokoleń i nie znajdują zachęty w przykładzie ich wiary i wytrwałości – jak mogliby dołączyć do grona tych świętych? Przeżywszy życie pełne diabelskich i ziemskich przyjemności, jakie powitanie mieliby usłyszeć z ust Abrahama, apostoła Pawła, czy też innych świętych, którzy w swoim czasie stoczyli dobry bój wiary?

Niestety! Nieprzemieniony człowiek w niebie byłby najnieszczęśliwszą istotą. Nie mógłby oddychać tym niebiańskim powietrzem, a przebywanie w atmosferze radości i miłości byłoby dla niego nieznośne. Nie pasowałby do grona świętych, tak jak zwierzę nie pasuje do towarzystwa ludzi. Podczas gdy oni pragnęliby doznań duchowych, on byłby pełen grzesznych pragnień tego świata – nie mieliby ze sobą nic wspólnego. Wiem, że są marzyciele, którzy pragną wierzyć, że w śmierci dokona się taka przemiana, która sprawi, że umierający grzesznik zmartwychwstanie jako święty, ale jest to czysta iluzja. Dzieło przemiany nie dokonuje się w grobie. Ci, którzy umierają jako ludzie duchowi, takimi będą po zmartwychwstaniu. Ci, którzy umierają jako ludzie cieleśni, takimi pozostaną. Jeśli chcemy pasować do rzeczywistości niebiańskiej, przemiana naszego serca musi stać się teraz, tu na ziemi.

Krótko mówiąc – prawda jest taka, że z natury wszyscy, mężczyźni i kobiety, są martwi z powodu grzechu. Nie mają nadziei żyjąc na świecie bez Boga, w stanie potępienia. A co najgorsze zupełnie nie zdają sobie z tego sprawy. Martwe ciało w grobie nie czuje pełzających po nim robaków; nieszczęśnik, który nieświadomie wypił truciznę nie wie, że już się nie obudzi. Tak też nienawrócony człowiek nie rozumie, że czegoś bardzo potrzebuje. W swej naturze jest martwy, chociaż żyje, gdyż jego ciało, dusza i umysł nie pełnią swojej właściwej funkcji, którą jest oddanie chwały Bogu. Taki właśnie jest, lub był, stan każdej duszy. Nie ma stanu pośredniego. Nie można być na wpół żywym, ani na wpół martwym. Albo byliśmy martwi i zostaliśmy wzbudzeni do życia, albo też jesteśmy wciąż martwi i nowe narodzenie musi się jeszcze dokonać.

Ta nauka nie odnosi się jedynie do złych ludzi, takich jak złodzieje, czy mordercy, ale do wszystkich bez wyjątku. Dotyczy tak nisko jak i wysoko urodzonych; biednych i bogatych; wykształconych i niewykształconych; starych i młodych, gdyż wszyscy z natury są grzeszni. Dlatego właśnie Jezus powiedział, że jeśli się ktoś nie narodzi na nowo nie wejdzie do nieba. Być może trudno nam to przyjąć, ale tak właśnie powiedział nasz Pan. W Słowie Bożym znajdziesz potwierdzenie, że tak właśnie jest.

Natura nowego narodzenia

Przedstawiwszy na podstawie Biblii konieczność narodzenia się na nowo chciałbym teraz skupić się na tym, co właściwie oznacza to dziwne wyrażenie – narodzić się na nowo.

Jest to przemiana, która pozwala nam odzyskać coś z Bożej natury, kiedy jesteśmy odnowieni na Jego obraz. Jest to całkowita przemiana naszego wnętrza. Pełnia i waga tej przemiany jest ukazana poprzez sposób, w jaki Jezus ją określa. Nazywa ją NARODZENIEM SIĘ NA NOWO. Wszyscy narodziliśmy się raz, jako mężczyźni i kobiety, ale musimy poszukiwać tego, aby narodzić się na nowo jako prawdziwi chrześcijanie. Narodziliśmy się jako potomstwo Adama, ale biada nam jeśli nie narodzimy się na nowo jako dzieci Boże! Narodziliśmy się z ciała, ale musimy również narodzić się z Ducha. Narodziliśmy się w wymiarze ziemskim, ale musimy również narodzić się w niebiańskim. Narodziliśmy się z grzeszną naturą, więc musimy narodzić się do świętości. Nasze naturalne narodziny są niezbędne do życia naszego ciała. Nasze duchowe narodziny są niezbędne do życia naszej duszy.

Narodzić się na nowo znaczy przyjąć nową formę istnienia. Oznacza to nowy umysł, nowe serce, nowe poglądy, nowe zasady, nowe gusta, nowe pragnienia, nowe preferencje, nowe obawy, nowe radości, nowe smutki, nową miłość do tego, czego niegdyś nie lubiliśmy i nową nienawiść do tego, co niegdyś kochaliśmy. Nowe myśli o Bogu, o nas samych, o świecie i o życiu, które nadchodzi, jak również nowe myśli o tym, w jaki sposób to życie staje się naszym udziałem. Ten, kto doświadczył nowego narodzenia, staje się nową osobą, nowym stworzeniem. Stare przeminęło, oto wszystko stało się nowe (por. II Koryntian 5:17). Nie chodzi o to, że nasze naturalne zdolności i umiejętności są nam zabrane i zniszczone – powiedziałbym raczej, że otrzymują całkiem nową podstawę i nowy kierunek. Tak jakby stary kawałek metalu nie został wyrzucony, ale przetopiony i ukształtowany na nowo, zyskując nową pieczęć i stając się w efekcie nową monetą.

Nie jest to zmiana powierzchowna, jak postawa Heroda wobec Jana Chrzciciela (Ew. Marka 6:20), czy ukorzenie się Ahaba (I Królewska 21:27), które były tylko chwilową zmianą zachowania. Nie jest to jedynie przyjęcie nowej nazwy i nowego myślenia, ale głębokie wszczepienie nowych zasad, które z pewnością wydadzą dobry owoc. To jak otwarcie oczu ślepca, czy uszu niesłyszącego, jak rozwiązanie języka niemowy, czy przywrócenie rąk i nóg chromemu, ponieważ ten, kto narodzi się na nowo nie oddaje już swoich członków grzechowi na oręż nieprawości, ale oddaje je Bogu na oręż sprawiedliwości i dopiero wtedy czyni z nich właściwy użytek (por. Rzymian 6:13).

Narodzić się na nowo to stać się przez adopcję członkiem nowej rodziny – rodziny Bożej. Czujemy wtedy, że Bóg jest naprawdę naszym ojcem, a my staliśmy się synami i córkami Najwyższego. Zostaliśmy obywatelami nowego państwa, odrzuciliśmy niewolę Szatana i jako uwolnieni żyjemy w chwalebnej wolności Królestwa Chrystusa, okazując naszemu Królowi ogromną miłość i najwyższą cześć, wierząc, że On zachowa nas od złego.

Narodzić się na nowo to przeżyć duchowe zmartwychwstanie. Jest to tylko cień tego co ma nastąpić, ale w pewien sposób wskazuje na to, co się stanie, gdyż nowe narodzenie jest przejściem z śmierci do żywota (por. Ew. Jana 5:24). Jest to przejście ze stanu, w którym Bóg był nam obojętny, do prawdziwego poznania Go. Od strachu, jaki przed panem odczuwają niewolnicy, do miłości jaką dzieci darzą ojca; od ospałego wykonywania obowiązków, do gorącego pragnienia służenia Mu; od leniwej obojętności względem zbawienia, do palącej żarliwości. Jest to przejście od obcości względem Boga, do głębokiego zaufania, od wrogości, do pokoju, od życia światowego, do życia świętego, od ziemskiego, zmysłowego, szukającego poklasku u ludzi sposobu myślenia, do całkowitego poddania umysłu Chrystusowi. To właśnie oznacza narodzić się z Ducha.

Czy narodziłeś się na nowo?

Pozostaje mi tylko odwołać się do Twojego sumienia. Gdyby doktryna o nowym narodzeniu była drugorzędnej wagi – kiedy osoba nie mająca pewności narodzenia na nowo wciąż mogłaby być zbawiona, jak w przypadku innych doktryn – nie starałbym się wywierać presji. Ale to, o czym tu mówimy, jest jednym z dwóch filarów ewangelii. Pierwszym jest zbawienie z łaski przez ofiarę Chrystusa, a drugim właśnie odnowienie serca przez Ducha Świętego. Tak jak musimy doświadczyć przebaczenia, tak musimy dostąpić przemiany. Musimy zostać odnowieni tak, jak zostaliśmy odkupieni.

Jest to szczególnie ważne w czasach, w których żyjemy. Wielu przyjmuje zwiastowanie o mocy i pragnieniu Chrystusa, by ich zbawić, jednak nadal żyją w grzechu. Zapominają o tym, że tak jak dzieło Chrystusa musiało się dokonać dla nas, tak dzieło Ducha Świętego musi dokonać się w nas. Mocarz, Szatan, musi zostać usunięty z naszego domu, a Jezus musi go objąć w posiadanie. Musimy tu, na ziemi, rozpocząć życie świętych, albo nigdy nie znajdziemy się w ich gronie w niebie. Dzieło Chrystusa jest w pełni naszą przepustką do nieba, ale musimy zostać przemienieni, aby w nim zamieszkać.

Muszę powiedzieć, że doktryna o nowym narodzeniu dzieli każdy kościół na dwie części, a linia, która pomiędzy nimi przebiega oddziela pszenicę od plew. W każdym kościele są ci, którzy narodzili się jedynie z ciała i ci, którzy narodzili się też z Ducha. Niewiele jest kościołów, gdzie nie cisną się na usta te słowa: „Panie oto wielu jest powołanych, ale niewielu wybranych”. Królestwo Boże to nie tylko kwestia języka i zewnętrznych przejawów pobożności. To musi pochodzić z wnętrza człowieka, z samego środka jego serca. Nie zawaham się powiedzieć, że wielu członków kościoła to ludzie martwi duchowo.

Dlatego błagam Cię, abyś sprawdził swoje serce i upewnił się, czy narodziłeś się na nowo? Czy istnieją solidne podstawy abyś stwierdził, że zdjąłeś z siebie starego, miłującego grzech, człowieka, a przyoblekłeś się „w nowego człowieka, który jest stworzony według Boga, w sprawiedliwości i świętości prawdy” (Efazjan 4:24)? Czy Twój umysł został odnowiony? Czy rodzisz owoce ciała, czy Ducha? Czy pragniesz rzeczy tego świata, czy Bożych? Jesteś człowiekiem cielesnym, czy duchowym? Nie byłoby dobrze, gdybym zataił przed Tobą prawdę o konieczności narodzenia się na nowo, nie byłoby też mądrze gdybyś ją odrzucił.

Czy narodziłeś się na nowo? Bez tego nie ma zbawienia. Jeśli nie narodziłeś się na nowo, nie możesz ujrzeć Królestwa Bożego. Pomyśl, jak przerażającym doświadczeniem będzie oglądać je z daleka i nie zostać wpuszczonym, tak jak stało się to w przypadku bogacza z przypowieści (Ew. Łukasza 16:19-31). Jak okropnie będzie znaleźć się w piekle, w pełni zadowolonym ze swojej kondycji duchowej, lecz nie narodzonym na nowo. Wiele jest dróg na zatracenie, ale żadna nie jest tak smutna jak ta, którą podążają nominalni chrześcijanie – mężczyźni i kobiety, którzy mieli światło, poznanie, ostrzeżenia, środki i możliwości, a jednak idą tą drogą z uśmiechem, jakby kazania nie dotyczyły ich, piekło było łożem usłanym różami, a Bóg był kłamcą, który nie dotrzymuje słowa.

Czy narodziłeś się na nowo? Nie chciałbym, aby ten tekst napełnił Twoją głowę wiedzą na ten temat, ale aby poruszył Twoje serce. Nie wszyscy, którzy chodzą do kościoła będą zbawieni. Zbory i pastorzy są po to, aby pobudzić Cię do wejrzenia w siebie, abyś przebudził się i dostrzegł prawdziwy stan swojej duszy. Zaraz po tym, jak odpowiesz sobie na pytanie: „Czy przyjąłem Chrystusa jako swojego Zbawiciela”? powinieneś zadać sobie inne: „Czy narodziłem się na nowo”?

Drogi Czytelniku, jeśli kochasz życie, sprawdź jaka jest Twoja kondycja duchowa. Jeśli nie jesteś przekonany, że w Twoim życiu nastąpiło nowe narodzenie, wiedz, że tysiąc razy lepiej jest przekonać się o tym teraz, kiedy żyjesz i możesz żyć na wieki, niż wtedy, kiedy będzie już za późno i czeka Cię wieczne potępienie!

Z doświadczeniem nowego narodzenia wiąże się wiele cudownych obietnic. Wielu chrześcijan mogłoby podzielić się z Tobą historią swojego życia, które było straszliwą ciemnością dopóki nie zajaśniał w nim Chrystus. Kościół w Koryncie składał się z wielu mężczyzn i kobiet, którzy niegdyś żyli w strasznym grzechu, jednak Apostoł Paweł pisze o nich: „aleście obmyci, uświęceni i usprawiedliwieni w imieniu Pana Jezusa Chrystusa i w Duchu Boga naszego” (I Koryntian 6:11). Wielu chrześcijan w Efezie żyło wcześniej w grzechu, tak jak być może Ty dzisiaj, ale Bóg ich ożywił wraz z Chrystusem, aby byli Jego dziełem, stworzeni w Chrystusie Jezusie do dobrych uczynków (por. Efezjan 2:4-10). Zbadaj więc swoje serce i przybliż się w modlitwie do Boga, a On zbliży się do Ciebie. Jeśli jednak nie poprosisz Go o życie wieczne, nie otrzymasz go.

Ja również modlę się do Boga, który może wszystko nowym uczynić, aby w swoim Duchu dotknął Twojego serca i przekonał cię o tej prawdzie, tak abyś nie zaznał odpocznienia dopóki nie staniesz się nowym stworzeniem, kobietą lub mężczyzną, który może powiedzieć: „niegdyś byłem umarły, lecz teraz żyję; byłem ślepy, ale odzyskałem wzrok”.


http://www.jezus.pl/Czytelnia/Drogowska ... ieczne.htm
http://www.jezus.pl/Czytelnia/Drogowska ... dzenia.htm
http://www.jezus.pl/Czytelnia/Drogowska ... a-nowo.htm
veteran
 
Posty: 517
Dołączył(a): 1 paź 2014, o 17:38
Lokalizacja: Władysławowo

Re: Narodzenie z DUCHA ŚWIĘTEGO [nowe narodziny]

Postprzez veteran » 23 paź 2014, o 15:03

Poddać się, prosić, być posłusznym, wierzyć
Cokolwiek by to było,
Nawet najdroższe me bożyszcze,
Pomóż mi zniszczyć przed Twym tronem
I wielbić tylko Ciebie!

Śpiewamy tak bez zająknienia, ale jednocześnie czynimy naszą modlitwę nierzetelną, nie chcąc się wyrzec właśnie tych bożków, o których śpiewamy. Porzucenie bowiem ostatniego bożka oznacza zanurzenie się w stan wewnętrznej samotności, pustki, której nie może zaspokoić żadne ewangeliczne nabożeństwo, ani żadna wspólnota z innymi chrześcijanami. Dlatego większość chrześcijan pragnie zabezpieczyć się, prowadząc życie kompromisowe.

Mają coś niecoś z Boga, ale tylko tyle, by mieć bezpieczeństwo. Nie mają jednak wszystkiego. I Bóg ma coś z nich, ale też nie wszystko. I tak żyją swym letnim życiem i starają się zamaskować swe głębokie duchowe ubóstwo, obnosząc na twarzy jasne uśmiechy i śpiewając żywe piosenki. Jedną sprawę należy tu dokładnie wyjaśnić: wędrówka duszy przez ciemną noc nie jest sama w sobie żadną zasługą. Cierpienia i samotność nie podnoszą wartości człowieka przed Bogiem, dzięki nim nie można sobie zasłużyć na namaszczenie. Nie możemy niczego od Boga kupić. Wszystko pochodzi z Jego dobroci, z przelanej krwi Chrystusa, która nas odkupiła, i jest wolnym darem bez żadnych dodatkowych warunków.

Udręka duszy przynosi jednak rezultat w postaci oderwania się od ziemskich spraw i zwrócenia uwagi na Boga. Wszystko, o czym poprzednio była mowa, dotyczyło przygotowania duszy do tego Bożego dzieła. Samo napełnienie nie jest sprawą skomplikowaną. Choć zwykle staram się unikać sformułowań typu „jak” w sprawach duchowych, wierzę, że odpowiedź na pytanie: „Jak mogę zostać napełniony przez Ducha Świętego?” może być udzielona za pomocą czterech słów, czterech czasowników wymagających osobistego działania. Oto one: poddać się, prosić, być posłusznym, wierzyć.

• Poddać się: „A zatem proszę was, bracia, przez miłosierdzie Boże, abyście składali ciała swoje na ofiarę żywą, świętą, Bogu przyjemną, jako wyraz waszej rozumnej służby Bożej. Nie bierzcie więc wzoru z tego świata, lecz przemieniajcie się przez odnawianie umysłu, abyście umieli rozpoznać, jaka jest wola Boża: co jest dobre, co Bogu przyjemne i co doskonałe.”(Rz 12, 1-2).

• Prosić: „Jeśli więc wy, choć źli jesteście, umiecie dawać dobre dary swoim dzieciom, o ileż bardziej Ojciec z nieba da Ducha Świętego tym, którzy Go proszą.” (Łuk 11, 13).

• Być posłusznym: „Dajemy temu świadectwo my właśnie oraz Duch Święty, którego Bóg udzielił tym, którzy Mu są posłuszni.” (Dz 5,32). Pełne i bez niechęci posłuszeństwo wobec woli Boga jest absolutnie nieodzowne do przyjęcia namaszczenia. Czekając na Boga, powinniśmy z czcią studiować Pismo Święte, nasłuchiwać Jego łagodnego, cichego głosu, aby poznać, czego od nas oczekuje. A następnie, ufając Jego możliwościom, powinniśmy być Jemu posłuszni, tak jak tylko potrafimy, zgodnie z naszymi umiejętnościami i zdolnościami pojmowania.

• Wierzyć: „Tego jednego chciałbym się od was dowiedzieć, czy Ducha otrzymaliście na skutek wypełniania Prawa za pomocą uczynków, czy też stąd, że daliście posłuch wierze?” (Gal 3, 2). Ponieważ napełnienie Duchem można przyjąć przez wiarę, i tylko przez wiarę, wystrzegajmy się więc takiej imitacji wiary, która jest jedynie intelektualną akceptacją prawdy. Było to już źródłem wielkiego rozczarowania dla wielu. Prawdziwa wiara nieuchronnie rodzi wewnętrzne świadectwo.

Czymże jednak jest to świadectwo? Nie jest ono żadnym przeżyciem fizycznym, żadnym zjawiskiem dźwiękowym, ani też uczuciem duszy. Duch nigdy nie powierza siebie ciału. Jedyne świadectwo, jakie On daje, jest subiektywne, znane tylko samej jednostce. Duch Święty objawia się głęboko w duchu człowieka. Ciału nie przynosi to żadnej korzyści, lecz wierzące serce nieomylnie rozpoznaje: Święty, święty, święty! I jeszcze sprawa ostatnia. Ani w Starym ani w Nowym Testamencie, ani w świadectwach chrześcijańskich, znajdujących się w pismach pozostawionych przez świętych, nie ma wzmianki (na ile sięga moja wiedza) o żadnym wierzącym, który byłby napełniony przez Ducha Świętego, nie wiedząc o tym. Nikt także nie został napełniony nie wiedząc, kiedy to się stało, ani też nikt nie był napełniany stopniowo.

Wiele osób wierzących połowicznie usiłuje obejść te trzy fakty, zupełnie tak jak Adam, próbując schronić się przed obecnością Boga, ale nie są to wystarczająco dobre kryjówki. Człowiek, który nie wie, kiedy został napełniony, nie był po prostu nigdy napełniony (nie chodzi tu, rzecz jasna, o dokładne pamiętanie daty). A ten, kto myśli, że będzie napełniany stopniowo, nie będzie napełniony nigdy.

Według mojej oceny, relacja między Duchem Świętym a wierzącym jest najistotniejszym problemem, przed jakim stoi Kościół w dzisiejszych czasach. W porównaniu z nim problemy podnoszone przez chrześcijański egzystencjalizm lub neoortodoksję są niczym. Idee ekumeniczne, czy też teorie eschatologiczne, nie zasługują na uwagę dopóty, dopóki każdy wierzący nie będzie mógł dać twierdzącej odpowiedzi na pytanie: „Czy przyjęliście Ducha Świętego, gdy uwierzyliście?” I może się tak stać, że gdy doświadczymy napełnienia przez Ducha Świętego, będziemy mogli stwierdzić z zadowoleniem, iż rozwiązało ono również nasze inne problemy.

Fragment z książki „Klucz do głębszego życia”


http://radykalnykrzyz.blogspot.nl/2013/ ... erzyc.html
veteran
 
Posty: 517
Dołączył(a): 1 paź 2014, o 17:38
Lokalizacja: Władysławowo

Re: Narodzenie z DUCHA ŚWIĘTEGO [nowe narodziny]

Postprzez veteran » 23 paź 2014, o 15:05

Czy jesteś przekonany, że potrzebujesz Ducha Świętego?

Gdy człowiek jest już przekonany, że może być napełniony przez Ducha, jeszcze musi tego pragnąć. Powinien odpowiedzieć sobie na następujące pytania: Czy jesteś już pewien, że pragniesz być tak opanowany przez Ducha, który będąc czystym i łagodnym, mądrym i kochającym, będzie jednak domagał się, abyś pozwolił Mu kierować twoim życiem? Czy jesteś pewny, że chcesz być prowadzony przez Tego, który będzie wymagał posłuszeństwa wobec napisanego Słowa? Który nie będzie tolerował żadnych grzechów związanych z własnym „ja” ani samolubstwa, ani pobłażania sobie? Który nie pozwoli ci na wyniosłe zachowanie, przechwałki i zarozumiałość? Który odbierze ci możliwość kierowania swoim życiem i Sobie zarezerwuje wszelkie prawo do sprawdzania i karcenia ciebie? Który odbierze ci wiele ukochanych rzeczy, które podstępnie szkodzą twojej duszy?

Dopóki nie odpowiadasz z zapałem „tak” na te pytania, dopóty naprawdę nie chcesz być napełniony. Możesz wprawdzie pragnąć wzruszeń, zwycięstw lub mocy, ale w istocie nie pragniesz być napełniony Duchem. Twoje pragnienie jest niewiele większe od zwykłego życzenia i nie jest dość czyste, aby zadowoliło Boga, który oczekuje wszystkiego lub niczego.

Jeszcze raz spytaj siebie: Czy jesteś przekonany, że potrzebujesz Ducha Świętego? Dziesiątki tysięcy ludzi: księży, misjonarzy i przeciętnych chrześcijan jakoś sobie radzi bez napełnienia Duchem Świętym. Ich pozbawiona Ducha działalność może do prowadzić tylko do tragedii w dniu Chrystusowym, o czym przeciętni chrześcijanie jakby zupełnie zapomnieli. A jak to wygląda u ciebie? Być może, trudno ci uwierzyć w przełom, jaki może przynieść ze sobą napełnienie przez Ducha. Jeśli tak, to spójrz na owoce tej postawy. Jaki jest rezultat twego życia? Pracujesz na niwie religijnej, głosząc kazania, śpiewając, pisząc, służąc, ale jaka jest jakość twoich czynów? Prawdą jest, że przyjąłeś Ducha w momencie nawrócenia. Lecz czy jest także prawdą, że bez namaszczenia Duchem jesteś w stanie opierać się pokusom, być posłuszny Słowu Bożemu, rozumieć prawdę, żyć zwycięsko, umierać w pokoju i wyjść bez lęku na spotkanie Chrystusa w dniu Jego przyjścia?

Ale jeżeli twoja dusza woła do Boga, do Boga żywego, a twoje wyschnięte i puste serce straciło nadzieję, że jest możliwe prowadzenie normalnego chrześcijańskiego życia bez nieustannego namaszczenia, wtedy spytaj samego siebie: Czy jest to pragnienie, które ogarnia całą twoją istotę? Czy jest ono największą rzeczą w twoim życiu? Czy usuwa ono wszelką zwykłą działalność religijną i napełnia cię żarliwą tęsknotą, która może być określona jako pragnienie aż do bólu? Jeśli twe serce odpowiada „tak” na te pytania, jesteś prawdopodobnie blisko duchowego przełomu, który przemieni całe twoje życie.

Większość chrześcijan załamuje się właśnie w trakcie przygotowania do przyjęcia namaszczenia Ducha. Prawdopodobnie nikt nie został napełniony, nie przeżywając wcześniej głębokiego rozdarcia duszy i wewnętrznego niepokoju. Gdy wchodzimy w ten stan, ogarnia nas pokusa poddania się panice i wycofania. Szatan współczująco nakłania nas do wycofania się „...abyśmy czasem nie stali się rozbitkami w wierze i nie obrazili Pana, który nas odkupił”. Rzecz jasna. Szatan nie dba o nas ani o Boga. Jego celem jest, abyśmy pozostali słabi i nieuzbrojeni w dniu konfliktu. I miliony wierzących wpada w pułapkę, przyjmując to pełne obłudy kłamstwo jako ewangeliczną prawdę i wraca, tak jak prorocy Obadiasza, do swoich jaskiń, aby żyć o chlebie i wodzie (por. 1 Król. 18, 3-4).

Aby dojść do pełni, trzeba przedtem przeżyć pustkę. Zanim Bóg napełni nas Sobą, musimy usunąć swoje „ja”. Ten proces przynosi bolesne niezadowolenie i zwątpienie w siebie. To właśnie przeżywa wiele osób tuż przed swym nowym, radosnym doświadczeniem. Musimy przejść przez całkowite przewartościowanie siebie, przez śmierć dla wszystkiego, co zewnątrz i wewnątrz nas. W przeciwnym razie nigdy nie będzie mogło nastąpić prawdziwe napełnienie Duchem Świętym.

fragment z książki „Klucz do głębszego życia”


http://radykalnykrzyz.blogspot.nl/2013/ ... ujesz.html
veteran
 
Posty: 517
Dołączył(a): 1 paź 2014, o 17:38
Lokalizacja: Władysławowo

Re: Narodzenie z DUCHA ŚWIĘTEGO [nowe narodziny]

Postprzez veteran » 23 paź 2014, o 15:09

NOWE NARODZENIE - DUCH ŚWIĘTY
http://oblubienica.eu/forum/posty/temat ... ety/page/1

Nowe narodzenie to rozpoczęcie NOWEGO ŻYCIA.
Wszystko się zmienia: wartości, upodobania, cele, marzenia, sposób życia.
Zostawiamy stare, grzeszne życie, zostawiamy świat a zaczynamy iść za Jezusem, naśladując go.
Rodzimy się na nowo z wody i z Ducha. Woda to Słowo Boże. Na skutek słuchania Słowa Bożego oraz działaniu Ducha Świętego, rodzi się w nas wiara. Duch Święty przekonuje nas o grzechu, prowadzi do pokuty czyli wyznania i porzucenia popełnionych i pełnionych grzechów. Przez wiarę w odkupienie dokonane przez ofiarę Jezusa Chrystusa otrzymujemy odpuszczenie grzechów. I to jest moment nowego narodzenia. Chrystus staje się naszym Zbawicielem i Panem.
Pojawia się radość i pokój Boży. Zaczynamy mieć żywą nadzieję. W niej trwamy i pielgrzymujemy poddając się procesowi uświęcenia, który prowadzi do dojrzałości duchowej, do upodobnienia się do Jezusa.
Jesteśmy włączeni do ludu Bożego, Stajemy się uczniami Jezusa Chrystusa, wzrastamy w wierze, uświęcamy się, by stać się podobnym do Jezusa Ef 4,13 w naszym postępowaniu. Tak żyjąc oczekujemy - jako Oblubienica - powrotu Oblubieńca.
Na koniec naszej drogi spotkamy się z Jezusem i ... zawsze z Nim będziemy! Chwała Panu Bogu za zbawienie i możliwość porzucenia starego życia i rozpoczęcie nowego.
I to jest nasza chwalebna nadzieja!

Waldemar Świątkowski
veteran
 
Posty: 517
Dołączył(a): 1 paź 2014, o 17:38
Lokalizacja: Władysławowo

Re: Narodzenie z DUCHA ŚWIĘTEGO [nowe narodzenie]

Postprzez veteran » 23 paź 2014, o 15:19

Nowe narodzenie Siergiej Nieczytajło





veteran
 
Posty: 517
Dołączył(a): 1 paź 2014, o 17:38
Lokalizacja: Władysławowo

Re: Narodzenie z DUCHA ŚWIĘTEGO [nowe narodzenie]

Postprzez veteran » 31 paź 2014, o 22:09

veteran
 
Posty: 517
Dołączył(a): 1 paź 2014, o 17:38
Lokalizacja: Władysławowo

Re: Narodzenie z DUCHA ŚWIĘTEGO [nowe narodzenie]

Postprzez veteran » 20 lis 2014, o 16:29

Chrzest Duchem Świętym

Jestem głęboko poruszony pytaniami Braci i Sióstr o sprawę chrztu Duchem Świętym. W pytaniach wyraźnie brzmi niepewność, często smutek, dramatyczne szukanie odpowiedzi na pytanie: „kiedy mogę być pewny tego, że Duch Święty zamieszkał w moim sercu?” Jest to bardzo ważne pytanie dla każdego, kto chce wieść życie bogobojne, wierne i ... szczęśliwe.

Z tego powodu chcę podzielić się swoimi spostrzeżeniami. Jest to moje przekonanie i nikomu go nie narzucam, nie podejmę też dyskusji (bo byłby to raczej spór) z oponentami.

Trzeba stwierdzić, że na temat Ducha Świętego mamy dzisiaj najwięcej dyskusji, najwięcej nieporozumień i sporów. Dyskusyjna „burza” toczy się przez wszystkie wyznania i kościoły, poczynając od tych, którzy negują dary Ducha Świętego, przez tych, którzy wierzą w dary Ducha, po skrajnych charyzmatyków, wypaczających zarówno sposoby działania jak i dary Ducha.

Najczęstsze pytanie brzmi: „od kiedy Duch Święty zamieszkuje w nas? Czy chrzest Duchem Świętym następuje w wyniku nowego narodzenia i czy jest tym samym?”

Nowe narodzenie i chrzest Duchem Świętym nie jest tym samym. To dwa odrębne wydarzenia. Mogą występować jedno po drugim, lub po jakimś czasie. I tu ważna uwaga: raczej po niedługim czasie, chyba, że człowiek od razu po nowym narodzeniu zwolnił lub wcale nie podjął aktywnego życia wiary. Bogu wcale nie zależy na przedłużaniu w nieskończoność swojej obietnicy. Tylko wyraźna duchowa przeszkoda (np. świadome trwanie w grzechu, zlekceważenie Bożego Słowa) może zatrzymać jej spełnienie.

Gdy przeczytamy uważnie pierwsze cztery wiersze z drugiego rozdziału Dziejów Apostolskich, możemy przeżyć mały szok. Uczniowie nie poszli do górnej izby, by modlić się o chrzest Duchem Świętym. Byli tam, bo nakazał im to Jezus – by poszli do Jerozolimy i czekali na wylanie Ducha. Bardziej widać tu posłuszeństwo słowom Jezusa. Więc byli tam, a w momencie zesłania Ducha... siedzieli! Proszę nie zrozumieć, że sugeruję iż siedzieli bezczynnie. O, nie! W tych dniach modlili się, rozważali słowa Jezusa, proroków, powołali Apostoła Macieja w miejsce Judasza, zdrajcy – o czym mówi pierwszy rozdział.

A Bóg nie oczekiwał od nich, że przyjmą jakąś szczególną pozę, zrobią coś niezwykłego... Bóg spełnił po prostu to, co obiecał – wylał Ducha Świętego „na wszelkie ciało”. Alleluja!

Ciągle powtarzające się pytania: : „co mam zrobić by otrzymać chrzest Duchem Świętym, od kiedy mam Ducha Świętego? Po czym to mogę poznać?”

100-procentowy zielonoświątkowiec powie: dowodem chrztu Duchem Świętym jest powiedzenie choćby paru słów na obcych językach, natomiast zielonoświątkowiec o „wschodnich korzeniach” doda: „gdy z serca same wypłyną ci słowa: Abba Ojcze”...

A co mówi Pismo?

„Opamiętajcie się i niech każdy z was da się ochrzcić..... a otrzymacie dar Ducha Świętego” DA 2,38. Chwała Bogu! Jakie to proste: „a otrzymacie”! Gdy się opamiętasz i dasz się ochrzcić.

„I napełnieni zostali wszyscy Duchem Świętym, i zaczęli mówić innymi językami...” DA 2,4.Również w ten sposób można być napełniony Duchem, otrzymując jednocześnie dar języków, lub inny dar. Może dlatego większość z nas pragnie właśnie tej formy i ją akcentuje?

„... a także Duch Święty, którego Bóg dał tym, którzy są mu posłuszni” DA 5,32.Uważam, że w ten sposób otrzymuje Ducha Świętego większość dzieci Bożych – w wyniku posłuszeństwa Słowu.

„Bo też w jednym Duchu wszyscy zostaliśmy ochrzczeni w jedno ciało .... i wszyscy zostaliśmy napojeni jednym Duchem”. 1Kor 12,13.Przeczytajmy uważnie: tak, jak zostaliśmy wszyscy ochrzczeni, tak samo zostaliśmy wszyscy napojeni Duchem. Napojeni, znaczy – napełnieni.

„Czy przez uczynki zakonu otrzymaliście Ducha, czy przez słuchanie z wiarą?” Gal. 3,2. O! Co za niespodzianka – Ducha otrzymujemy przez słuchanie Słowa Bożego z wiarą! To jest mocno powiązane z „napojeniem”. Gdy słuchasz pilnie Słowa Bożego i jest to powiązane z wiarą, z mocnym pragnieniem by tak żyć, zostajesz napełniony (napojony) Duchem.

Moja Mamusia wspominała często zbór swojej młodości mówiąc, że tam prawie wszyscy doznali chrztu Duchem Świętym. „Był jednak w zborze Brat (dyrygent, zajmował się też młodzieżą) - mówiła zakłopotana - który całe życie modlił się o chrzest Duchem Świętym i... nie otrzymał. A był z nas wszystkich najbardziej pokorny, bogobojny i wierny...”.

W jej rozumieniu ten Brat nie był ochrzczony Duchem Świętym, gdyż nie przeżył znaków polegających na mówieniu językami, na skakaniu z radości.

Odpowiedziałem wtedy: „Mamusiu, on miał najwięcej Ducha z was wszystkich”. Tak myślę do dzisiaj.

Nie można bowiem wieść bogobojnego, zwycięskiego i świętego życia bez pełni Ducha Świętego!

Nieporozumienia powstają dlatego, ponieważ wiedziemy spór nie o to, co trzeba. Wiedziemy spór o to, jak i kiedy otrzymuje się Ducha Świętego? O tym nie decyduje człowiek i jego argumenty, lecz Bóg.

Powinniśmy raczej zastanawiać się nad ważniejszą kwestią: czy mam Ducha Świętego, czy chodzę w Duchu Świętym?

Duch Święty nie jest posłany po to, by odnotować czas i miejsce jego otrzymania, lecz byśmy mogli prowadzić zwycięskie i święte życie. Takie, jakie widzimy w Jezusie Chrystusie.

Po czym poznaję, że mam Ducha Świętego? Po tym, że żyję według Ducha (a nie według ciała!), że jestem posłuszny Duchowi (nie zasmucam Go), że zwyciężam w pokusach i doświadczeniach. Po tym, że biorę odważnie swój krzyż i naśladuję Jezusa, nie bojąc się umrzeć dla swego JA (to w mocy Ducha umartwiamy starą naturę). I wreszcie - po tym, że pojawiają się w moim życiu owoce Ducha Świętego.

To daje mi przekonanie, że Duch Święty jest we mnie, bez względu na to, jak i kiedy zostałem nim napełniony.

To Duch Święty daje nam moc do zwycięskiego życia. Sprawia, że podejmujemy wszelki wysiłek w biegu wiary, pobudza nas do postów i nieustannych modlitw. Jego moc pozwala nam zwyciężać Szatana, świat i naszą cielesność. Gdy będziemy postępowali według Ducha, zachowamy wszystkie Boże przykazania, odrzucimy wszelką nieczystość i grzech, będziemy wzrastać w uświęceniu, a na koniec powiemy: „Dobry bój bojowałem, biegu dokonałem, wiarę zachowałem...” 2Tym 4,7

Drodzy Bracia i Siostry, zachęcam - wejdźmy na drogę uczniostwa (patrz Łuk. 9,23). Pomimo wysokich wyrzeczeń (zaparcie się siebie, wzięcie krzyża swego, utratę życia swego) – warto!

Dlaczego? Ponieważ uczniowie posiadają coś wyjątkowego!

„Uczniowie zaś byli pełni radości i Ducha Świętego” DA 13,52. Alleluja!

Waldemar Świątkowski


http://www.chrystusowy.pl/i131,Chrzest- ... owski.html
veteran
 
Posty: 517
Dołączył(a): 1 paź 2014, o 17:38
Lokalizacja: Władysławowo

Re: Narodzenie z DUCHA ŚWIĘTEGO [nowe narodzenie]

Postprzez veteran » 12 gru 2014, o 17:31

Żądanie Jezusa: Musisz się na nowo narodzić

Odpowiedział Jezus: ... Nie dziw się, że ci powiedziałem: Musicie się na nowo narodzić (J 3:5,7).

Odpowiadając Jezus, rzekł mu: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci, jeśli się kto nie narodzi na nowo, nie może ujrzeć Królestwa Bożego (J 3:3).

W trzecim rozdziale Ewangelii Jana opisana jest rozmowa Jezusa z jednym z faryzeuszy, dostojnikiem żydowskim imieniem Nikodem (J 3:1). Faryzeuszy cechowała doskonała znajomość Biblii hebrajskiej, dlatego też Pan Jezus zdziwił się, że Nikodem nie zrozumiał nakazu: „Musicie się na nowo narodzić". Nikodem zapytał: „Jakże się może człowiek narodzić, gdy jest stary? Czyż może powtórnie wejść do łona matki swojej i urodzić się?" (J 3:4). Reakcją Pana Jezusa było zdziwienie: „Jesteś nauczycielem w Izraelu, a tego nie wiesz?" (J 3:10).

I NOWEGO DUCHA WŁOŻĘ DO ICH WNĘTRZA

Innymi słowy eksperta Biblii hebrajskiej nie powinno dziwić żądanie Jezusa: „Musicie się na nowo narodzić". Dlaczego? Dlatego, że Biblia hebrajska zawiera na ten temat wiele wzmianek znanych zarówno Jezusowi, jak i Nikodemowi. Bóg zawarł w Piśmie Świętym obietnice, że pewnego dnia sprawi, iż jego lud narodzi się na nowo. Jednym z najbardziej ewidentnych przykładów tego rodzaju zapowiedzi jest obietnica zawarta w Księdze Ezechiela. Pan Jezus nawiązując do tej obietnicy powiedział: „Jeśli się kto nie narodzi z wody i z Ducha, nie może wejść do Królestwa Bożego" (J 3:5). Narodzenie na nowo opisane jest jako narodzenie z wody i z Ducha. Te dwa terminy: „woda" oraz „Duch" powiązane są ze sobą w obietnicy zawartej Księdze Ezechiela (Ez 36:25-27), gdzie Bóg mówi:

„I pokropię was czystą wodą, i będziecie czyści od wszystkich waszych nieczystości i od wszystkich waszych bałwanów oczyszczę was.

I dam wam serce nowe, i ducha nowego dam do waszego wnętrza, i usunę z waszego ciała serce kamienne, a dam wam serce mięsiste.

Mojego ducha dam do waszego wnętrza i uczynię, że będziecie postępować według moich przykazań, moich praw będziecie przestrzegać i wykonywać je".

Bóg obiecuje ludziom oczyszczenie z grzechu oraz odnowienie ich ducha dzięki obecności Ducha Świętego. Jezus uważał, że Nikodem powinien skojarzyć żądanie narodzenia na nowo z zawartą w Księdze Ezechiela obietnicą nowego ducha oraz daru Ducha Świętego. Jednak Nikodem nie powiązał tych rzeczy ze sobą, dlatego Pan Jezus przybliżył tę kwestię mówiąc o roli Ducha Bożego w odnowieniu ducha ludzkiego: „Co się narodziło z ciała, ciałem jest, a co się narodziło z Ducha, duchem jest" (J3:6).

UMARLI NIE MOGĄ UJRZEĆ KRÓLESTWA

Z natury jesteśmy istotami cielesnymi i użyty tutaj termin „ciało" oznacza po prostu nasze cielesne człowieczeństwo. W wyniku naszych pierwszych, cielesnych narodzin jesteśmy jedynie „ciałem". Ludzie w tym naturalnym stanie są duchowo martwi. Nasze cielesne narodziny nie są narodzinami duchowymi – nie rodzimy się z sercem, które kocha Boga. Rodzimy się duchowo martwi.

To właśnie miał na myśli Pan Jezus, kiedy powiedział do swojego niedoszłego ucznia, który chciał najpierw pójść do domu na pogrzeb: „Niech umarli grzebią umarłych swoich" (Łk 9:60). Niektórzy są fizycznie martwi i takich należy pogrzebać. Inni są duchowo martwi i mogą grzebać martwych fizycznie. Ta sama myśl jest zawarta w przypowieści o synu marnotrawnym, w której ojciec mówi: „Ten syn mój był umarły, a ożył" (Łk 15:24). Dlatego właśnie „jeśli się kto nie narodzi na nowo, nie może ujrzeć Królestwa Bożego" (J 3:3) Umarli nie mogą ujrzeć tego Królestwa, to znaczy nie mogą postrzegać Królestwa Bożego jako najbardziej pożądanego dobra. Dla nich Królestwo to wydaje się głupstwem, baśnią albo rzecz nie wartą ich uwagi. Dlatego właśnie nie mogą wejść do Królestwa Bożego (J 3:5). Nie mogą, ponieważ uważają je za głupstwo.

Pan Jezus widzi tylko dwa rodzaje ludzi:

- ludzi urodzonych tylko raz, czyli urodzonych z ciała, duchowo martwych;

- ludzi narodzonych na nowo przez Ducha Bożego, którzy żyją dla Boga i uważają jego Królestwo za najbardziej pożądane dobro.

WIATR WIEJE DOKĄD CHCE

Zdziwienie Nikodema nie jest rzeczą zupełnie niewłaściwą, ponieważ nowe narodzenie jest pewną tajemnicą. Pan Jezus mówi: „Wiatr wieje, dokąd chce, i szum jego słyszysz, ale nie wiesz, skąd przychodzi i dokąd idzie; tak jest z każdym, kto się narodził z Ducha" (J 3:8). Innymi słowy, mówi do Nikodema: „Potrzebujesz nowego życia duchowego – potrzebujesz ponownych narodzin".

To, czego Jezus żąda od Nikodema, żąda także od każdego z nas. Pan przemawia tutaj do każdego człowieka na tym świecie – nikogo nie wyklucza. Żadna grupa etniczna nie może się poszczycić jakimiś szczególnymi predyspozycjami do życia. Osoba martwa jest martwa, bez względu na kolor skóry, przynależność etniczną, kulturową czy społeczną. Potrzebujemy duchowych oczu. Narodziny cielesne nie zapewnią nam miejsca w Królestwie Bożym. Nie możemy się narodzić na nowo sami z siebie. Dzieło to wykonuje Duch Święty. Duch Święty jest suwerenny i działa w sposób dla nas niepojęty. Musimy narodzić się na nowo, jednak nowe narodzenie jest darem od Boga.

Przestańcie koncentrować się na sobie i szukajcie u Boga tego, co jedynie On sam może dla was wykonać. Nie potrzebujecie moralnej poprawy starego „ja". Nowe życie – oto, czego potrzebuje cały świat. Jest to radykalna i nadnaturalna przemiana, która nie leży w naszej mocy. Martwi nie mogą sami siebie ożywić. Musimy narodzić się na nowo – „nie z krwi ani z cielesnej woli, ani z woli mężczyzny, lecz z Boga" (J 1:13). Tego właśnie żąda Pan Jezus od świata.



Materiał pochodzi z książki Johna Pipera "What Jesus demands from the World", Copyright 2006
Wykorzystano za zgodą Crossway Bookssłużby wydawniczej Good News Publishers,
Wheaton Il 60187 USA, http://www.crossway.org


http://www.jezus.pl/Czytelnia/Ewangelia ... rodzic.htm
veteran
 
Posty: 517
Dołączył(a): 1 paź 2014, o 17:38
Lokalizacja: Władysławowo

Re: Narodzenie z DUCHA ŚWIĘTEGO [nowe narodzenie]

Postprzez veteran » 15 lip 2015, o 20:26

Obudź się, który śpisz!

"Obudź się, który śpisz, i powstań z martwych, a zajaśnieje ci Chrystus" (Efez.5:14)

Wykładając te słowa chcę, za pomocą Bożą:

Dać opis śpiących, których Apostoł miał na myśli.
Wytłumaczyć znaczenie wezwania: "Obudź się, który śpisz, i powstań z martwych".
Wyjaśnić obietnicę, daną tym, którzy budzą się i powstają: "Zajaśnieje ci Chrystus!".
Po pierwsze, co do śpiących. Przez stan snu, w jakim przebywa zmysłowy, cielesny człowiek, rozumie się ten głęboki sen duszy, w którym pogrążeni są wszyscy potomkowie Adama: bierność, lenistwo duchowe, głupotę i brak zrozu-mienia swego własnego położenia; słowem ten stan, w jakim każdy człowiek przychodzi na świat i w którym pozostaje, dopóki nie obudzi go zeń głos Boży.

Otóż, "ci, którzy śpią, w nocy śpią" (1Tes.5:7). Jest to pierwotny stan zupełnej nieświadomości, kiedy to "ciemność okrywa ziemię i mrok narody" (Iz.60:2). Biedny, nie rozbudzony grzesznik, chociażby nawet posiadał wiedzę w zakresie innych rzeczy, to jednak nie zna samego siebie. Nie wie, że jest du-chem upadłym, którego zadaniem w obecnym świecie powinno być dźwignięcie się z upadku i odzyskanie utraconego podobieństwa do Boga, na którego obraz zo-stał stworzony. Nie widzi, że "tylko jednego potrzeba" (Łuk.10:42), to jest tej ogólnej, wewnętrznej zmiany, tego narodzenia się na nowo, którego symbolem jest chrzest; tego narodzenia, które jest początkiem zupełnego odnowienia, tego poświęcenia ducha, duszy i ciała owemu uświęceniu, "bez którego nikt nie ujrzy Pana" (Hebr.12:14).

Grzesznik, będąc pełnym chorób myśli, że posiada doskonałe zdrowie! Za-kuty w kajdany swej nędzy marzy, że posiada wolność! Mówi: "Pokój! Pokój!", podczas gdy szatan posiadł jego duszę jak "mocarz zbrojny". Śpi i odpoczywa, chociaż przepaść, z której nie masz powrotu, otworzyła swoją paszczę, aby go połknąć. Ogień popiera wszystko dookoła niego i jego samego już dotyka, ale on o to bynajmniej nie dba.

Śpiącym tedy nazywamy tego, kto - pogrążony w grzechach - odczuwa zado-wolenie i gotów jest pozostać w upadku, żyć i umrzeć bez poznania Boga; kto nie zna ani swojej choroby, ani lekarstwa na nią; kto nigdy nie otrzymał przestrogi albo też nie zważał na ostrzegawczy głos Boga, przestrogi, aby uciekał "przed przyszłym gniewem" (Mat.3:7); kto nigdy jeszcze nie spostrzegł, że jest w nie-bezpieczeństwie ognia piekielnego i nigdy jeszcze nie wołał w udręce swej duszy: "Co mam czynić, abym był zbawiony?" (Dz.Ap.16:30).

Jeżeli śpiący taki nie jest otwarcie szkodliwy, zwykle śpi on najgłębiej, bez względu na to, czy - mając ducha Laodycejskiego ("ani zimny, ani gorący" -Obj.3:15) - jest tylko cichym, przeciętnym, nieszkodliwym i dobrodusznym zwolennikiem religii swych ojców, czy też posiada gorliwość i prawowierność, i żyje "jako faryzeusz" (Dz.Ap.26:5), to jest żyje według Pisma Świętego, ale usprawiedliwia samego siebie, usiłując wysławić własną sprawiedliwość i nie pod-dając się sprawiedliwości Bożej (2Tym.3:5). "Przybierają pozór pobożności, podczas gdy życie ich jest zaprzeczeniem jej mocy"; prawdopodobnie urągają jej, gdziekolwiek się znajdują, mając ją za jakiś akt zewnętrzny i złudzenie. Taki bie-dak, oszukujący samego siebie, dziękuje Bogu, "że nie jest jak inni ludzie, rabu-sie, oszuści, cudzołożnicy" (Łuk.18:10-14). Przecież nie czyni nikomu nic złe-go, pości dwa razy w tygodniu, spełnia wszystkie praktyki religijne, regularnie chodzi do kościoła i uczestniczy w Wieczerzy Pańskiej, nawet daje "dziesięcinę ze wszystkiego" (1Mojż.14:20), czyni dobrze według możności swojej, "co do sprawiedliwości, opartej na zakonie, człowiek bez nagany" (Fil.3:6). Nie brak mu niczego do pobożności, tylko jej mocy; do religii - tylko jej ducha, a do chrześcijaństwa - tylko prawdy i życia.

Ale nie wiecie, że takiego, na pozór religijnego chrześcijanina, chociażby na-wet był bardzo ceniony przez ludzi, Bóg ma w obrzydzeniu. Tacy właśnie są dzie-dzicami wyroku, który Syn Boży wczoraj i dzisiaj; i na wieki, wygłasza przeciw "uczonym w Piśmie i faryzeuszom, obłudnikom". Oni to właśnie "oczyszczają z zewnątrz kielich i misę, wewnątrz zaś są one pełne łupiestwa i pożądliwości". Słusznie przyrównuje ich Pan nasz do grobów pobielanych, "które na zewnątrz wyglądają pięknie, ale wewnątrz są pełne trupich kości i wszelakiej nieczystości" (Mat.23:13-36). Żyją oni na pozór, ale brakuje im tchu, nie ma w riich Ducha żyjącego Boga. "Jeśli zaś kto nie ma Ducha Chrystusowego, ten nie jest Jego" (Rzym.8:9). Jesteście Chrystusowi, jeżeli Duch Boży w was mieszka; jeżeli nie, Bóg wie, że pozostajecie w śmierci po dziś dzień.

Tu wspomnieliśmy o jeszcze jednej właściwości śpiącego, a mianowicie, że jest "pogrążony w śmierci", chociaż nie wie o tym. Jak napisano: "Przeto jak przez jednego człowieka grzech wszedł na świat, a przez grzech śmierć, tak i na wszystkich ludzi śmierć przyszła, bo wszyscy zgrzeszyli" (Rzym.5:12). A nie tyl-ko śmierć doczesna, ale duchowa i wieczna. "Bo gdy tylko zjesz z niego, na pew-no umrzesz" - rzekł Pan Adamowi (1Mojż.2:17). Umrzesz nie cieleśnie, lecz du-chowo, stracisz życie duszy swojej, odłączysz się od Tego, który jest źródłem twego życia i szczęścia.

Tu najpierw zerwaną została ta żywotna łączność pomiędzy duszą ludzką i Bogiem, albowiem podczas życia zmysłowego, niższego, panuje śmierć ducho-wa. W niej też trwać będziemy, aż ostatni Adam stanie się "duchem ożywiają-cym" (1Kor.15:45), aż obudzi nas ze śmierci, śmierci rozkoszy bogactwa i zasz-czytów. Ale zanim martwa dusza będzie mogła ożyć, musi usłyszeć głos Syna Bożego, to jest stać się świadomą swego właściwego stanu. Wtedy pozna, że jest jakby "martwą podczas życia", martwą Bogu i wszystkiemu, co duchowe, nie po-siadającą więcej zdolności do działania po chrześcijańsku, aniżeli martwe ciało do poruszania się.

Pewnym jest także, że taki, który jest ,;umarły przez upadki i grzechy swoje" (Efez.2:1), nie mając zmysłów "wyćwiczonych do rozróżniania dobrego i złego" (Hebr.5:14), chociaż posiada oczy, to jednak nie widzi, i chociaż posiada uszy, nie słyszy. Nie kosztuje i nie widzi, że dobry jest Pan (Ps.34:9). Imię Jezus nada-remnie jest dla niego "jak najlepszy olejek" (P.n.P.1:3) i "wszystkie Jego szaty pachną mirrą, aloesem i kasją" (Ps.45:9). Dusza, pogrążona w śnie śmierci, nie zna takich rzeczy. Serce grzesznika nie odczuwa ani nie rozeznaje takich wrażeń.

Nie będąc uduchowionym, "człowiek zmysłowy nie przyjmuje tych rzeczy, które są z Ducha Bożego". Przeciwnie, jest on od nich tak daleki, że "są dlań głupstwem, i nie może ich poznać, gdyż należy je duchowo rozsądzać" (1Kor.2:14). Nie dosyć, że ich nie zna - on nawet zaprzecza ich istnieniu. Nawet przeświadczenie moralne jest dla niego głupim marzeniem. "Jak można wierzyć w takie bajki?" - pyta. - "Jak może człowiek uświadamiać sobie, że dusza żyje w Bogu?".

Odpowiadam na to: "Tym samym sposobem, jakim poznajemy życie naszego ciała". Wiara - jest to życie duszy; jeżeli mieszka w tobie - masz życie. Daje ona świadectwo o sobie; nie potrzebujesz innych znaków, aby je poznać, bo po-siadasz tę boską świadomość, większą i głębszą niż dziesięć tysięcy ludzkich świadków.

Jeżeli obecnie "ten to Duch świadczy wespół z duchem naszym, że dziećmi Bożymi jesteśmy" (Rzym.8:16), to jesteśmy szczęśliwi. Jeżeli nie, oby On cię te-raz przekonał, biedny nierozbudzony grzeszniku, że jesteś jeszcze dzieckiem szata-na! Obym teraz mógł słyszeć "głos i szum", obym mógł widzieć, jak "zbliżają się kości, jedna kość do drugiej", kiedy powtarzam proroctwo Ezechiela: "Przyjdź, ożywcze tchnienie, z czterech stron, i tchnij na tych zabitych, a ożyją" (Ez.37:7.9).

Nie zatwardzajcie serc waszych przeciw Duchowi Świętemu, który właśnie te-raz przychodzi, aby was przekonać o grzechu, boście "nie uwierzyli w imię jedno-rodzonego Syna Bożego" (Jn.3:18).

Przeto "zbudź się, który śpisz, i powstań z martwych"! Bóg przez usta moje przywołuje ciebie i każe, żebyś poznał samego siebie, twoje obecne położenie i to, co powinno być twoją jedyną troską tu, na ziemi. Co myślisz, o, śpiący?

Powstań ! Wołaj do Boga twego, aby On raczył o tobie myśleć, abyś nie zginął ! Straszny huragan szaleje wokół ciebie, padasz w głębinę zatracenia, w otchłań sądów Bożych! Jeżeli nie chcesz zginąć, posłuchaj wezwania: Osądź samego sie-bie, abyś nie był sądzony od Pana (1Kor.11:31-32)!

Obudź się ! Obudź się ! Wstań w tej chwili, abyś nie pił "z ręki Pana kubek Jego gniewu" (Iz.51:17). "Strząśnij z siebie proch, powstań!" (Iz.52:2). Niech cię przynajmniej rozbudzi wezwanie Boże, groźne jak trzęsienie ziemi! Obudź się i drżąc, jak ów stróż więzienny, zawołaj: "Co mam czynić, abym był zbawio-ny?" (Dz.Ap.16:30). A nie spocznij, dopóki nie będziesz mógł powiedzieć, że wierzysz w Pana Jezusa Chrystusa, wiarą daną ci od Boga, przez działanie Ducha Świętego.

Jeżeli mówiąc to, słowa moje skierowuję do pewnej kategorii osób, to zwra-cam się przede wszystkim do ciebie, który sądzisz, że to wezwanie ciebie nie doty-czy. Owszem, mam specjalne słowo od Boga, właśnie dla ciebie! W Jego imieniu ostrzegam cię, abyś uciekał przed "przyszłym gniewem" (Mat.3:7). Nieszczęśli-wa duszo, spojrzyj na swój obraz; widzisz go w położeniu apostoła Piotra, który - skazany na śmierć - leżał w ciemnym więzieniu pomiędzy dwoma żołnierzami, zakuty w kajdany, a stróże strzegli wejścia do celi. Noc już mija, zbliża się świt. Godzina zatracenia nadchodzi dla ciebie. I w tych strasznych warunkach śpisz! Śpisz nad brzegiem przepaści, w rękach szatana, na progu wiecznego potępienia!

Oby stało się z tobą tak jak z Piotrem, oby i dla ciebie "zjawił się anioł Pań-ski i światłość zajaśniała w celi" (Dz.Ap.12:7). Obyś mógł być obudzony wszech-mocną ręką, podnoszącą ciebie, i głosem mówiącym: "Wstań prędko! Pójdź za nim!

Ocknij się, duszo nieśmiertelna, ze swych marzeń o szczęśliwości! Czyż Bóg nie stworzył cię dla siebie? Nie możesz zatrzymywać się, dopóki w Nim nie spoczniesz! Wróć się, tułaczu! Powróć do domu. Nie masz tu domu swego; nie rozmyślaj o budowaniu przybytku tu, na ziemi, gdzie jesteś tylko chwilowym przybyszem, wędrowcem, przygotowującym się do wieczności. Śpiesz się ! Wieczność nadchodzi. Wieczność zależy od tej chwili. Wieczność szczęścia - albo niedoli !

W jakim stanie jest twoja dusza? Gdyby podczas mego przemówienia Bóg wezwał ją do siebie, czy gotów byłbyś spotkać śmierć i sąd? Czy możesz stanąć przed obliczem Tego, o którym powiedziano: "Twoje oczy są zbyt czyste, aby mogły patrzeć na zło, nie możesz spoglądać na bezprawie" (Hab.1:13). Czy je-steś zdolny "do uczestniczenia w dziedzictwie świętych w światłości" (Kol.1:12)? Czyś staczał "dobry bój wiary" (1Tym.6:12)? Czyś dostał tę jedyną rzecz po-trzebną? Czyś przyoblekł się w nowego człowieka, "który się odnawia ustawicz-nie ku poznaniu na obraz Tego, który go stworzył" (Kol.3:10)?

Czy masz olej w swej lampie, a w sercu swym łaskę? Czy miłujesz Pana, Bo-ga swego, "z całego serca swego i z całej duszy swojej, i z całej myśli swojej, i z całej siły swojej" (Mar.12:30)? Czy jesteś takiego usposobienia, "jakie było w Chrystusie Jezusie" (Fil.2:5)? Czy jesteś prawdziwie chrześcijaninem, to zna-czy: nowym stworzeniem, w którym stare przeminęło, a wszystko stało się nowe (2Kor.5:17)? Czy wiesz, że ciało twoje jest świątynią Ducha Świętego, którego masz od Boga (1Kor.6:19)? Czy otrzymałeś Ducha Świętego, gdy uwierzyłeś (Dz.Ap.19:2)? A może dziwi cię to pytanie, bo nie wiesz, że jest Duch Święty?

Jeżeli pytania te cię obrażają, bądź pewien, że nie jesteś chrześcijani-nem ani nie chcesz się nim stać. Co gorsza, nawet twoja dzisiejsza modlitwa jest grzechem, bo prosiłeś Boga o napełnienie Duchem Świętym, a w rzeczywi-stości nie wierzysz w Jego istnienie ! Jednak, upoważniony Słowem Bożym, mu-szę powtórzyć to pytanie.

Czy otrzymałeś Ducha Świętego? Jeżeli nie, to jeszcze nie jesteś chrześcijani-nem. Chrześcijaninem jest bowiem ten, kto został namaszczony Duchem Świętym i mocą (Dz.Ap.10:38). Jeszcze nie jesteś uczestnikiem "czystej i nieskalanej po-bożności" (Jak.1:27). A czy wiesz w ogóle, co to jest pobożność, co to jest praw-dziwa religia? Jest to uczestnictwo Boskiej natury; życie Boga w duszy człowie-czej; Chrystus, mieszkający w sercu.

Masz nadzieję zbawienia, ale z jakiego powodu? Czy dlatego, że nic złego nie uczyniłeś? Albo jak wiele dobrego zdziałałeś? A może dlatego, że nie uważasz się za przeciętnego człowieka, bo jesteś mądry, uczony, uczciwy, o wysokim pozio-mie moralnym? Niestety, to wszystko nie doprowadzi cię do Boga. Czy pamię-tasz naukę: "Albowiem łaską zbawieni jesteście przez wiarę, i to nie z was: Boży to dar" (Efez.2:8)? Czy jako fundament swoich nadziei przyjąłeś tę prawdę, i "prawdziwa to mowa i w całej pełni przyjęcia godna, że Chrystus Jezus przyszedł na świat, aby zbawić grzeszników" (1Tym.1:15)?

Czy zrozumiałeś, co znaczą te słowa: "Nie przyszedłem wzywać sprawiedli-wych, lecz grzeszników" (Mat.9:13)? Czy wiesz, na co zasługujesz i czy odczu-wasz swe potrzeby? Czy jesteś "ubogim w duchu" i, czekając na Boga, nie chcesz żadnej pociechy bez Niego? Czy, synu marnotrawny, "wejrzałeś w siebie" (Łuk.15:17) i czy zadowolony jesteś, że ci, którzy jeszcze karmią się omłotem, nazwali cię głupcem, boś ich opuścił? Czy kłamliwie mówią na ciebie wszelkie zło ze względu na Chrystusa (Mat.5:11)?

Obyście w tych pytaniach usłyszeli głos Tego, który budzi umarłych; obyście zostali skruszeni młotem Jego Słowa, zdolnym do rozbicia twardych skał! "Dziś, jeśli głos Jego usłyszycie, nie zatwardzajcie serc waszych!" (Hebr.3:15). Teraz "obudź się, który śpisz" snem śmierci duchowej, abyś nie zasnął na wieki wie-ków. Opuść swych dawnych towarzyszy grzechu! "Dlatego wyjdźcie spośród nich i odłączcie się, mówi Pan, i nieczystego się nie dotykajcie; a Ja przyjmę was" (2Kor.6:17). Zajaśnieje ci Chrystus!

Przystępuję teraz do wyjaśnienia tej obietnicy. Jakże dodaje otuchy pewność, że ktokolwiek słucha wezwania Chrystusa, nie szuka oblicza Jego nadaremnie ! Jeżeli ty "obudzisz się i powstaniesz z martwych", On "zajaśnieje ci". "Wtedy twoje światło wzejdzie jak zorza poranna" (Iz.58:8), "bo Bóg, który rzekł: Z ciemności niech światłość zaświeci, rozświecił serca nasze, aby zajaśniało po-znanie chwały Bożej, która jest na obliczu Chrystusowym" (2Kor.4:6). -"Ale dla was, który boicie się mojego imienia, wzejdzie słońce sprawiedliwości z uzdrowieniem na swoich skrzydłach" (Mal.3:20). Będzie można wówczas po-wiedzieć: "Powstań, zajaśniej, gdyż zjawiła się twoja światłość, a chwała Pańska rozbłysła nad tobą" (Iz.60:1), bo Chrystus, to prawdziwe Światło, zajaśniał ci.

Bóg jest światłością i oddaje się każdemu przebudzonemu grzesznikowi, który nań czeka. Jesteśmy więc powołani do tego, aby być przybytkiem Boga przez Ducha Świętego, i przez tego Ducha, mieszkającego w nas, być tu świętymi uczestnikami dziedzictwa w światłości. Duch Chrystusowy jest tym wielkim darem Bożym, tylekroć zapowiadanym i obiecywanym ludziom przez Boga, w zupeł-ności spełnionym od czasu wstąpienia Chrystusa do chwały. Obietnice, uczynione ojcom, tak się dokonały: "Mojego Ducha dam do waszego wnętrza i uczynię, że będziecie postępować według moich przykazań" (Ez.36:27). "Gdyż wyleję wody na spieczoną ziemię i strumienie na suchy ląd; wyleję mojego Ducha na twoje po-tomstwo i moje błogosławieństwo na twoje latorośle" (Iz.44:3).

Wszyscy mogą stać się świadkami prawdziwości tych obietnic. Jeżeli możesz w to uwierzyć, to: "Wszystko jest możliwe dla wierzącego" (Mar.9:23). Czy jest człowiek, co się boi Pana, a chodzi w ciemności, nie mając światła? W imieniu Pana Jezusa pytam go: "Czy wierzysz, że On ma moc, aby wyrwać cię z kajda-nów grzechu?" - "Ufaj, synu, odpuszczone są grzechy twoje" (Mat.9:2). Przyjmij te słowa jakby były nie od człowieka, ale, od Boga, i będziesz usprawied-liwiony darmo, przez wiarę.

Pozwólcie, bracia, abym ja, jeden z najmniejszych sług Kościoła, zwrócił się do was. Wasze własne sumienie oświadcza wam (jeśli w ogóle dane wam było do-świadczyć łaski Pana), że mówię prawdę. "A to jest żywot wieczny, aby poznali Ciebie, jedynego prawdziwego Boga i Jezusa Chrystusa, którego posłałeś" (Jn.17:2). Tylko takie osobiste poznanie Boga jest praw-dziwym chrześcijaństwem. Tylko ten jest chrześcijaninem, kto przy-jął Ducha Chrystusowego. Nie jest zaś chrześcijaninem, kto tego Ducha nie przy-jął. "Owego dnia (to jest przy Przyjściu Pańskim) poznacie, że jestem w Ojcu moim i wy we mnie, a Ja w was" (Jn.14:20). Oto ten Duch prawdy, "którego świat przyjąć nie może, bo Go nie widzi i nie zna; wy Go znacie, bo przebywa wśród was i w was będzie" (Jn.14:17).

Świat nie może Go przyjąć i obrzuca Go bluźnierstwami, sprzeciwiając się Mu. Ale każdy duch, który nie uznaje Jezusa, nie jest od Boga. "Jest to duch anty-chrysta, o którym słyszeliście, że ma przyjść, i teraz już jest na świecie" (1Jn.4:3). Antychrystem jest ten, kto przeczy, iż istnieje natchnienie Duchem Świę-tym, albo że Duch Boży mieszka we wszystkich wierzących, kto neguje błogo-sławieństwo Ewangelii, powszechną obietnicę i istotę prawdziwego chrześcijań-stwa.

Ludzie mówią lekkomyślnie: "My nie zaprzeczamy temu, że Duch Święty istnieje, a jedynie nie uznajemy natchnienia, to jest świadomego przyjęcia Ducha Świętego". Ależ w takim razie odrzucają oni całe Pismo Święte, prawdę i obietni-ce Boże ! Kościół takiej różnicy nie uznaje, mówi bowiem o "poczuciu Ducha Świętego", o "poruszeniu przez Ducha Świętego". Uczy nas modlić się o "na-tchnienie Ducha Świętego"; owszem, modlić się, żebyśmy zostali napełnieni Du-chem Świętym. Nie przyjmując tej nauki, oddalasz się nie tylko od Pisma Święte-go, ale także od naszego Kościoła i całego objawienia chrześcijańskiego.

Ale "mądrość Boża" zawsze "jest głupstwem dla tych, którzy giną" (1Kor.1:18-31). Nic więc dziwnego, że i ta wielka tajemnica zakryta jest "przed mądry-mi i roztropnymi" (Mat.11:25) i tak, jak za dawnych czasów, jest wyśmiewana i zwalczana, jakby była szaleństwem; ktokolwiek zaś ją wyznaje, uważany bywa za naiwnego marzyciela. Oto jest owo odstępstwo (2Tes.2:3), które miało na-stąpić; to powszechne odstępstwo wszystkich stanów i ludzi, szerzące się obecnie w całym świecie. "Przebiegnijcie ulice Jeruzalemu, rozejrzyjcie się i przekonajcie się, i poszukajcie na jego placach" (Jer.5:1), czy możecie znaleźć człowieka, któ-ry miłuje Boga ze wszystkiego serca swego i służy mu ze wszystkich sił swoich. Nie szukając daleko: patrzmy, jak nasz własny kraj cierpi z powodu bezbożności! Jakież straszne rzeczy dzieją się u nas codziennie, spełniane często bezkarnie przez ludzi, który chełpią się swoim postępowaniem. Któż wyliczyć zdoła te wszystkie przekleństwa, złorzeczenia, pijaństwa, zemsty, cudzołóstwa i nieczy-stości, rozmaite sprzeniewierzenia, niesprawiedliwości i wyzyski, które pustoszą naszą ojczyznę jak straszliwy potop!

A nawet pośród tych, który nie popełniają tych ciężkich grzechów, ileż jest złości, gniewu, pychy, pobłażania sobie, ile pragnienia własnej chwały i pożą-dania cudzych rzeczy !

Jakże mało można znaleźć pośród nich prawdziwej religii! Z jednej strony są ci, który nie przestrzegają nawet pozoru pobożności, z drugiej zaś tacy, którzy zachowali tylko ten pozór. Jedni są "grobem otwartym", drudzy - "pobiela-nym" (Mat.23:27). W istocie, ktokolwiek obserwuje uważnie jakiekolwiek zebra-nie publiczne (obawiam się, że nie możemy wykluczyć nawet zebrań kościelnych), z łatwością przekonać się może, że "jedna część składa się z saduceuszów, a dru-ga z faryzeuszów" (Dz.Ap.23:6), to znaczy, że jedni nie mają szacunku dla religii, jak gdyby nie było "zmartwychwstania, ani anioła, ani ducha" (Dz.Ap.23:8), zaś drudzy uważają ją za bezduszną formę i wykonują zewnętrzne, bez-duszne obrządki, bez istotnej wiary, radości i miłości Bożej.

Oby Bóg pozwolił, abym nas, zgromadzonych tu, w tym miejscu, mógł uważać za wolnych od takich zarzutów ! Ale czy istotnie byłoby to słuszne?

Bóg i wasze własne sumienie wiedzą, że tak nie jest. Nie zachowaliście czystości. Mało jest takich, którzy rozumieją prawdę, który oddają Bogu cześć "w duchu i w prawdzie" (Jn.4:23). Jesteśmy, niestety, pokoleniem, którego duch nie szu-ka Boga. Powołał On nas po to, żebyśmy byli "solą ziemi" (Mat.5:13), ale "jeśli jednak sól zwietrzeje, czym ją przyprawić? Nie nadaje się ona ani do ziemi, ani do nawozu; precz ją wyrzucają" (Łuk.14:34-35).

"Czyż za to nie mam ich karać - mówi Pan - i czy na takim narodzie nie mam szukać odpłaty?" (Jer.5:9). Zaiste, nie wiemy, kiedy rzecze mieczowi: "Przejdź przez tę ziemię!". Długo czekał na nasze opamiętanie. Pozostawia nas jeszcze i w tym roku, ale ostrzega i rozbudza nas gromem. Jego sądy objawiają się na świecie i wszystko każe nam oczekiwać spełnienia się tych słów: "Przyjdę do cie-bie i ruszę świecznik twój z jego miejsca, jeśli się nie upamiętasz" (Obj.2:5), to jest jeśli nie powrócisz do prawdy i prostoty Ewangelii i do pierwszych zasad Refor-macji. Kto wie, może już dopełniliśmy miary nieprawości naszych ! Może odwra-camy się od ostatniej próby Bożej, mającej na celu nasze zbawienie, odrzucając ra-dę Bożą i odtrącając Jego wysłanników.

O, Boże, w gniewie wspomnij na miłosierdzie Twoje! Bądź pochwalony na-szą poprawą, a nie naszym upadkiem. Spraw, żebyśmy słuchali rózgi i Tego, któ-ry ją zesłał! "Wszystkie narody będą oglądać mój sąd, którego dokonam, i moją rękę, którą położę na nich" (Ez.39:21). Niech mieszkańcy świata uczą się spra-wiedliwości. Bracia moi, najwyższy już czas obudzić się ze snu. Obyśmy rychło poznali, przynajmniej w ten dzień swój, co jest ku pokojowi naszemu, pierwej niżeli jest zakryty przed oczyma naszymi. Nawróć nas, o Panie, niech gniew Twój będzie od nas odwrócony! Patrz na nas, abyśmy poznali czas nawiedzenia swego! Spraw, abyśmy żyli i polegali na imieniu Twoim! Miej litość nad naszymi grzechami, dla imienia Twego! Nawróć nas, o Panie zastępów! Ukaż światłość oblicza Twego, a będziemy uzdrowieni!

"Temu zaś, który według mocy działającej w nas potrafi daleko więcej uczy-nić ponad to wszystko, o co prosimy albo o czym myślimy, Temu niech będzie chwała w Kościele i w Chrystusie Jezusie po wszystkie pokolenia na wieki wieków. Amen" (Efez.3:20-21).

Kazanie to wygłosił Rev. Charles Wesley w niedzielę, dnia 4 kwietnia 1742 r.


http://www.swch.pl/autorzy/wesley/chara ... anina.html
veteran
 
Posty: 517
Dołączył(a): 1 paź 2014, o 17:38
Lokalizacja: Władysławowo


Powrót do PODSTAWY UCZNIOSTWA

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 4 gości